LUMPEKSOWE ŁUPY OSTATNICH TYGODNI

Lumpeksy mi sprzyjają.
Co prawda poszłam ostatnio po płaszcz a`la Claire Underwood, a wyszłam z pokrowcem na dementora, ale myślę, że Conversy za 4zł (słownie cztery złote) przywróciły równowagę tej sytuacji.
Moment, w którym pani w lumpeksowej kasie mówi „poproszę siedem złotych”, a ty dzierżysz w rękach dwie siaty zacnej konfekcji, bo okazało się że dziś promocja „wszystko po złotówce”, uważam za zupełnie wyjątkowy.

Pytacie mnie, jak robić zakupy w lumpeksie? Że Wy tak nie potraficie.
No cóż – należy spojrzeć na zawartość wieszaków łaskawszym okiem.
Poza tym, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda – za duży rozmiar zastępujecie słowem „ołwersajz” i wszystko gra. Za długie rękawy podwijamy, za luźne spodnie stają się „bojfrendami”, wszelkie defekty zaklinamy w nonszalancję i voila! Nikt nie musi wiedzieć, że to szyk rodem ze szmateksu.

Jakie lumpeksy polecam – w Lublinie chadzam właściwie do jednego – w pasażu handlowym na ulicy Głębokiej, o ile dobrze pamiętam we wtorki wszystko jest za złotówkę.
Poza tym zaglądam do większości lumpeksów, które mijam gdzieś po drodze i zawsze daję szansę odrzuconym ubraniom 😉

Oto przed Wami zacne grono lumpeksowych łupów!




You may also like

27 komentarzy

  1. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na lumpach… złote czasy, gdy chodziłam na lumpy po szkole, w liceum; ta radość, gdy znalazłam piękną haftowaną bluzkę za 20 zł, jeszcze z metką… do dzisiaj ją mam i sobie chwalę. Ale pozostałe zdobycze już zniknęły z mojej szafy 😉 Z lumpami jest ten problem (a przynajmniej ja go miałam), że kupuje się dużo ciuchów. Owszem, są tanie, ale zajmują tyle samo, jeśli nie więcej, miejsca, co te ze sklepu. A dla mnie większym problemem od wydawania grubej kasy na ubrania jest zbyt duża liczba ubrań. Cała szafa zawalona, a ja nie wiem, co wyrzucić, a co zostawić. To głównie dlatego przestałam na lumpy chodzić.

    1. Miałam to samo. Najpierw lumpy tak mocno mnie wciagnely, ze wracałam z całymi siatami… Od kilku lat wracam z jedna, ale zazwyczaj bardzo waryosciowa rzecza. No i mi w ograniczeniu zakupów pomogla tez jedna rzecz:NIE dla poliestru. Większość bluzek w ciuchach sa z poliestru.

  2. Ta koszula zdecydowanie mój number 1 🙂 my najczęściej łowimy na diamentowej, bo tam czynne do 20 😀 czasem wracamy z niczym, a czasem z perełkami, ale i tak hitem jest moja zielona spódnica hm za 1 zł kupiona w małym ciuchu w Łukowie, który pokazał mi Tato 😀

  3. ha! Kiedyś absolutnie nie umiałam robić w lumpach zakupów….odkąd postawili koło przedszkola Mateusza, ćwiczyłam dzielnie i teraz jestem niemalże królową zakupów w lumpie 😀 A jeszcze jak rozmiar nie ten….nie szkodzi przecież przeszyję czy też przerobię….np: ostatnio kurtka z naturalnego zamszu za 1zł stała się torbą. Serio, nie wiem jak mogłam żyć bez zakupów w sh. 😀

  4. Moim lumpeksowym idolem numer jeden jest zdecydowanie moja mama, której niebywałe szczęście i umiejętności wynajdywania prawdziwych perełek śledzę od lat 😉 Po tym jak przestały mnie dziwić łupy typu sukienka Jackpot/Cottonfield nówka sztuka bo jeszcze z metkami i oryginalną ceną w brytyjskich funtach, przytrafiła jej się prawdziwa wisienka na torcie. Któregoś dnia wybrała się na poszukiwania torebki do sukienki. Zamarzyła jej się żeby była mała, czarna i najlepiej w jakieś białe grochy lub inne kółka. Przemierzając jeden z lumpeksów niefortunnie potrąciła jakąś stertę rzeczy w wyniku czego na podłogę upadła … mała czarna torebka w białe grochy 😀

