NASZ DOM!

Kiedy ponad trzydzieści lat temu moi rodzice kupowali pod miastem działkę, na której przyszło mi się wychować, nie byli w stanie zobaczyć nic, oprócz oceanu pokrzyw.
Moja mama – miastowa dziewczyna do dziś wspomina, jak tata niczym Mojżesz szedł przed nią, a pokrzywy rozstępowały się na boki, dzięki czemu mogła przejść przez ocean nieoparzoną stopą. Po horyzont nie było nic oprócz pokrzyw. A horyzont był bardzo bardzo daleko, bo działka, którą przyjechali obejrzeć, miała hektar.
Dziś moi Rodzice mają jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi, gdzie każde źdźbło trawy jest im znane, a każde z tysięcy drzew posadzili sami.
I czasem, kiedy myślę, że nie ma dla mnie nadziei i że ginę w tym gruzowisku, które jest moją działką, przypominam sobie mamę, która zaczynała od sadzenia cebul bulwą do góry, więc może i ja nie polegnę?

Trawnik
Obecnie nasza działka wygląda zdecydowanie gorzej, niż kiedy się wprowadzaliśmy. Wtedy była przynajmniej porośnięta jakąś samosiejką, która po skoszeniu wyglądała całkiem estetycznie.
Dlatego decyzja o tym, żeby wszystko zaorać, przywieźć nowej ziemi, wyrównać i obsiać trawą, była niełatwa i dojrzewaliśmy do niej niemal trzy lata. Chodziło głównie o niedogodności, jakie z tego wynikają – w tym momencie nawet nie da się z działki korzystać.
Dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na taki krok? Głównie dlatego, że niestety mamy bardzo kiepską glebę – piaszczystą, nic nie chce na niej rosnąć. W zeszłym roku zainwestowałam mnóstwo energii w ogród z kwiatami przy domu i wszystko jak krew w piach, albo raczej kwiat w piach.
Poza tym działka była bardzo nierówna, pełna dziur, w których można było sobie skręcić kostkę.
Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że działamy. Nie będzie łatwo, ale będzie warto.
Przyjechało kilkanaście ciężarówek z ziemią, robiąc z naszego terenu łańcuch górski. Potem pan rozjechał wszystko koparką i oto staliśmy z mężem na naszej nowej żyznej glebie, nie wiedząc, czy śmiać się, czy płakać, bo czekało nas mnóstwo roboty.
Uklepana i wyrównana ziemia wymagała glebogryzarki. Byłam przekonana, że następnie gładko przejdziemy do siania trawy, ale potem przypomniałam sobie, że poślubiłam perfekcjonistę, który jak coś robi, to robi tak, że nie da się tego zrobić lepiej.
Od tej pory nasze życie na dwa tygodnie miało się zamieć na roboty w kamieniołomach, albowiem mój mąż postanowił, że z gleby wyrugujemy wszystkie kamyczki. I gdyby nie fakt, że przypadło na trzydziestostopniowe upały, to może nawet mogłabym zająć się tym zawodowo.
Obecnie wszystko wskazuje na to, że takiej murawy nie widział sam Robert Lewandowski. Oczywiście o ile trawa urośnie.

Taras
I to jest coś, co sprawia, że uśmiecham się od ucha do ucha na samą myśl, a odgłos wiertarki jest niczym muzyka dla moich uszu.
Postanowiliśmy zrobić w końcu taras. Był początkowo jakiś niemrawy plan, że może sami, bo taniej, bo to przecież nie może być aż takie trudne, bla bla.
I kiedy teraz widzę, jak dwaj doświadczeni stolarze wykonują swoją pracę, to Bogu dziękuję, że zabrał od nas tę idiotyczną myśl, bo już widzę, jak siedzimy na tarasie, gdzie wszystko się chybocze i mamy wrażenie, że zaraz zatoniemy.
Taras będzie drewniany z modrzewia syberyjskiego. Zawsze marzyliśmy o drewnianym tarasie, a podczas pobytu w Norwegii dostaliśmy na tym punkcie fioła. Tam każdy dom ma olbrzymią drewnianą werandę, czasem większą od samego domu.
Ponieważ rano długo jest cień w miejscu, gdzie będzie taras, myśl o tym, jak piję tam poranną kawę, nie pozwala mi zasnąć. No jeszcze jedno – będzie wielki! Ponad trzydzieści metrów kwadratowych!
Taras oczywiście robi nam Pan Maciek, czy ten sam stolarz, który wykonał dla nas schody.


Schody przed domem
Robimy w końcu schody przed domem! Już nie będzie to wyglądało jak wejście do brazylijskich faweli – oznajmiłam przez telefon mojej bratowej, a ona przez uprzejmość odparła, że nigdy nie miała takiego wrażenia.
Te prowizoryczne schodki, zbite naprędce przez robotników, żeby w ogóle móc wejść do domu, przyprawiały mnie o mdłości. I naprawdę wejście do naszego domu sugerowało, że po drugiej stronie co najwyżej jest chlew. Najfajniej było w zimie, kiedy śnieg przykrywał całą tę prowizorkę z koszmarów.
A skoro będzie już taras, to czemu nie schody przed domem! Również będą z drewna i zrobi je pan Maciek. Jestem pewna, że do tego czasu zniosę jajko.

Kostka przed domem
Jak widzicie, przed domem wysypany jest tuczeń, który też był chwilowym rozwiązaniem na błoto, a stuknęły mu już trzy lata. I prawdę powiedziawszy z podjazdem do domu mamy największy problem, bo… nic nam się nie podoba. Kostka odpada. To naprawdę nie mój styl, choć jestem świadoma pewnych jej zalet. Najbardziej przemawiają do mnie jakieś kamyczki. W każdym razie coś raczej surowego, myśleliśmy nawet o wylaniu betonu. W tej kwestii nadal błądzimy.

I tak oto Drodzy Czytelnicy zaprosiłam Was do naszego kamieniołomu, gdzie codziennie wylewamy trochę potu, czasem nerwów i łez, gdzie w nieskończoność liczymy, czy nam na to wszystko starczy pieniędzy, ale jednocześnie wiem, że będziemy to wspominać, jak dziś moi Rodzice swoje początki. Na przykład ten srebrny świerk przed domem, który ma już dobre kilkadziesiąt metrów, a trzydzieści lat temu nieustannie się o niego potykaliśmy, mając po kilka lat, aż Tata zrobił mu ogrodzenie.
Mam ogromną nadzieję, że w okolicach jesieni zaktualizuję ten wpis i zaproszę Was do kiełkującego ogrodu, a nie do kwitnącego kamieniołomu 🙂

You may also like

13 komentarzy

  1. Saro jak ja to rozumiem…;-) tez trzy lata temu wprowadzilismy sie do domu:-) zycze ciepliwosci – sobie i Tobie:-)-i pysznych kaw na tarasie;-)

  2. Przepraszam, ale te schody… uśmiałam się po pachy 😂, a jeśli chodzi o taras drewniany, jakże piękny, ale utrzymanie go…. mnie by przerażało :/ olejowanie, cyklinowanie… Marzena z MariDeko ma taki piękny drewniany, po jednym sezonie był już roboty 🙁

  3. Piękne miejsce – niesamowicie zazdroszczę 😍 z nadzieją, że i mnie przyjdzie dbać o swój własny kąt 😉
    Nie mogę się doczekać uczucia ekscytacji i niepewności w czasie budowy, rozmarzenia, gdy pierwszy raz przekroczymy próg surowego domu i satysfakcji, gdy wypije swoją pierwszą kawę na MOIM tarasie 🥰

    A co do podjazdu.. Może płyty ażurowe? Nie kostka, trochę beton i jednak teren utwardzony 😉 ale może być, że traw 😉 się przez ażur przebije 😉
    Tak pod rozwagę.

  4. Cześć,
    Wiem co czujesz. My mieszkamy w stary domu i tutaj dosłownie wszystko wymaga remontu. Na razie udało się uporać z nowym dachem oraz łazienką i ubikacją. Za miesiąc robimy okna, a za rok ocieplenie. Nie ma co się spinać. Powoli i będzie lepiej 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  5. kostka-nie twój styl??dobrze polozona jest lepsza niż beton ktory długo schnie i trzeba go non-stop podlewc woda(a przecież wody szkoda bo jesteśmy eko;)na kamyczkach łatwo się wykreca stopy-wiem cos o tym..

  6. Uwielbiam Cię Saro, a moja historia z Twoim blogiem sięga grudnia, gdy szukałam na necie rekomendacji dobrych blogów coby poczytać coś wybornego. Padło wtedy na Ciebie (wpis o kawie!) i po historii z Twoim Teściem przepadałam i pozostałam wiernie by śledzić Twe losy po wsze czasy 😀 więc oby sił Ci starczyło pisać dla nas, bo prace ogrodowe mogą wykończyć człowieka, oj tak… niemniej wizja cudnej zieleni trawnika, małego brzozowego zagajnika na końcu działki, sosenek i oczywiście hamaka rekompensuje trudy i motywuje do dalszych działań (tu pisze o sobie, ale dostrzegam zbieżność motywów;)

    Co do kostki, to przerabiałam też różne opcje i stanęło na prostej grafitowej brukowej (bez wężyków i miksowania kolorami, fuj;), jest to najbardziej bezobsługowe w perspektywie czasu rozwiązanie i schludnie wygląda. Zawsze można rozważyć przełamanie stereotypu cudów jakie czasem ludzie sobie fundują (sąsiedzi mają 5-metrowe yin i yang na tarasie;D i postawić jak to mówią na skromna klasykę.

    Dodam jeszcze, że bardzo mnie cieszy częstotliwość z jaką ostatnio piszesz, Saro. Pozdrawiam ciepło i powodzenia

  7. Saro, moją alternatywą dla kostki brukowej jest ta ażurowa kostka, która zarasta trawą i spełnia dwie funkcje w jednej – utwardza podłoże (spokojnie można wjechać autem) i jednocześnie powoduje „złagodzenie” wszechobecnego betonu. Zostawiam ten pomysł do rozważenia 🙂

  8. Sara, trzymam za Was kciuki! Jeszcze będzie tu pięknie 🙂 Natomiast co do „zastępstwa” kostki brukowej, to zajrzyj na bloga Simplicite. Ostatnio czytałam u niej, że też wybrali jakieś inne niż kostka rozwiązanie. A nuż Ci się spodoba. Pozdrawiam!

  9. Wrzucam kilka linkow odnosnie podjazdu, nie po to zeby jakos specjanie doradzac, bardziej, zeby zapytac o opinie. Ja za kostka nie przepadam ani troche, wydaje mi sie jakas taka bezduszna.
    Stad moje pytanie: a co myslisz o ponizszych pomyslach?

    https://www.gardenista.com/posts/everything-need-know-grass-block-pavers/

    zamiast kostki Zdjecia 3 i 4, 2. Front garage and driveway at modern high-end house zdj 2.,
    https://donpedrobrooklyn.com/modern-driveway/

    https://www.landscapingnetwork.com/pictures/front-yard-landscaping_15/33433-fl-tucker-landscape-design-driveway-design-ideas-driveway-landscaping_547/

    Poza tym, serdecznie gratuluje postepow w pracy przy domu, to naprawde dodaje skrzydel.
    I wiem, ze niedlugo Wasz ogrod bedzie ownie magiczny jak ogrod Twoich Rodzicow. Inny, ale rownie niesamowity.

    Sciskam mocno.

  10. Pamiętam doskonale kiełkującą trawę i wcześniejsze grabienie kamyczków, jak dzieliłam sobie w głowie działkę na małe kwadraty do wygrabienia, bo tak było mi łatwiej… Pamiętam, bo to tylko rok temu. Tarasu do tej pory jeszcze nie mam, ale za to we wtorek przyjedzie huśtawka ogrodowa 😉
    W tym roku nasz ogród wzbogacił się już o ogrodzenie z modrzewia syberyjskiego, własnoręcznie, i o 7 ton żwiru w różnych miejscach i konfiguracjach. Końca prac w sumie nigdy nie widać 😉

  11. Zapowiada się znakomicie, świetne pomysły. Koniecznie musi Pani pokazać jak wygląda skończony taras bo aż mnie skręca z ciekawości jakie cudo tam wyjdzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.