O POWROTACH DO DOMU…

Coś Wam powiem. Uwielbiam powroty do domu.
Od dziecka to kochałam. Z jednej strony żal było skądś wyjeżdżać, ale jak dobrze było wracać.
Po dwóch tygodniach nieobecności, dom zdawał innym miejscem. Nagle sobie przypominałam, że jest przecież tak piękny. I przytulny! Ale najbardziej, już od drzwi, uderzał zapach.
Bo każdy, ale to każdy dom na świecie, ma swój własny zapach. To jakby linie papilarne domu. Tożsamość domu jest w zapachu.
Na co dzień zupełnie go nie zauważamy. Ale wystarczy dzień nieobecności, żeby bezpardonowo wdarł się nam do nosa.
Po zapachu poznałabym każdy z domów moich przyjaciół, mój dom rodzinny, dom babci.
W każdym z nich zapachy mieszają się, ale zawsze jest jakaś dominująca nuta.
I tak dom mojej przyjaciółki, to świeżo wyprana pościel. Dom rodziców to drewno. Dom babci – przypalone mleko.
Zabawne, ale najtrudniej ustalić bukiet aromatów we własnym domu.
Kiedy jeszcze byłam dzieckiem, zapach domu, witający mnie od progu, jak stęskniony pupil, był przede wszystkim wonią przebywania w swoim miejscu na ziemi. Jakby niespieszną melodią, gdzie na pięciolinii tłoczyły się te wszystkie nuty. Od ciasta drożdżowego po niewylaną z wiadra wodę.

Uwielbiam powroty do domu. Na swoje śmiecie. Zaraz po zapachu, jest to namacalne wręcz poczucie bycia u siebie. I naprawdę nieważne gdzie jesteś. Przez wiele lat mieszkaliśmy w miejscu, które było jakimś niedorzecznym psikusem architekta. Niespełnionego Gaudiego. Tak więc była tam przechodnia łazienka. Kuriozalnie krzywe ściany. Irracjonalnie małe drzwi…
Ale nigdy nie zapomnę, z jaką radością tam wracałam! Było, jakie było, ale było moje. Moje miejsce na ziemi. Chroniące mnie przed światem, potwornie krzywe cztery ściany.

Kiedy wyjeżdżamy, zawsze zostawiam porządek. Bo powrót do domu jest wspaniały, ale powrót do czystego domu, to już niemal ekstaza.
Wyobraźcie więc sobie, że kiedy lecieliśmy do Brazylii pięć lat temu, wypucowałam mieszkanie na zicher, jakby to powiedziała moja mama Ślązaczka, czyli na błysk!
Przed samym wyjazdem na lotnisko do Warszawy, zgubiliśmy klucze od samochodu! Boże, co to były za nerwy. Ile tam padło wyzwisk, gróźb i obelg. Ile razy się rozwiedliśmy, nie zliczy tego nikt. W akcie zupełnej desperacji przerażeni wizją odlatującego bez nas samolotu, w szale i amoku, zaczęliśmy przetrząsać dom. I jeżeli kiedykolwiek na filmach widzieliście splądrowany dom, to zaprawdę powiadam Wam – nasz wyglądał gorzej. Wywaliliśmy wszystko. Ze wszystkich szaf, szafek i szafeczek. Jedna szuflada się nie ostała. Nie znaleźliśmy kluczy.
Nic dziwnego, bo cały czas były w kieszeni spodni mojego męża. Głupia, założyłam, że tam sprawdził najpierw.
Zdążyliśmy na samolot. Co prawda już w separacji.
Brazylijskie słońce nas pogodziło, a nawet pobłogosławiło nasz związek na nowo. Rozkoszowaliśmy się wakacjami, kiedy zadzwonił telefon. Sąsiadka, która opiekowała się mieszkaniem podczas naszej nieobecności. Nie wiedziała jak przekazać mi tę straszną wiadomość… Ktoś się do nas włamał! Dom splądrowany! Wobec tej tragicznej nowiny poinformowałam ją, że własnoręcznie zrobiłam ten burdel.
Następnie zaś zrobiło mi się żal potencjalnych włamywaczy, że zastaną taki sajgon w domu.
I to był jedyny raz w moim życiu, kiedy do domu wracałam całkiem smutna.

A teraz? Wracamy wreszcie do naszego domu. Jeszcze tyle tu do zrobienia. Straszą puste ściany, po suficie wiją się gołe kable i ciągle trzymam ubrania w pudłach.
Ale ten zapach, kiedy otwieram drzwi… Ta nieuchwytna błoga nuta. Po prostu mój dom.
Jestem u siebie. Wchodzę do kuchni. Włączam muzykę. Robię kawę.

Uwielbiam powroty do domu.

You may also like

14 komentarzy

  1. Powtory sa najpiękniejsze i trzeba sie cieszyć ,że mamy do czego wracać.
    Zawsze jak jestem w podróży i widzę bezdomnych , to strasznie mi smutno i zal , że nie mają swoich domów i dokąd wrócić … ,bo ja bardzo się cieszę na powrót do domu(mieszkania) , choćby nie wiem jak cudnie na wyjazdach było…
    Cieszę sie ,że mam rodzinę i do czego wracać

  2. Ja też uwielbiam powroty do domu 🙂 I to poczucie, że wraca się do czegoś własnego, do swojego miejsca. Kiedy wynajmowałam pokój, to powroty tam były ciężkie… Ale powrót do swojego własnego mieszkania jest przyjemny, nawet po najlepszym urlopie 🙂

  3. Ja też lubię wracać do domu, ale bardziej do takiego poczucia ‚bycia sobą u siebie’ Często mam tak, że w domu odpoczywam po prostu najlepiej, lepiej niż na wakacjach 🙂

  4. Saro, ciężki dzień za mną, zarwana noc i dzisiaj też juz dochdzi północ kiedy jeszcze na koniec, na ostatnie zerknięcie sprawdzilam czy cos napisalas. I jest!!! Czytam i ryczę, ryczę ze smiechu…też czesto podróżujemy i klucze niestety też czesto gubimy😟
    Myślałam, ze to tylko my tak mamy… 10 walizek, dzieci, torby podreczne, malowanki, kolorowanki, kocyk na zimno, bluzka na zmiane, worek z paszportami i jednego brak…
    Czujesz to,prawda???
    W ogole mam wrazenie ze my czesto na wakacje jedziemy obrażeni, w separacji….jak dobrze, ze Wy też…
    Dziekuje za tego posta.
    Jesteś wspaniała i zarazem az do bolu normalna.
    🙂

  5. Jutro wracam do domu z 5-ciodniowych wakacji w szpitalu. Już nie mogę się doczekać (choć najpewniej zastanę tam niezły armagedon ;P).
    Pięknie to napisałaś Saro :)!!!

  6. Bardziej jestem przywiązana do swoich książek i poduszek, a w wakacje mama mawia o mnie „tam dom twój, gdzie plecak twój”, ale zapach mojego studenckiego mieszkania to magia. Najbardziej w nim czuć mocne przyprawy kuchni mojej współlokatorki, czasami parówki i świeże pranie. Akademiki też pachną fascynująco – czy to Poznań, czy Kraków, zawsze mają jakiś nieuchwytny zapach taniego hotelu i zupek chińskich, plastiku.

  7. Ja nie o powrotach lecz o zapachu… Wyjechałam z rodzinnego domu dosyć wcześnie (15 lat) za wykształceniem… potem (19 lat) za wykształceniem i chlebem. Pewnego dnia wracałam utrudzona po ciężkim dniu pracy do kawalerki,która wynajmowaliśmy razem z ukochanym R. Od wejścia na klatkę bloku uderzył mnie zapach! Pomyślałam: „Rety! Pachnie jak w domu!” Po krótkiej chwili jednak czar prysł bo pomyślałam: „ O matko! Okradli nas!” gdy zorientowałam się chwytając za drzwi mieszkania,że są otwarte. Tyle,ze w środku nie było złodziei tylko moi Rodzice… Mama właśnie odgrzewała obiad… stąd ten zapach! To pierwszy raz kiedy moi Rodzice mnie sami odwiedzili-uknuli cały plan z moim R. z okazji moich urodzin.

  8. A ja dziś właśnie obudziłam się z taką myślą, jak dobrze się wraca do domu, do kraju. Patrzę a u Ciebie ten tekst – telepatia? :-O

  9. też tak mam że jak wracam z urlopu czy nawet krótkiego pobytu poza domem to uwielbiam ten moment kiedy wchodzę i oblatuję cały dom i pytam czy za nami tęsknił?? Zasnąć na własnej poduszce, poczuć znajome zapachy to jest magia……… Podziwiam i współczuję ludziom którzy ciągle są na walizkach, nieustannie się przeprowadzają, nie mają czasu poczuć zapachu swojego otoczenia.

  10. Drugi rok trzymam ubrania całej rodziny w kartonach. Ale są w produkcji męża meble do garderoby, przewalają się płyty po garażu i domu. Jest nadzieja, znając prędkość męża, odległa;) cieszę się, że też komuś wystają kable i ciuchy z pudła i nie jestem sama;))) góra domu to pobojowisko, jakbyśmy się wczoraj wprowadzili. Zresztą salon tez trochę tak wygląda. Dzieci, jak im niedawno żyrandole zrobiliśmy, skakały z radości, nie wiedziałam, że 4 i 7 – letnie dziecko tak ucieszy żyrandol ;)))) ale zapach zawsze cieszy po powrocie… :)) znam jeden dom, w którym nie najlepiej się czuję psychicznie, zapach jest ciężki, lekko zatęchły jakby, nawet jak wywietrzą… słabo mi jak tylko wejdę…. no ale z resztą domów mam piękne wrażenia od pierwszego wdechu :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.