JESTEŚMY KWITA!

4_469838992908698588_n

Och Dzieciaki,

Jakby Wam to wszystko powiedzieć…
Wybiła dwudziesta druga. Uprzedzając Wasze pytanie – ta godzina występuje późno i zawsze jest o tej samej porze, czyli o dwudziestej drugiej. Nie znam przypadku, żeby dwudziesta druga pojawiła się niespodziewanie o… np. trzynastej. Nie, nie zdarzyło się to w moim życiu. Nie zdarzyło się to w moim śnie. Ale tak, macie rację – we śnie mogłoby się to wydarzyć. Która jest teraz godzina w Brazylii? Boże nie wiem, wcześniej, koło osiemnastej. Czyli dwudziesta druga to tak naprawdę osiemnasta? W pewnym sensie… To zależy od kraju. Właściwie od szerokości geograficznej.
Co to jest szerokość geograficzna? O matko… to taka współrzędna… Co to jest współrzędna?
Współrzędna to taka liczba… Jak dwadzieścia dwa na przykład?!
Moment!!
Dajcie mi skończyć!
Chciałam Wam powiedzieć coś ważnego!
Cicho! Słuchacie i nie zadajecie pytań, pytania będą na końcu.

No więc jeszcze raz.
Wybiła dwudziesta druga.
Jestem zmęczona.
Zlew kuchenny jeszcze żyje traumą, którą mu zafundowaliście.
Pewnie nie spodziewał się takiego desantu mąki ziemniaczanej i odżywki do włosów.
Zmywarka rzęzi, próbując zmyć z naczyń wspomnienie minionego dnia.
Wasze ubrania raczej nie otrząsną się z zadanych im plam.
Podłoga powoli staje na nogi. Fugi są w stanie krytycznym.
Znaczycie swój teren bałaganem.
Znaczycie swój teren wrzaskiem.
Mamy różne poczucie estetyki – to co dla mnie chlewem, dla Was jest artystycznym nieładem.
To co dla mnie jest kociokwikiem, dla Was jest wymianą zdań.
Inaczej interpretujemy takie słowa jak „poukładane”, „spokojnie”, „delikatnie” i „ostrożnie”.
Czasem marzę, że mieszkamy w muzeum i jesteśmy eksponatami. Przyznaję.
Przychodzą nas oglądać ludzie – „rodzina flejtuchów” – informuje przewodnik.

Kochane flejtuchy,
pytacie mnie nieraz dlaczego nie było Was na naszym ślubie.
I powiem Wam szczerze, że nie wiem – bo zupełnie nie pamiętam życia bez Was.
Wyobrażam sobie, że musiało być w nim strasznie dużo ciszy i porządku.
Skarpetki stały parami na baczność w szufladzie. Słuchałam Bacha, bo ileż można męczyć Vivaldiego….
Ale rozsądek mi podpowiada, że to nie może być prawda, bo Wasza babcia na mnie też krzyczała za kanapki kwitnące w tornistrze i nie jestem co prawda specem od dyskografii Bacha, ale chyba raczej nie nagrał utworu „666 the number of the beast”, który to nuciłam z takim gardłowym zapałem.

My tu pierdu pierdu Drogie Dzieci, tymczasem dwudziesta trzecia, jak w mordę strzelił zamajaczyła dobitnie na piekarnikowym zegarku, gdzie zostawiliście odciski tłustych palców.
A chciałam Wam powiedzieć, że był jakiś czas temu taki dzień… Marzyłam o nim.
Wy byliście u dziadków, tata za granicą.
No w końcu! – myślałam rozanielona. Niech no tylko wrócę do domu, niech no tylko odpalę wannę, muzykę i butelkę wina…
Przekręcam klucz w zamku… Otwieram drzwi.. Od progu, bezpardonowo atakuje mnie agresywna cisza… Potworne uczucie.
I jeszcze ten zatrważający porządek… Nie mogę tego znieść!! Oddajcie mi moje decybele!! – krzyczę, rygluję drzwi i uciekam do przyjaciółki, która właśnie powiła syna.

Złoszczę się na Was, mówię rzeczy których wcale nie myślę.
Złoszczę się na siebie, za wszystkie nieprzeczytane Wam bajki.
Za bycie niewystarczająco dobrą mamą.
Czekam aż zaśniecie. Wtedy całuję Was i obiecuję poprawę.
A potem przychodzi poranek.
Obiecanki cacanki.
I tak w kółko.
Raczej nie zostanę matką roku.
Ale chcę, żebyście wiedzieli, że pięć razy dziennie przeklinam ten niewdzięczny macierzyński żywot i sto razy dziennie pęka mi serce na myśl o tym, jak wyrastacie z dzieciństwa.
Kilka dni temu była akademia z okazji Dnia Matki.
Patrzyłam na Ciebie Córeczko, jak niedorzecznie dużą jesteś biedronką…

Pytania na koniec.
Dlaczego nie było Was na naszym ślubie?
Bo nie było Was na świecie.
Skąd się wzięliście?
Z mojego brzucha.
Skąd wzięliście w moim brzuchu?
Bo strasznie mocno przytuliłam się z tatą.
Czy jak wy się tak mocno przytulicie, to ktoś się urodzi?
Nie! Moment! Czekajcie!

Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że jesteśmy kwita.
Rodzice i dzieci. Jesteśmy kwita.
Po prostu nikt z nas nie jest doskonały.

(Imiona i nazwiska zostały zmienione by chronić dobre imię i prywatność opisanych osób)

#1
M. właśnie został ojcem.
Do tej roli nie można się przygotować. M. szaleje ze szczęścia. Z całą delikatnością bierze na ręce ukochanego noworodka.
Kiedy głowa ukochanego noworodka zatrzymuje się gwałtownie na framudze drzwi, M. chce popełnić honorowe sepuku.
Trudna jest rola ojca. Można zapomnieć, że łokieć jest teraz dłuższy o dwadzieścia centymetrów noworodkowej miękkiej głowy.
Można zaryć o framugę.
Na szczęście noworodek nic nie pamięta.

#2
O. właśnie została matką. Śpieszy się na autobus.
Czym innym jest biec na autobus tak po prostu. Czym innym jest biec na autobus z noworodkiem w wózku.
O. tego nie wie, bo dopiero co została matką.
Zrozumie różnicę, kiedy poślizgnie się na lodzie, a noworodek roztrzaska sobie dziąsła o chodnik.
O. pożałowała pośpiechu.
Na szczęście noworodek nic nie pamięta.

#3
L. i L. mają ferie. Nie chcą jeździć na nartach, więc zostali z nianią.
Niania ma komputer. L. i L. się nudzą, jeszcze nigdy nie widzieli, co dzieje się z komputerową myszką, wsadzoną do mikrofalówki… No proszę, myszka nie przeżyła. Niania ledwo, L. i L.cudem, rodzice w stanie krytycznym.

#4
O. i T. mają strasznie dużo dzieci. To bohaterowie.
Zabierają dzieci na wakacje samochodem.
Zatrzymują się na gremialne sikanie w krzakach.
Sikają. Odjeżdżają.
Jadą.
A może by tak przeliczyć potomstwo? To bez sensu, ale na wszelki wypadek można. Kolejno odlicz!
Jak cztery? Ma być pięć!
Kolejno odlicz!
Cztery!
Jednego brakuje!!
O. i T. z piskiem opon zawracają.
Wszelki Wypadek czeka zapłakany na poboczu. Był pewien, że taki był plan.
Jest w szoku, że O. i T. po niego wrócili.
Ma niespełna trzydzieści lat. Nadal płacze na wspomnienie tego dnia.

#5
K. budzi się w nocy. Ma trzy lata i musi siku. Codziennie od trzech lat sika do muszli klozetowej. Ta monotonia go kiedyś wykończy. Wtem myśl! Jeszcze nie sikał do szafki w kuchni.
Warte uwagi – sikanie do szafki kuchennej jest zaskakująco podobne do sikania do muszli klozetowej.

#6
Z. właśnie został ojcem.
To niesamowite doświadczenie. Głowa noworodka jest taka malutka…
Idę o zakład, że zmieści się w żyrandolu!
No proszę! Mieści się.
Tylko trudno ją wyjąć…
Ale z drugiej strony… M.! – krzyczy Z. – myślisz, że jak go tu tak zostawię, żeby sobie powisiał to coś się stanie?!
Na szczęście noworodek nic nie pamięta.

#7
M. ma dwa lata i osiągnęła już wszystko oprócz parapetu na drugim piętrze.
Mamusiu, zobacz gdzie jestem! – woła radośnie chybocząc się pięć metrów nad ziemią. Mama nie wie skąd dochodzi rozkoszne „mamusiu”… Nieziemski odgłos – myśli mama i nagle dociera do niej, że to prawie zaświaty.
Dwulatka. Parapet. Drugie piętro. Gleba.

#8
N. właśnie został ojcem. Można o tym na moment zapomnieć.
Łap! – krzyczy M. rzucając N. jabłko. – N. łapie jabłko, na moment wypuszcza noworodka z rąk.
Na szczęście noworodek nic nie pamięta.

#9
K. ma niespełna dwa lata. Jest dorosła i już nie nosi pieluchy. Jest wolna. Może zrobić kupę dokładnie tam, gdzie jej się podoba. Podoba jej się pod stołem.
N. jest dumny, że odpieluchwał córkę. Przeterminowaną kupę znajdzie pod stołem jakiś czas później.

Jesteśmy kwita. Nie możemy bez siebie żyć.

You may also like

22 komentarze

  1. Dzień, w którym trafiłam na twojego bloga był dniem dobrym i słusznie, że znalazłam cię w otchłani internetu. Dzień, w którym napisałam do ciebie pierwszego maila, stał się doskonały po kliknięciu ‚wyślij’ . Każdy dzień, w którym czytam kolejne twoje słowo i totalnie boski. Od tylu lat nie potrafię wyjść z podziwu, że za każdym razem robię wielkie wow. Matko jak to może zabrzmieć koszmarnie dziwnie, ale kocham twoje słowa i jakbym nawet bardzo chciała to nie wyruguję sobie ciebie.
    Nie przestawaj nigdy pisać, a co ważniejsze nie przestawaj tak żyć normalnie. <3

  2. To uczucie, kiedy wieczorem zdajesz sobie sprawę, że w mijającym dniu można było być lepszym dla najważniejszych dla nas osób

    1. Nigdy nie zastanawiałam się na tym, czy ktoś też tak czuje a jednak ileż otuchy w tym, że nie tylko ja co wieczór obiecuję sobie poprawę a potem przychodzi ranek … 🙁

  3. Saro 😍 mam 52 lata i córkę jedyną, która ma 21 lat. Wzruszam się czytając Twoje posty. Przypominają mi moje radości i rozterki sprzed lat. Znalazłam Cię przypadkiem i zaglądam czasem.Pięknie ujmujesz codzienność. Życzę Tobie, Twojemu Mężowi i Cudownym Dzieciom tej jedynej na świecie Miłości, która jak sama zobaczysz, rozwija się przepięknie ,jeśli się o nią dba. Tak jak u Was.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.