PSYCHOZA!

kadr z filmu "Psychoza"

Kochani,

Nadaję do Was znad kieliszka czystej wody, nieskalanej żadnym procentem. Od czasu do czasu łapczywie zaciągam się glutem, który opanował mój organizm. Gdzieś między informacjami o tym, że Stingowi smakowały polskie kluski, a podkład można nałożyć sylikonowym stanikiem, uznaję, że też mam prawo wtrącić swoje cztery litery do internetu. Oto więc jestem, pisząc do Was te słowa.
Otóż zapewne nie wiecie, ale znowu przyszło mi się słomianowdowić. I zawsze, ale to zawsze kiedy mój mąż wyjeżdża, ja naiwnie spodziewam się od życia jakiś płatków róż, a zamiast tego obrywam z liścia.

#piątek trzynastego
Zaczęło się już w piątek rano. Czekałam aż obudzą mnie skowronki, tymczasem zostałam brutalnie zaatakowana przez ptaki Hitchcocka, chyżo wykasływane przez mojego pierworodnego syna.
Przez moment życzyłam sobie nawet, żeby wydziobały mi oczy, bo nie chciałam oglądać dalej tego dnia.
A trzeba Wam wiedzieć, że podziobana przez ptaszydła wizja dnia, była piękna. Miałam w planie spędzić wdzięczne chwile w swoim własnym towarzystwie. Miałam zostać dopieszczona w salonie kosmetycznym. Miałam sobie kupić coś ładnego. To miał być taki fajny dziewczyński dzień.
Nie wiem czemu zawczasu nie uwzględniłam w tym planie stada dzieci, które wydałam na świat oraz podążającej dziarsko ich tropem hałastry bakcyli i zarazków.
Tak więc dziewczyński piątek niespodziewanie przeistoczył się w piątek trzynastego. Bywa.

#blondynka z horroru
Skoro już o filmach Hitchcocka mowa, to muszę Wam powiedzieć, że myśl o nich jest wyjątkowo natrętna, kiedy jestem małą blondyneczką w wielkim domu. Wiecie, jak kończą blondynki w horrorach? Naprawdę pamiętajcie o tym, kiedy zachce Wam się podmiejskich pieleszy.
Kiedy ok 23 gasną latarnie, robi się filmowo. Rozpaczliwie opędzam się wtedy od myśli, że nie mamy jeszcze ogrodzenia i jestem na wyciągnięcie noża każdego seryjnego mordercy panoszącego się po wsi! Oczywiście nagle staję się nimi wszystkimi – Casey Becker, Marion Crane, tymi wszystkimi blondyneczkami zaszlachtowanymi przez psycholi!
Nie dalej jak wczoraj przeżyłam scenę rodem z „Psychozy”! Wyobraźcie sobie, że spokojnie biorę prysznic, wtem! Wyraźnie czuję, jak żar wody zostaje bestialsko rozcięty klingą lodowatego powietrza! Zastygam w bezruchu i rozpaczliwie wpatruję się lekko uchylone drzwi łazienki… Nie mam NIC na swoją obronę, a za drzwiami prawdopodobnie tabun oprawców! Masakra.
Oczywiście, jak na typową blondynkę z horroru przystało, muszę sprawdzić co się stało. I to jest właśnie TEN moment, kiedy oglądając horror, krzyczysz: „jezu, nie idź tam idiotko, wiadomo, że cię zabije!!” Ale ja nie słyszę, co krzyczą do mnie widzowie i w ręcznikowej zbroi idę stawić czoła własnej śmierci… Wychodzę z łazienki i co widzę? Oto drzwi wejściowe otwarte na oścież! A po domu hula wiatr wymachując klingą lodowatego powietrza! Ale kto otworzył te drzwi? Jak to się stało? Czy jeśli je zamknę to czy przypadkiem nie zatrzasnę się w domu z morderczą czeredą?!
No mówię Wam, mała blondyneczka w wielkim domu na zadupiu MA PRZESRANE!

#pies
Na szczęście spadł nam z nieba pies. A z psa codziennie spada sto kilo sierści. Dałabym sobie rękę uciąć, że mieliśmy w domu płytki i panele, ale wygląda na to, że cały dom wyściełany jest kobiercem z naturalnego psiego włosia!
Oprócz psa spadł z nieba też deszcz. I chyba ze wszystkich duetów świata, duet – „pies i deszcz” jest tym najprzewyborniejszym ze wszech miar. I mam tu na myśli całe spektrum zalet – od zapachu (Sapkowski pisał, że Yennefer pachniała „bzem i agrestem”, a przecież mógł napisać, że pachniała „psem i deszczem”), po konsystencję – pies w połączeniu z deszczem… Mokry pies w połączeniu z domem. To wszystko tak bardzo cementuje mój sakramentalny związek z mopem.

#Creepy Mery
Tak naprawdę, nie muszę się lękać, bo oprócz psa strzeże mnie też Creepy Mery. Tak ochrzciłam przydrożną Maryję, która stoi naprzeciwko mojego okna kuchennego i w obliczu ciemności wygląda bardzo upiornie. Jej obecność jest dla mnie ogromną ostoją – wiem, że każdy potencjalny morderca ucieknie gdzie pieprz rośnie na sam jej widok.

A więc kochani, tak się zabawnie złożyło, że oto zgasły latarnie. Na dobry początek nocy właśnie zajrzał przez okno lis! Co prawda to równie dobrze mógł być Hannibal Lecter przebrany za lisa, ale może to był jednak lis…

You may also like

9 komentarzy

  1. Chyba jednak nie powinnam była czytać tego siedząc sama w środku nocy wszak moja Puma Kefalońska, znaczy mój kot… raczej nie wybawi mnie przed horrorami nocy! Trzymam za Ciebie kciuki – do rana 🙂

  2. znam taką psychozę!!:) gdy zostawałam sama z dwójką dzieci w naszym wiejskim domu ustawiałam pod drzwiami na noc wszystkie puste butelki jakie udało mi się znaleźć w domu – jakby co to złodziej otwierając drzwi zamknięte na dwa zamki narobi hałasu!! Tylko co dalej??? – nie pomyślałam już o tym!!Grunt to mieć strategie!:))

  3. hm, też mieszkam na końcu świata. Hm, też często jestem sama na noc. Hm, też nie mam płatu. A już myślałam, że oswoiłam się z sytuacją….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *