MOJE SPOSOBY NA WENĘ!

Czym objawia się u Was powrót weny? Ja odczuwam to niemal fizycznie. Tak jakby coś zupełnie pustego nagle się wypełniło. Nie inaczej było tym razem.
Wczoraj rano obudziłam się w hotelu w innym mieście. Wiatr walił w hotelowe okno, ściany trzeszczały. Musiałam wygrzebać się z nieswojej kołdry i rozpocząć mozolną wędrówkę powrotną do Lublina. Brrr… Ale nagle wyraźnie poczułam, jakby coś we mnie szczelnie wypełniło się literami. Te litery tłoczyły się nerwowo, żeby ułożyć się w zdania. I tak właśnie opisałbym momenty, w których wraca do mnie wena.
Wsiadałam do pociągu – pisałam o tym wczoraj – smutna, ale ręce mnie świerzbiły, nie mogłam doczekać się aż zaatakuję klawiaturę. Teraz potrzebowałam już tylko małej iskry – takiej jak historia kawy, kupionej mi przez obcą osobę.

Jak to jest, że czasem zdania płyną gładkim strumieniem słów, a innym razem trzeba się tak strasznie namachać piórem, żeby dokopać się do małego źródła?
Mam swoje małe sposoby na wenę, wiem też kiedy prowokuję ją odejścia. Ale czasem bez względu na to, co robię – odchodzi i przychodzi. Tak po prostu.
Pomyślałam, że zbiorę dziś garść porad – moje sposoby na tę humorzastą pannę.

#literatura
Zastanawiam się, czy w ogóle o tym pisać. To wydaje mi się tak oczywiste. Ale ostatecznie, to mój skuteczny patent na powrót weny. Przeczytanie kawałka soczystej literatury. Pod ręką mam zawsze tomik wierszy Szymborskiej. I bywa, że dosłownie jeden wiersz czyni ten mój ugór twórczy żyzną glebą. Czytam rozdział książki, albo kilka stron książki, którą już znam, ale nieustannie zachwyca mnie styl autora.

#blogi
I czytam też blogi. Ktoś prychnie – pff, blogi. Tymczasem blogi zapładniają moją wyobraźnie literacką bardzo bardzo skutecznie. Pytacie do kogo zaglądam. Nieustannie na bloga Venili. Nonszalancja z jaka Magda celnie pisze, po prostu mnie rozbraja. Dla mnie jej styl, to maksimum treści w minimalnej ilości słów.
Konrad i K. z Moja dziewczyna czyta blogi – bezczelnie piękny blog. Setki zdań, które chciałabym sobie przywłaszczyć. Konrad o schabowym pisze piękniej niż wielu o miłości.
Myshowata – Marta zawsze napisze o czymś, co nawet nie przyszłoby mi do głowy. Jej teksty są tak mądre i jednocześnie nienachalne – to rzadka cecha. Wielu autorów pisze z pozycji mentorów, czego bardzo nie lubię.
Szafa Sztywniary – Ryfka choćby nawet nie chciała, to o czymkolwiek pisze jest to tak piekielnie inteligentne i zabawne, że czasem zastanawiam się, dlaczego nikt jeszcze nie zaproponował jej pisania ciętych ripost do seriali.
Magda na zimno – jest w jej pisaniu coś obscenicznego. Czasem czytam jej teksty i pod koniec mam wrażenie, jakby te jej litery bezwstydnie wlazły mi pod bluzkę.
Matko Jedyna – kwintesencja pisania o rzeczach najważniejszych w sposób niepatetyczny. Magda odziera z pancerza. Często po jej tekstach długo nie mogę się pozbierać.
Marysia Organ/pierwiastki.com – boże, niech ktoś mi powie, że to nie jest literatura piękna, a pierwsza w niego rzucę kamieniem.

Jestem pewna, że jutro palnę się mocno w łeb, przypominając sobie blogi o których zapomniałam.
Zazwyczaj czytanie cudzych dobrych tekstów bardzo mi pomaga, ale potrafi też zupełnie wytrącić mi oręż z ręki. Bywa, że zostaję ogołocona ze wszystkiego – z weny, pewności siebie i bluzki 😉

#pisanie do kogoś
To jest mój najskuteczniejszy sposób na niemoc twórczą. Wyobrażam sobie, że piszę do konkretnej osoby. Jakbym opowiadała.
Świadomość, że mój tekst będzie przeczytany przez tysiące osób czyni mnie bezbronną, niezdolną do pisania i staram się o tym nigdy nie myśleć.
Najbardziej pomaga mi zwrot… „Drogi Pamiętniczku”. Bywa, że nie mogę napisać nic. Nic a nic.
Ten zwrot otwiera mi wszystkie drzwi. Jestem małą dziewczynką, piszącą w sekrecie przed innymi.
A potem schowam wszystko do szuflady i zamknę jeszcze na klucz.
Często teksty piszę jak listy. Mam w głowie adresata. Tak pisałam tekst o mojej Mamie z okazji Dnia Matki.
Pisanie do adresata, nie tylko pobudza twórczo, ale wyzwala emocje. Nie potrafię pisać na sucho. Zawsze potrzebuję emocjonalnego poślizgu.

