KTOŚ JADŁ Z MOJEJ MISECZKI!

Agatha Christie zapytana o to, w jakich okolicznościach powstają jej historie kryminalne, odpowiedziała, że podczas mycia naczyń, bowiem jest to czynność tak bezdennie głupia, że myśl o morderstwie nasuwa się sama.
Kiedy to przeczytałam, moje uwielbienie dla Agathy Chrisie jeszcze się wzmocniło, wszak ja również nienawidzę myć naczyń, kto lubi?! Co więcej, uważam zmywarkę za największy wynalazek ludzkości zaraz po kole i ogniu, ale… Nie przestaje mnie męczyć jedna myśl – czy gdyby Agatha Chrisie miała zmywarkę, to napisałaby te wszystkie kryminały?
Oto jest pytanie!

Tajemniczy ogród
Kiedy piszę te słowa, za oknem dostrzegam pełzający mrok. Zatrzymał się przed samą taflą szyby okiennej, napiera na nią nieznośnie, ale kurtyna bladego światła nie pozwala wedrzeć mu się do wewnątrz.
W moim domu rodzinnym, w salonie było ogromne okno. Za dnia wlewały się przez nie do domu strugi radosnego światła. Uwielbiałam przy nim siadać na fotelu z książką i kawą. Okno wychodziło na ogród, jeden z najpiękniejszych ogrodów świata. Ktokolwiek by nas odwiedził, wchodząc do ogrodu zastygał w podziwie. Kwiaty, czule pieszczone dłońmi i słowem mojej mamy, zdawały się tam wieść rajski żywot. Były ich setki, jeśli nie tysiące. Z czasem ogród stał się małym parkiem z uroczymi zakamarkami – altanką ukrytą pod jarzębiną, ławką w objęciach świerku, jaśminem rozwieszonym nad stolikiem. Czytałam książkę, ukradkiem sycąc oczy widokiem za oknem.
Aż w końcu zapadał zmrok… W sposób niepojęty ogród ożywał. Po nieprzebranej gęstwinie przemykały złowrogie cienie. Noc w sposób demoniczny babrała się w palecie szkaradnych kolorów, czyniąc urocze zakamarki, ponurymi czeluściami. Niemal dało się słyszeć jej gardłowy chichot, kiedy w morderczym amoku szlachtowała kolory.
Wzdrygałam się na myśl o tej nocy za oknem. Lecz jeszcze bardziej przerażała mnie myśl, że tam – w tym broczącym nocną posoką ogrodzie może ktoś być. I mnie widzieć. Jak na dłoni. Byłam jak ta baletnica, zatrzaśnięta w swoim rozświetlonym domu, jak w szkatułce.
– Czasem jestem pewna, że ktoś tam jest i na nas patrzy – oznajmiła któregoś dnia mama, a potwór siedzący w mojej głowie zmaterializował się boleśnie. Od tamtej pory towarzyszy mi zawsze. Bez względu na miejsce w którym jestem. Spuszczam rolety, a moim ciałem wstrząsa dreszcz, jakbym zrobiła to w ostatniej chwili, przed czyhającym na mnie w mroku nieznanym…

