JESTEM TROSZKĘ LEPSZA OD CIEBIE

Miałam napisać dziś zupełnie inny tekst. Miało być o tym, że robię generalne porządki w szafie, że jest to o tyle istotne, że idzie za tym jakaś głębsza życiowa filozofia, bo mam mocne postanowienie kupować zdecydowanie mniej. Nawet miałam w głowie przygotowaną formułkę, gdzie biję się w pierś, przepraszając świat za życie w trybie nadprogramowej konsumpcji.
I kiedy ja tu sobie tak filozofuję, autentycznie cieszę się, że przyszło na mnie to oświecenie, mam zapał, żeby zmieniać świat, nawet jeśli ogranicza się do moich kilkunastu arów planety, przychodzą z wirtualnej przestrzeni głosy Oświeconych Wcześniej, Strażników Cudzej Moralności, że świat ma w dupie takie starania, bo dopóki nie przywdzieję pokutnego worka i do niego ograniczę całą garderobę, to nadal jestem tylko wrzodem tej planety.
No Ludzie! Tak się nie da rozmawiać.

Wszystko albo nic
Nie znoszę zero jedynkowego podejścia do życia w ogóle. Zero jedynkowa to jest decyzja o wyrzuceniu śmiecia do kosza. W sensie – jest tylko jedna opcja, trzeba go wyrzucić do kosza.
Ja od jakiegoś czasu się staram. Robię więcej niż chociażby rok temu. Zdecydowanie ograniczyłam kupowanie w ogóle. Ograniczyłam produkcję plastiku. W moim odczuciu – bardzo. Nie ma mowy o napojach w plastiku. Dzieci to wiedzą i już nawet nie próbują. Od kilku miesięcy sama robię płyny do prania – nie dlatego, że jesteśmy alergikami, ale dlatego, że sześcioosobowa rodzina (wliczam teściową), kupując detergenty w plastiku, produkuje takich opakowań przynajmniej 100 rocznie (liczyłam). Tymczasem ja od czterech miesięcy korzystam z jednej butelki.
Bardzo ograniczyliśmy spożycie mięsa. Pomijając kwestie uczuć, głównie dlatego, że do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba tylu zasobów ziemskich dóbr, że naszej planety na to po prostu nie stać.
Segregujemy śmieci bardzo starannie, wierząc, że ktoś, kto jest odpowiedzialny za ich dalszy los, robi to dobrze.
Dajemy sobie comiesięczny cel, żeby mieć ciut mniej śmieci niż miesiąc wcześniej.
Oszczędzamy wodę, mimo tego, że mamy ją z własnej studni, bo czujemy, że tak należy, chociażby dlatego, że miliard ludzi na świecie nie ma do wody pitnej dostępu. Z szacunku do tych ludzi i żeby uczyć dzieci empatii.
Nie wyrzucamy jedzenia. W każdym razie marnujemy go na ten moment tak mało, że możemy sobie przybić piątkę.

Ale, ale!
Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: ograniczasz plastik?! A ta makrela w plastikowym opakowaniu, to przepraszam co? Płyny do prania? Spoko, a co z płynem do mycia naczyń?! Dalej widzę go w plastikowej butelce na zlewie! Ograniczasz mięso, a torebunia skórzana to według ciebie już ok? Segregujesz śmieci?! Super, tylko bez kompostownika, to jakby się nie liczy, sorry! Mniej śmieci niż miesiąc temu? Pogratulujesz sobie, jak nie wyprodukujesz żadnego.

I wiecie, do czego to prowadzi? Do tego, że zaczynam wątpić, czy w ogóle próbować zrobić cokolwiek. Myślę wtedy, jeżu, jesteśmy już w takim bagnie, że jak zaczynam poruszać nogami, to tylko się głębiej zapadam, może faktycznie lepiej nie robić nic? Żyć beztrosko, w dupie mieć wszystko.

lesswaste
Nie lubię określenia zerowaste. Przekonałam się już, że człowiek taki, jak ja, posiadający rodzinę i korzystający z dobrodziejstw cywilizacji nie może być zerowaste. Bo w gruncie rzeczy każda nasza najmniejsza życiowa czynność ma gdzieś jakieś złe konsekwencje. Przykładowo – uwielbiam awokado, ale okazuje się, że zyskało taką popularność, że do produkcji go wycina się całe połacie lasów, poza tym jego cena wzrasta, więc staje się niedostępny dla ludzi, dla których do tej pory był podstawą diety.
Czyli w gruncie rzeczy, nic tylko sobie palnąć w łeb, albo po prostu olać sprawę.
Dlatego wolę określenie lesswaste. To daje mi poczucie, że robię coś dobrego dla świata. Zerowaste wpędza mnie w poczucie winy.

Ciesz się z drobiazgów
Jest nas na świecie niespełna osiem miliardów. Wyobraźmy sobie, że każdy zrobił COKOLWIEK dla świata. I nie dajmy sobie wmówić, że to nie ma znaczenia.
Człowieku, mówię Ci, fajnie!
Jeśli chodzisz na zakupy z własną torbą płócienną.
Jeśli gasisz światło.
Jeśli oszczędzasz wodę.
Jeśli segregujesz śmieci.
Jeśli kupujesz ubrania z drugiej ręki.
Jeśli ograniczasz produkcję plastiku.
Jeśli nie marnujesz jedzenia.
Jeśli zależy Ci na tej planecie.

I na koniec. Pogarda jest straszna. Pogarda doprowadziła już ten świat do wielu katastrof. Tak samo strasznych, jak katastrofy ekologiczne.
Ogranicz produkcję pogardy.

You may also like

28 komentarzy

  1. Jak dla mnie, Ty już od wielu lat robisz „coś”, promując kupowanie ciuchów z drugiej ręki i szerzenie świadomości, że można w nich super wyglądac 😉

  2. Saro, napiszę mój pierwszy komentarz w życiu…
    Inspirujesz mnie. To, w jaki sposób żyjesz, jak cieszysz się każdym zachodem słońca, rzepakiem, łąką… To jest mega. Rób tak dalej 🙂

  3. Pani Saro, a mogę poprosić o wskazówki jak zrobić samemu płyn do prania? Zainspirowała mnie Pani do małej zmiany:) 🙂 🙂 Pozdrawiam 🙂

  4. Szanuję i podziwiam! 🙂 Inspirujesz do zmian, serio. Chyba już czas abym i ja zmieniła coś w swoim życiu, zrobiła coś dla planety. Bo to naprawdę smutne jak sami niszczymy to, co nas otacza.

  5. Spoko, tylko dość mocno kreowalas ten blog i siebie jako osobe wyluzowana i której materializm jest daleki, ktora chodzi po lasach i łąkach, nie przejmując się tym, co ma na sobie, a tymczasem pokazałaś ludziom kilogramy ciuchów, w tym z Zary, a to Twoje haselko „statystycznie…bla, bla, bla”. Myślę, że nie dostałaś hejtu za to, że nie jesteś wystarczająco dobra, tylko za to, że ludzie szybko wychwytują brak autentyczności (albo inaczej : fałsz).

    1. Czyli jeśli człowiek sobie uświadomi, że popełniał błąd, albo postanawia coś w swoim życiu poprawić, to po prostu jest fałszywy, no tak, logiczne.

    2. Komentarz Ja ” adekwatny” do apelu autorki zamieszczonego na końcu wpisu.
      😉
      Saro, rób swoje dalej, to kawal dobrej roboty,serio. Jesteś autentyczna, właśnie dlatego, że wg niektórych masz słabe punkty. Pozdrawiam!

  6. Pani Saro, jest Pani moją ulubioną blogerką od lat ( w sumie to nawet jedyną blogerką, którą czytam, lubię, która naprawdę inspiruje pozostając przy Tym normalną kobietą). Smutno jest patrzeć jak wpisy jakichś zakompleksionych ludzi sprawiają Pani tyle przykrości i wyprowadzają z równowagi.Tym bardziej, że nigdy nie wiemy jaka jest druga strona medalu! Ani jak przedstawia się Pani zaangażowanie w troskę o planetę całościowo – nie miałam szczerze pojecia, że robi Pani dla Ziemii tyle fajnych rzeczy. Wydaje mi się, że najwięcej w tej materii robią ludzie, którzy się tym specjalnie jakoś nie obnoszą – tylko po cicho robią swoje. Jest Pani inspiracją! I uwielbiam Panią chociażby za Pani lumpeksowe perełki – osobiście śmieszą mnie ludzi,. moi znajomii nawet, którzy lubią dodawać moralizatorskie wpisy o tym, jak to jadają banany bio, bo to takie dobre dla planety i zdrowia, pozując przy tym w ultra modnych ciuchach z z najnowszych kolekcji sieciówek.

