TOAST!

Zabawne, bo te zdjęcia robiliśmy niecałe dwa tygodnie temu, kiedy jeszcze żar lał się z nieba, wszyscy mówili „niemożliwie gorący wrzesień”, sukienka wydawała się zupełnie naturalnym strojem i nie wypadało pakować stóp w cokolwiek innego niż sandały.
Dziś rano sukienka zsunęła się z wieszaka, spojrzałam na nią z rozrzewnieniem, a czas, kiedy ją nosiłam, wydał mi się tak odległy.
Dzień wcześniej dzieci poprosiły, żebym zniosła im ze strychu zimowe kurtki i czapki. – Faktycznie – pomyślałam – nie zatrzymam lata, jeśli będziemy chodzić w krótkich rękawkach.
Buszując w pudłach, przypomniałam sobie ten szczęśliwy moment, kiedy zimę z jej ociężałymi puchowymi stylówkami zatrzasnęłam na strychu, aż wieszaki odetchnęły i rozprostowały garby.
A więc Jesień. Lipy za oknem w żółtych kreacjach. Ja na sofie w podwójnych skarpetach i w swetrze.
Jak zwykle o tej porze roku wracam do jesiennego motta agenta Coopera z Twin Peaks:
Każdego dnia, raz dziennie zrób sobie jakiś prezent. Nie planuj go, nie czekaj na niego, pozwól, by do Ciebie przyszedł. To może być nowa koszulka z działu męskiego, drzemka w biurze albo dwie filiżanki, dobrej, gorącej, czarnej kawy.

Te zdjęcia zrobiłam, bo chciałam Wam pokazać, jak wyglądałam na ślubie mojej ukochanej P. w roli świadkowej.
Wyobraźcie sobie, że P. kupiła na Zalando za grosze białą kieckę i oznajmiła, że będzie to jej suknia ślubna.
Podskoczyłam z ekscytacji i zapytałam, czy mogę o tym napisać na blogu, na to ona, że oczywiście, ale dopiero po ślubie. Co więcej, P. oznajmiła, że dla mnie sukienkę też ma, bo może mi pożyczyć tę, w której ona była niedawno świadkową. Ponieważ P. jest bardzo malutka i filigranowa, mogłam spokojnie wziąć ją na ręce i nosić przez te wszystkie miesiące, których nie poświęciłyśmy na mierzenie sukienek.
Dosłownie dwa tygodnie przed ślubem uderzyła mnie ta myśl, że sukienka, w której będę ja, jest chyba bardziej strojna od ślubnej!
Tak nie mogło być, wszak nie ma nic gorszego niż świadkowa, która chce przyćmić pannę młodą.
Tak oto stałam się właścicielką cielistej prostej kreacji, którą widzicie na zdjęciach. Podobnie jak przyszła panna młoda, kupiłam ją za grosze i przez internet oraz w imię zasady, że ma mi posłużyć na wiele innych okazji.

Tymczasem P. ma męża. Strasznie się cieszę, bo to piękna miłość i super facet, tylko nie mam pojęcia, co my z nim zrobimy, kiedy przyjadę do P. na nasz tradycyjny dziewczyński weekend bez chłopaków?!

Filiżanką dobrej, gorącej, czarnej kawy wznoszę toast. Za P. na nowej drodze życia i za Jesień.






sukienka – Reserved | sandały – CCC | torba – gdzieś w internecie dawno temu

You may also like

8 komentarzy

  1. Widziałam te oferty sukni ślubnych na Zalando i H&M i uważam, że to super sprawa! Nie trzeba wydawać miliona monet, a jak ktoś nie ma marzenia odnośnie swojej sukni ślubnej to idealna opcja. A teraz jeszcze są generalnie modne skromne rustykalne suknie (sukienki bardziej) ślubne.

    Ja osobiście na taki wielki dzień trochę czułabym się mało… ważnie w sukience pt. „Dzień dobry, poproszę trochę ślubu”. Wybrałam raczej na przekór modzie i idę… jak ruska księżna! 😀 Ale niestety, kwota czterocyfrowa zniknie z konta… :/

    Pozdrawiam!

  2. Mam sukienkę z tego samego materiału,czarną z długim rękawem z takim samym supełkiem. Kocham ją nad życie. Latem do sandałów, zimą do luźnego swetra i kryjących rajstop.

  3. Ciekawa jestem, jak taka suknia z Zalando prezentuje sie na oltarzu i pannie mlodej. Sama szykuje sie do slubu i sklaniam ku sukni z sieciowki, ale troche sie boje, ze bede wygladala jak Kopciuszek…przed pojsciem na bal. 🙂

  4. Do ślubu poszłam w koronkowej, „babcinej” sukience, przewiązanej w pasie wstążką. Kupiona w Bonprix za grosze. Buty z ccc za 80 zł. Czułam się najpiękniejszą kobietą świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.