BIERZ I JEDZ, NIE OGLĄDAJ SIĘ NA INNYCH, BO SIĘ POTKNIESZ

Miałam ostatnio przyjemność prowadzić wykład dla młodzieży w ramach warsztatów dziennikarskich.
Zostałam poproszona, żeby „poopowiadać o blogowaniu”. Natychmiast rozbolała mnie głowa od tej przytłaczającej dowolności. Jakby ktoś kazał mi wybrać ulubiony słodycz ze wszystkich słodkości świata! O wiele łatwiej by mi było dostać gotowy temat prezentacji – „Lody o smaku solonego karmelu. Dlaczego są takie pyszne”.
I o tym można mówić.
Niemniej wyzwanie stanęło przede mną w pełnej okazałości i zależało mi na jednym – żeby mój występ był wartościowy – zarówno dla blogujących, jak dla tych którzy o blogowaniu nie mają pojęcia.

Jak zwykle usiadłam przy kuchennej wyspie, wpatrując się w brzozy. Tam, pośród tych gibkich i smukłych gałęzi mieszka ta humorzasta piekielnica – moja wena. I doprawdy nigdy nie wiem, kiedy zlezie z gałęzi, żeby złożyć mi pocałunek natchnienia.
Wtem! Czuję to zabawne mrowienie w podbrzuszu – jakby sensowne pomysły rodziły się w brzuchu, a nie w głowie.
Nie każdy ma bloga, ale każdy ma internet. A internet to nieskończone źródło możliwości – szepcze mi do ucha wena. Zaiste!
Już wiem o czym będę mówić. Moje myśli dziarsko spływają na klawiaturę, kiedy tytułuję swoją prezentację „Bierz i jedz, czyli coś z niczego”.

Wiem już o czym opowiem. Że przyszło nam żyć w zupełnie niezwykłych czasach. Internet stoi przed nami otworem, a więc świat stoi przed nami otworem. A jeśli nawet nie otworem, to mocno mamy te drzwi uchylone.
To czasy możliwości, o jakich nawet nie mogli marzyć nasi rodzice.

#mój blog
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym założyłam bloga. Był późny wieczór, dzieci już zasnęły, męża nie było w domu. Każda komórka mojego ciała szczelnie wypełniona frustracją i zmęczeniem. Czułam się, jak opuszczona szalupa, dryfująca po pampersowym oceanie.
Odpaliłam komputer i w przeglądarce Google wpisałam pytanie „jak założyć bloga?”
Okazało się to tak proste. Już po chwili opublikowałam trzy kilku zdaniowe notki. Jezus Maria – to idzie do internetu! Ludzie mogą to przeczytać! – z ekscytacji nie mogłam zasnąć.
Jakby nad moją opuszczoną szalupą zabłysła gwiazda polarna. Przestałam dryfować, zaczęłam wiosłować.
Płodziłam te notki jak szalona. Bez ładu i składu. W domu bajzel. Ale chuj tam, ja mam bloga.
I nagle ten komentarz – „trudno się na ciebie patrzy dziewczyno, nie wiem skąd ty bierzesz te ubrania, ale za to wspaniale się ciebie czyta”.
Zatkało mnie. Jak to? Przecież jestem szafiarką!
I coraz więcej komentarzy w podobnym tonie – „stylistycznie nie moja bajka, ale fajnie piszesz”.
Niespodziewanie ubrania stały się tłem do liter. Produkt uboczny stał się esencją!

Mam bloga. Oczywiście nie zawojowałam świata, nawet nie mam takich ambicji.
Ale zawojowałam małą społeczność, małe miasto. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi w miesiącu zagląda tu, żeby mnie poczytać.
Teraz kiedy zaklęłam tę nieskromną myśl w litery, aż mam ochotę to skasować. Może to nie przystoi. No ale u licha, kiedy tak jest!
Zmęczenie i frustracje przekułam w fajnego bloga.
A co by było, gdybym nie miała internetu?
Pewnie pisałabym do szuflady. Albo nie pisałabym wcale – to wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Może moje wnuki znalazłyby te zapisane kartki i zdziwiłyby się, że babcia fajnie pisała.
Odłożyłyby moje zapiski na swoje miejsce. A potem kartki stopniowo trawiłby czas.
Nieraz myślę o mojej mamie. Z piątką dzieciaków na głowie. Ze smykałką do pisania, zapałem do życia i zawsze nieziemską stylówą – szkoda, że ona wtedy nie miała internetu. Pewnie zawojowałaby z pół świata lekko!

#gdyby mieli internet
No właśnie.
Oni wszyscy – niedocenieni, nieodkryci za życia, gdyby mieli internet? Jakby to było?
Wyobrażaliście sobie to kiedyś?
Vincent Van Gohg. Namalował ponad dwa tysiące obrazów. Sprzedał jeden. Koleżance. Za grosze.
Dziś pewnie wrzucałby zdjęcia swoich obrazów na insta, a ludzie by szaleli.

Cyprian Kamil Norwid – umarł w nędzy, w paryskim przytułku. Zapomniany i niedoceniony.
Dziś może miałby bloga i wysyłał innym blogerom swoje tomiki poezji z dedykacją.

Albo Jacek Karpiński – mówili o nim „polski Bill Gates”. W czasach, kiedy przeciętny komputer był wielkości garderoby szafiarki, on stworzył minikomputer, szybszy niż wprowadzony dekadę później osobisty komputer IBM PC.
Gdyby on miał internet! Może wymyśliłby facebooka!

#inni mają większy talent
Poranek. Siedzę klawiaturując namiętnie, gdy ze skupienia wyrywa mnie dźwięk wiadomości.
Pisze do mnie M. – „nigdy nie zacznę pisać, nigdy!” – oznajmia z rozpaczą, siarczyście wykrzyknikując.
– Co się stało? – dopytuję.
– No nie mogę pisać, kiedy jesteś ty i tylu innych ludzi, którzy dobrze piszą! – skarży się M.
Ejże, to jakieś szaleństwo! Przecież liter starczy dla nas wszystkich.
Dosyć nieudolnie próbuję ją pocieszyć, kiedy dociera do mnie, że jej problem doskonale jest mi znany z autopsji. Nieraz buszuję po internecie, spodziewając się obfitych inspiracyjnych plonów, a zamiast tego wracam z koszem gorzkich refleksji – „nigdy nie będę pisać tak jak X. Blog X. to literacki majstersztyk. Co za pióro. Nigdy nie spłodzę zdania na miarę X! Nigdy nie będę Hemingwayem! Ani Ernestem, ani Taco!”
Wracam z takiego wenobrania smutna i przybita. Niezdolna do pisania.
Bo rację miał Lem mówiąc, że dopiero internet obnażył ogromną ilość idiotów, ale obnażył też przytłaczającą ilość talentów. Wszelakich.
Przypominam sobie moją prezentację – jakby to było gdyby Norwid miał internet? A może właśnie by poległ! Może zawstydził by go talent innych tak bardzo, że postanowiłby nie pisać – „pieprzę to, nie piszę, bo jak się porównuję do Adama i Juliusza to straszna bieda”.
Powtarzam tę myśl M., a ona się śmieje – ej, to się nadaje na Facecje – mówi.
Nie wiem czy na facecje, ale na notkę z pewnością – odpowiadam.

Każdy ma swoje czasy. Nam przyszło żyć w naprawdę niezłych – zawsze będę tego bronić.
Więc może, gdybym prowadziła tę prezentację dziś, to nieco zmodyfikowałabym tytuł – „Bierz i jedz, nie oglądaj się na innych, bo się potkniesz”.

Taka luźna refleksja w ten piątkowy poranek – oglądajmy się na innych, ale z umiarem. Zbierajmy inspiracje, a nie gorzkie refleksje na własny temat.

*Wpis z dedykacją dla M., żeby nie odbierała ludziom radości ze smakowania jej liter.

You may also like

36 komentarzy

  1. Saro! Dzięki za ten wpis ❤ I choć mi do Ciebie jak z tej szalupy do gwiazdy polarnej, łaczy nas (blogerki, w tym ja: raczkująco-pełzajaca) jedna dewiza: „w domu bajzel. Ale chuj tam, ja mam bloga”. 😄

  2. Dziękuję Pani bardzo za ten tekst! Tego właśnie było mi trzeba, bo niestety mam tendencję do porównywania się z innymi, co wpędza mnie w zły humor, rodzi frustracje i myśli pod tytułem ,, Jeśli ktoś robi to lepiej, to nie ma sensu próbować”, co utrudnia mi realizowanie swoich pomysłów.
    Na szczęście takiego myślenia jest i tak znacznie mniej, odkąd uzmysławiłam sobie, że dla wszystkich jest miejsce na tym świecie i to, że ktoś jest w czymś lepszy nie znaczy, że ja nie mogę realizować swoich pasji, projektów i czerpać z tego radości 🙂

    1. Pani Saro, pięknie Pani pisze. Zaraziłam moje córki czytaniem Pani bloga. Często ocieramy łzę bo potrafi Pani wzruszyć. Tylko te wulgaryzmy…Po co ta maniera? To razi. Pani język jest soczysty i bez tego. Pozdrawiam.

      1. Właśnie to zdanie odzwierciedla piękno prozy dnia codziennego. Wulgaryzmy istnieją w słowniku polskim i w odekatnie w prozie można je użyć. Autorka nie pisze do dzieci tylko ludzi dorosłych. Zresztą obowiązuje ją licencja poetica.

      2. Pani Krystyno, bardzo dziękuję za dobre słowa, i dziękuję za polecenie mojego bloga córkom 🙂
        Co do wulgaryzmów – osobiście uwielbiam wulgaryzmy, naprawdę uważam, że ukwiecają język – odpowiednio użyte. Nie lubię ich tylko wtedy, gdy wyrażają złe emocje – nienawiść, agresję. Natomiast w sytuacjach gdy wyrażają silne emocje, albo dla podkreślenia dowcipu – chętnie po nie sięgam.
        „Pani język jest soczysty i bez tego” – napisała Pani, a ja czasem wolę siarczysty od soczystego. Dla przykładu to zdanie „bajzel w domu, ale chuj tam, ja mam bloga!” – doprawdy nie wiem czym miałabym zastąpić mięso w tym zdaniu: „bajzel w domu, ale to nic, ja mam bloga”? „bajzel w domu, ale niech tam, ja mam bloga”? No nie da się! 😀
        Poza tym – w pełni podpisuję się pod komentarzem sliwki.
        Ale na pocieszenie dodam, że często kasuję wulgaryzmy – np tam gdzie Norwid mówi „pieprzę to, nie piszę…” początkowo było „pierdolę”, ale uznałam, że całkowicie nie pasuje to do Norwida 😀 Ot, taki smaczek, na dowód, że moje wulgaryzmy są dokładnie tam, gdzie mają być i wszystkie pełnią określoną funkcję.
        Bardzo ciepło pozdrawiam i liczę na zrozumienie!
        🙂

    2. To bardzo ludzkie myślenie, większość znanych mi osób ma ten sam problem – grunt to uporać się ze złymi myślami i robić swoje.
      Ja czasem całkiem muszę odciąć się od świata, żeby przestać porównywać się do innych.
      Trzymam więc kciuki!

  3. W domu bajzel, mąż głodny, ja w piżamie, a zmywarka drze ryja – ale chuj, mam bloga 🙂
    Czyta się Ciebie bosko bo nawet trudny temat przedtawiasz lekko i z humorem.
    Dzięki że jesteś.

  4. Kiedy jest ten czas, gdy myślisz, że wszyscy są od ciebie lepsi, że jesteś słabsza i nie podołasz. Kiedy przychodzi milion wątpliwości nad tym, czy dobrze zrobisz jeśli zrobisz to o czym myślisz ty, a nie inni. Kiedy chcesz się wypiąć na wszystkich, a jednocześnie wybić ponad, modląc się o nieskończone chęci…
    Przychodzi Sara i, a chuj tam, spróbuję to zrobić.
    Dzięki!

    1. No i tak ma być.
      Ja co moment mam kryzysy, że wszystko do dupy – to nie kokieteria, to po prostu ludzkie, grunt to chyba umieć opanować te złe myśli.
      Ściskam!

  5. uwielbiam Cię i cieszę się że tak często ,,płodzisz ,, ostatnio posty. Uczta Ferreirofana!! – do którego się zaliczam z pewnością:)

    1. Ludzie o czym ja mam pisać? 😀
      Wcale nie kokietuję, naprawdę nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to moje pisanie fajnie sprawdza się w tej krótkiej blogowej formie.
      Powieść to nie moja bajka, najbardziej kocham reportaż, ale to w ogóle – lata świetlne…
      Naprawdę nie wiem.
      Dziękuję jednak za uznanie!

      1. Osobiście też niekoniecznie widziałabym Cię (mam nadzieję, że nie urażę bezpośrednim zwrotem) w powieści, ale w reportażu (który jest też moją ulubioną formą literacką), sprawdziłabyś się na 100 % – naprawdę tak uważam 🙂

        Czekamy (ja i wszyscy inni wielbiciele Twojego pióra) w takim razie..może kiedyś ujrzymy na półce księgarni publikację sygnowaną Twoim nazwiskiem 😉

  6. Całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem Sara. Gdyby nie to nigdy w życiu nie napisałabym książki „Dojrzała Elegancja”. A właśnie Twoje pisanie na blogu najbardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie powinnam tego robić. Co prawda to raczej specjalistyczny poradnik, więc nie musiał być, aż tak bardzo „elokwentny :). Fajnie, że to napisałaś, bo może inni nie będą mieli tyle wątpliwości co ja. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    1. No nieeee! Pani Krystyno nie wierzę! Dla mnie jest pani Kobietą-Petardą, w życiu bym nie pomyślała, że miewała Pani wątpliwości!
      Ściskam i raz jeszcze gratuluję wydanej książki!

    1. Faktycznie, ciężko się szuka bo nie ma już archiwum, ale jest jeden sposób -wpisz w wyszukiwarkę na moim blogu rok, np 2012 i wtedy pojawią sie stare notki 🙂

  7. A tak w ogóle bardzo bym chciała mieć coś swojego zwłaszcza odkąd mam 2dzieci rok po roku. Wróciłam niedawno do pracy, którą bardzo lubię, ale która też mnie bardzo frustruje tzn. brak docenienia i pensja….za to nie da się żyć. Szkoda, że tego nie wiedziałam idąc na pedagogikę…uwielbiam Cię! pozdrawiam

    1. To prawda! Posiadanie czegoś swojego jest baaaardzo ważne. Aż chyba o tym napiszę.
      Wyobrażam sobie, jak bardzo frustruje praca gdzie jest się niedocenianym.
      Trzymam więc kciuki, żebyś znalazła coś własnego i poczuła się doceniona!
      Ściskam

  8. Uwielbiam wszelakie słodkości jestem nienasyconym maniakiem od dziecka ale gdybym miała wybór czekolada z orzechami czy smakowanie Twoich tekstów Saro, wybieram to drugie i ciągle mi mało, stale czuję niedosyt i czekam na kolejny wpis, przychodzę i jem pełnymi garściami, pozdrawiam serdecznie.

    1. Matko, nie nie mogę jak czytam taki komentarz, mam ochotę rzucić wszystko i pisać w nieskończoność.
      Ogromne dzięki!! <3

  9. Ha!!! Masz rację… każdy może znaleźć w necie swoje miejsce (jeśli oczywiście ma na to ochotę).
    Prowadzę bloga już prawie 5 lat. Jest to moja odskocznia od codzienności, hobby, przyjemność :)!!! Tylko tyle i aż tyle :)!!!

    Pozdrawiam Justyna :)!!!

  10. Zaczynałaś blogowanie wśród ogromu pieluch a teraz mój własny antyblogowy mąż wie kim jest Miss Ferreira! Chyba to jedyny blog który kiedykolwiek czytał ( za sprawą wspaniałego wpisu o domu, który mu podrzuciłam, gdyż ” państwo na bezkanalizacyjnych włościach” to równiez my;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.