CO NOWEGO W NASZYM DOMU, CZYLI TARAS, TRAWA I KOT | NASZ DOM CZĘŚĆ II

Kiedy pisałam TEN TEKST, trawa na naszej działce dopiero wschodziła, spod ziemi wyrastał nieśmiało taras, schody przed domem były moją obsesją i w żadnych planach nie było kota.
Obiecałam Wam, że jesienią pokażę, jak to wszystko wyszło, parskając pod nosem, że do jesieni jeszcze sto lat.
Tymczasem podczas wczorajszego spaceru dłonie zgrabiały mi z zimna, szłam, przeklinając wiatr, smagający bezlitośnie moją gołą szyję. Spiętrzone gęste chmury opite deszczem, opadły niepokojąco nisko na porośnięte świerzopem pola. I czułam, wyraźnie czułam, jak z tych apokaliptycznych sinych obłoków zaraz chluśnie na ziemię jesień.
Zrobiłam w tył zwrot i co tchu popędziłam do domu, chmury pełzły za mną ociężale, a wiatr plątał mi się pod nogami. Zdyszana wpadłam do domu. Przywitało mnie to lepkie, przytulne powietrze, niosące ze sobą nuty dziesiątek zapachów.
Łapczywie porwałam kawałek bananowego ciasta i kubek czarnej kawy. Stałam przed oknem, obserwując ołowiane niebo i zacinający deszcz.
I jak zawsze w takiej chwili poczułam się tak bardzo bardzo bezpieczna pod moim własnym ukochanym dachem.

TRAWNIK
W czerwcu nasza działka zamieniła się w pobojowisko. Przyjechała kopara, zerwała wierzchnią warstwę, a potem przyjechało mnóstwo samochodów z dobrą ziemią. Musieliśmy podjąć taki krok, bo nie dość, że działka miała mnóstwo dziur i nierówności, to jeszcze ziemia jest piaszczysta i nic nie chce na niej rosnąć.
Czekało na nas mnóstwo pracy, bo tylko do pewnego stopnia mogły nas wyręczyć maszyny. Wydłubywanie pojedynczych kamyków i wyrównywanie ziemi po kawałku grabiami należało do nas. Brzmi niewinnie, ale było niełatwo. Przede wszystkim dlatego, że trafiliśmy na falę nieznośnych upałów. Ziemia była twarda i niełatwa w obróbce. Pracowaliśmy w obłoku pyłu. Do samej nocy temperatura nie spadała poniżej 30 stopni.
Ale chyba najgorsze było to, że na tej suchej ziemi musieliśmy posiać trawę, niepewni, czy w te upały w ogóle wyrośnie. Lato pokazało, że nie było dużo lepszych okresów na sianie trawy. Nieustająca susza. Pewnie, gdyby nie fakt, że mamy własną studnię, skończyłoby się marnie.
Pamiętam dzień, kiedy siedząc na tarasie, dostrzegliśmy anemiczny meszek pokrywający ziemię. Zaczęliśmy skakać z radości i doprawdy czuliśmy się trochę, jak na pierwszym USG ciąży.
Trawa żyła i dzielnie walczyła z upałem. Każdego ranka ziemia pokrywała się coraz intensywniejszą zielenią. Przełomem był nasz powrót z Sycylii. Nie wierzyliśmy oczom. Podczas naszej nieobecności w końcu spadł deszcz. Trawa wybuchła życiem i rosła jak oszalała.
Już nie można było jej zatrzymać.
Z tego okresu na zawsze będę mieć w głowie mojego męża. Potrafił stać kilkadziesiąt minut w miejscu i obserwować swój zielony dywan, jakby każde źdźbło było dla niego tak samo ważne.
I chyba faktycznie trawa pod jego okiem rosła zdecydowanie szybciej.
Ostatecznie mój mąż dostał nową ksywę – Strażnik Trawnika.
Pewnie będziecie chcieli wiedzieć, jaką trawę posialiśmy. Sąsiad polecił nam trawę sportową, samo zagęszczającą. Jest bardzo odporna na użytkowanie, a chodzenie po niej pobudza ją do rośnięcia. Podobno ma służyć lata i skutecznie wypiera chwasty.



TARAS
Kiedy wystukuję do Was te słowa, zerkam za okno na zmoczony deszczem taras i ciągle nie dowierzam, że on tam jest. Wielki, drewniany, dokładnie taki, w jakim zakochaliśmy się, będąc w Skandynawii. Tak jak podejrzewałam, spędziliśmy na nim każdą możliwą chwilę latem.
Dopóki chłód mnie nie wygoni, będę pić tam poranną kawę i wieczorne wino. A potem będę bardzo, ale to bardzo tęsknić za wiosną, żeby wrócić na taras.
Nie udało mi się w tym roku wystylizować go. Jak wiecie, jeśli w jakiejkolwiek dziedzinie życia posiadam cierpliwość, to w urządzaniu domu właśnie. Zresztą taras sam w sobie był taką atrakcją, że do szczęścia wystarczyły mi rzucone luźno poduchy i wynoszone każdorazowo z domu żółte fotele.
Poza tym nie mam jakichś wydumanych planów. Leżaki, okrągłe rattanowe fotele, mnóstwo zieleni i lampionów.
Kiedy pierwszy raz wspomniałam, że wybraliśmy ostatecznie modrzew syberyjski, wiele osób komentowało, że to zły wybór, że drewno jest wymagające, że trzeba konserwować itd.
Długo nad tym deliberowaliśmy. Zapach i obcowanie z drewnem, są w jakimś stopniu niezastąpione. Za kilka lat napiszę Wam, czy zdecydowałabym się na to po raz drugi.
Na ten moment po prostu cieszę się jak dziecko.




SCHODY PRZED DOMEM
To był wiekopomny moment w naszym życiu. Wcześniejsze prowizoryczne schodki, zrobione przez robotników przyprawiały mnie o mdłości, choć zapewne skutecznie odstraszały złodziei. Co wszak można ukraść z chlewu?
Pikanterii schodkom dodawał fakt, że nie było przed domem oświetlenia i doprawdy wracanie do domu po ćmoku i kielichu było doświadczeniem z pogranicza survivalu.
Kiedyś, podczas bezksiężycowej ciemniej nocy, nie mogliśmy wycelować kluczem do zamka przez dobre pięć minut, aż dostaliśmy takiej głupawki, że obudziły się dzieci, porozwieszane na naszych kończynach, jak pranie na sznurku.
„I stała się światłość” – powiedział elektryk, montując nad schodami lampę z czujnikiem ruchu.
A my zobaczyliśmy, że światłość jest dobra i dzięki niej bezpieczne są nasze zęby.
Teraz mi się marzy, że do schodów przed domem wiedzie jakaś zgrabna ścieżka z wysypanych kamyków, w każdym razie cokolwiek bardziej stylowego od błota.

KOT
A więc przyszedł do nas kot i powiedział „od dziś tu mieszkam”.
Tak w skrócie wygląda historia naszego rudzielca.
Doskonale rozumiem dlaczego przyszedł, po prostu przypadł mu do gustu taras.
Zapewne szedł przez wieś i na widok naszego tarasu pomyślał „o, na takim tarasie chciałem mieszkać od urodzenia”, czyli od pięciu miesięcy.
Tak oto skończyły się nasze romantyczne wieczory sam na sam z mężem, bo odtąd towarzyszył nam kot.
Kot oczywiście o nic nie pyta, tylko daje same fałszywe alternatywy, czyli „albo mnie zagłaskasz na śmierć, albo wejdę ci na głowę, wybieraj”.
Przyznam, że doceniłam naszego psa i jego podejście: „uprzejmie proszę o jeszcze jednego głaska, jeśli jednak jesteś zbyt zajęta, to oczywiście możemy przełożyć na później, komfort mojej pani jest moim priorytetem”.
Przede wszystkim kot jest przekonany, że to on jest moim panem. Co ewidentnie drażni psa, który robi na jego widok takie miny, że umieramy że śmiechu.
Ogólnie relacja pies-kot wygląda tak:
Pies: „jesteś żenujący, ciesz się, że pani zabroniła mi cię zjeść, bo to jest jedno kłapnięcie pyskiem”.
Kot: „Spójrz na mój ogon? Widzisz, co jest niżej? Tam mam twoje przechwałki głupi piesku”.

CO NAM NIE WYSZŁO I JAKIE PLANY NA WIOSNĘ?
Poza tym, że nadal mamy nieskończony kawałek trawnika (nie będę wdawać się w szczegóły, to mieszanka braku czasu, lenistwa i chwastów ;)), to podjazd do domu stanowi finezyjny kruszeń z błotem. Co więcej – ciągle nie wiemy, co ma być przed domem.
Nie przemawia do nas kostka. Kiedy o tym wspomniałam ostatnio, wiele osób wręcz się oburzyło. Chyba możemy lubić różne rzeczy? Chciałbym coś dyskretnego, nienachalnego, naturalnego. Znowu na myśl przychodzi mi Norwegia. Mało betonu. Trawa rosnąca pod same drzwi domu. Rodzaj doskonałej niedoskonałości, jeśli wiecie, co mam na myśli.
A więc plan na wiosnę – podjąć decyzję i doprowadzić do ładu podjazd. Ponadto podbitki przy dachu. To ten rodzaj prac przy domu, który sporo kosztuje, jest konieczny, a efektu prawie nie widać. Trochę jak hydraulika w domu.
Ja mam jeszcze jeden pomysł, który może nawet uda mi się zrealizować jesienią. Również inspirowany Skandynawią. Mianowicie chciałbym przemalować drzwi wejściowe do domu na jakiś intensywny kolor. Myślę o czerwonym, zielonym albo niebieskim. Do tego złota kołatka!

GIMNASTYKA FINANSOWA
Siedliśmy ostatnio z mężem na tarasie, chłonąc ciepłe promienie poranka i zapach kawy.
– To co? – zagadał – znowu nie mamy wanny i prysznica w łazience na górze, ale jest taras.
– Ważne, że mamy priorytety – odparłam.
Kiedy niedawno pisałam o tym, jak urządzać dom mniejszym kosztem, pojawiło się kilka kąśliwych komentarzy, o tym, że „nieźle mieszka biedota”.
Nigdy nie skarżyłam się ani nie twierdziłam, że jesteśmy biedni. Po prostu, jak większość ludzi, którzy porwali się z motyką na kredyt, kombinujemy, uprawiamy czynną gimnastykę finansową. Decydujemy, czy zagraniczny wypad, czy rekuperacja? Góry, czy schody przed domem? Taras czy wanna? Ot, wybory ludzi, którzy nie mogą za gotówkę kupić wszystkiego od ręki, czyli większości z nas.

MIESZKANIE PLUS
A bywa i tak, że człowiek pracuje, zarabia, robi co może i nadal własny kawałek podłogi może być tylko jego marzeniem.
Tak było w naszym przypadku. Mój mąż jest Brazylijczykiem. Przez lata miał tylko kartę czasowego pobytu, która nie jest honorowana podczas starania o kredyt, bo założenie jest takie, że za maksymalnie trzy lata nie będzie go w Polsce. Ja nie miałam z kolei stałego zatrudnienia.
Czekaliśmy osiem lat. Nie na własne mieszkanie, dom, czy pieniądze. Na zdolność kredytową.
Pamiętam dzień, kiedy mąż do mnie zadzwonił i wyszeptał w słuchawkę „dadzą nam kredyt”. To może wydać się idiotyczne, ale po tylu latach, byliśmy wzruszeni i szczęśliwi.
Takich ludzi jak my, jest więcej. Okazuje się, że 40% Polaków nie ma zdolności kredytowej.
W szczególnie trudnej sytuacji są duże rodziny, rodziny, w których jest osoba niepełnosprawna, osoby starsze – po 65 roku życia, samotni rodzice, studenci, osoby nieposiadające obywatelstwa polskiego, słowem do każdy, kto przepadnie w banku już na etapie wstępnej rozmowy.
Z myślą o osobach, które z różnych przyczyn nie mogą starać się o własny kąt, powstał program MIESZKANIE PLUS. Polega to na tym, że zyskuje się stabilne warunki wieloletniego najmu, a po tym czasie dzięki prawnej opcji dojścia do własności można stać się właścicielem mieszkania. Wartość mieszkania spłaca się wraz z czynszem, a raty rozłożone są na okres od 15 do 30 lat. Mieszkanie, które przejdzie na własność, podlega dziedziczeniu.
Żeby uzyskać pomoc z tego programu, trzeba spełnić dwa kryteria. Po pierwsze nie posiadać na własność mieszkania lub innej nieruchomości (posiadanie działki budowlanej nie wyklucza Was). Po drugie mieć możliwość terminowego spłacania czynszu.
Wniosek można złożyć w Urzędzie Gminy, będzie on rozpatrzony w ciągu około miesiąca.
O dostępność mieszkań z programu Mieszkanie Plus można zapytać właśnie w gminnym urzędzie lub zadzwonić na infolinię programu 801 801 596.
Program ma trzy zasadnicze cele – zwiększenie dostępności mieszkań dla osób nie mających zdolności kredytowej, pomoc osobom w trudnej sytuacji życiowej, zagrożonych wykluczeniem społecznych oraz podniesienie standardów mieszkaniowych w Polsce.
Łączny potencjał programu to 120 tysięcy mieszkań. Do 2030 roku aż 2 miliony osób powinny uzyskać znaczną poprawę warunków bytowych w zajmowanych dotychczas nieruchomościach.
Do tego też czasu liczba mieszkań w Polsce powinna dorównać średniej Unii Europejskiej (435 mieszkań na 1000 mieszkańców).

*Wpis powstał we współpracy z Krajowym Zasobem Nieruchomości

You may also like

9 komentarzy

  1. Niebieskie drzwi!! O tak! To jest bardzo dobry pomysł! Zróbcie to. My kupiliśmy dom (nie budowalismy) który miał (ma nadal – bo, tak jak mówisz, priorytety) kostke i marzymy żeby ja wywalić i dac coś naturalnego,także rozumiemy niechęć do kostki. Niech każdy ma to co lubi. Jedni lubią kostki, jedni nie. I chwala wszystkim za to, bo mieszkalibysmy wszyscy w takich samych domach. Pozdrawiam

  2. Taaak! Czerwone drzwi i złota kołatka! Masz piękny dom i pięknie o nim piszesz! Widać, że jest wypełniony dobrymi uczuciami, miłością- pozazdrościć można…. Dla mnie dom to jednak niestety nieosiągalne marzenie (z różnych powodów) ale z wielka przyjemnością oglądam Twój! I jeśli mogę tak powiedzieć, to bardzo się nim cieszę ! 😘

  3. Jesteśmy z mężem nauczycielami. Nie mamy zdolności kredytowej. Wydaje mi sie, ze w Warszawie nic w zwiazku z programem mieszkanie plus sie nie dzieje. Jest walka polityczna, czlowiek niewazny..

  4. Cześć Saro!
    Taras macie uroczy:) W tym roku też zakładaliśmy z mężem trawnik i sadziliśmy pierwsze drzewka i krzaki i cieszymy się tak, jak Wy. Fajnie, że Fera zaakceptowała kociaka. Nasz pies od małego namiętnie poluje na koty, więc…
    Co do podjazdu czy ścieżki do schodów, uważaj na kostkę drewnianą. Moi rodzice wyłożyli taką kostką ścieżkę, ale w trakcie użytkowania okazało się, że gdy jest mokro, kostka robiła się bardzo śliska. Wyglądało to bardzo ładnie, ale się nie sprawdziło. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Niebieskie…jak w Grecji…działają odpychająco na insekty :)…
    a psychologia koloru mówi o kolorze niebieskim jako symbolice potrzeby dokonań, tworzenia czegoś oryginalnego, społecznej aprobacie, mądrości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.