    1. Też tak myślę! Oceny i pogarda innych to ich własny problem. Od lat próbuję jak najmniej szkodzić Planecie i wiem że nie jest to łatwą sprawą. Popieram każda nawet najmniejszą zmianę. Wygodnie jest krytykować i G robić… Także bardzo dobry post napisałaś – w samo sedno sprawy uderzylas:)

  7. Pogarda lub, mowiac delikatniej, mentorski ton najbardziej boli, kiedy dotyka nas, osobiscie. U siebie zauwazyc jest trudniej. Saro, szczerze mowiac nie mam zamiaru/ochoty/czasu/nawyku oceniac, czy masz ciuchow duzo czy malo, za malo dzieci, za duzo dzieci, jesz soczewice czy schabowego. Ale doskonale pamietam niemile uklucie po lekturze Twojego posta n/t diety… ze inni obwiniaja geny, ha ha ha, nie bede komentowac,usmiecham sie pod nosem, ale ha ha ha, ja jem warzywa a nie ptasie mleczko i – voila!- jestem szczupla, wystarczy troche ruchu zamiast biadolenia i prosze! Kilogramy same leca w dol! Saro, wybacz, zakladam, ze nie mialas zlych intencji, ale mysle, ze tym przekazem miedzy wierszami (fakt, nie wprost), dotknelas wiele osob. Postawilas sie w pozycji eksperta, ktory WIE. Ktorego przyklad jest miarodajny dla kazdego. Mysle, ze nie do konca znasz temat, zeby komentowac czy geny decyduja o nadwadze czy nie, z reszta dosc opracowan naukowych na ten temat.
    Dlaczego przywoluje tamten post? Bo czytajac go, mialam odczucie, ze na tych mniej fit patrzysz z gory, z punktu widzenia osoby, do ktorej objawienie przyszlo wczesniej. Teraz Ty poczulas, jak to jest, kiedy baty leca na Twoj tylek. I wkurzylas sie? Slusznie. Mam nadzieje, ze skloni Cie to do refleksji, zanim znow zaczniesz radzic innym. Rady sa swietne – ale wtedy, nie kiedy ktos „mentorzy”.

    PS Zanim ja dostane po tylku za zazdrosc/zawisc itp – body fat % bardziej niz w normie. Ale empatyzuje z tymi, ktorzy przegrali w genetycznej loterii.

    Pozdrawiam

    1. Jeśli poczułaś się dotknięta – przepraszam, bardzo uważałam, żeby w tym wpisie nie dotknąć osób, które mają realny problem z nadwagą. Unikam też mentorskiego tonu, więc wezmę sobie Twoją uwagę do serca i uwierz – nie było moim celem sprawienie komukolwiek przykrości, raczej coś w stylu „głowa do góry, nie trzeba trenera personalnego, żeby fajnie wyglądać”. Ale napisałam go również dlatego, że na co dzień nieustannie słyszę o moich wspaniałych genach, a wiem, że to dużo pracy nad sobą. Powiedziałam swoje zdanie w sposób lekki, humorystyczny, starając się nie urazić nikogo.
      I proszę nie pisz „zanim dostanę po tyłku”, bo to nigdy nie jest i nie był mój sposób na rozmowę z kimkolwiek.
      Pozdrawiam

    2. Nie przesadzałabym. Moim zdaniem nie ma w tamtym poście Sary nic obraźliwego w stosunku dla ludzi z nadwagą. Co do czynnika genetycznego, to naukowcy co rusz wyskakują z nowym odkrywczym badaniem, które ma być odkryciem genu otyłości, ale jakoś tak żadna wersja nie jest ostateczna i idealna. Myśle ze większym winowajcą od genów są wpływy środowiskowe, czyli nawyki które dzieci wynoszą z domu. Sposób odżywania jaki panuje w domu. Polskie społeczeństwo jest grubsze niż było chociażby 30 lat temu i nie sądzę, żeby była to przyczyna nagłej nowo powstałej mutacji genowej. Wszystko fajnie, tylko poza wyglądem to ciągnie za sobą szereg chorób cywilizacyjnych, które według mnie są dużo większym problemem niż wygląd, szczerze mówiąc kicham na niego i na to jak kto wygląda. Nikogo nie oceniam, każdy ma prawo do własnego życia ale nie przesadzajmy już z tym „ocenianiem” ludzi z nadwagą przez Sarę. Według mnie nie zrobiła nic złego tym wpisem, tym bardziej, ze sama pisała, ze swego czasu dźwigała trochę nadprogramowych kilogramów. Według mnie może nawet zrobiła coś dobrego, jeśli ktoś po jej wpisie postanowił zawalczyć i o siebie. Nawet jeśli komuś jest trudniej zrzucić kilogramy, nie ma co się załamywać i zwalać wszystkiego na geny.

      1. Dziękuję za ten komentarz, swoją drogą poruszyłaś bardzo ważną kwestię – że społeczeństwo jest coraz grubsze i tyje. Polska jest w czołówce najszybciej tyjących społeczeństw na świecie. W zeszłym roku WHO ogłosiła, że problem otyłości na świecie jest większy niż głodu. Nawet trudno sformułować do tego komentarz.
        Pozdrawiam

  8. wychodzi na to,że pisząc post Saro ,,musisz,, uważać na każde słówko – bo może nuż widelec ktoś nie ma dystansu do siebie, nie zna się na metaforach, żartach itd i poczuje się super urażony!! Totalna paranoja według mnie. Czytam Cię od wielu już lat i podziwiam właśnie za taką lekkość i umiejętność pisania, że ni cholery nie można się do niczego przyczepić. Ale to moje zdanie 🙂 – kocham Cię miłością nieustającą!!

    1. Dziękuję. I miło mi, że to doceniasz. Kiedyś pisałam teksty z lekkością, często uogólniając, mierząc ludzi swoją miarą – teraz to wiem i to było słabe. Obecnie bardzo uważam, i jest dokładnie tak, jak piszesz – często zmieniam pojedyncze słowa, żeby kogoś nie urazić. Pomijając wszystko – nigdy nie jest moim celem obrażenie kogokolwiek. Dlatego rzadko w ogóle piszę pod wpływem emocji.
      Dzięki za dobre słowo raz jeszcze, pozdrawiam!

  9. Ostatnio trafiłam na takie słowa Anne Marie Bonneau #zerowastechef
    „We don’t need a handful of people doing zero waste perfectly. We need millions of people doing it imperfectly”
    i tej samej autorki: ” We may never reach the zero in „zero waste”, but that’s no reason to take zero action”

    I tego się trzymam 🙂

  10. To prawda, że negatywne komentarze zazwyczaj podcinają skrzydła. Jeśli o mnie chodzi, to przez dwa miesiące odżywiałam się wegańsko, bo nie przepadam za smakiem i zapachem mięsa, a jajka i produkty mleczne i tak jadłam rzadko, ale zmęczyło mnie ciągłe zwracanie uwagi na skład produktów w sklepie. Przez te dwa miesiące nasłuchałam się, że „przecież to nie jest wegańskie, bo zawiera śladowe ilości mleka”, nie pisząc już o tym, że „pijąc wodę, zabierasz ją rybkom! I Ty śmiesz nazywać się weganką?!”. Na dietę wegańską przeszłam w głównej mierze ze względu na to, że jest zdrowsza od tradycyjnej, a przy okazji mogłam się lepiej poczuć, bo przyczyniłam się do zmniejszenia cierpienia zwierząt. Czyli moje podejście było czysto egoistyczne – zrobiłam to wyłącznie dla siebie. Mimo to z wygody zrezygnowałam z niej i postanowiłam odżywiać się tak jak wcześniej, czyli jedząc w dużym stopniu wegańsko, ale pozwalając sobie od czasu do czasu na sushi czy produkty pochodzenia zwierzęcego.

    Uważam, że każdy ma prawo nazywać się eko, jeśli w większym stopniu niż inni przyczynia się do zmniejszenia produkcji śmieci, itp. Myślę, że zachęcanie do zmniejszenia produkcji śmieci czy zmniejszenia cierpienia zwierząt, itd. jest skuteczniejsze od ciągłego negatywnego komentowania czyichś wyborów, bo na przykład kupił produkt na promocji, ale produkt ten był zapakowany w plastik. Ten plastik i tak ktoś by kupił albo produkt zostałby wyrzucony (bo zazwyczaj promocja oznacza, że zbliża się data, do której dany produkt jest ważny) i nie wiadomo, czy posegregowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.