DZIECI ROZUMIEJĄ WIĘCEJ, NIŻ NAM SIĘ WYDAJE, CZYLI NASZ NOWY PLAN DNIA

Kiedy wrzuciłam na story zdjęcie naszego planu dnia, który rozpisałam w związku z nową rzeczywistością, posypało się mnóstwo próśb o wpis z poradami na ten temat.
– Eee, nudy – myślę, ale ponieważ nadal prosicie, to nie ma sprawy, mogę opowiedzieć Wam, jak teraz wygląda nasz dzień i co robimy, żeby nie oszaleć.
Nie jestem fanką udzielania porad rodzicielskich innym. Co myślę, mówię, dopiero kiedy ktoś mnie o to zapyta. Gdybym jednak mogła, wybrać jedną rzecz, która w moim odczuciu dotyczy wszystkich dzieci, to powiedziałabym, że dzieci rozumieją o wiele więcej, niż nam się wydaje.
Kiedy urodziłam swoje pierwsze dziecko, w poradniku, który dostałam od przyjaciółki, było zdanie, które na zawsze utkwiło mi w pamięci, brzmiało mniej więcej tak – nie wiemy, ile rozumieją nasze dzieci od momentu, w którym się rodzą, dlatego warto z nimi rozmawiać od samego początku.
Jakoś intuicyjnie wzięłam tę radę głęboko do serca i towarzyszy mi ona do dziś.
Od pierwszych momentów życia moich dzieci, mówiłam do nich. Kiedy były trochę starsze, zaczynałam im tłumaczyć, dlaczego świat działa taki i tak, dlaczego czegoś nie wolno. Nigdy ich nie oszukiwałam, mówiąc, że zaraz wrócę, jeżeli zaraz wrócić nie miałam. Mówiłam, że idziemy do lekarza i że zastrzyk będzie bolał, ale ja będę obok.
Być może dlatego moje dzieci nigdy nie zrobiły w sklepie sceny pod tytułem „będę tak długo leżeć i się drzeć aż mi kupisz”. Po pierwsze wiedziały, że jak będą wrzeszczeć, to nie kupię, po drugie wiedziały, jakie są zasady wyjścia do sklepu. Przykładowo „idziemy do sklepu tylko po rzeczy na obiad, dziś nie kupujemy słodyczy, jeśli będziecie grzeczni, jutro coś wam kupię”.
Nie chcę wpędzić Was teraz we frustrację, bo akurat Wasze dziecko drze się w każdym sklepie i dla świętego spokoju kupujecie, tylko zasygnalizować, że dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje.
Pamiętajcie jednak, że mądrzejsza ode mnie i od każdego poradnika, jest Wasza rodzicielska intuicja.
Dajcie jej głos.

Wieczorem zeszłej niedzieli , kiedy poczułam, że robi się jakiś totalny rozgardiasz, postanowiłam rozpisać dosyć klarowny plan dnia. Minęło dopiero dziewięć dni, ale plan się sprawdza, a dzieci bardzo go lubię.
Mam wrażenie, że słowo pisane działa na dzieci jak zaklęcie. W sobotę ryczałam na nich, żeby posprzątali w pokojach i nic nie wskórałam, a kiedy to samo polecenie przeczytali w poniedziałek rano z kartki, posłusznie poszli sprzątać.
Plan sprawia, że są spokojniejsi i bardziej zdyscyplinowani. Nie dziwi mnie to, my dorośli też jesteśmy spokojniejsi, kiedy wiemy, co robić.
Już kiedyś Wam wspominałam, że wytłumaczył to świetnie Marek Kamiński w książce „Przesuń granicę”. Otóż zastanawiał się, jak to się dzieje, że na niebezpiecznej wyprawie i przy zagrożeniu życia jest spokojniejszy, niż kiedy wraca do domu i śpi we własnym łóżku.
Okazało się, że tajemnicą jest organizacja dnia. Podczas wyprawy, dzień rozpisany jest na godziny, te na zadania. Skupiasz się na małych celach. To daje poczucie panowania nad sytuacją.
Domowy rozgardiasz natomiast potrafi wytrącić z równowagi. Niby wiadomo co robić, ale nie do końca. Tu trochę posprzątasz, tu coś przeczytasz, skrobniesz dwa zdania, rozproszy cię facebook, nagle jest 15 i masz poczucie, że nic nie zrobiłeś, zaczynasz być nerwowy.
W moim przypadku tak to właśnie działa. Na co dzień nie mam dnia, rozpisanego na godziny, ale zawsze w notatniku mam listę zadań na dany dzień.
Nie inaczej jest z dziećmi. Kiedy nie ma wytyczonych zasad, robią się nerwowe, roszczeniowe, zaczynają nas wkurzać i mamy sprawdzony sposób na awanturę.

Jak to wygląda obecnie u nas?
Rozpisałam plan dnia z podziałem na godziny, zmodyfikowałam też podział na obowiązki.
W poniedziałek rano zwołałam całą rodzinę i wytłumaczyłam, co i dlaczego się teraz w naszym życiu zmieniło. Zatem dzieci wiedzą, że na świecie panuje wirus i ze względu na bezpieczeństwo swoje i innych nie mogą chodzić do szkoły, widywać się ze znajomymi, chodzić do sklepów oraz bez naszej opieki wychodzić poza teren działki. Wiedzą też, że to nie są wakacje, tylko rok szkolny i niestety, trzeba się uczyć, czytać i odrabiać lekcje. Ponieważ w tym samym czasie ich rodzice muszą pracować, dużo obowiązków domowych przeszło na nich.
Marynia: jest odpowiedzialna za porządek w kuchni, wypakowuje zmywarkę, sprząta dużą łazienkę, karmi kota, pilnuje porządku w swoim pokoju.
Sofia: sprząta przedpokój, łazienkę na dole, swój pokój
Lolek: zamiata korytarz i schody, sprząta w kinie, sprząta swój pokój.
Wszyscy: nakrywają i sprzątają po posiłkach, segregują bieliznę.
Zasady: na śniadanie trzeba przyjść ubranym i po pościeleniu łóżka.

Codziennie ktoś pełni funkcje Inspektora Sanitarnego, każdego dnia inna osoba. Inspektor sprawdza, czy obowiązki wykonane są prawidłowo, jeśli zdecyduje, że tak, dopiero wtedy może wezwać Inspektora Głównego, czyli mamę, albo tatę.
Ponieważ każdy odpowiada za część domu, z której korzystają wszyscy, zostawianie po sobie porządku jest w interesie wszystkich. Przykładowo: jeśli Marynia zostawi w przedpokoju rozrzucone buty, które musi posprzątać Sofia, Sofia z zemsty może wybrudzić pastą do zębów umywalkę w łazience na górze, którą sprząta Marynia. Czyli nie opłaca się.
Inspektor Sanitarny musi być sprawiedliwy, bo następnego dnia może spotkać go niesprawiedliwość z rąk innego Inspektora. Znowu: nie opłaca się.

Co do godzin.
8.0 0 – 9.00 – śniadanie.
9.00 – 12.00 – dzieci: obowiązki i zabawa. Ja: praca (dzieci wiedzą, że mają wtedy siedzieć cichutko, jak myszki, bo mama pracuje)
12.00 – 14.00 – lekcje, jeśli dzieci potrzebują, pomagam im, ale najwięcej pomagają sobie nawzajem. Marynia Sofijce, a Sofijka Lolkowi.
14.00 – 15.00 obiad
15.00 – 17.00 – czas wolny. W tym czasie ja idę na spacer.
17.00 – 19.00 – zabawa z rodzicami.
Dziewczynki mają dodatkowo czytać jedną książkę w tygodniu, czas na czytanie, wybierają same. Lolek ćwiczy czytanie ze mną.