  5. Saro, rewelacyjne łupy. Conversy za 4 zł to prawdziwa okazja, super. Ja również uwielbiam lumpeksy. W sieciówkach kupuję tylko wtedy kiedy dostaję kartę upominkową:-). W lumpeksach można znaleźć prawdziwe perełki, w dodatku za grosze, co zresztą potwierdza Twój wpis. Odkąd jeszcze zaczęłam uczyć się szyć, to już w ogóle sieciówki odwiedzam rzadko. Przyznam, że jak wchodzę do mojego ulubionego lumpeksu to włącza mi się jakaś taka fajna adrenalina:-). Pozdrawiam.

  6. O mamo! Jakie cuda <3 Za granatową marynarkę i pudrową koszulę dałabym się pokroić…
    Niestety odkąd padłam ofiara lumpeksowych weteranek (trochę mnie poturbowały), to przestałam odwiedzać lumpki w moim mieście i przerzuciłam się na internety 😀 Mogę z całego serducha polecić gabciucha (że tak im reklamę zrobię: http://gabciuch.pl/) 🙂 Ostatnio uświadomiłam sobie, że 80% mojej szafy to ciuchy ze szmateksów albo szafingów (takie wymianki ciuchowe organizowane przez szafa.pl u mnie w mieście- polecam ;)).

  7. Sara, przypomniałaś mi piękne czasy studenckie, kiedy z zamiłowaniem szperałam po lumpeksach! Ta radość z zakupów za grosze, przeróbki i pytania znajomych, gdzie kupiłam coś tak ładnego! 🙂
    Do dzisiaj mam te rzeczy, są nie do zdarcia.

    Chyba mnie zainspirowałaś, żeby znowu spróbować!

  8. Ja kiedyś kiedyś chodzilam do lumpka na Wolskiej, nad Biedronka, chyba nawet nazywa się to Galeria Wolska,i jeszcze kolo Stokrotki na Krancowej oraz na ul. Wronskiej. Często znajdowalam tajne lupy, tylko mój problem polega na tym, ze jestem 5min w takim miejscu i zaczyna mnie wszystko gryźć, swedziec i denerwuja mnie wszyscy ludzie wokół którzy się przepychaja 🙂 Obecnie mieszkam w Poznaniu i nie mam pojęcia gdzie można tu znaleźć fajny lumpek, chociaż na Rynku Jezyckim jest ich mnóstwo 🙂 może kiedyś się wybiore. A Twoje lupy Saro są świetne, od dawna poluje na conversy w lumpku. Jeszcze mi się nie trafiły 😉

  9. Mój mąż ma oko do szperania sobie zawsze coś znajdzie ostatnio kurtkę wiosenną hifilingera za 25 zetow! co do convers’a to ostatnio widziałam trampki w szmateksie za ponad 70!! naturalnie używane :-)także niektóre lumpki poszalaly! 😉

  10. Cudne te łupy! Zwłaszcza ta zielona parka:) ooo, zzieleniałam az z zadrości, bo ostatnio cos takiego oglądałam w Zarazie ale cena odstraszyła (serio to okrycie ne dementora?:);). Ja ostatnio z uporem maniaka chodze po lumpeksach w poszukiwaniu jakiegoś zacnego zimowego płaszcza najlepiej wełnianego a nie wełnopodobnego. Hmm, na jakiegoś dryblasa w dodatku z mięśniem piwnym by się całkiem sporo znalazło, ale dla blondyneczki 1,56 m w kapeluszu już gorzej. Zwłaszcza granatowego. Hmm,ale Twój post zachętą jest. Żeby tylko mój 3 letni potomek dzielniej znosił te wypady to już w ogóle byłoby git;). Pozdrawiam, wierna czytelniczka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *