MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ, CZYLI JAK DBAM O CERĘ I ZABIEG, KTÓRY BARDZO POPRAWIŁ JEJ STAN.

Kochani, w licznych listach, które do mnie piszecie… oczywiście żartuję!
Dziś będzie o pielęgnacji cery. Przyznam szczerze, że zawsze mam lekki dyskomfort, pisząc o tym, bo ostatecznie to moja cera i to, co sprawdza się u mnie, kompletnie może nie zdać egzaminu u innych. Chciałabym więc, żebyście te teksty czytali z tą właśnie świadomością. Nie jestem żadnym ekspertem ani fachowcem w tej dziedzinie.
Ponieważ jednak pytacie, opowiem Wam, w jaki sposób dbam o cerę. A Wy z tej wiedzy skorzystajcie w mądry sposób.

Mam jakieś takie intuicyjne przekonanie, że jeśli chodzi o cerę, mniej znaczy więcej. Co jakiś czas pod wpływem obejrzanych vlogów, czy przeczytanych blogów nachodzi mnie taka rewolucyjna refleksja – no nie! To nie może być tak, że ja mam tylko dwa kremy i tonik! Czas coś z tym zrobić.
Łazienka zakwita wtedy arsenałem kosmetyków, ja się nimi ciapię, a w miarę ciapania, wyglądam coraz gorzej. Jakby moja cera krzyczała: „daj mi święty spokój, bo oszaleję!!” Zresztą zapału zazwyczaj starcza mi na tydzień, może dwa. Wracam do prostej pielęgnacji, gdzie nieraz w ogóle zapomnę o kremie na noc i jest lepiej.
Mam jednak kilka świętych zasad.

Makijaż. Choćby nie wiem, co się działo, nie zasnę w makijażu. Potrafię go zmyć nawet w stanie półsnu. Jeśli nie muszę, to w ogóle się nie maluję i pozwalam cerze oddychać.

Demakijaż wykonuję ruchami „ku górze” wbrew sile grawitacji. Nauczyła mnie tego lata temu Aneta Błaszczak na jakiś warsztatach. Ona sama nie ma zmarszczek i jest przekonana, że masaż twarzy jest lepszy w zapobieganiu zmarszczkom niż tysiące kremów.
Jak zrobić taki demakijaż zobaczycie na filmie Ewy.
Tonik. Zwykły za kilka złotych, o prostym składzie. Wklepuję go w twarz dłońmi przed nałożeniem kremu, to ważne, bo tonik przywraca skórze naturalne pH i dzięki temu są gorsze warunki dla rozwoju wszelkiego rodzaju „niespodzianek”.

Nie dotykam i nie wyciskam.
Staram się nie dotykać twarzy, zwłaszcza brudnymi łapami, choć przyznam – czasem mnie korci.
Podobnie jest z wyciskaniem – bywa, że ulegnę i przeważnie zaczyna się od drobnej krostki, a kończy na ziejącej dziurze na środku twarzy, która zamienia się w strupa na pół gęby.
Przeważnie wtedy mam akurat jakieś większe wyjście.

Myję twarz letnią wodą i nie trę mocno.
Podobno cera lubi, kiedy traktuje się ją w delikatny sposób, dlatego nie używam gorącej wody do mycia jej. Nie trę jej też mocno ani dłońmi, ani wacikami.

To tyle, jeśli chodzi o czynności, które wykonuję każdego dnia.
Ale uwielbiam wręcz od czasu do czasu zrobić sobie masaż twarzy olejkiem. Zamykam się w łazience, odpalam audiobooka i masuję gębę!
Z olejami to już chyba tak jest, że mają grono zagorzałych zwolenników i przeciwników.
Ja miałam z nimi różne przygody, wynikające z niewiedzy, jak należy je stosować. Przede wszystkim niewłaściwie dobrane do cery, a po drugie – stosowane na suchą skórę.
Obecnie mam swoich faworytów – olej jojoba i różany. Nakładam je na wilgotną skórę i masuję w TEN SPOSÓB.

A teraz powiem Wam coś, co lekko trącić będzie słowem „spiseg”, ale ja w ogóle mam małą wiarę w takie działanie kremów, o jakim zapewniają nas producenci. Traktuję je raczej jako uzupełnienie pielęgnacji, której podstawą są zdrowy tryb życia i zdrowa dieta.
Między innymi dlatego nie inwestuję już w kremy. „Już”, bo miałam taki moment, kiedy uznałam, że jestem wystarczająco dorosła, żeby używać ekskluzywnych drogich kremów, ale ponieważ nie widziałam żadnej różnicy, wróciłam do tańszych.
Zresztą, jeśli przyjrzeć się składom (ja nie jestem w tej dziedzinie orłem, wspieram się wiedzą innych, chociażby dziewczyn z Piggypeg), to naprawdę można kupić rewelacyjny krem za niewielkie pieniądze.
Natomiast jestem przekonana, że zamiast wydawać kilkaset złotych na krem, lepiej zainwestować te pieniądze w profesjonalne zabiegi na twarz.
Ja długo szukałam tego „idealnego”, czyli takiego, po którym naprawdę będę miała uczucie, że cera jest w lepszym stanie.


To obecnie wszystkie kosmetyki, których używam do pielęgnacji. Krem Bielendy z kurkumą i chia, który jest na dzień i na noc, a nawet pod oczy :)) Płyn micelarny Bielendy z opuncją figową i aloesem. Rozświetlający olejek różany Cashee Naturals

Mam cerę tłustą, chociaż ja nazywam ją humorzastą. To znaczy, że bywa jak pupa niemowlaka, bywa też jak czoło nastolatka. Ale zasadniczo jest skłonna do zanieczyszczeń. Jakieś grudki, skórki, wągry – wygląda niby ok, ale kiedy dotykasz, to pod opuszkami czuć to całe świństwo.
Co więcej, zwłaszcza przy zmianach pór roku, moja cera ma skłonność do przesuszania się, co wygląda okropnie, w szczególności, kiedy nałoży się podkład – słynne „suche skórki” brr.
Jakiś rok temu Paulina, do której chodzę już od kilku lat, przyjrzała się mojej cerze i stwierdziła, że w moim przypadku remedium na wszystko będzie mikrodermabrazja diamentowa.
Wiem, brzmi strasznie. Ale okazuje się, że zabieg sam w sobie nie jest w ogóle bolesny.
W bardzo dużym uproszczeniu – to taki mały odkurzacz, który zasysa całe to dziadostwo, które zalega na twarzy, ale peeling sobie z nim nie radzi, a oczyszczanie manualne przyprawia Was o mdłości.
Zaraz po zabiegu skóra jest bardzo napięta i tak przyjemnie gładka, że mam ochotę ciągle jej dotykać, a wiadomo, że to jest srogo zabronione!
Ten zabieg jest fajny dlatego, że daje natychmiastowy efekt, a powtórzony kilka razy (ilość powinien ustalić kosmetolog), naprawdę doprowadza twarz do ładu. Cera jest dokładnie oczyszczona, nie ma żadnych suchych skórek, ani drobnych grudek, nawet zaczęłam podkład rozprowadzać palcami!
O ile wiem mikrodermabrazja nie jest rekomendowana dla cer naczynkowych i jak wspominałam Wam na początku – u mnie daje rewelacyjne wręcz efekty, ale nie znaczy to, że u każdego tak będzie. Dlatego najlepiej skonsultować to z kosmetologiem.
Taki zabieg powinien składać się z trzech elementów – mikrodermabrazja, następnie serum, na koniec maska – nie napiszę Wam, jakie dokładnie, bo dobierane są pod indywidualne potrzeby pacjenta.
Ja oczywiście z całego serca polecam Wam Paulinę, bo korzystam z usług jej salonu od lat i wiem, że jest profesjonalna i bardzo uczciwa. Dodatkowo, co według mnie jest bardzo ważne – jest ciepłą i miłą osobą, której nie sposób się krępować. A bywa, że wizyta u kosmetologa jest równie intymna, jak u ginekologa.
Na Waszą prośbę na hasło „ferreira” mam dla Was 20% zniżki na zabieg mikrodermabrazji w salonie Beautyspace.
(Chyba że kosmetolog uzna, że zabiegu nie należy wykonać na Waszej cerze, wtedy dostaniecie zniżkę na zabieg zrobiony w zamian).


Tak wygląda maszyna, którą wykonuje się mikrodermabrazję. Ta mała końcówka to właśnie taki odkurzacz do twarzy.

Na youtubie znalazłam filmik, który pokazuje, jak ten zabieg wygląda.

To z mojej strony tyle.
Chętnie wysłucham Waszych rekomendacji. Jeśli macie jakieś świetne do polecenia kosmetyki, lub zabiegi, to piszcie!

