CZY ZAPROSIŁABYM SIEBIE NA WŁASNĄ DOMÓWKĘ?

Uwielbiam wspominać. Uwielbiam ten moment, kiedy pada zdanie: „A pamiętacie, ten dzień jak poszliśmy tu i tam, i zrobiliśmy to i to i nagle okazało się, że…”
Powiem więcej, jest masa takich chwil w moim życiu, kiedy myślę „jeżu, jak to się będzie wspominać!” Nawet podczas ostatniego weekendu w Krakowie, kiedy dzieci poszły spać i zatrzasnęły nam drzwi do apartamentu. Mój mąż trafił do przedostatniego ostatniego kręgu desperacji (ostatni to już tylko morze łez), ja byłam zwyczajnie wściekła, a nasz kumpel w nieskończoność powtarzał: „ludzie, jak my to będziemy wspominać, co za historia”.
I faktycznie, po powrocie do domu już od progu krzyczeliśmy do teściowej: „Poczekaj tylko, mamy taką historię, że padniesz!”
I bardzo lubię coś jeszcze – kiedy jesteśmy ze znajomymi już w takiej zażyłości, że w końcu można wyznać, co tak naprawdę myśleliśmy o sobie na początku.
Kiedyś moja przyjaciółka uskrzydlona kilkoma lampkami wina, wyznała mi: „Sarenko, jak ja cię uwielbiam! Pomyśleć tylko, że jak cię poznałam, to myślałam, że jesteś taką durną laską”. I zaczęła rżeć ze śmiechu.
– Słucham?! Myślałaś, że jestem durną laską? – odparłam urażona, bo „durna laska” jednak zalatuje epitetem.
– No taaak! Przyszłaś na tę imprezę w dżinsowych szortach, dupa prawie na wierzchu, do tego szpilki, jakaś kusa bluzka, te rozwichrzone blond włosy i już od progu walnęłaś takim tekstem, że nie widziałam, czy jesteś taka głupia, czy taka błyskotliwa. No ale później się okazało, że ty jesteś swój chłop mordo moja – zakończyła, całując i czochrając moje „rozwichrzone blond włosy”.
Natomiast moje dwie inne przyjaciółki ze studiów, uknuły teorię, że mam romans z profesorem! Na podstawie jednego wykładu! Wyobrażacie to sobie?!
One z kolei nie wzięły mnie za „durną laskę”, wręcz przeciwnie. O ile pamiętam użyły nawet określenia „oziębła intelektualistka”, które to nie powiem – nieco połechtało moje ego i jak teraz o tym myślę, to chyba powinnam wskrzesić tę ksywkę.
Mój kolega wstydził się do mnie podejść kilka lat temu i przedstawić, bo myślał, że „to ty jesteś tą słynną Macademian Girl” (to nie ja!) i głupio mu było zagadać do gwiazdy takiego formatu (tyle splendoru na marne!)
Zauważyłam też, że często dokładnie pamiętamy, co mieliśmy na sobie, poznając się.
M. pamięta moje szorty i kusą bluzkę (!), dziewczyny ze studiów, że byłam ubrana tylko w dwa kolory – czarny i czerwony, a mój kumpel, że miałam na sobie szarą bluzę z jego sklepu (swoją drogą – Macademian Girl w szarej bluzie?! Bitch please!)

Często zastanawiam się, co ja pomyślałabym o sobie widząc się na ulicy? Też tak macie?
Albo, co bym o sobie pomyślała na podstawie kilku pierwszych wypowiedzianych zdań.
Czy polubiłam tę dziewczynę i zaprosiła do siebie na domówkę?
No i co tu dużo mówić – możliwe, że nie!
Na ten przykład niedawna impreza u kolegi. Czuję, jak po plecach batoży mnie przeciąg. Koło okna stoi grupka ludzi, więc krzyczę do nich:
– Sorry guys, could u please be so kind and close that window?
– Jprdl Sarenko, czemu ty do ludzi krzyczysz po angielsku? Wezmą cię za kompletną idiotkę – dobitnie zwraca mi uwagę przyjaciółka.
I ma rację. Ale już jest za późno. Wylazł ze mnie ten kosmopolityczny pretensjonalny potwór lingwistyczny. It`s to late. Równie dobrze mogłabym sobie zawiesić na twarzy tabliczkę z napisem „idiotka”, albo „durna laska”. No raczej nie „oziębła intelektualistka”.

Załóżmy więc, że mijam na ulicy dziewczynę ze zdjęć.
Och, kim jest ta romantyczna białogłowa, dzierżąca bukiet nawłoci kanadyjskiej (nie mylić z mimozą!!)?
Zapewne jej myśli to motyle, a jej mowa gładka. Nie pokalała ust bluzgiem, ani życiorysu imprezą.
To dama!
Czy zaprosiłabym ją na domówkę?
Zdecydowanie nie. Nie miałybyśmy o czym gadać.




sukienka – Marie Zelie
płaszcz – lumpeks
torebka – przypadkowy sklep internetowy (kupiona 3 lata temu)
zegarek – Aztorin

You may also like

13 komentarzy

  1. Świetny wpis – a zdjęcia jeszcze piękniejsze 🙂
    Zapytałam kiedyś mojego męża, co pierwsze przyszło mu na myśl, gdy zobaczył moje zdjęcie. „Taka wyniosła poza i bitch face” – cóż więcej mogę dodać? 😀 Jednak przy pierwszym poznaniu okazało się, że ta bitch czasem się uśmiecha 😉

  2. Witam serdecznie. Pięknie Pani wygląda!!!!!!
    Jeśli można zapytać jaki rozmiar sukienki Pani ma na sobie? Planuję ją również zakupić, stąd moje pytanie 🙂

  3. O jeżu!!! Ta sukienka jest przepiękna!!!! Już zazdrość we mnie wzbierała, że znów w lumpeksie złowiłaś takie cudo, gdy doszłam do opisu stylizacji!!!
    Teraz spać nie będę mogła, wyczekując wypłaty ;)!!!

    Przepięknie w niej wyglądasz i …. wpadaj na domówkę kiedy chcesz :)!!!

  4. o raju, ile ja się nasłuchałam co kto o mnie myślał zanim mnie poznał- wyniosła, zimna, dumna, nie podchodź bo pogryzę, wredna suka 😀 do dziś zresztą mówią, że jak mnie widują gdzieś na mieście to sprawiam dokładnie takie samo wrażenie 😛 wychodzi na to, że powinnam się szczerzyć notorycznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.