MIKOŁAJU, MÓJ MIKOŁAJU…

A więc stało się. Nie wiadomo kiedy z dziecięcej poczwarki przeistoczyłam się w Świętego Mikołaja. Dopiero co czyhałam za drzwiami, żeby złapać dziada na gorącym uczynku. Dopiero co powtarzałam sobie „nie zasypiaj, nie zasypiaj, nie zasypiaj” i kończyłam smacznym chrapaniem. Dopiero co budziłam się co godzinę, żeby sprawdzić czy pod łóżkiem już czai się prezent. Dopiero co rozpakowywałam go łapczywie, drąc papier jak najciszej, żeby nie obudzić rodzeństwa…
Dopiero co, tupot bosych dziecięcych stóp – „u mnie już był, a u ciebie?!”, „zobacz co mi przyniósł!!”.
Zapach mandarynek…
Podłoga usłana pazłotkami po cukierkach…
Gęby zaklejone krówkami ciągutkami…

A dziś? Dziś jest tak samo. Z tą różnicą, że to ja jestem Nindżą Mikołajem, który zręcznie lewituje nad łóżkami pacholąt, żeby niepostrzeżenie dostarczyć prezent. To o mnie krążą domowe legendy – podobno ktoś mnie widział, podobno ktoś mnie słyszał…

Drogi Mikołaju, jak co roku o tej porze proszę Cię o zwrot mojego wewnętrznego dziecka i z góry przepraszam za rzucanie prezentu w kąt.
Kiedy przychodziłeś do mnie te niespełna trzydzieści lat temu, uwielbiałam rysować, śpiewać, tańczyć i grać w teatrze. Pani od plastyki mówiła, że mam „świetną kreskę”, pani z teatru że z takim głosem i talentem aktorskim to zawojuję jeszcze niejedną scenę.
O Mikołaju, ile metrów kwadratowych papieru, szkła, płótna ja zmalowałam! Ile nut wyśpiewałam, ile kwestii w teatrze wyrecytowałam!
A potem? A potem dorosłam, a jakże. Zrozumiałam, że nie dla mnie gwiazdy i zajęłam się rzeczami prawdziwie ważnymi…

Drogi Mikołaju, bardzo bym chciała:
– żeby czas trochę zwolnił! Dopiero wierzyłam w Ciebie bezgranicznie, a za moment moje własne dzieci przestaną. Jak to możliwe?
– nie bagatelizować gwiazd po które sięgają moje dzieci
– raz na jakiś czas zająć się czymś naprawdę ważnym: lepieniem z ciastoliny, malowaniem na szkle, śpiewaniem na całe gardło
– nie być tak do bólu dorosła

I tyle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

You may also like

6 komentarzy

  1. ja tez kiedyś z moimi dziecmi lepiłam aniołki z masy solnej,dzisiaj to już nastolatki, z rana sprawdzily czy aby cos tam w butach nie ma-i było!ciezko mi było odczytac po twarzach czy to je cieszy w końcu to nastolatki…..ale pamiętam jak się w nocy skradalam żeby prezenty podrzucic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.