PODZIWIAM, JAKĄ JESTEŚ DOBRĄ MAMĄ!

Nigdy nie zapomnę pewnego telefonu od mojej przyjaciółki. Dopiero co urodziła dziecko, hormony jeszcze się nad nią pastwiły. Była wściekła i bliska płaczu: „Nie mogę jej znieść! W końcu jej wszystko wygarnę!! – krzyczała do słuchawki – Jej dziecko jest raptem dwa miesiące starsze od mojego, a ona już jest ekspertem od wychowywania! Nawet jej o nic nie pytam, a ona ma mnóstwo rad i sugestii! Przecież ja oszaleję! Przez nią mam wrażenie, że z moim dzieckiem jest wszystko nie tak!” – grzmiała.
Zrobiło mi się jej bardzo żal i jednocześnie poczułam ogromną ulgę, że jako pierwsza spośród znajomych wstąpiłam na szlak macierzyński, na oślep przedzierając się przez gąszcz rodzicielskiej mitręgi. Na szczęście.
Koleżanki „dobre rady” bawiły się wówczas na imprezach i nie w głowie im było matkowanie. W spokoju więc mogłam popełnić wszystkie drogie błędy, które są naturalne, potrzebne, ludzkie i nieuniknione.

#jak to było u mnie
Kiedy ja oczekiwałam pierwszego dziecka, towarzyszył mi spokój. Nie miałam najmniejszej potrzeby czytania poradników czy gazet z cyklu „pierwsze maleństwo”. Czułam wręcz niechęć do tego typu literatury. Instynkt podpowiadał mi, że poradzę sobie w nowej sytuacji. Miałam czwórkę młodszego rodzeństwa, pomagałam rodzicom przy noworodkach i niemowlakach. To wszystko wydawało mi się czymś naturalnym, a jednocześnie miałam świadomość, że mimo szczerej chęci bycia jak najlepszą matką, popełnię błędy.
A później przyszła na świat Marynia z orszakiem nieznanego. Pamiętam, jak bardzo płakałam, kiedy złapała pierwszy katar. Jak serce pękło mi na milion kawałków, kiedy odparzyłam jej pupę. Jak zrozumiałam, czym jest nawał pokarmu.
Jak z bólem demaskowałam macierzyństwo.
I choć cienie równoważyły się z blaskami, miałam poczucie, że odkrywam jakiś nowy świat. Świat mój i dziecka. Coś, czego żaden poradnik nie mógł sobie po prostu wyobrazić.
Nasze intymne wzloty i upadki.
Pamiętam, że bardzo zaimponowała mi wtedy moja mama. Sama wychowała piątkę dzieci, ale nigdy nie próbowała być ekspertem od wychowania moich. Dzwoniła i pytała, jak sobie radzimy, kiedy potrzebowałam rady – radziła, nieproszona nie raczyła mnie pouczeniami.
To dawało mi poczucie, że jestem dobrą matką. Niedoskonałą, ale wystarczająco dobrą.

Ale tak było u mnie, a każdy ma inne potrzeby. Znam ludzi, którzy nie podejmą się żadnego wyzwania bez zapoznania się z całą istniejącą na dany temat literaturą, nie wyłączając z tych działań macierzyństwa. Czują się pewniej, kiedy wiedzą wszystko na dany temat. Niewiedza wytrąciłaby ich z równowagi. Czuliby się bezsilni wobec nowej rzeczywistości.

#napisz poradnik!
Po mamie więc przyjęłam zasadę, że w sprawach wychowywania odzywam się proszona oraz nie mówię jak jest, ale jak to było u mnie.
Nieraz słyszę: „Sara, ty masz trójkę! Napisz poradnik!”
Czyli trójka wystarczy, żeby zostać ekspertem od ogółu? W moim odczuciu nie.
Przypominam sobie wtedy historię mojej przyjaciółki M. Jako pierwszego urodziła syna.
Ślicznego, zdrowego, cudownego. Nie płakał, przesypiał całe noce od pierwszego dnia życia, zaczął mówić i chodzić, mając rok. Uwielbiał bawić się sam, był zawsze wesoły i uśmiechnięty, a do tego niezwykle elokwentny.
M. pękała z dumy. Oczywiście w jej przekonaniu syn nie był taki sam z siebie – był taki, bo tak został wychowany. Odkryli tajnik, jak być rodzicem idealnym. Wystarczy się wysypiać, nie denerwować, pozwolić dziecku na bycie indywidualistą – skoro tak chętnie bawi się całymi dniami samo, to po co mu przeszkadzać?
Kolejna ciąża mojej przyjaciółki była więc tylko formalnością. Sekretny składnik już znała.
Tymczasem na świat przyszła jej pierworodna córka. Kiedy pierwszą noc po powrocie do domu rozdarł demoniczny wrzask, M. nie wiedziała, co to za odgłos.
Ze zdumieniem odkryła, że źródłem nieposkromionych decybeli jest jej nowo narodzona córka.
Nie mogła wiedzieć, że ten histeryczny ryk to zaledwie preludium do dwuletniej arii o nieprzespanych nocach.
Ale jak to? Przecież stosowała te same sprawdzone triki rodzicielskie?! Po prostu –urodziła innego człowieka. Z innym charakterem. Z innym temperamentem. Z innymi potrzebami.

#każde dziecko jest inne, każda matka jest inna
Moje dzieci, cała trójka – były do siebie podobne w początkowych latach. Żadne nie miało kolki, generalnie były grzeczne i stosunkowo bezproblemowe.
Od początku spały same w swoich łóżeczkach. Nie lubię, nie potrafię spać z dziećmi. Budzi mnie każdy głośniejszy oddech, każdy najdrobniejszy ruch. Spanie z dzieckiem oznacza dla mnie de facto niespanie. Wolałam wstać 365 razy w nocy do dziecka, niż spać z nim w jednym łóżku.
Wielu moim bezdzietnym koleżankom bardzo się to wtedy spodobało – też tak zrobię! Świetne rozwiązanie – rodzice mają swoją przestrzeń, dziecko swoją. Super.
A potem na świat przychodziły ich dzieci i przewracały postanowienia do góry nogami. Niektóre za nic w świecie nie chciały leżeć same w łóżeczku. Darły się wniebogłosy. Uspokajało je dopiero spanie z rodzicami. Znowu inne koleżanki odkryły, że to one kochają spać z dzieckiem!
Jak moja mama – dziwiło ją, że ja odkładam niemowlę do łóżka, podczas kiedy dla niej najpiękniejszym macierzyńskim doświadczeniem było „zakopanie się pod kołdrą z noworodkiem”.
Na te chwile czekała całą ciążę.

Albo odpieluchowanie – niełatwa sztuka, każdy rodzic, który już tego doświadczył, potwierdzi.
Ja trzykrotnie dokonałam tego w ten sam sposób – dwa tygodnie wyjęte z życia.
Zabawa pt. „złap klocka na czas”.
Odstawiałam pieluchę i życie literalnie zaczynało się kręcić wokół nocnika. Stosowałam rozległy system nagród i pozytywną motywację. Do tego stopnia, że jedno z dzieci, nie będąc w stanie zasilić nocnika, wrzuciło doń rodzynkę i oczekiwało ode mnie nagrody.
Po dwóch ciężkich tygodniach pieluchy stawały się wspomnieniem.
Ale znowu – u wielu moich koleżanek to się całkiem nie sprawdziło. Były dzieci reagujące histerią na sam widok nocnika, takie, których nie motywowało nic, takie, które bez pieluchy czuły się bezbronne, takie, dla których dwa tygodnie to był dopiero początek żmudnego procesu.

Czy karmienie piersią. Setki razy byłam pytana, jak odstawić dziecko od piersi. Moje dzieci odstawiały się same, kiedy miały 11 miesięcy. Każde tak samo. Dosłownie z dnia na dzień.
To w ogóle było bardzo zabawne, bo jednego dnia życie kręciło się wokół cycka, a następnego dnia na tego samego cycka patrzyły jak na przybysza z kosmosu.
Czy w związku z tym, mogłabym powiedzieć każdej z koleżanek – spokojnie, w wieku 11 miesięcy odstawi się samo? No nie.
Bo każde dziecko jest inne i każda matka jest inna.

#samozwańczy ekspert
Pewnie nie ma matki, która tego nie doświadczyła – samozwańczy ekspert od wychowywania dzieci, specjalizacja – dzieci cudze.
Taka osoba posiada tajemną wiedzę na temat Twojego dziecka, biegle posługuje się imperatywami kategorycznymi, sprawnie operuje zdziwieniem oraz posługuje się swoim przykładem, który to jest potwierdzeniem absolutnym dowodzonej tezy wychowawczej. Oczywiście ta osoba ma na drugie Kant i życzyłaby sobie, aby sposób, w jaki postępuje, stał się prawem powszechnym.
MUSISZ: zrobić to i sro, kupić to i sro, jeść to i sro, iść tam i sram.
OOO, MA TYLE I TYLE I JESZCZE NIE ROBI TEGO I SREGO? A próbowałaś już zrobić to i sro, kupić to i sro, jeść to i sro, iść tam i sram.
Kiedy spotkasz na drodze taką osobę, masz pełne prawo poczuć się źle i zwymiotować rozumami, którymi zostałaś właśnie poczęstowana. Bo to są wszystkie rozumy świata i jeden żołądek ich nie przerobi.

#jej wysokość wrażliwość macierzyńska
To jest tak, że zwrócenie innej matce uwagi, czy zasugerowanie, że coś mogłaby robić lepiej/inaczej, nie jest nigdy TYLKO uwagą.
To sugestia, że matka jest niewystarczająco dobrą matką.
Jej Wysokość Wrażliwość Macierzyńska to potęga. Poruszenie najdrobniejszej struny może wprawić w ruch arię łez i rozpaczy.
Z tą siłą nie warto igrać.
A w tej początkowej fazie, kiedy człowiekiem jeszcze dyrygują hormony…
Pamiętam, jak z płaczem zadzwoniła do mnie koleżanka, bo jej teściowa zasugerowała, że jest za zimno na spacery z dzieckiem. Wyła do słuchawki. Dla niej delikatna sugestia teściowej była potwornym komunikatem o treści: „JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ, SKRZYWDZIŁAŚ DZIECKO, PRAWIE UMARŁO Z ZIMNA”.
Nie mogłam jej uspokoić.

#powiedz innej mamie coś dobrego
Moja mama powiedziała mi kiedyś, że jest dumna z tego, jak dobrą jestem matką. Pamiętam, że odebrało mi mowę. To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
I więcej. To zmotywowało mnie bardziej do bycia dobrą matką, niż kiedykolwiek, jakakolwiek krytyka.
Więc może, zamiast dostrzegać niedociągnięcia innym mam, zauważyć to, co dobre?
Powiedzieć innej mamie: „podziwiam, jaką jesteś dobrą Mamą”.

To może ja pierwsza. Kochana Czytelniczko, podziwiam, jaką jesteś Dobrą Mamą”.

You may also like

18 komentarzy

  1. Oh Saro jakie to wszystko prawdziwe! jak często czytasz w moich myślach 🙂 spotkało mnie ogromne szczęście posiadania Mamy z takim samym podejście jakie ma Twoja Mama i na pewno na zawsze będę jej za to wdzięczna 🙂 co do rad wychowawczych, podobnie jak Ty, ich nie udzielam. Jedyne co mi pozostało, to nabycie znieczulicy na wszelkie nieproszone rady, które dostaję. Saro jestes fantastyczną Mamą 🙂 Miłego dnia!!! Ściskam.M.

  2. Pani Saro, nie jestem matką, ale jest Pani niesamowita w tym, jak Pani opisuje codzienność. Zazdroszczę ubierania w tak trafne sformułowania tego, co podświadomie wydaje się oczywiste. Trafia Pani zawsze w samo sedno w każdym poście. To naprawdę wspaniałe, że tworzy Pani tego bloga i dzieli się swoimi przemyśleniami.

  3. Sara, dziękuję Ci serdecznie za ten wpis. Właśnie jestem po mega awanturze z moją czteroipółletnią córeczką i mam sobie wiele do zarzucenia, jak to zwykle w takich momentach bywa. Zgadzam się z Tobą, że sami wiemy co jest dla naszego dziecka najlepsze. I zgadzam się też z tym, iż słowo „wsparcie” nie jest jednoznaczne ze słowem „doradzić”, ” przekonać”, „wtrącić się” itd. Otworzyłaś mi oczy…Myślę, że jesteś dobrą mamą, też dlatego, że sama masz wspaniałą mamę. Pozdrawiam

  4. Sara, dziękuję Ci serdecznie za ten wpis. Właśnie jestem po mega awanturze z moją czteroipółletnią córką, która ma niezwykle silny charakter. Mam sobie wiele do zarzucenia, ale mam też niekiedy wrażenie, że ludzie wokół mnie także mi to i owo zarzucają, chociaż naprawdę nie pozwalam dziecku na wszystko i wychowuję je jak umiem najlepiej. Zapominamy, że słowo „wspierać” nie oznacza, „wtrącać się”. Otworzyłaś mi oczy. Myślę, że jesteś też dobrą mamą, bo sama masz mądrą i dobrą mamę. Pozdrawiam

  5. „Powiedzieć innej mamie: .” Kocham Cię za to. Nie jestem matką i daleko mi do tej roli, ale nie wpadłabym na pomysł, żeby powiedzieć coś takiego koleżance, która ma własne potomstwo. Nie spodziewałam się, że może tego tak bardzo potrzebować. Nie zaglądam na blogi parentingowe, więc skąd mam wiedzieć z czym mierzą się matki? Ale u Ciebie przeczytam wszystko i całe szczęście, bo już wiem jak mogę dodać komuś choć trochę otuchy.

  6. Saro, dziękuję za wzruszający test. Dziękuję też, za refleksję nad tym co piszesz. Tak, my matki stanowczo zbyt rzadko doceniamy i chwalimy inne matki. Najwyższa pora to zmienić.
    Ja podobnie jak Ty, przecierałam macierzyńskie szlaki wśród koleżanek, rodziłam pierwsza kilka lat przed wszystkimi. Mogłam popełniać własne błędy, co wydaje mi się bardzo ważne dla każdej początkującej w tej roli mamy, bez oceniania i wytykania błędów. Teraz jako mama dwójki, staram się służyć radą, jeśli ktoś jej ode mnie potrzebuje, ale chyba najgorsze co może być to wciskanie komuś na siłę własnego zdania i doświadczeń. Nie, najgorsza to zdecydowanie ocenianie i instruowanie innych co mają robić lub co my byśmy zrobiły na jej miejscu. 🙂

  7. Świetny post! Moje perełki:

    – „Odstawiałam pieluchę i życie literalnie zaczynało się kręcić wokół nocnika. Stosowałam rozległy system nagród i pozytywną motywację. Do tego stopnia, że jedno z dzieci, nie będąc w stanie zasilić nocnika, wrzuciło doń rodzynkę i oczekiwało ode mnie nagrody.”

    – „Jej Wysokość Wrażliwość Macierzyńska to potęga. Poruszenie najdrobniejszej struny może wprawić w ruch arię łez i rozpaczy. Z tą siłą nie warto igrać.”
    – i mój faworyt: „Koleżanki „dobre rady” bawiły się wówczas na imprezach i nie w głowie im było matkowanie. W spokoju więc mogłam popełnić wszystkie drogie błędy, które są naturalne, potrzebne, ludzkie i nieuniknione.”

    To jest właśnie moja największa bolączka – ciocie ‚dobre rady’. Dżizas, czy tak trudno zrozumieć, że jak ktoś nie prosi o radę, to znaczy, że może wcale jej nie potrzebuje?! No tak, ale jak komuś wytkniesz, że coś źle robi, to prestiż, bo można przed sobą udawać eksperta i patrzeć z wyższością na całą resztę szarej masy… Takim ludziom mówię nie, i życzę wszystkim młodym mamom, żeby nie miały problemu z unikaniem takiego towarzystwa <3

  8. Dziękuję Ci Saro, że piszesz. I trafiasz prosto w moje serce. Jesteś cudowną mamą i wspaniałą osobą.
    Myślę że każda mama jest najmądrzejszą mamą. Po pierwsze tylko ona zna swoje dziecko/dzieci, a po drugie przecież logiczne że WSZYSTKO co robi wykonywane jest z myślą o szczęściu tych smerfów.
    Też nienawidzę porad, choć rzeczywiście im dalej w las i emocje wraz z hormonami opadają, łatwiej jest je olewać.
    „Taka duża panna a jeszcze w pampersie?”- przyszedł odpowiedni czas i jakoś dałyśmy radę bez najmniejszego problemu się odpieluszkować
    „Będziesz ją karmić piersią aż do podstawówki?” – do podstawówki nie, ale kto wie lepiej niż ja jak długo chcę karmić (2 lata i 10 miesięcy)
    „śpisz z dzieckiem?? A mąż??”
    A najbardziej utkwiło mi w pamięci jedno. Moje dziecko ma miesiąc – wiadomo jak jest – ma kolki jak cholera, w nocy potrafi 16 razy zrobić kupę (naprawdę), ja mam 25 kg nadwagi, wyglądam jak ryba kupa, w nic się nie mieszczę, mam niedokrwistość, nie pamiętam czy myłam zęby ani kiedy ostatnio spałam choć mamą jestem dopiero od miesiąca. Urodziny mojego męża i zjazd rodzinny. Młoda wyje przez całą imprezę bo ma miesiąc i 8 osób w domu robi jej różnicę a mój teść do mnie: „co ty zjadłaś, że ona tak płacze??”
    i można tak bez końca…
    Pozdrawiam Was, Mamuśki!!

  9. Jak to motywuje, usłyszeć, że jesteśmy dobrymi matkami. Bo w sumie każda mama do tego aspiruje, każda mama jest najlepszą mamą dla swojego dziecka. Tyle że każda mama ma tez lepsze i gorsze dni. Pozdrawiam serdecznie Beata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.