NA RATUNEK ZNISZCZONYM WŁOSOM!

P1011016

To wpis na Waszą specjalną prośbę – dostaję ostatnimi czasy dużo pytań o pielęgnację włosów, co nie ukrywam, jest bardzo miłe. Zwłaszcza, że był moment, kiedy przyzwyczaiłam się do myśli, że oto jestem dziewczyną, która na własne życzenie dokonała na swojej glacy platynowej pożogi i odtąd po wieki będzie tułać się po świecie ze spalonym włosem.

Dla niewtajemniczonych, małe streszczenie – swego czasu byłam właścicielką długich blond włosów. Nieskromnie powiem, że wcale, ale to wcale nie musiałam się ich wstydzić – wręcz przeciwnie! Lśniące zdrowe włosy były moją wizytówką.
Któregoś dnia zapragnęłam platyny. Fryzjer po prostu spalił moje włosy (całą historię opisałam TU).
„Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur” – tak, to było o mnie. Przyznaję.

Tak bardzo przywykłam do swojego nowego wizerunku dziewczyny ze zgliszczami na głowie, że kiedy ostatnio fryzjerka skomplementowała mnie słowami: „bardzo rzadko widuję takie zdrowe włosy”, byłam pewna, że to okrutny żart, jakiś wyższy poziom sarkazmu. Ale fryzjerka brnęła dalej, chciała wiedzieć jakich kosmetyków używam, co dokładnie robię z włosami, jak często myję, czy suszę czy nie.
Odpowiadając na wszystkie jej pytania, uświadomiłam sobie, że faktycznie od ponad dwóch lat moje włosy są pod szczególną ochroną. Przestałam całkiem zwracać na to uwagę, jednak konsekwentnie robię rzeczy dzięki którym włosy nie tylko odrosły nieco szybciej, ale są zdrowe, jak chyba nigdy dotąd.
Zauważyłam w końcu, że rosną! Od niespełna dwóch lat długość moich włosów nie uległa większej zmianie – nie dlatego, że ich nie zapuszczam, ale dlatego, że końcówki sukcesywnie się kruszyły.
Jakieś pół roku temu, mój fryzjer podciął ostatni centymetr platynowego wspomnienia koszmaru…

Pytacie, jak doprowadzić włosy do ładu, kiedy zniszczyło się je intensywną koloryzacją. I bardzo chciałabym móc napisać Wam teraz „wystarczy, że kupicie specyfik X i spryskacie nim włosy”. Niestety.
Zniszczony włos jest jak pognieciona kartka papieru, można w nieskończoność próbować ją wyprostować, ale nigdy nie będzie wyglądała, jak nowa.
To, co mogę więc zrobić to ostrzec te z Was, które planują włosowe eksperymenty – idźcie z tym do sprawdzonego fryzjera i 10 razy zastanówcie się czy warto.
Tym zaś z Was, które są na etapie „zniszczone włosy, chcę się schować pod kołdrę i zostać tam na zawsze”, z całego serca radzę nie inwestować oszczędności życia w specyfiki, które obiecują wszystko. Początkowo byłam przekonana, że to zapewne kwestia ceny, że kosmetyki z wysokiej półki mają moc uzdrawiającą. No i cóż, wyrzuciłam sporo pieniędzy w błoto. Spalony włos nie dba o to, czym go traktujecie – jest obrażony po wieki i nawet płynne złoto nie zrobi na nim wrażenia.
Pamiętam doskonale, kiedy naczytałam się o zbawiennym działaniu Elixiru Kerastase . Ostatecznie dostałam go w prezencie (na szczęście). Z namaszczeniem wsmarowywałam go we włosy, pewna spektakularnego efektu. Och, jak bardzo byłam rozczarowana, kiedy osławiony eliksir niemiłosiernie spuszył moją czuprynę. I tyle. Ostatnio przypomniałam sobie, że go mam i faktycznie – na zdrowych włosach wygląda obłędnie, rozumiem dlaczego dziewczyny tak go uwielbiają.
No niestety, trzeba wygramolić się spod kołdry, pogodzić z rzeczywistością i uzbroić w cierpliwość. Duuuużo cierpliwości.