Co się przydarzyło mojej sąsiadce.
Nic więc dziwnego, że kiedy sąsiadka zwierzyła mi się z pewnej tajemnicy, wracałam do domu stropiona, nerwowo ryglując drzwi.
Otóż oznajmiła mi, że ma nieustające wrażenie bycia obserwowaną. Czasem niemal fizycznie czuje czyjś wzrok, pełzający po jej plecach… Na dowód jednak nie ma nic poza bezkształtnym wrażeniem… Nikogo nie widziała, niczego nie słyszała, wszystko było w najlepszym porządku. A jednak sypiała niespokojnie, dręczona dziwnym przeczuciem, niezdolna do wyjawienia prawdy komukolwiek. – Mąż powie, że oszalałam, że to przez te kryminały, które ciągle czytam – dodała zrezygnowana.
Myśl o sąsiadce nie dawała mi spokoju. Udzielił mi się jej irracjonalny strach. Wieczorami pilnowałam, żeby rolety szczelnie przywierały do ramy okiennej, tak aby najwątlejsza cząstka ciemności, nie miała do nas dostępu.
Mimo to, wydawało mi się wielokrotnie, że wyraźnie dostrzegam czyjeś źrenice…
Zatrzaśnięte w dziurce od klucza, albo bezwiednie dyndające w mroku.
Którejś nocy, kiedy już dom spał i tylko od czasu do czasu z pięciolinii rytmicznych oddechów ześlizgiwała się fałszywa nuta kaszlu, czy niewyraźnego sennego bełkotu, coś wyrwało mnie ze snu.
Długo nie mogłam jednak otworzyć oczu, utknęłam w tym nieznośnym przedsionku między snem a rzeczywistością, kiedy wiesz już, że śnisz. Sen na jawie, a w tym wypadku koszmar.
Wiedziałam, że drzwi do naszej sypialni są otwarte, ktoś bezszelestnie musiał je uchylić. Jednak nie mogłam się wyrwać z tego namolnego uścisku Morfeusza, aż lodowata klinga czyjegoś wzroku poślizgnęła się na moim policzku. Otworzyłam oczy. Nieruchoma postać stała nade mną. W ciemności zamigotały białka jej oczu, a długie włosy łaskotały moją twarz:
– Jezus Maria, co ty wyprawiasz!! – wrzasnęłam, uświadamiając sobie, że to nie pierwszy raz, kiedy nocnym fenomenem jest moje własne dziecko.
– Miałam zły sen mamo – szepnęła i gładko wślizgnęła się do mojej pościeli.
Do rana spałam nerwowo. Wykończyła mnie noc tkana wizjami, w których widziałam sąsiadkę. Dramatycznym szeptem, wpijającym się w moje ucho, mówiła: „Ktoś mnie obserwuje!” Po czym znikała gwałtownie, jakby zabrały ją czyjeś niewidzialne ręce.
Uświadomiłam sobie nagle, że od dawna jej nie widziałam. Wcześniej mijałyśmy się regularnie podczas spacerów. Opanował mnie niepokój. To dziwne. Postanowiłam, że dziś do niej zajrzę. Jednak nie zdążyłam. Jeszcze tego samego ranka spotkałam sąsiadkę w sklepie. Wesoło gawędziła z ekspedientką. Mrugnęłam do niej porozumiewawczo, wyszłyśmy przed sklep i zapytałam czy nadal czuje się obserwowana.
Oznajmiła, że wszystko ustało jakiś miesiąc wcześniej. Niemal z dnia na dzień poczuła ulgę.
W końcu normalnie sypia. Nagle ton jej głosu się zmienił, twarz spochmurniała, nerwowo rozejrzała się dookoła i szepnęła: – Ale dokładnie to samo przytrafiło się mojej koleżance, mieszkającej trzy domy dalej. Też nic nie zauważyła ale była pewna, że momentami jest obserwowana. Niestety podobnie jak moja sąsiadka, również nie miała nic na potwierdzenie, że to coś więcej niż majaki wyobraźni spuszczonej ze smyczy…

Ktoś jadł z mojej miseczki!
Powoli zapadł zmrok, kiedy tego dnia wróciłam do domu. Tak zwana zimowa szarówa. Moment, kiedy gasnący dzień bełta się ze wschodzącą nocą, tworząc gęstą ponurą masę. Bledną kolory i światło niepokojąco się w niej rozpływa.
Kluczyki samochodu rzuciłam w kąt barku. Uderzyły o stojący tam kieliszek, ten zachybotał się niepewnie na chudej nodze i w ułamku sekundy pochłonęła go grawitacja, roztrzaskując w pył. Zaklęłam pod nosem i wzięłam się za sprzątanie, kiedy zupełnie wyraźnie TO poczułam. Pełzający po plecach czyjś wzrok. Momentalnie wstałam i nerwowo się rozejrzałam – nagle to pojęłam! Poza wrażeniem zawieszonym w zimowej szarówie dnia, nie było tam NIC.
A więc dopadła mnie ta sama historia. Rozsądek mówił mi wyraźnie – za dużo kryminałów i sąsiedzkich plotek, ale czyjeś źrenice przywarły do mnie szczelnie i nic nie potrafiłam na to poradzić.
Następne tygodnie mijały niespiesznie. O swoim wrażeniu nie opowiadałam nikomu, również sąsiadce, bojąc się, że wolna od własnych majaków, tylko spotęguje moje. Poza tym przede mną przytrafiło się to już dwóm osobom i przeszło, naturalnie więc przejdzie i mi.
Podobno można przyzwyczaić się do życia w bólu, ja powoli przyzwyczajałam się do życia w nieuzasadnionym strachu. Wmówiłam sobie, że to tylko wyobraźnia, z czasem zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w ogóle kiedykolwiek rozmawiałam z sąsiadką.
Pewnego jednak dnia ze zdumieniem odkryłam, że kilka przedmiotów w kuchni jest inaczej ustawionych… Ktoś nie tylko mnie obserwował, ale był tu! Jakim cudem? I przede wszystkim, po co? Gorączkowo przebiegłam po domu, sprawdzając czy coś zginęło – nic. Poza kilkoma przedmiotami w kuchni, wszystko było na swoim miejscu. Czy ja oszalałam?! Owszem – zdiagnozował mnie rozsądek.
Przekonana, że zostanę wzięta za wariata, znowu nie powiedziałam nikomu, że ktoś prawdopodobnie jadł z mojej miseczki, pił z mojego kubeczka i może nawet spał w moim łóżeczku.
W mojej historii byłam Złotowłosą, którą odwiedzały niedźwiedzie. Ot, co!
Aż do nocy, kiedy wszystko się wyjaśniło…

Ta noc.
Obudził mnie tępy dźwięk, jakby uderzenie naczynia. Byłam przekonana, że któreś z dzieci zeszło do kuchni napić się wody. Zajrzałam więc po kolei do każdego pokoju, sprawdzić kogo brakuje.
Każdy beztrosko spał w swoim łóżku…
Przywarłam do ściany i usłyszałam łomot. To było moje serce, zagłuszane jedynie przez ciężki oddech. Opuszką palca wymacałam poręcz schodów. W ogromnym oknie na schodach zastygł olbrzymi żółty księżyc. Lepkim światłem rozlewał się po stopniach. Poczułam się jak aktor na scenie w kiepskim krwawym spektaklu. Snop światła oślepiał mnie, publiczność zastygła w oczekiwaniu.
Jakaś siła, będąca zaprzeczeniem rozsądku, pchała mnie po schodach do kuchni. Bezszelestnie dotarłam do ich końca. Dolna część mojego ciała ściśle przylegała do ściany, kiedy górną wygięłam nienaturalnie, żeby zajrzeć do kuchni, skąd wydobył się ów tępy dźwięk.
W kuchni ktoś był. Nieprzyjazne mi wcześniej światło księżyca stało się teraz moim sprzymierzeńcem, wyraźnie oświetlając człowieka, będącego w mojej kuchni.
Gdy oglądamy film, właśnie w tym momencie przeklinamy głównego bohatera! Co czynisz głupcze?! Czy życie ci niemiłe?! Nie idź tam, uciekaj!! – wołamy do ekranu, po czym ironicznie parskamy: „ach te amerykańskie filmy!”.
Tymczasem mój irracjonalny strach, który nagle przybrał kształt rzeczywistej postaci, myszkującej po mojej kuchni, wydał mi się czymś z pogranicza ulgi i rezygnacji. Nie byłam wariatką oraz stało się. Porównać to można do tego ułamka brutalnej sekundy, kiedy już wiemy, że się przewrócimy na rowerze, potrzaskamy i będzie bolało. Już nic nie można zrobić, oto zmierza ku nam bruk i za moment ból pogruchocze nam kości.
Tak więc stałam w kuchni z jakimś rodzajem idiotycznej ulgi, kiedy dotarło do mnie, co ten człowiek robi… Z ogromnego worka, który ze sobą przywlókł, wyciągał brudne naczynia i wsadzał je do zmywarki!
Zupełnie nie wiem, w którym momencie z amerykańskiego horroru przeniosłam się do Latającego Cyrku Monty Pythona.
– Przepraszam, mogę wiedzieć co pan robi? – usłyszałam nagle, zanim w ogóle zorientowałam się, że to ja zadaję pytanie.
Naczynia w worze brzęknęły o podłogę, mój nieproszony gość odwrócił się gwałtownie w moją stronę:
– Jezus Maria, ale mnie pani przestraszyła! – powiedział, łapiąc się za serce.
– Ja pana?! Przecież pan siedzi w środku nocy, w mojej kuchni! – odpowiedziałam wzburzona.
– To nie tak jak pani myśli, zaraz wszystko wyjaśnię – oznajmił, wznosząc ręce do góry w poddańczym geście – jeśli da mi pani minutkę, naprawdę wszystko wytłumaczę – dodał, widząc moje niezdecydowanie.
Nagle zobaczyłam tę całą niedorzeczną nocną scenę z perspektywy.
