ŻYWOT CZŁOWIEKA ZIEMNIAKA

Tak sobie dumam, że jako rodowita szafiarka powinnam na szlaku stylistycznym moich czytelników ustawiać drogowskazy, jak się ubierać, żeby wyglądać korzystnie.
Lecz moi drodzy, czyż konfekcyjne masywy nie są pełne niebezpieczeństw? Stromych turni, z których nie ma ratunku? Niespodziewanych urwisk, gdzie z rozwartą paszczą czekają na nas przepaście? Gwałtownych rozpadlin i ponurych jam, skrywających kości tych, którzy zboczyli ze szlaku?!
No oczywiście, że nie. Wszak to tylko ubrania i nie ma co się zanadto przejmować. Grozi Wam co najwyżej potknięcie na oślej łączce.
Pozwólcie zatem, że podzielę się z Wami tą zabawną krotochwilą, kiedy na oślej łączce zaryłam szczęką o głaz.
Otóż wychodziłam z domu w przekonaniu, że tego dnia „dobra ze mnie sztuka”.
Znacie te dni, prawda? Wszystko się zgadza. Przenika nas harmonia od czubka głowy, na którym złoci się idealna fryzura, przez nieskalaną pryszczem twarz, po ciało, na którym z godnością mości się ubranie. Słowem wyglądamy jak worek złota, a przynajmniej dorodna sztabka.
Przesiąknięta harmonią własnej doskonałości, napisałam do męża, że nastał dobry moment na zrobienie kilku zdjęć.
Udałam się do miasta i dziarsko prężyłam przed mężowskim obiektywem, pewna, że oto jego aparat jest zapładniany przez tak zdolną modelkę.
Dla pewności zerknęłam na zdjęcia. No i cóż moi drodzy. Worek złota rozpadł się na miliony drobnych miedziaków.
Z głowy sterczały mi jakieś wątłe kluski. Twarz sino-zmęczona, odcinająca się na tle czarnego bajora ubrań. Sylwetka poszatkowana botkami, dżinsami typu „mom”, paskiem i marynarką, które w sumie odejmowały mi jakieś 100 cm wzrostu, czyli zostawało ich zaledwie 65, całość zwieńczona podejrzanie dużą głową. A kwintesencją był stanik z pushupem, który zsunął mi się z cycków i zawisł nad samym paskiem od spodni.
– Wiesz, wydaje mi się może, że po prostu dziś masz gorszy dzień… – wyjąkał niepewnie mąż.
Gorszy dzień?! To jest kurwa szczyt moich możliwości! – nawrzeszczałam na niego, ale tylko w myślach, bo nie chciałam robić awantury na środku ulicy, choć mogłam, bo z tym menelskim lookiem, pewnie nikt nawet nie zwróciłby na mnie uwagi.

Jaki morał płynie z tej historii? Ubierajcie się, jak chcecie, tylko nie róbcie sobie wtedy zdjęć.

PS Następnego ranka kontynuowałam swój żywot człowieka ziemniaka z cyckami do pasa, narzekaniem:
– Ja nie wiem, jakoś ostatnio czuję się taka mięciutka, blada, bez rysów i wcięć. Jak kopytko. Takie kopytko do jedzenia – tłumaczyłam.
Na to mąż stropiony moim marudzeniem odparł:
– No wiesz, dwudziestu lat już nie mamy…

PS2 Oglądacie kilka zdjęć wysupłanych z 300, które zrobiliśmy. Próbka większości z nich jest na końcu wpisu 😉


płaszcz – KIOMI | spodnie – Zara | marynarka i pasek – lumpeks | top – Reserved | torba – kupiona gdzieś w internecie


You may also like

3 komentarze

  1. Phoebe powiedziałaby, że jak przymruży się oczy to wyglądasz trochę jak ziemniak 😀 Ale to nieprawda, wyglądasz świetnie, a zdjęcia po prostu nie zawsze oddają rzeczywistość.
    p.s. jak przymrużyć oczy to na ostatnim foto można zobaczyć jak będziesz wyglądać za 30 lat 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.