#emocje
Mówi się, że do pisania potrzeba ciężkiego życiorysu. Najpierw coś przeżyj, potem pisz. Coś pewnie w tym jest, bo teksty, które uważam za najlepsze powstawały zawsze po zdetonowaniu dużego ładunku emocjonalnego.
Są teksty namolne, które przychodzą, każą rzucić wszystko i mówią: „Pisz mnie teraz!”
Kiedy tylko mogę, nie lekceważę tego imperatywu. Zdarzyło mi się już obudzić w nocy, żeby coś napisać i pisać w totalnym rozgardiaszu, zrzucając sobie dzieci z głowy.
Tak też było z tekstem o Świętach, który na marginesie uświadomił mi, że nie odnalazłabym się w roli zasięgowego twórcy. Niósł się po sieci, jak spam, trafiał w złe miejsca. Czytałam o sobie, że piszę pod publikę, że to clickabait. Tymczasem tekst urodził się zupełnie spontanicznie, pod wpływem rozmowy w sklepie. W mojej głowie był gotowy zanim zdążyłam go spisać.

#robienie notatek
Zawsze mam ze sobą notatnik. Wrzucam tam niedbałe myśli. To są przypadkowe hasła, cytaty, słowa których chciałabym użyć, pomysły na wpisy. Zdarza się, że czasem sama nie wiem, o co mi chodziło, ale kiedy zgubię gdzieś notatnik, potrafię całkiem spanikować. Oto przykłady:
„anektować, uderzyło mu do głowy mleko Debilon, język owuluje, zdetonować czekoladę, dlaczego żywot młodego ziemniaka z koperkiem jest taki krótki? Weź się zajmij sobą. Kaganiec z botoksu. Szarość jest mieszaniną najdzikszych kolorów (Masłowska).”
Przeglądam te notatki. Po hasłach do kłębka, czyli do weny.

#nastrój
Jest taki jeden moment, kiedy niemal zawsze jestem twórczo płodna. To wieczór, kiedy dzieci śpią i nie ma mojego męża. Odpalam muzykę, lampkę wina i zamiast zanurzać się w spienionej wannie, odkręcam kurek ze strumieniem liter. Kidy słucham Nicka Cave`a, to jakby duszy mi przybywało. Jakoś tak się składa, że zawsze rodzi się z tego coś dobrego.
W ogóle noc to pora, kiedy ta bestia Wena najchętniej wychodzi na łowy.

A Wy, macie niezawodne patenty na wenę?

You may also like

7 komentarzy

  1. Często mam tak, że pomysły mi się śnią. Dlatego po przebudzeniu notuję główne hasła. Ponadto nic mnie tak nie inspiruje, jak jazda pociągiem! Gdy patrzę w okno na ruchome krajobrazy. Lub spacer i obserwowanie w tym czasie ludzi. Dobrze też, gdy nam koło siebie wiadro herbaty Earl Grey bez cukru 😀
    Uwielbiam czytać Pani przemyślenia 🙂

  2. 1) Ludzie. Gdy w głowie blokada wychodzę do ludzi – jadę kolejką, siedzę sama w kawiarni, spaceruję po galerii handlowej. I podsłuchuję, obserwuję, czasem śledzę.
    2) Gruszka. To nazwisko mojej przyjaciółki. Gdy weny brak, piszę do Gruszki, że jest problem. I ona bardzo szybko stawia mnie do pionu problemami całego świata. One od razu zaczynają kotłować się w głowie i tworzyć litery/wyrazy/zdania/teksty.

  3. Na mnie też działa samotny wieczór, z muzyka koniecznie i lampką wina.
    Z poezji zawsze Leśmian.
    I spacer, medytacja kroków zawsze mi układa słowa w głowie.
    I blogi też:) super, że polecilas swoje ulubione, nie znałam wszystkich, będzie co czytać:)

  4. Przestaję wierzyć w znaczenie weny, a coraz bardziej stawiam na przygotowanie i regularność. Codzienne pisanie wchodzi w nawyk i pomaga się skupić.

  5. Leżę w wannie, do której weszłam, bo było mi „niewyraźnie”, a to mi zawsze pomaga. Znalazłam Ciebie. Czytam i słucham Sarah Mclachlan. Piszę, żeby Ci powiedzieć, że od tej kąpieli Twój blog jest moim magicznym miejscem w sieci. Kropka. Pozdrawiam i dziękuję.

  6. Ajć, jak ja potrzebowałam tego wpisu! Będę do niego wracać, bo okresy totalnej pustki w głowie rodzą we mnie okrutną frustrację.
    https://babciagawedziarka.wordpress.com/2018/07/09/weny-brak/

    A w ogóle to z tymi emocjami coś jest na rzeczy, bo najlepsze teksty powstają, gdy jestem emocjonalnie przeorana i leżąca pod gruzami kolejnego trudnego doświadczenia :/

    I zajrzę na blogi, które podsunęłaś – części z nich nie znałam 🙂

    Dziękuję! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.