O STAROŚCI…

Spotkałam ich zupełnie przypadkowo. Akurat wracałyśmy z P. z zakupów, rozchichotane i szczęśliwe. Drzwi na klatkę schodową były otwarte, całym ciężarem ciała przytrzymywał je staruszek, w ręce trzymał kule ortopedyczne. Metr od niego, z trudem pokonywała schody staruszka. Jedną ręką kurczowo trzymała się poręczy. W drugiej, podobnie jaj jej mąż, miała kule, które rozjechały się teraz pokracznie i wyglądały jakby były kulami u nogi.
Ciężko dyszała, a po jej czole w mozołem gramoliła się stróżka potu, jakby chciała dotrzymać tempa staruszce. Spojrzałam na jej opuchnięte kostki. I drżący nadgarstek uczepiony poręczy. I czerwoną ze zmęczenia twarz.
– Czy jakoś możemy pani pomóc?
– Nie dziewczynki! Dziękuję, lećcie sobie na górę, bo ja tu jeszcze będę się siłować z tymi schodami – odpowiedziała radosnym głosem, tak bardzo niepasującym do tej niezręcznej sytuacji.
W jej oczach zobaczyłam błysk, a na ustach szminkę. Jakby ktoś zrobił jej potworny dowcip i zatrzasnął w tej klatce niemocy. I nawet jej mąż, jedyne co mógł zrobić, to stać tam na dole, podtrzymywać ją na duchu i patrzeć. Patrzeć jak ta żona z dziarskim błyskiem w oku, walczy z pięcioma stopniami, jak Wanda Rutkiewicz z Everestem.
Pożegnałyśmy ich życzeniami dobrego dnia i poszłyśmy na górę. Nigdy nie korzystamy z windy. Dla kondycji idziemy schodami.
Na ułamek sekundy ta nasza lekkość potwornie nam zaciążyła. Milczałyśmy i nagle P. powiedziała:
– Wiesz, oni zawsze muszą wyjść z domu godzinę wcześniej, żeby przejść te 30 metrów do taksówki.
Na piątym piętrze, na które weszłyśmy nawet nie łapiąc zadyszki, zerknęłyśmy przez okno. Alejka przed blokiem była pusta. To oznaczało, że tam na dole staruszka nadal walczyła z masywem bezdusznych schodów.

***

Przed Centrum Kultury w Lublinie jest park z placem zabaw. Kiedy tylko pogoda dopisuje park tętni śmiechem i wrzaskiem. Uwielbiam to miejsce. Wartko spływa życiem.
Gdybyś siedział tam cały dzień, to zobaczyłbyś rankiem i popołudniem rozczulającą scenę.
Małżeństwo w bardzo podeszłym wieku. Są drobni, wręcz filigranowi, jak dzieci. Na spacerze z psem. Ubrani wyjściowo. Ona zawsze w sukience, z ułożonymi włosami. On w garniturze, nieco za dużym, ale nadal wygląda dostojnie. Ona idzie metr przed nim. On szura nogami, wpatrzony w jeden punkt. Pies merda ogonem.
Okrążają plac zabaw. W nieskończoność.
W międzyczasie dzieci orbitują wokół placu z zawrotną prędkością.

***

Jest takie osiedle w Lublinie, LSM. Urocze miejsce. Bardzo zielone. Jedni twierdzą, że to architektoniczny koszmar, inni że arcydzieło. Mówią, że to osiedle starych ludzi. Faktycznie, kiedy tylko wychodzi słońce, ławki szczelnie zapełniają się seniorami i gdyby mógł to widzieć Oscar Hansen, który osiedle projektował, pewnie byłby szczęśliwy, że place i skwery tak gęsto tkane są obecnością ludzką.
Siadają na ławce. Matka z córką. Obie mają laski. I bialusieńkie włosy. I bardzo podobne twarze, przykryte woalką zmarszczek.
Kilkadziesiąt lat temu to matka pomagała córce stawiać pierwsze kroki. Dziś córka pomaga matce stawiać te ostatnie.
Zastygają na ławce, chłonąc popołudniowe światło.
Skwer pulsuje.
Młode zmęczone matki bujają w głębokich gondolach swoje nowo narodzone pisklęta.

***

Kątem oka widzę ją regularnie, kiedy pracuję. Całymi dniami wygląda przez okno. Jakby ta nerwowa ulica była najpiękniejszym seansem. Pali papierosa.
Łapczywie chłonie te tytoniowe opary i zgiełk miejski. Na moment znika wewnątrz. Widzę jak kołysze się po niej biała firanka. Po chwili wraca. Z następnym papierosem. Zaciąga się z namaszczeniem i wraca do kolejnego odcinka ulicznego serialu.
Stukam w klawiaturę i zapominam o niej. Godzinę później biorę oddech, a staruszka jest tam gdzie była. W oknie. Już nie wiem, z którym papierosem.
Jak dobrze, że nikt nie może wyłączyć jej tego ulicznego tasiemca.

***

– Kiedyś ludzie bardziej lubili rozmawiać – mówi starszy pan do mojej bratowej, która dosiada się do niego na ławce. – Wie pani, jak się w bloku mieszkało, to znało się wszystkich sąsiadów. Ten zajrzał na kawę, tu się poszło na herbatę. Na schodach jak się ludzie mijali to zagadywali. Jakoś tak było raźniej. A teraz, jak już sąsiedzi poumierali, to młodzież wynajęła te mieszkania i oni jacyś tacy niechętni do rozmowy. No tak obco się człowiek czuje. Bo wie pani, nawet jak tak człowiek zagada, to zaraz myślą – dziwak. I wcześniej mi to nawet nie przeszkadzało, ale rok temu żona mi umarła, a dzieci za granicą mieszkają i… no nie ma do kogo gęby otworzyć. Ale wie pani, ja tak lubię ubrać się elegancko i wyjść na spacer. Siadam tu sobie i patrzę na ludzi. A jak ktoś wygląda sympatycznie, tak jak pani – to zagadam, a co! I wie pani, mam taką zasadę, że dużo się uśmiecham, to zawsze pomaga.

Udajemy, że jej nie ma. Nie chcemy o niej słyszeć. Jest zgryźliwa, upierdliwa, niechciana, niedołężna.
Gorączkowo prasujemy zmarszczki. Sobie. Innym. Światu.
Tymczasem jest. Tu obok. I przed nami wszystkimi. Starość.
To bywa niełatwe, ale zauważ ją Człowieku. Wysłuchaj. Może nawet się do niej uśmiechnij.

You may also like

20 komentarzy

  1. Wygralas dzisiaj moje serce swoja wrazliwoscia, Saro. Mam nadzieje byc kiedys staruszka z blyskiem w oku i szelmowskim usmiechem. Tak jak moja babcia, ktora gdy przyjezdzam niesie mi do stolu herbate z malinami, podpiera sie przy tym dwoma kulami. Nigdy nie pozwala sobie pomoc z ta herbata. Powiedzialam kiedys, ze sie martwie, ze upadnie, to odpowiedziala ‚jak upadne, to bedzie nam jeszcze weselej’. Zasmiala sie przy tym tak serdecznie.

  2. Jak zawsze masz wspaniały dar postrzegania rzeczywistości i „ubierania ją” w słowa.
    Zgadzam się z Tobą w 100%. Starość, stoi przed Nami wszystkimi.

    Ja bym jeszcze dodała, że tuż za nią (czasem prędzej, czasem później) stoi po prostu Nasz koniec egzystencji.
    Tak, to straszne… ale nieuniknione… I czymże są (w obliczu takiej prawdy) wszystkie dobra materialne, o które zabiegamy?

  3. Przez Twoje wpisy niejednokrotnie mam łzy w oczach.. Potrafisz to wszystko tak pięknie ubrać w słowa, że człowiek ma w głowie refleksje jeszcze długo po przeczytaniu wpisu.. Szkoda, ze u nas ta starość jest tak ciężka i często smutna – brak pieniędzy, brak czasu ze strony najbliższych, różne dolegliwości..

    Mieszka u mnie w bloku jeden starszy Pan, bardzo kulturalny, zawsze w garniturze, zawsze elegancki. To jest to pokolenie, od którego moglibyśmy się mnóstwo nauczyć.

  4. Opisałaś moją ulubioną parę, którą obserwuję na skwerze niedaleko Centrum Kultury. Z racji tego, że pracuję obok widzę tych Państwa przed okno kilka razy dziennie. Obydwoje są bardzo eleganccy i stylowi. Idąc powolutku zawsze razem wyprowadzają psa. Ich widok zawsze mnie rozczula. Przywiązałam się już do nich tak, że martwię się gdy ich dzień lub dwa nie widzę…

  5. Przeczytałam, przepadłam, zostaję.
    Lubię obserwować ludzi, całe życie marzyłam, by mieszkać z okami na ulicę. Może mam starą duszę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.