Jak to wygląda w praktyce? Nieźle. Z pewnością jest zdecydowanie mniej niepotrzebnych nerwów. Ramy czasowe traktujemy luźno, ale bez przesady.
Nie wiem, kiedy dzieciom plan się znudzi, na razie zaczynają dzień od czytania planu, są podekscytowane i nikomu nie przyjdzie nawet do głowy pytać o telewizję lub granie, kiedy jest czas na obowiązki. Plus jest taki, że kiedy plan się znudzi, możemy go zmienić dla urozmaicenia, zarówno godziny, jak i obowiązki.
Ja pracuję intensywnie od 9 do 12. Od 12 pilnuję ich lekcji, ale radzą sobie nieźle sami, więc nadal mogę pracować, do końca dnia odpowiadam na ważniejsze mejle, w międzyczasie piorę i sprzątam to, czego nie ogarniają dzieci.
Kiedy patrzę na twarz męża o 17, to widzę, że czasem musimy zaciskać zęby, żeby nie zaciskać pięści 😉
A kiedy wybuchamy (bo wybuchamy częściej niż zwykle), to na całe szczęście od tego jest przepraszanie.

Wiem, że moje dzieci są starsze i jest mi pewnie łatwiej. Pamiętajcie jednak, że nasze dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje.
Piszcie, jak jest u Was!

You may also like

7 komentarzy

  1. I to jest dobry powód, żeby mieć dzieci – cała chata czysta:)

    Super, że zorganizowaliście sobie taki plan dnia, dla dzieci to też pewnie radocha. Ja jeszcze Maluchów swoich nie mam, ale chyba powinnam sobie taki plan zorganizować sama dla siebie…:)

    Pozdrawiam serdecznie!

  2. U mnie ciężko, na pokładzie 5latek i niespełna dwulatek. Ciągle bawimy się w łowienie papierowych ryb. Ciągle słyszę „pobaw się ze mną, dokończ zabawę”, nawet jeśli ostatnią godzinę intensywnie się bawimy. Chyba starszak wyczuwa moje znudzenie i frustrację…ale staramy się jakoś trzymać w ryzach i pilnować przebierania przed śniadaniem, w miarę stałych godzin posiłków, oglądania bajek, kąpieli i czytania. Oglądania bajek zwłaszcza, bo my dorośli czekamy na tą chwilę oddechu… wczoraj niestety plan się posypał, bo bracia zaczęli bawić się na całego chwilę przed pójściem spać, a my w sumie razem z nimi,gdy nagle wybiła 22…

    1. No i dobrze, plan jest dla ludzi, nie ludzie dla planu. Chodzi o to, żeby w miarę możliwości zapanować nad chaosem 🙂

  3. Zabrakło mi w planie dnia gotowania obiadu 😀 Dla mnie zawsze to jest trudny punkt bo traktuje to jako czas kiedy nie zajmuję się dzieckiem więc chciałabym pracować ale nie mogę. Za to wyjście na zakupy jest dla mnie odprężeniem bo mogę w końcu włożyć słuchawki w uszy i posłuchać podcastów, chociaż teraz – wiadomo – staram się zakupy robić jak najrzadziej.

  4. Wow, gratuluje organizacji, wyglada to na perfekcyjny układ!
    U mnie wiekowo prawie 8, prawie 6 i 2,5 więc łatwo nie jest. Zwłaszcza przez najmłodszego siewcę chaosu…
    Starszaki faktycznie rozumieją już dużo, mają też swoje zadania, ale małe im chodzi i psuje.
    Też chyba powinniśmy jakoś lepiej się zorganizować

  5. U nas 8-10 sniadanie+wstawienie obiadu, ogarnianie siebie, zgrywanie zadan ze szkoly etc
    10-13 dzieci starsze nauka/obowiazki – mloda (3l) troche sie bawi, troche oglada co robi rodzenstwo, troche bajki. my praca.
    13-13:30 obiad
    13:30 – 16 jesli jest „pogoda” (jak tydzien temu) to starsi znikali w lesie budowac szalasy, polowac na sarny i kroliki i inne dziwne rzeczy; nie ma pogody – ksiazki/granie/tv/obowiazki(jesli nie skonczone)
    16 podwieczorwk
    16:30-19 robimy cos razem, czasem osobno, zalezy od chęci i potrzeb 😉
    19 kolacja
    20 aaa kotki dwa 😉

  6. My mało zaplanowani jesteśmy, ale rozwiesiłam Młodej karteczki z aktywnościami, abynie było bojów o dodatkowe bajeczki i o dziwo pozytywnie to zadziałało. Zainspirowana Twoim wpisem jutro „uszczelnię” plan 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.