SZAMPONY
Odkąd pamiętam, używam kilku na zmianę. To służy moim włosom.
Jednak szampon jest kosmetykiem, do którego nie przywiązuję większej wagi. Nie uważam, żeby sam w sobie miał większy wpływ na włosy.
Dlatego też nigdy nie kupuję drogich szamponów – wręcz przeciwnie, szampon jajeczny z Barvy kosztuje niecałe 4zł, w niczym nie jest gorszy od droższych kolegów i w pełni mnie satysfakcjonuje. Bardzo chętnie sięgam po wszelkie produkty dla blondynek, których zadaniem jest wydobywanie koloru.

Timotei do włosów blond– odkryłam go jeszcze w liceum i co jakiś czas bardzo chętnie do niego wracam. Producent obiecuje słoneczne pasemka i faktycznie ten szampon zapewnia taki efekt. Zazwyczaj kupuję go w okolicach przedwiośnia, kiedy moje włosy po mrocznej zimie, ciemnieją o dobre dwa tony, czego nawiasem mówiąc, nie znoszę.
Biovax do włosów blond – używam niedługo, od ok. miesiąca, wydaje się fajny. Jednak jest bardzo gęsty i myślę, że może przetłuszczać włosy.

ODŻYWKI
Nivea Long Care&Repair. Jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że nie ma lepszej odżywki. Oczywiście każdy włos jest inny, niemniej ta odżywka zdaje się być naprawdę uniwersalna, co potwierdzają opinie na wizażu.
Warto wypróbować.
Marien, odżywka w sprayu. Kupiona w salonie fryzjerskim niespełna rok temu, zatem bardzo wydajna. Jeśli nie macie czasu na odżywkę spłukiwaną, ta stanowi doskonałą alternatywę. Bardzo wygładza włosy.
Wcierka Jantar. Chyba nie muszę jej nikomu przedstawiać. Uwielbiam! Przyspiesza porost włosów w sposób spektakularny. Zapewnia wysyp tzw „baby hair”. U mnie sprawdziła się doskonale.

MASKI
Siemię lniane. Spokojnie mogę powiedzieć, że siemię uratowało mi głowę. Piję je bardzo konsekwentnie od dwóch lat – jak? Gotuję ziarenka kilka minut, miksuję i piję. Efekt uboczny to poprawa stanu skóry. Zresztą siemię lniane ma tyle wspaniałych właściwości, że po prostu żal go nie pić. Wiele z Was skarży się, że nie jest w stanie przełknąć siemienia. Spokojnie, doskonałą alternatywą jest olej lniany. Możecie pić łyżkę dziennie – olej nie jest smaczny, polecam dodać go do jedzenia – najlepiej zimnego nabiału, w towarzystwie którego olej jest najbardziej przyswajalny.
Poza tym siemię w roli maski. To bardzo proste – galaretkę, która powstaje po ugotowaniu nakładacie na włosy. Warto owinąć głowę ręcznikiem i jeśli czas Wam pozwala – potrzymać na głowie dłużej.
Taką maskę, lubią nawet bardzo zniszczone włosy.
Koniecznie wypróbujcie.
Biovax do włosów blond.
Kupiłam tę maskę niedawno, razem z szamponem. Wydaje się fajna, jednak pamiętam, że testowałam ją jeszcze za czasów, kiedy moje włosy były zniszczone i byłam bardzo zawiedziona.
Jeśli więc borykacie się ze spalonymi włosami to o wiele lepiej sięgnąć po siemię.


