JESIENIĄ MOŻNA WSZYSTKO, CZYLI O LISTOPADOWEJ POTRZEBIE JEDZENIA

Rano planuję, co zjem wieczorem, wieczorem planuję, co zjem rano, w międzyczasie planuję, co zjem w międzyczasie, a w przerwach jem.

Napisałam to chyba jeszcze w marcu i nie wiem, czy jakiekolwiek wypowiedziane przeze mnie zdanie spotkało się z większym entuzjazmem.
Możemy więc uznać, że pomnik z jadalnego spiżu już sobie wzniosłam!
Od zawsze jest tak, że kiedy dopada mnie stres, biorę się za gotowanie, a najlepszym panaceum na wszystkie moje smutki jest pieczenie ciasta. Oczywiście nie oznacza to, że jemy, tylko kiedy ja jestem zła. Raczej, że zamiast się wściekać i rzucać garnkami, wolę w tych garnkach coś ugotować.
Z czasów dzieciństwa najwyraźniej pamiętam jeden błogi aromat. W soboty moja Mama piekła ciasto drożdżowe. Tata cierpliwie zagniatał do niego kruszonkę, którą potem wyłupywaliśmy z ciasta, uciekając w podskokach. Do dziś zapach ciasta drożdżowego kojarzy mi się tylko z beztroską.
Kiedy w marcu ogłoszono lockdown, w pierwszym odruchu sprawdziłam, czy mam wszystkie składniki na ciasto. To wtedy po raz pierwszy zrobiłam ciasto maślankowe z Kwestii Smaku, które dziś nazywamy ciastem kwarantannowym, bo piekłam je CODZIENNIE. W końcu wpadłam na to, że mogę robić je na podwójnej blasze, co oczywiście nie oznaczało, że ciasto staczało na dłużej, tylko że jedliśmy go dwa razy więcej. I kiedy dzień szarzał, a ze świata spływały same złe wieści, ten aromat malin i jagód pod pierzyną z kruszonki, sprawiał, że wszystko odzyskiwało kolory i szeptało „będzie dobrze”.
A potem był oczywiście wielki narodowy zryw pieczenia chleba. I muszę przyznać, że własnoręcznie pieczony chleb, nie tylko koi nerwy, ale daje poczucie bezpieczeństwa. Pajda chrupiącego chleba z masłem jest moim zdaniem najlepszą tarczą antykryzysową.

Każdy, kto mnie zna, ten wie, że najbardziej, ale to najbardziej świecie lubię sobotnie popołudnia z przyjaciółmi w kuchni, kiedy gadamy, pijemy wino i gotujemy. Przychodzą nam wtedy do głowy szalone pomysły, że robimy z tego biznes, kupujemy foodtracka, częstujemy ludzi na ulicy!
Potem wszystko zjadamy, wino wietrzeje z głów i wracamy na ziemię, ale i tak jest najlepiej.
Jeżeli więc są jakiekolwiek plusy jesieni i tego, że dzień kończy się, zanim na dobre się zacznie, to długie wieczory, kiedy mogę w kuchni pichcić, słuchać muzyki filmowej i popijać wino.
Faktycznie latem, coś każe człowiekowi łykać to świeże powietrze i spędzać czas poza domem.
Poza tym to jesienią budzi się z letniego snu mój wewnętrzny pasibrzuch, który każe mi myśleć o jedzeniu 60 razy na minutę i dodaje „jesienią można, jesienią naprawdę można wszystko, zrób paczki”.
Nie umiem mu się oprzeć.
Dlatego najczęściej wypowiadane przez mnie pytanie jesienne brzmi „co jemy?”.

W zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze można było normalnie pójść do restauracji i delektować się jedzeniem w tłumie ludzi, najczęściej wybieraliśmy miejsca, gdzie serwowano pyszne owoce morza. Co więcej, owoce morza, na które się wzdrygałam aż do dorosłości, bo wydawało mi się, że więcej wspólnego mają z robakami i kosmitami niż z normalnym jedzeniem.
Podczas naszej pierwszej wyprawy do Brazylii z niesmakiem obserwowałam męża pałaszującego to ohydztwo.
– No tylko spróbuj, nie bądź jak dziecko – apelował do mojego rozsądku.
Nie mogłam się przemóc.
A potem ojczym mojego męża zaprosił nas na uroczystą kolację, składającą się wyłącznie z owoców morza…
Tak wyglądało moje pierwsze bliskie spotkanie z krewetką. I cóż, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale od pierwszego kęsa z pewnością. Przez całą resztę pobytu w Brazylii nie chciałam jeść nic innego.
Z czasem nauczyłam się też przyrządzać owoce morza sama, a moja teściowa, największa ich fanka przyznała nawet, że nie ustępują wcale tym, które jadała w najlepszych brazylijskich restauracjach.
Dlatego dziś zapraszam Was na ucztę z owoców morza, którą każdy z Was jest w stanie zrobić w domowych warunkach, nie mając większych umiejętności kulinarnych.
Kiedy zastanawiam się, dlaczego aż tak bardzo lubimy owoce morza, to przychodzi mi do głowy jedna odpowiedź. Ten smak i zapach przywodzi na myśl wakacje, ciepłe kraje, beztroskę.
I chyba to próbuję przemycić do naszego życia, namiętnie je gotując.

Chlebki naan
Do owoców morza szalenie pasuje pieczywo czosnkowe. Możecie kupić zwykłą bagietkę, posmarować ją masłem z czosnkiem i podgrzać w piekarniku. Jeśli nie macie na to czasu, gotowe bagietki czosnkowe też zdają egzamin. Ale! Jeśli macie ochotę na coś, co jest przepyszne i robi wrażenie, to polecam poświęcić chwilę i zrobić chlebki naan, które pasują niemal do wszystkiego, a ich zrobienie jest banalne.
Odkryłam je rok temu na blogu Basi Szmydt i od tamtej pory robimy je regularnie, nawet jako samodzielną potrawę.

Składniki:
4 szklanki mąki
1 szklana ciepłej wody
1 szklanka jogurtu greckiego
łyżeczka soli i cukru
4 łyżki oleju
1\4 kostki drożdży

1. Drożdże, cukier i pół szklanki ciepłej wody należy wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 20 minut.
2. Pozostałe składniki wsypujemy do miski, dodajemy wyrośnięte drożdże i zagniatamy ręcznie albo mikserem na ciasto (ja robię to mikserem).
3. Gotowe ciasto odkładamy na godzinę do wyrośnięcia (może wyrastać dłużej). Po tym czasie zagniatamy ciasto przez moment i zaczynamy formować z niego małe placuszki.
4. Kładziemy je na rozgrzaną mocno patelnię i z obu stron smażymy bez oleju, aż się zarumienią (i to tak mocno).
Gorące chlebki polecam posmarować masłem czosnkowym.
Już w takiej formie są ucztą dla podniebienia, ale jeśli dorzucicie do tego krewetki, to ostrzegam, że goście mogą zostać u Was na zawsze.
Przepis Basi mówi, żeby chlebki piec w piekarniku, ale mój piekarnik chyba nie daje rady i bardziej smakują nam te z patelni.

Masło czosnkowe
1\3 kostki masła mieszamy z dwoma małymi ząbkami czosnku, przeciśniętymi przez praskę. Do tego pół łyżeczki soli. Gotowe.

Krewetki z chorizo *
Z tego miejsca pozdrawiam moich Przyjaciół K. i A., od których przepis pochodzi i którzy zawsze mają składniki w pogotowiu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy człowiekowi się zachce krewetek z chorizo.

Składniki:
Opakowanie dużych krewetek
Paczka kiełbasy chorizo
Wykałaczki

1. Krewetki obieramy z pancerzy, kiełbasę kroimy w grubsze plasterki.
2. Na wykałaczkę nadziewamy po krewetce i plasterku chorizo.
3. Na patelni rozgrzewamy masło klarowane lub oliwę (zwykły olej też da radę). Smażymy z dwóch stron, z każdej przez ok. minutę.
Gotowe!
(Nie potrzeba żadnych przypraw, bo chorizo nada smaku)

Krewetki w maśle czosnkowym
Składniki:
Opakowanie większych krewetek (0,5 kg)
1\3 kostki masła
oliwa
5 ząbków czosnku
1\3 szklanki białego wina (ja użyłam wytrawnego wina Dark Horse)
natka pietruszki
sól, pieprz
opcjonalnie papryczka chili

1. Czosnek kroimy w plasterki. Połowę masła rozgrzewamy na patelni, do rozgrzanego masła wrzucamy czosnek i jeśli używacie – pokrojoną w plasterki papryczkę chili.
2. Kiedy czosnek się zarumieni (około minuty), dorzucamy krewetki. Chwilę smażymy i dolewamy wino. Czekamy, aż odparuje, smażymy jeszcze przez moment.
3. Na koniec dodajemy pozostałe masło, dolewamy oliwy, przyprawiamy solą i pieprzem i posypujemy natką.
Chlebki naan maczane w maśle z oliwą to jedno z najlepszych doznań kulinarnych na ziemi. Serio.

Owoce morza w pikantnym sosie pomidorowym
Składniki:
Duże opakowanie owoców morza (ok. 0,5 kg)
2 puszki krojonych pomidorów
1 łyżka dobrego koncentratu pomidorowego
5 łyżek sosu sojowego
pół łyżeczki papryki wędzonej
łyżeczka papryki słodkiej
5 ząbków czosnku
mała papryczka chili
oliwa do smażenia
sól, pieprz (najlepiej świeżo mielony)
pół łyżeczki cukru
natka pietruszki albo bazylia
1\3 szklanki białego wina (ja użyłam wytrawnego Dark Horse)

1. Na rozgrzanej oliwie podsmażamy połowę posiekanego czosnku i papryczkę chili.
2. Dodajemy owoce morza, chwilę smażymy, dolewamy wino. Czekamy, aż odparuje, smażymy jeszcze moment. Dodajemy sól, pieprz.
3. Usmażone owoce morza zdejmujemy z patelni i przekładamy na talerz.
4. Na tej samej patelni znowu podgrzewamy oliwę z czosnkiem, a kiedy się zarumieni, dodajemy pomidory, koncentrat, sos sojowy, paprykę słodką i wędzoną oraz cukier.
5. Czekamy, aż sos się zagotuje i dusimy na patelni przez ok. 20 minut. Po tym czasie dorzucamy usmażone wcześniej owoce morza, doprawiamy solą i pieprzem, posypujemy natką lub bazylią.
Takie owoce morza smakują rewelacyjnie z makaronem pappardelle, pamiętajcie, żeby ugotować go al dente! Rozgotowany zniszczy potrawę.

Krewetki w tempurze
Składniki:
Opakowanie dużych krewetek (250 dkg)
Tempura: 200 ml lodowatej wody (może być gazowana)
4 łyżki mąki pszennej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 jajko
sól

1. Składniki tempury mieszamy w miseczce. Powinno wyjść ciasto gęstsze niż naleśnikowe.
2. Każdą krewetkę maczamy w cieście i smażymy ok.2 minut na głębokim oleju.
Krewetki w tempurze najlepiej jeść od razu po usmażeniu, skropione sokiem z cytryny.

* Pamiętajcie, że do wszystkich przepisów krewetki powinny być rozmrożone, opłukane, pozbawione pancerzy i lekko delikatnie wysuszone ręcznikiem papierowym.

Zdradzę Wam, że mieliśmy spore plany na 2021 rok. Chcieliśmy lecieć na długo do Brazylii, może nawet na kilka miesięcy. Wyobrażaliśmy sobie, czym będziemy się zajadać i na jakich plażach spędzać czas. Ale cóż. 2020 zakpił z nas wszystkich.
Pozostaje nam wodzenie palcem po mapie, nadzieja, że w końcu będzie lepiej, dobre jedzenie i wino.

You may also like

7 komentarzy

  1. Siedzę w pracy, patrzę na tę rozpustę kulinarną i najchętniej bym poszła od razu gotować. No, ale siedzę w pracy 😉

    „…gdyby tak mieć dowolna ilość chleba z masłem, to można by być całkowicie szczęśliwym…” – Lala, Jacek Dehnel. Bohaterka książki wypowiada to jedząc chleb z cudem zdobytej mąki, w czasie wojny. Coś w tym jest, że w trudnych czasach zwykły chleb z masłem może być lekarstwem na zło tego świata.

  2. Nie robiłam nigdy krewetek i nie za bardzo też miałam na nie ochotę ale patrząc na te smakowite dania na zdjęciach podejmuję wyzwanie.
    Czy krewetki zawsze są sprzedawane w pancerzach? Jak się zabrać do obierania? Poproszę o małą instrukcję.

  3. To ja dodam tylko ze o ile do wiekszosci potraw ww. krewetki mogą byc gotowane/blanszowane (RÓŻOWE), to do tempury warto kupic surowe (SZARE) i delikatnie je poprzecinać tak, zeby byly wyprostowane 🙂 Krewetki w masle/czosnku/chilli plus baietka to nasze ulubione danie na ten moment imprezy kiedy jedzenie juz sie skonczylo i wszyscy są juz radośnie „rozluźnieni” i dowolna osoba wymawia magiczne „jeszcze bym cos przegryzla” 😅 Szybkie, boskie i pasuje do prosseco ❤️

  4. Sama nie wiem czy te chlebki lepsze z masłem czosnkowym czy bazyliowym 😀 dzieci wola bazyliowe. Właśnie się skończyliśmy jedzenie. Dzięki 😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.