KIEDY BYLIŚMY PO PROSTU SZCZĘŚLIWI…

fotoksiążki w roli prezentów

Stoi przede mną z trudem panując nad twarzą, której każdy mięsień pręży się, wyrażając dumę. Miniaturowy mężczyzna. W małej dystyngowanej marynarce nonszalancko zapiętej na jeden guzik. W spodniach wyprasowanych na kant i śnieżnej koszuli, której biały żywot trwa do pierwszej łyżki zupy w szkolnej stołówce. Świeżo ostrzyżone włosy. Po bokach niemal wygolone, z dłuższą czupryną na czubku głowy, usztywnione mikroskopijną kropelką żelu, bo tak czesze się tata.
Jeszcze rok temu powiedziałby, że ma na sobie „przystojne ubranie”, dziś sam się z tego śmieje.
Mówi: „a pamiętasz mamo, jak byłem mały i chciałem nosić do przedszkola przystojne ubrania?”
– No tak, bo teraz jesteś duży, ty mały nobliwy człowieczku – odpowiadam mu w myślach, bo lubi uważać, że stoi u progu dorosłości.
I coś w tym jest, pani dyrektor właśnie pasowała go za pomocą gigantycznego ołówka na pierwszoklasistę i wręczyła dyplom.
Poprawiam mu koszulę i odgarniam z czoła niesforny kosmyk.
Proszę, żeby się uśmiechnął do zdjęcia. Robi tę dziwaczną minę, symulującą uśmiech, która zawsze bardzo mnie śmieszy.
Więc zaczynam się śmiać, wtedy łatwiej ukryć mi w zmarszczkach mimicznych łzy.

obrazy minionego roku

Tego dnia niebo zawisło nisko nad ziemią, a potem pękło i rozlało się gwałtowną ulewą po polach.
Ziemia wchłaniała wodę zachłannymi haustami. To był pierwszy deszcz od wielu tygodni.
O takim deszczu mój tata mawia, że nic nie daje, bo ziemia tylko się nim krztusi i zanim zdąży się napić, woda wyparowuje.
Słońce, jakby obeznane teorią mojego taty, wróciło niebawem na firmament, bezlitośnie kąsając wszystko żądłem upału.
Pobiegliśmy na łąkę, bo tam zawsze widać, jak deszcz wraca do nieba.
Woda uciekała wszystkimi porami ziemi. Horyzont tonął w mlecznej mgławicy.
– Mamo, zobacz, złapaliśmy chmurę – wołały dzieci, brodząc we mgle.
Wyjęłam aparat. Mgła zastygła na zdjęciu.

***

Maszerowaliśmy całą ekipą. Był z nami oczywiście pies, którego życie, to czekanie na spacer.
Dzieci sprzeczały się o to, kto ma pchać wózek K. Aż w końcu wspólnie wypracowali kompromis – co dziesięć minut zmiana. Najmniej zadowolona była K. która za sterami wózka najchętniej widziałaby swoją mamę, ale M. turlała przed sobą wielki brzuch, w którym prawdopodobnie w bardzo niewygodnej pozycji, podróżował bezimienny jeszcze brat K.
Szliśmy w stronę lotniska, żeby zobaczyć startujący samolot. Uwielbiam startujące samoloty, pod warunkiem, że mogę podziwiać ten manewr z daleka.
Moment, kiedy gigantyczna maszyna wyrywa się z uścisku grawitacji, jest być może najbardziej poetyckim zjawiskiem w skomplikowanym świecie technologii.
Na lotnisku panował zupełny spokój. W oddali majaczyły ogromne hangary.
– Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w niedziele latają samoloty – z wahaniem oznajmiła moja mama.
Wszystkie dzieci zasępiły się, a Lolek zrobił obrażoną minę, jakby babcia właśnie powiedziała, że wstrzymała ruch powietrzny, bo miała taki kaprys.
Położyliśmy się na ciepłej trawie, mrużąc oczy i czekając, aż lotnisko odżyje. Słońce smyrało nasze gołe kostki ostatnimi promieniami lata.
Nagle z hangaru wydobył się pomruk. Podskoczyliśmy jak na komendę. Mechaniczny ptak opuścił gniazdo i monumentalnie wjechał na pas startowy. Silnik zawył. Dzieci krzyczały z podniecenia.
Aż w końcu odebrało nam głos i patrzyliśmy, jak ciężki samolot kpi z grawitacji, bujając w obłokach.
Złapałam go w kadr w ostatniej chwili.

ulubione kadry

Pierwszy raz wyjechała sama na tak długo. Sama się spakowała i nie pozwoliła mi zajrzeć do walizki. – Wszystko mam – mówiła stanowczym tonem i równie stanowczym wzrokiem wypraszała mnie z pokoju.
– No trudno – myślałam – bardzo proszę, sama będzie miała nauczkę, jeśli zmarznie, albo zabraknie jej skarpet. Nie mój problem, jeśli nie zabierze szczoteczki do zębów czy kremu do opalania.
Nie męczyłam jej telefonami. Ot, wymieniłyśmy raptem dwa słowa w lakonicznej wiadomości, czy wszystko dobrze.
Nawet przez moment sobie wyrzucałam, co ze mnie za matka, że do dziecka nie dzwonię codziennie.
Po dziesięciu dniach pod dom zajechał samochód. Wysiadła z niego obleczona tobołami i umorusana opalenizną. Rzuciła wszystko na ziemię i pędem ruszyła w moją stronę.
Stałyśmy przytulone, nie wiem jak długo. Do momentu, w którym poczułam, jak moja koszula przesiąka jej łzami.
Są chwile, których nie wypada zakłócać zdjęciami.

***

Najpierw usłyszałam wrzask, a potem wpadli do kuchni. Cała trójka. Darli się, że w łazience wujka K. odkryli wannę i muszą wziąć kąpiel. Teraz, natychmiast.
Chwilę pokręciłam nosem, ale przecież nie odmówię dzieciom wody i piany.
Do łazienki wrócili z jeszcze większym wrzaskiem, nikt nie słyszał moich przestróg, żeby nie utopić łazienki oraz siebie nawzajem.
– Musisz to zobaczyć – szepnął mój brat, gestem zapraszając mnie do swojej sypialni.
Skradaliśmy się na palcach. Wtedy lekko uchylił przesuwne drzwi do łazienki.
Cała trójka gnieździła się w wannie, której ulewała się woda. Zupełnie niewinnie grzebali w pianie i bawili się zabawkami półrocznej kuzynki.
Wyjęłam aparat. Bo to pewnie była ich ostatnia wspólna kąpiel, zanim zauważą, że są nadzy.

fotoksiążki z 2019

To moje obrazy, kiedy myślę o 2019 roku.
Są proste, zwyczajne, dla kogoś mogą być banalne. Nie ma tam wielkich zwrotów akcji. Być może był to po prostu kolejny rok, kiedy nie wdrapałam się na szczyty i nie przeszłam samej siebie.
Ale ja wolę mierzyć rok tymi małymi stop-klatkami, wypełnionymi ludźmi, których kocham, momentami kiedy byliśmy po prostu szczęśliwi.
Wolę swój świat złożony z prostych dobrych dni niż z czekania na przełomy.

Kiedy przeglądam fotoksiążki, w których uwieczniłam 2019, zdjęcia też są zwyczajne. Niedbale kadrowane, niektóre rozmazane, mało pozowanych. Kojarzą mi się ze zdjęciami sprzed lat.
I takie wręczę najbliższym podczas nadchodzących Świąt.
Już trzeci rok polecam Wam z całego serca Fotoksiażki PIXBOOK w roli prezentów. Dostaję od Was mnóstwo wiadomości, że to był strzał w dziesiątkę, że nie spodziewaliście się aż tak dobrej jakości, że domawiacie kolejne fotoksiążki oraz prosicie o kody rabatowe.
Dlaczego warto zamówić fotoksiażkę? Przede wszystkim dlatego, że bez wychodzenia z domu można kupić świetny prezent.
Poza tym to upominek, który nie nudzi się po tygodniu, ale w miarę upływu czasu cieszy coraz bardziej.
Bo nie jest drogi.
Bo można obdarować nim każdego członka rodziny, znajomych i przyjaciół.
Bo można wpisać fajną dedykację.
Bo inaczej wszystkie wspomnienia będą tylko w telefonie i na komputerze (a te z głowy szybko wylatują).
Bo uniknięcie oczopląsu w galerii handlowej, podczas wybierania prezentów.
Bo macie gwarancję, że sprawi radość.
Bo się nie zepsuje i nie będzie trzeba składać reklamacji.
Bo w 2029 z rozrzewnieniem zajrzycie do fotoksiążki z 2019.

fotokalendarz na prezent

Polecam też gorąco kalendarze personalizowane, które robi się dosłownie w moment, kosztują grosze i możecie np. zrobić personalizowane dla swoich dzieci czy dziadków z okazji Dnia Babci i Dziadka.
Kalendarze też się nie starzeją, bo roku służby stają się wspaniałą pamiątką.
Jeżeli nie macie głowy i rąk do pakowania, to polecam zamówić ozdobne pudełka prezentowe. Są bardzo ładne, wykonane z tektury i mogą być wykorzystane wielokrotnie, albo przeznaczone na pojemniki.
A jeśli nie wiecie, jak zrobić fotoksiażkę, to odsyłam albo do filmu na stronie PIXBOOK, albo do mojego story, gdzie wszystko tłumaczę.

A teraz najważniejsze, czyli kody rabatowe:
kod FERREIRA29 – obniża cenę fotoksiążki A4 pion 40 stron do 29 zł/szt. (z 48 zł) i jest ważny do 20 stycznia 2020 roku.
kod FERREIRA18 – obniża cenę fotokalendarzy A3 pion do 18 zł/szt. (z 22 zł). Kod jest ważny do 20 stycznia 2020 roku.
Kody są wielokrotnego użytku (nielimitowane).
Fotoksiążka – złóż i opłać zamówienie do 17 grudnia do godz. 23:59, a Twoja przesyłka zostanie nadana najpóźniej 19 grudnia.
Fotokalendarze – złóż i opłać zamówienie do 19 grudnia do godziny 23:59, a Twoja przesyłka zostanie nadana najpóźniej 20 grudnia.

wspomnienia jesieni

Dlaczego warto zamówić fotoksiażkę? Przede wszystkim dlatego, że bez wychodzenia z domu można kupić świetny prezent.
Poza tym to upominek, który się nudzi po tygodniu, ale taki, w miarę upływu czasu cieszy coraz bardziej.
Bo nie jest drogi.
Bo można obdarować nim każdego członka rodziny, znajomych i przyjaciół.
Bo można wpisać fajną dedykację.
Bo inaczej wszystkie wspomnienia będą tylko w telefonie i na komputerze (a te z głowy szybko wylatują).
Bo uniknięcie oczopląsu w galerii handlowej, podczas wybierania prezentów.
Bo macie gwarancję, że sprawi radość.
Bo się nie zepsują i nie będzie trzeba składać reklamacji.
Bo w 2029 z rozrzewnieniem zajrzycie do fotoksiążki z 2019.v

fotoksiążka na święta
kalendarz na pamiątkę
Polecam też gorąco FOTOKALENDARZE, które robi się dosłownie w moment, kosztują grosze i możecie np. zrobić personalizowane dla swoich dzieci czy dziadków z okazji Dnia Babci i Dziadka.
Kalendarze też się nie starzeją, bo roku służby stają się wspaniałą pamiątką.

mój projekt kalendarza
pudełka prezentowe
Jeżeli nie macie głowy i rąk do pakowania, to polecam zamówić pudełka prezentowe. Są bardzo ładne, wykonane z tektury i mogą być wykorzystane wielokrotnie, albo przeznaczone na pojemniki.

fotoksiążka z pudełkiem
rodzinne święta

*Wpis powstał we współpracy z Pixbook

You may also like

7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.