OLEJE I OLEJOWANIE
Gdybym mogła to napisałabym hymn pochwalny na cześć olejowania. Zresztą, kto wie, może to zrobię.
Moje drogie, powiem jak stary belfer – olejowanie, olejowanie i raz jeszcze olejowanie.
Powiecie – ee tam, kiedyś próbowałam dwa razy i nie widziałam efektów.
Otóż to. Włosy należy olejować konsekwentnie przez kilka miesięcy. Im zdrowsze włosy, tym szybciej zauważycie poprawę ich kondycji.
Jaki olej? Zależy. Najlepiej zdiagnozować swoje włosy – jaka jest ich porowatość. Od tego zależy właściwy dobór oleju.
Przykładowo – olej kokosowy ma wspaniałe działanie, ale nadaje się do włosów niskoporowatych, w przeciwnym razie, używając go uzyskacie efekt odwrotny do zamierzonego. Włosy nie będą gładkie i dociążone ( a tego chcemy!), tylko spuszone i niesforne.
W moim przypadku, na bardzo zniszczonych włosach, sprawdziły się oleje – lniany i arganowy. Niedawno sięgnęłam po kokosowy i jeśli macie zdrowe włosy to naprawdę warto się z nim zaprzyjaźnić.
O porowatości włosów przeczytacie TU.

Często słyszę od koleżanek „nie mam czasu na to całe olejowanie, ile to roboty”.
Olejowanie nie jest czasochłonne. Zasada jest prosta – olej nakładamy przed myciem (nie na całe włosy, ale od ucha w dół). Jeśli myjecie włosy rano, możecie więc olejować je na noc. A jeśli myjecie wieczorem, olejek możecie wetrzeć przed wyjściem z pracy, a włosy związać w kitkę.
Jedno jest pewne – długotrwałe konsekwentne olejowanie daje spektakularne efekty.
Jak często olejować? To dosyć indywidualna sprawa. Moje włosy lubią częste i obfite olejowanie. Mniej więcej co czwarty dzień.
Chcących zgłębić temat, odsyłam do Aliny, która na ten temat wie chyba wszystko.

MASKA ROZJAŚNIAJĄCA DLA BLONDYNEK
Mam też coś dla tych z Was, które marzą o miodowym blondzie bez chemicznej ingerencji – maska, która regularnie stosowana zapewni Wam delikatne rozjaśnienie i słoneczne pasemka.
Łyżkę miodu mieszamy z odrobiną letniej wody (tak żeby miód się rozpuścił). Odstawiamy na 20 minut, żeby powstała woda utleniona. Następnie dodajemy sok wyciśnięty z połowy cytryny i 3 łyżki ulubionego oleju.
Wszystko razem mieszamy i nakładamy na włosy. Im dłużej trzymacie specyfik na włosach, tym lepiej. Zabieg ten wykonujemy przed myciem włosów.


CZY SUSZĘ I JAK CZĘSTO MYJĘ WŁOSY?
Zawsze dziwię się, kiedy słyszę, że ktoś nie suszy włosów w trosce o ich kondycję. A kiedy dodaje, że idzie spać z mokrymi, to włos mi się na głowie jeży. Właściwe suszenie nie niszczy włosa! Właściwe, to znaczy jakie? Po prostu – letni strumień powietrza oraz ruch zamykający łuskę włosa – czyli „w dół”. Dlaczego spanie z mokrymi włosami jest bardzo szkodliwe? Bo mokry włos jest jak mokry paznokieć – bardzo podatny na urazy mechaniczne i z pozoru mięciutka poduszka, dla włosa jest jak tarka. Nigdy tego nie róbcie.
Włosy myję często – co drugi dzień.

Nie będę rozpisywać się na temat diety, bo to oczywiste – zdrowa dieta = zdrowy włos. W internecie znajdziecie masę porad, co jeść żeby włosy rosły szybciej.
Rada ode mnie – zamiast inwestować w drogie kosmetyki, zainwestujcie w dobre oleje. Porządny olej kokosowy i lniany, włączone na stałe do diety, działają cuda.
I cóż, nie przeprowadziłam oczywiście profesjonalnych badań laboratoryjnych, ale myślę, że przynajmniej 80% sukcesu to dieta, reszta to wspomagacze.

To by było na tyle, jeśli macie jakieś porady to koniecznie piszcie.

You may also like

1 comment

  1. Włosy na pierwszym ujęciu to moje marzenie.
    Ukradnę Ci to zdjęcie i schowam sobie na zawsze.

    Czym je farbujesz, że mają tak piękny kolor i błyszczą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *