DIY, WISZĄCE WAZONY DO OGRODU!

Kiedy byłam nastolatką, tak bardzo nienawidziłam wszelkich prac działkowych, że ostatecznie rodzice poszli ze mną na układ – skoro mdleję na widok chwastów i motyki, będę zajmować się domem. To wtedy nauczyłam się gotować i pokochałam to. Mieszałam więc zupę i ze współczuciem zerkałam przez okno na rodziców, zatraconych w tańcu z grabiami i łopatami.
Wtedy naprawdę nie wierzyłam, że sprawia im to przyjemność. Byłam pewno, że to jakaś forma umartwiania się.
Było coś jeszcze, czego długo nie mogłam pojąć. Sobotnie wieczory, kiedy mama mawiała, że nie ma ochoty wychodzić na imprezę. Że wolałaby zostać w domu z książką, w szlafroku, obejrzeć coś, pochrupać popcorn. Tymczasem musi się szykować, malować, stroić, a tak jej się nie chce…
W moim nastoletnim świecie zaś nie istniały trzy lepiej zestawione ze sobą sylaby, od tych w słowie „impreza”. Jak można być zbyt zmęczonym, żeby nie iść na imprezę?! Jak można przedkładać nad to pobyt w domu?!
Dorośli, którzy spędzali całe dnie w ogródku, a następnie nie mieli ochoty iść na imprezę, stanowili dla mnie zagadkę.
Minęło dwadzieścia lat i wszystko się wyjaśniło. Do niektórych rzeczy się dorasta, a z innych wyrasta. Napisałam to ja – eks nastolatka, która całą sobotę spędziła na wyrywaniu chwastów, a wieczorem płakała, że jeszcze musi iść na imprezę, zamiast zakopać się pod kołderką z miseczką popcornu.
Naprawdę, w życiu bym nie przypuszczała, że podniecać mnie będą takie słowa, jak „roślina jednoroczna”, „krzew pnący” czy „bylina”. A jednak.
Mój los przypieczętowała posiana w ogródku marchewka, będąca na mojej top liście bezsensownych do zrobienia rzeczy: „wszak można ją kupić za grosze gotową do zjedzenia”. Nie będę Wam nawet mówić, że za 600 zł, które wydałam na ciężarówki z ziemią, mogłam mieć nową sukienkę od Lany Nguyen, tymczasem mam ziemię i nie żałuję ani jednej wydanej na to złotówki.
I mam nadzieję, że nie czyta tego moja Mama, bo nienawidzę, kiedy ktoś mówi mi „a nie mówiłam”.

Moje plany na najbliższe tygodnie zakładają dalsze działania ogródkowe. Od wielu dni nie malowałam się nawet, bo chwasty akceptują mnie taką, jaką jestem, a kiedy idę do ludzi, muszę szorować kolana, do których na stałe przywarła ziemia. Za 600zł!

Domyślam się, że wielu z Was dokładnie wie o czym piszę – z lekkim zażenowaniem odkrywacie swoje nowe działkowe oblicze. Fakt, że chętniej przemawiacie do roślin niż do ludzi oraz doznajecie uniesień nad pąkami kwiatów.
Uspokoję Was – to może nie jest normalne, ale jest nas więcej!
Dlatego uznałam, że być może moje ogródkowe ozdoby, które wykonałam wczoraj w przypływie olśnienia, zachwycą również Was.
Powiem Wam w sekrecie, że ja wręcz doświadczam jakiejś ekstazy, kiedy udaje mi się coś zrobić szybko, tanio, samodzielnie i efektownie!
Przed Wami moje wiszące wazony, które oczywiście podpatrzyłam na pintereście, bez którego pewnie miałabym tylko jakiś nędzny skalniak.
Pozwolicie, że nie będę uwłaczać Waszej inteligencji i nie opiszę krok po kroku jak wykonać te skomplikowane ozdoby.

Spadam do ogrodu!



You may also like

10 komentarzy

  1. Ja ciągle czekam jeszcze aż obudzi się we mnie ten uśpiony zew natury i zagna mnie do ogrodu. A ogród, kompletnie wzgardzony, czeka razem ze mną.
    Na razie na 100% wyrosłam z imprez, więc może jestem na dobrej drodze i gdzieś tak do 40stki się wyrobię 🙂

  2. To prawda że z wiekiem pewne rzeczy się zmieniają. W ostatni weekend rozmawialiśmy z moim bratem i on powiedział że już nic nie kupi do ogrodu, a ja ze nie zainwestuje już ani funta w wynajmowane mieszkanie. Następnego dnia obydwoje wróciliśmy z nowymi rzeczami. Pech chciał ze mówiliśmy to w obecności innych 😉 Nowa sukienka byłaby fajna, ale nowy regał jeszcze fajniejsze. Aż sobie nie wyobrażam jak to się skończy gdy będę mieć w końcu swoje mieszkanie.

  3. Fajny pomysł z tymi butelkami, aż żałuję, że nie mam ogrodu.

    Zgadzam się z tobą, że z wiekiem człowiekowi inne rzeczy zaczynają się podobać/ sprawiać radochę. Właśnie zakwitła mi hoja w domu – i to podwójnie! Czekam aż pąki się rozwiną. No i też czasem gadam do roślin, tak że tego… dobrze, że nie jestem z tym sama 😉

  4. Rany…! Ale my jesteśmy podobne! Siedzę na przerwie w pracy, czytam i znów oczom nie wierzę… Nie znamy się ale w tych tekstach czuję niesamowite pokrewieństwo dusz… Jak to możliwe Pani Saro?

  5. Pamiętam jak chyba przy okazji postów o budowie domu jakiś czas temu odpisałaś komuś, ze nie zamierzacie z mężem”bawić” się w ogródek. Uśmiechnęłam sie pod nosem, wiedząc że w końcu skusi Cie własna hodowla zielska. Uwielbiasz rukolę, wiec zachęcam do posadzenia. Rośnie jak szalona i mozna rwać do pierwszych mrozów. :))

  6. Ja szaleje z zielskiem już od 3 lat:) – a rukola i szpinak z własnej działki to po prostu pychota!! Codziennie po powrocie z pracy zrzucam ,,garnitury,, , zarzucam dres i z konewką na plecach ruszam w moje rabatki! Zauważyłam, że jest to dla mnie najlepsza forma relaksu:)). Jak wracam do domu wieczorem po tej ,,orce na ugorze,, morda mi się cieszy od ucha do ucha.P.S. Twoje wazony piękne!

  7. So simple, so beautiful! Takie proste są ozdoby i jeszcze własnoręcznie wykonane są najlepsze!
    Trafiłam dziś na Twojego bloga i czuję, że „oddeskuję” dziś przynajmniej te wnętrzarskie wpisy:)
    Ale czyta się Ciebie, że poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.