„My zaś, z jakichś nie do końca jasnych względów, pozostajemy młodzi”

Oziębłe grudniowe światło pełgało po bruku. Hałas miasta został za majestatycznym murem. Tylko pojedynczym taktom udawało się prześlizgnąć przez stojące na warcie konary drzew.
Skowyt ambulansu, jęk hamujących opon, znerwicowany klakson, w tle nieforemna muzyka ludzkich odgłosów.
Z każdym krokiem człowiek zanurzał się coraz mocniej w ciszę. Tę dziwaczną przestrzeń, gdzie słychać nagle, że spadający liść tnie powietrze.
Para staruszków trzymających się za ręce wydreptywała miarowo bruk, co moment przystając. Dłońmi poplamionymi czasem coś sobie pokazywali, wymieniali kilka zdań i szli dalej niespiesznie.
Alejki przecinały się, wyrastały jedna z drugiej, tworząc labirynt i kpiąc z przechodnia, który przystawał i niepewnie się rozglądał, czy nadal podąża tą pierwszą obraną, czy zgubiły go już odnóża kolejnej.
Staruszkowie znowu przystawali i scena się powtarzała. Ona zzuwała rękawiczkę, zwracała na coś szczególną uwagę. On chwilę rozmyślał, wyrażał swoje zdanie, podawał w wątpliwość, ona kiwała głową ze zrozumieniem, on brał ją pod ramię, szli dalej, powoli.
Tylko za murem czas poganiał ludzi, tu wlekł się za nimi posłusznie jak stary pies.
Wiekowe drzewa pochylały się ze współczuciem nad kluczącymi ludźmi.
W jednej z alejek zatrzymali się. Wydawało się, że w końcu znaleźli to, czego szukali. Z zadowoleniem przyglądali się czarnej granitowej płycie, na której widniało czyjeś nazwisko i długość życia, zamknięta w bezdusznych datach. Ona kiwnęła głową z uznaniem, on przytaknął. Tak to powinno wyglądać. Byli zdecydowani.
Potem wziął ją pod rękę i z wolna ruszyli ku ogromnej bramie cmentarnej, oddzielającej świat żywych od świata nieposiadających czasu.

***

My zaś, z jakichś nie do końca jasnych względów, pozostajemy młodzi. Strych traktujemy, jakby sami sobie byli winni, jakby się przysłużyli swojej dolegliwości, podobnie jak cukrzycy czy miażdżycy. A przecież na tę chorobę, na starzenie, zapadają najwięksi niewinni.
Olga Tokarczuk „Bieguni”

You may also like

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.