PIESKIE ŻYCIE

Za oknem jak jest, każdy widzi.
„Chroniczna szarość zmierzchu” – powiedziałby Bruno Schulz.
„Piździ i ciemno” – powiedziałoby większość z nas.
Wczoraj zabrałam na spacer psa i całą drogę modliłam się, żeby wiatr nie zerwał mi skóry z twarzy i nie wydarł z oczu soczewek. Do domu wróciłam ze łzami przylepionymi do policzków i soplami lodu wystającymi z nosa.
Obiecałam sobie, że już nigdy w życiu nie pójdę na spacer, a w każdym razie do jutra na bank nie.
Już od progu napadł na mnie kot z dzikim wrzaskiem, że on jest w trakcie powolnej agonii głodowej, bo od urodzenia nic nie jadł, a my z psem sobie gdzieś chodzimy.
I właśnie wtedy pomyślałam, że ja muszę zacząć pisać o psie i kocie, bo naprawdę tylko one czynią ten listopad zabawnym.
Przykładowo, nasz kot żyje, żeby jeść. Pies je, żeby przeżyć.

Kilka dni temu kupowałam w markecie mięso dla Fery. Trwało to długo.
W końcu w moim koszyku wylądowały dwa kilogramy serc, kilogram żołądków, dwa kilo wątróbek i sterta wieprzowych ogonów. Z zakłopotaną miną odwróciłam się do kobiety stojącej za mną.
Wtedy ta wypaliła:
– Proszę, niech pani powie, że ma pani psy!

Mam tylko jednego psa. Psa niejadka, któremu gotuję nieraz lepiej niż domownikom. Zaglądają do kuchni, wiedzeni zapachem, a tam wesoło perkocze żarcie dla Fery.
Choćbym podała jej sam kawior pod truflową pierzynką, nic nie sprawi, że mój pies ochoczo przybiegnie do miski. Jemu to uwłacza.
– Żeby jeść na osobności, z miski! Jak jakieś zwierze! – krzyczą jej oczy, kiedy patrzy na mnie spode łba i czeka, aż odejdę, bo skoro już jest tak upodlona, to przynajmniej niech nikt nie będzie tego świadkiem.
Czasem udaję więc, że odchodzę i obserwuję zza rogu, jak je. Nieufnie podchodzi do miski, z miną psa poniżonego. Oszczędnie wącha, żeby przypadkiem zapach nie pogwałcił jej nosa. Zagląda do środka i chwilę patrzy. Bierze oddech i jestem pewna, że kiedyś na głos powie „kuźwa, znowu mięso? Czy ja wyglądam jak pies?!”
Je powoli, robiąc przy tym straszny bajzel wokół, który następnie ja muszę posprzątać, bo dla niej lizanie podłogi jest poniżające! Podłogę niech liżą psy albo świnie. W każdym razie zwierzęta, a nie ona.
Przeważnie zostawia trochę jedzenia. Wtedy na miskę rzuca się kot, który czaił się gdzieś w ciemności i to jedyna okazja, żeby coś zjeść, bo ludzie nigdy mu nie dają, a przynajmniej on nie pamięta. Kiedy miska zaczyna dzwonić i hałasować, wiem już, że jest wypełniona po brzegi wygłodniałym kotem, który w ułamku sekundy pochłania to, co pies jadł piętnaście minut.
Następnie kot biegnie szybko do swojej miski, sprawdzić, czy on też już dostał jeść, skoro pies dostał. Niestety jego miska jak zwykle jest pusta i znowu nic nie zjadł!

Któregoś dnia przeczytałam w ineternecie artykuł o diecie BARF dla zwierząt. W skrócie chodzi o to, że psy to potomkowie wilków i jak wilki powinny jeść. Surowe krwiste mięcho.
Acha! Olśniło mnie. To pewnie dlatego Fera tak wybrzydza. Pewnie myśli, że jest wilkiem.
Więc tym razem, zamiast gotować jej na tłustym rosole, podałam w misce surowe serca, jak BARF przykazał. Fera spojrzała na mnie jak na idiotkę. Potem rzuciła okiem na miskę i znowu na mnie. „Jaja sobie ze mnie robisz?!” – mówiły jej oczy.
Uciekłam do domu, bo wiedziałam, że nie zacznie jeść, dopóki nie straci mnie z pola widzenia, a jeszcze się łudziłam, że kiedy poczuje smak surowego mięsa, odkryje sens życia i apetyt.
Tymczasem ona zbierała do miski dobrą minutę, przebierając łapami. W końcu językiem wybrała z obrzydzeniem jedno serce, glamała chwilę w pysku, po czym zrobiła minę, jakby miała zwymiotować i wypluła serce daleko. Szczerze mówiąc, do wtedy nawet nie wiedziałam, że psy umieją pluć.
Oczywiście zaraz wypełzł z jakieś dziury kot, mówiąc „bez paniki, zaraz posprzątam po tym psie”. A chwilę potem pobiegł do swojej miski, sprawdzić, czy skoro pies dostał jeść, to może on jakimś cudem też. Niestety jego miska jak zwykle była pusta i znowu nic nie zjadł!

– Niewątpliwie najpiękniejszym dniem w moim życiu był ten, kiedy miałem urodziny i z tej okazji babcia zrobiła mi ogromny tort, przekładany masą krówkową, niezliczoną ilością warstw bitej śmietany, bananami i czekoladą.
A potem stało się coś strasznego! Kiedy już byłem w połowie, ludzie zabrali mi ciasto! Zaczęli na siebie wrzeszczeć, przerzucać się winą, że go nie upilnowali, lamentować, że co teraz będzie. I wtedy ona wzięła ogromny nóż i odkroiła wielkie fragmenty ciasta. Aż mojego tortu został tylko taki mały kwadracik, w który ludzie wsadzili świeczkę i oddali swojemu dziecku!! – mówił kot psu, leżąc na tekturowej kozetce.
– Moim zdaniem, im się wydaje, że my jesteśmy zwierzętami – odparł pies.

You may also like

15 komentarzy

  1. Jak ja to rozumiem!
    Mój pies też je ostrożnie, co prawda dla odmiany suchą karmę. Ma jedną, może dwie ulubione i innej nie tknie. Za duże chrupki, za okrągłe, za kwadratowe, za małe – odpadają. Pachnie inaczej – odpada.
    Zjada po jednej kulce, może dwie, przejdzie się, położy na chwilę, wróci po kolejne dwie. Trwa to od dwóch godzin do całego dnia – zależy jak długie są drzemki w trakcie.
    I nigdy nie je do końca – jak w misce zostaje 1/3 karmy to podchodzi do niej, zagląda, zaczyna się cofać z piszczeniem jakby siedział tam sam diabeł. Trzeba szybko biec i dosypać do pełna, bo może piesek jest głodny. Wracam z pełną miską, a on idzie spać.

  2. Tak, pisz o psie i kocie! Robisz to cudownie.

    Moje koty tez nigdy nie jadły, a przynajmniej nie pamiętają. Co gorsza, nie mamy psa, po którym mogłyby czasem coś zjeść, więc w ogóle nie jedzą, biedactwa, ubogie kotki ze schroniska :)))

  3. Nie mam psa, nie mam kota, ani innego zwierzaka poza sezonowa muchą lub komarem. Tekst o psie i kocie – mistrzostwo słowa. Sprawił mi wielką radość podczas czytania i uśmiech na twarzy wywołał treścią.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Sara u mnie to samo,rudy kot i pies tylko matanczyk ,kot który lamentuje jak wracam z psiego spaceru i stale wyjada z psiej miski,ale nie wyobrażam sobie zywota bez nich,kochane sa

  5. You made my Day tym postem. Cały dzień się uśmiechalam i nawet kotu wyglodnialemu, który też nigdy nic nie jadł, coś się dostało do miski

    Pisz tak częściej bo te długie listopadowe bezsloneczne dni stają się naprawdę nie do zniesienia a ja u kresu sił z baterią słoneczna, która już się we mnie wyczerpana, czekam na grudzien

  6. Posiadam trzy koty, z których każdy oczywiście woli miskę sąsiada 🙂 ale nie o tym chciałam – a mianowicie – mój tata jest weganinem od wielu, wielu lat i jego psy od wielu lat również są weganami. Nie ma tak dobrej psiej przekąski jak surowa marchewka! Może to jest sposób na jej dietę?

    P.S. wiem że to okrutne rozwiązanie dla kota co będzie jeszcze bardziej głodny, ale koty to wyjątek niewegetariański i jeść mięso muszą, żeby zdrowo żyć.

    1. Ja bym nie rekomendowała tak drastycznych rozwiązań, ale… Mamy taką zaprzyjaźnioną suczkę, którą co jakiś czas się opiekujemy. Właściciele zawsze przywożą dla niej suchą karmę (jak dla jakiegoś psa!), którą ona je, kiedy jest naprawdę głodna, ale zawsze bez entuzjazmu. Za to kiedy kroimy dla siebie warzywa… następuje ekstaza! Choćby spała najgłębszym snem, bez pudła wyczuwa, co się dzieje w kuchni i przybiega z obowiązkową miną kota ze „Shreka”. Nic jej nie smakuje tak jak surowa marchewka, papryka czy pomidory albo ugotowane buraki 😉

    2. Ja Ferze gotuje mięso z warzywami, ale warzyw też nie lubi. Zazwyczaj w misce zostają starannie oddzielone od mięsa warzywa. To jest pies, który po prostu nie przepada za jedzeniem 😉

      1. Miałam kiedyś psa, który ugotowane warzywa precyzyjnie oddzielał od mięsa i układał obok miski, jako niegodne jego uwagi. Ale surowa marchewka podana w całości to był rarytas!

  7. Och, jak milo wiedzieć ze nie tylko ja gotuje psu lepiej niz ludzkim członkom rodziny 🤪 moj za to jest wybredny wybiórczo – jedzeniem w swojej miseczce gardzi, ale to samo na naszych talerzach staje sie najlepszym przysmakiem.

  8. Popłakałam się ze śmiechu! Cudne! To zresztą nie pierwszy tekst, który wywołał u mnie taką reakcję 🙂 W każdym razie czekam na dalsze przygody tych biednych ludzi pozamykanych w ciałach zwierząt 🙂 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.