Oto na środku mojej kuchni stoi niegroźnie wyglądający człowiek z workiem większym od siebie, w którym są brudne naczynia i pakuje je do mojej zmywarki. DO MOJEJ ZMYWARKI!
Musiałam usłyszeć wytłumaczenie, nawet jeśli zaraz po tym zadzwonię na policję.
Tymczasem mój nocny gość uraczył mnie historią, godną teatru absurdu.
Okazał się mieszkać w całkiem bliskim sąsiedztwie. Niestety los był wobec niego okrutny, albowiem mieszkał pod jednym dachem z teściami. Teściowie jego, ludzie starej daty, ponad wszystko ceniący pracę fizyczną, dręczyli go niemiłosiernie. Kiedy spał w sobotę do ósmej, słyszał kąśliwe uwagi, że jest śpiochem i obibokiem.
Dzielnie puszczał wszystko mimo uszu, dla dobra żony i dzieci. Aż doszło do prawdziwej eskalacji konfliktu.
Poszło o… zmywarkę.
Zasugerował, że przy tak licznej rodzinie, przydałaby się w domu zmywarka. Teściowe popatrzyli na niego jak na wariata. Zmywarka?! Czy naprawdę mycie naczyń to taki problem? Czy jest pewien, że chce dzieci nauczyć lenistwa?! I nade wszystko, co będzie robił w tym wolnym czasie, kiedy zmywarka będzie odwalała za niego robotę?!
Postawił jednak na swoim. Tak oto pewnego pięknego dnia, który do dziś wspomina z rozrzewnieniem, w kuchni dumnie stanęła zmywarka. Ku ogromnej dezaprobacie teściów, podług których właśnie rodzina stanęła na szczycie równi pochyłej do nieróbstwa, skąd rzut beretem do bram piekieł i wiecznego potępienia.
Niedługo trwały jednak chwile szczęścia. Po kilku tygodniach zmywarka wypluła z siebie niby czyste naczynia, ale coś było nie tak… niektóre mętne, inne z osadem. Teściowie nie zostawili suchej nitki na najmniejszym zacieku!
Tego było za wiele. Wtedy właśnie mój tajemniczy gość wpadł na szalony pomysł. Nocą będzie zakradał się do domostw sąsiadów i korzystał z ich zmywarek. Próbował już w kilku domach, ale tylko po wizycie u nas, naczynia tak lśniły, że teściom odbierało mowę…
Kosztowało go to wiele trudu, musiał nas wcześniej obserwować, żeby wiedzieć, kiedy chodzimy spać i kiedy jest bezpieczny.
Niemniej to były jedyne chwile w jego życiu, kiedy tryumfował nad teściami. Nie mogę mu tego odebrać – szepnął zrezygnowany, kończąc.
Wezbrało we mnie współczucie dla tego szalonego nieszczęśliwca tkwiącego w mojej kuchni w środku nocy. Czy nie spotkało go wystarczające nieszczęście, że musiał dach nad głową dzielić z teściami?
– Posłuchaj mnie – oznajmiłam spokojnie – prawdopodobnie z twoją zmywarką jest wszystko dobrze.
– Nie, to niemożliwe! Wypluwa niedomyte naczynia, przecież mówię! – zawołał z rozpaczą.
– Posłuchaj mnie! – uniosłam się – teraz muszę iść spać! Przyjdź jutro i pokażę ci jaka broń jest potrzebna do walki z teściami, tfu z brudnymi naczyniami.