You may also like

24 komentarze

  1. Na każdym kroku przekonuję się, że mniej znaczy więcej. Też mam problematyczną cerę. Dawniej nie wyszłabym z domu bez podkładu, ale w ciąży cera poprawiła mi się na tyle, że przestałam go używać. Mam wrażenie, że skóra odżyła, tym bardziej, że używałam mocno kryjącego podkładu Vichy, który lekki nie był. Teraz po porodzie jest troszkę gorzej z cerą (zmiany hormonalne, mniej czasu na pielegnację? Pewnie znasz to uczucie kiedy myjesz rano zęby, patrzysz na zegarek, a tam 12.00… no chyba, że tylko ja jestem taka nieogarnięta przy dziecku haha), ale wciąż nie tak jak kiedyś, a przynajmniej nie mam już oporów, by wyjść do ludzi bez podkładu. Czuję się wreszcie „wolna” i nie przejmuję się, co sobie pomyślą widząc taką cerę u 27-latki (no chyba, że miałabym spotkać chłopaka, który mnie rzucił lub dawną dziewczynę męża 😉 ) a jakiego toniku używasz? Pozdrawiam!

  2. Saro czy robiłaś makijaż permanentny brwi u Pani Pauliny? Masz pięknie zarysiwane. Zastanawiam się nad zrobieniem, ale żeby się nie skrzywdzić…

  3. Twój blog mnie przyciągnął 🙂 Chyba zostanę tu na dłużej. Ps. Zdradzisz jakiej wtyczki do cookie używasz (jeśli używasz)? Chciałabym, ją zastosować u siebie bo moja coś kiepsko działa 🙁

  4. To bardzo ważne, co piszesz. Ciężko jest doprowadzić cerę do porządku, zwłaszcza taką kapryśną. Ja ostatnio odkryłam kosmetyki naturalne i jestem nimi zachwycona! Zaczęłam analizować składy, aby dostarczyć skórze to, co dobre i ograniczyć chemię nie tylko w jedzeniu, ale i w innych dziedzinach. A na ten zabieg może się skuszę, oczywiscie skonsultuję wcześniej z kosmetologiem 🙂 pozdrawiam 🙂

  5. A czy można wiedzieć jakiego podkładu używasz ? Również mam taką cerę i niestety ciągle szukam chociaż w miarę dobrego podkładu 😦 pozdrawiam !

    1. Moim odkryciem jest krem BB z Bourjois, Healthy Mix – ale to na lato. Zimą regularnie wracam do Color Stay Revlona, chociaż wiem, że opinie na jego temat sa podzielone. Mi służy od lat i nie znalazłam jeszcze godnego następcy.

    1. Tak jak wspomniałam – tonik jakiś najzwyklejszy, bezalkoholowy, z prostym składem. Ponieważ przelewam go do ładniejszej butelki, to nie pamiętam nawet. A krem polecam Dax Sun,Dermo line, spf 50. Wchłania się i makijaż na nim ładnie wygląda 🙂

  6. Dziewczyny, zwróćcie tylko uwagę na jedną rzecz, jeśli chodzi o kosmetyki. Ja dowiedziałam się o tym ostatnio, bo dopiero od niedawna zaczęłam się przyglądać tym drobnym maczkiem umieszczanym na opakowaniach składom.
    Wiecie o tym, że składniki są tam wymieniane w kolejności malejącej. Na początku to czego jest najwięcej i reszta w dół.
    Zobaczcie, na których pozycjach znajdują się te składniki, które mają być czynne i dobroczynne, ale to wiecie. Nie umiem znaleźć tego ile tego może być w składzie w tym rozporządzeniu unijnym, bo czytanie takich tekstów przyprawia mnie o drgawki.
    A czy spotkałyście się z tym, że w składzie kosmetyku oficjalnie bio, oficjalnie eco itp. znajduje się jakiś PEG? Ja tak, nie pamiętam, która to firma, ale spotkałam się z czymś takim. Szok, bo przecież tak naprawdę ile osób czyta te etykietki.
    Osobiście ostatnio zaczęłam stosować polskie dermokosmetyki Organic Life. Według tego, co jest na opakowaniach 0 chemii i duże stężenia wyciągów roślinnych. Pewnie tez nie dla każdego, bo i rośliny potrafią uczulić na przykład, ale warto sprawdzić.

    1. Ja akurat wiem o tym, że składniki pojawiają się w kolejności malejącej i warto o tym wiedzieć.
      A chwyt odnośnie rzeczy „eko” jest powszechny i w jedzeniu również. Niestety trzeba być ciągle czujnym.

  7. Rady bardzo fajne – też nie zasnę w makijażu.

    Saro, nie obraź się, ale aż razi ten błąd „na jakiś warsztatach” – kurcze no – „na jakichś”!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.