Odzyskany spokój.
Rano wstałam, przekonana, że śniłam jakiś niedorzeczny sen. Kiedy jednak mąż zapytał mnie, dlaczego tak się tłukłam po nocy w kuchni, zaczęłam mieć wątpliwości.
Kiedy zaś w południe zapukał do moich drzwi nocny przybysz, w świetle dnia wyglądający zupełnie niepozornie, zrozumiałam, że zaiste – to się wydarzyło naprawdę.
– Chyba nie muszę panu pokazywać, gdzie jest moja kuchnia – zakpiłam i gestem zaprosiłam go do środka.
– Bardzo proszę, oto oręż w tej pana bitwie. Zagra pan teściom na nosie, a przy okazji nie będzie pan straszył sąsiadów – powiedziałam, na co oblał się rumieńcem.
Oto, czego pan potrzebuje:

Sól do zmywarki:
Niech pan o tym myśli, jak o soli w oku teściowej. Niemal wszędzie w Polsce jest twarda woda. Sól zmiękcza wodę, a co za tym idzie – chroni przed powstaniem kamienia.
To prawdopodobnie ten osad, który tak wykpiła teściowa.
Doprawdy przydałaby się jakaś sól, żeby zmiękczyć serce pana teściowej.

Nabłyszczacz:
Może pan z teściową wygrać, albo całkiem ją znokautować. Kiedy porazi ją błysk naczyń, co najwyżej podkuli ogon. Proponuję zaserwować jej herbatę w takiej błyszczącej filiżance. Odejmie jej tę złośliwą mowę.
Nabłyszcz chroni naczynia przed zaciekami, wspomaga suszenie i dzięki niemu nie musimy naczyń wycierać ręcznie. Oczywiście nie wiem, co będzie pan robił w tym wolnym czasie, kiedy zmywarka osuszy za pana naczynia. Prawdopodobnie zbliży się pan do bram piekła, no trudno.

Płyn do czyszczenia zmywarki:
Wie pan, miałam taką koleżankę zbzikowaną na punkcie czystości. Kupiła sterylizator, do którego wsadzała wszystko. Członkowie rodziny zaczęli się obawiać, że ich też tam na siłę wciśnie. Któregoś dnia zrozpaczona zapytała: Ale czym wysterylizować sterylizator?!
I to było bardzo mądre pytanie.
Wydaje nam się, że skoro zmywarka myje naczynia, to jednocześnie sama się myje. Nic bardziej mylnego. To my musimy o to zadbać. Skoro jednak zmywarka odwala za nas taką ciężką robotę jak mycie naczyń, jesteśmy jej winni porządną kąpiel raz na jakiś czas, czyż nieprawda?
Taki płyn umieszczamy w dolnym koszu, ustawiamy program mycia zmywarki na co najmniej 65 stopni, voila!

Odświeżacz do zmywarki:
Kiedy teściowa zapyta, czym tak pięknie pachnie… oczywiście żartowałam, wiadomo, że nie zapyta. Gdyby jednak, proszę odpowiedzieć jej, że ten piękny zapach roztacza sama zmywarka za sprawą odświeżacza!

Gość patrzył na mnie osłupiały.
– Nie miałem o tym wszystkim pojęcia – jęknął zażenowany.
– A szkoda. Pan uniknąłby kompromitacji przed teściami, a ja niespokojnych nocy! Pocieszę pana, że wielu ludzi tego nie wie. Choć w przeciwieństwie do pana tylko chodzą i narzekają na niedomyte naczynia, a nie straszą obcych ludzi – zaczerwienił się na te słowa i jeszcze bardziej skurczył. – No dobrze, podgadaliśmy sobie, a teraz proszę wracać do domu i zastosować się do moich rad. Życzę panu samych czystych naczyń! Do widzenia.

Tej nocy po raz pierwszy od tygodni, Morfeusz porwał mnie w ramiona i ukoił do snu zamiast dręczyć.
Tydzień później, kiedy notabene rozpakowywałam naczynia ze zmywarki, przez okno zobaczyłam sąsiada na spacerze z rodziną. Szli w kierunku lasu, razem z teściami. – Dziwne – pomyślałam – przecież piekło jest w drugą stronę.

*Historia ta wydarzyła się naprawdę… ale tylko w mojej głowie. Wpis powstał we współpracy z marką Finish, która rzuciła mi wyzwanie, czy uda mi się napisać opowiadanie kryminalne inspirowane zbrodniami jakie popełniamy na naszych zmywarkach 😉

PS Koniecznie zajrzyjcie do Marysi z MAMY GADŻETY, której koleżanka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach…

You may also like

39 komentarzy

  1. Absolutnie genialne, do samego końca zastanawiałam się czy to fikcja czy rzeczywistość.
    Uwielbiam Pani pióro i jeśli kiedyś zdecyduję się Pani na swoją książkę to będę polować na pre-order 😀
    Pozdrawiam serdecznie 🙂
    Sandra

  2. Jako fanka Agathy Christie, powiem tylko jedno, ten wpis jest genialny, czytałam jednym tchem do końca.
    Może czas pomyśleć o napisaniu książki z tego gatunku? 😉

    1. Po raz pierwszy w życiu pomyślałam, że mogłabym napisać właśnie jakieś opowiadania. Oczywiście żaden ze mnie Edgar Allan Poe, ale coś w tym stylu!

  3. Genialna historia 🙂 prawie uwierzyłam, że to wydarzyło się naprawdę 😉 okazuje się, że nie tylko zmywanie naczyń w zlewie może być inspiracją do powstania kryminału. Kto by pomyślał, że zmywarka może być równie inspirująca 😀 Saro, pisz więcej, nie przestawaj, racz nas takimi i innymi historiami 🙂 na śniadanie, obiad i kolację, do czytania przy zmywaniu naczyń i prasowaniu koszul 🙂 just make our days 🙂

  4. Dałaś czadu! Do momentu, gdy sąsiad przyszedł za dnia, wierzyłam w tę historię! Wydawała się tak absurdalna że aż możliwa :)))))) Nie lubię wpisów sponsorowanych ale naprawdę lubię Cię czytać i pewnie nie potrzeba Ci komplementów ale świetnie napisane 🙂 Pozdrawiam!

  5. Dobra, najpierw mnie nastraszono, a siedzę sama w pokoju przed 1 w nocy, człowiek czyta, zaczyna się bać, a tu zmywarka 😂🤣. Dobre. Muszę mojej oczyszczanie duchowo- fizyczne zapewnić, bo problem niedomytych naczyń i zapachu dotyka też moją zmywarkę.

  6. Sara, to jest genialne! Dlaczego Ry jeszcze nie napisałaś książki? Koniecznie o tym pomyśl. Jeszcze nigdy nie czytałam takiego postu sponsorowanego, szok po prostu!

  7. naprawde czyta sie z zapartym tchem, dobrze napisane. Pozwol, ze ja Ci tez cos opowiem, co jakis czas temu wyczytalam w internetach (moze juz to znasz, no trudno). Wybacz, ze nie bede tak pieknie pisac jak Ty ale to nie moja dzialka, skupie sie na faktach w tej historii i przedstawie ja bardzo rzeczowo. Pewnego dnia pewien czlowiek wracajac z podrozy sluzbowej zatrzymal sie w hotelu w poblizu duzego miasta. Mimo tego, ze miejscowosc nie miala zbyt wielu mieszkancow, hotel byl bardzo popularny i nie bylo juz wolnych pokoi. Po negocjacjach z recepcjonista, nasz bohater dostal w koncu upragniony pokoj. Tylko ten pokoj byl wolny bo wszyscy mowia, ze tam straszy….mowil recepcjonista. Ale bez przesady, przeciez w dzisiejszych czasach….jakie duchy, Panie….dawaj ten pokoj, mowil nasz bohater. Recepcjonista powiedzial, ze owszem, pan dostanie ten pokoj ale prosze przestrzegac jednej bardzo waznej zasady…w rogu pokoju sa male drzwi…jak pan tam zajrzy to czasami widac kobiete siedzaca w rogu pokoju z glowa w dloniach tak, ze nie widac jej twarzy, to zludzenie optyczne, nikogo tam nie ma ale prosze nie probowac otwierac drzwi chocby nie wiem co, to nic sie panu nie stanie. Dobrze, odpowiedzial nasz bohater, naprawde juz znuzony tymi bzdurami. Polozyl sie spac, ale jakos glupio te drzwi nie dawaly mu spokoju…..postanowil, ze zajrzy przez dziurke od klucza, i tak tez zrobil. Zobaczyl siedzaca w kucki w kacie kobiete….potem spojrzal jeszcze raz ale zobaczyl tylko czerwien przed oczami…..i za kazdym razem kiedy ponownie patrzyl przez dziurke od klucza widzial czerwien….potem poszedl spac i nie myslal za bardzo o tym co widzial, albowiem byl czlowiekiem racjonalnym, poza tym na wolanie oraz pytanie czy pani pomoc nie otrzymal zadnej odpowiedzi. Rano opowiedzial recepcjoniscie, ze faktycznie widzial kobiete w kuckach w kacie i czy on moze wie kto to jest. Recepcjonista powiedzial, ze to duch zony dawnego wlasciciela hotelu, ktory zabil ja z zazdrosci, bo spojrzala pozadliwie na innego mezczyzne i w efekcie ten maz wyklul jej oczy…..
    Mnie troche zajelo zrozumienie 🙂
    pozdro
    dobra no zdradze o co chodzi, ona tez patrzyla przez dziurke od klucza na niego….creepy
    sorry bardzo za brak polskich znakow, ale mieszkam zagranico.

  8. kurna Sara do końca myslalam ze to prawda i bylam zła na Ciebie(ze nie zamykasz drzwi od chaty)potrafisz trzymac w napięciu to było naprawdę dobre!kto by pomyslal ze to reklama dobre naprawdę super

  9. Chylę czoła. Obgryzłam paznokcie czytając wpis sponsorowany (dobrych z resztą) produktów do zmywarki.
    Chciałabym być taka jak Ty <3 Zazdroszczę pióra Pani Pisarko!

  10. Kiedy zaczęłam czytać tę historię, od razu przypomniał mi się mój sen sprzed kilku miesięcy.Był tak realny, że pamiętam każdy szczegół do dziś.
    Sen, w którym śpię-ciekawa konstrukcja, szufladkowa trochę😉 Otóż każdej nocy dzieją się dziwne rzeczy w naszym domu. Słyszę jakieś hałasy, stukanie, itd. W dodatku pojemnik na proszek ma coraz mniejszą zawartość, w tajemniczy sposób znika jedzenie z lodówki, a do zmywarki brakuje co chwila tabletek. Którejś nocy budzi mnie hałas tak wyraźny, że musi dobiegać z wnętrza naszej sypialni. Boję się otworzyć oczy, ale wolniutko otwieram powieki i widzę jakiś ludzi wchodzących przez nasze okno!😱Ten paraliżujący strach, kłębowisko myśli i irracjonalna potrzeba, jakiś wewnętrzny nakaz, który każe uchylić drzwi po ich wyjściu i podpatrywać, co też robią w naszym domu ci obcy ludzie. No i proszę, jedzą NASZE
    jedzenie, potem włączają NASZĄ zmywarkę i piorą sobie w najlepsze w NASZEJ pralce swoje ubrania!!! Ogarnięta złością, która odbiera rozum i ignoruje strach, ujawniam swoją obecność i pytam, co to ma znaczyć? I nagle widzę twarz odwracającą się w moim kierunku. To nie twarz mordercy ani złodzieja, tylko bezdomnego, zarośnięte brodą policzki i przepraszające spojrzenie. Pozostali, dwie kobiety i mężczyzna, też wyglądają nędznie, więc zamiast dzwonić po policję, siadam z nimi do stołu. Mówią, że wkradają się tak już od kilku miesięcy i udają, że mają dom. Dzięki temu, że korzystają z naszych sprzętów, są oprani, najedzeni, czują się jak LUDZIE.
    Obudziła mnie myśl:I co ja mam
    teraz zrobić? Przecież nie mogę Ich wyrzucić! Jak wytłumaczę mężowi, że nocą nasz dom służy komuś innemu?
    Dziękuję za fantastycznie napisaną historię-omal sama się nie nabrałam. Czytałam podekscytowana myślą: O mamo, mój sen się spełnił Sarze 😁

  11. Miss Fereiro, toż Ty jesteś najbardziej szaloną blogerką pod słońcem. Ja Cię uwielbiam! No nie wiem, jak jeszcze bardziej zachwyt mogę wyrazić. Opowiadanie to jakaś miazga, ale nawet nie chce sobie wyobrażac, co by mój Narzczony zrobił jakby takiego Pana Sąsiada w naszej kuchni spotkał:D

    I UWAGA, BO TERAZ BĘDZIE OSTRY PODLIZ:

    Jesteś moją inspiracją i jak sobie myślę o swojej blogerskiej przyszłości, to chciałabym być taka jak Ty!:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Monia

Odpowiedz na „KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.