PORADNIK ZAKUPOWY, CZYLI JAK KUPOWAĆ SKUTECZNIE I JAK SKUTECZNIE NIE KUPOWAĆ!

Dziś będzie o zakupach! O tym jak kupować z głową i tak, żeby nie zaśmiecać szafy.
Może Wam się wydawać, że mam mnóstwo ubrań, ale tak naprawdę mam ich zdecydowanie mniej niż większość znanych mi osób. Od kilku lat skutecznie nie wpadam w zakupowe sidła. Wiem co lubię. Czego nie lubię. Co mam w szafie. Czego potrzebuję. Potrafię odróżnić zachciankę od potrzeby. O wiele lepiej mieć mniej rzeczy, które się lubi niż pełno „śmieci”.
Co więcej – takie świadome przemyślane zakupy dają o niebo większą satysfakcję, niż impulsywne kupowanie rzeczy nam niepotrzebnych. Jestem przekonana, że każdy z nas doświadczył tego – wyrzuty sumienia po zakupach.
Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć o moich trikach na kupowanie z głową, tak żeby nasza garderoba była przyjaznym miejscem, a nie otchłanią do której wpadamy i nie mamy pojęcia, w którym kierunku podążać.
Tymczasem jest grudzień – miesiąc akwizytor. Których drzwi nie uchylę, słyszę „kup mnie, weź mnie!” Zaraz zacznie się szaleństwo prezentowe, potem wyprzedaże, słowem – gremialna utrata rozumu. A ja Wam mówię, na co dzień używajcie sobie serca do woli, ale na zakupy bierzcie rozum! A jeśli kartę, to najlepiej debetową 😉

Od czego zacząć zakupy?
Załóżmy, że planujecie kupno nowej sukienki na wigilię.
Najlepiej zacząć od przeglądu szafy. Jeśli macie chwilę wolnego czasu, to tak naprawdę warto uporządkować garderobę. Może się okazać, że sukienka której szukacie już tam jest 🙂
Na porządki w garderobie jest jeden niezawodny sposób – wyzbycie się wszelkich sentymentów.
„Och ten sweterek kupiłam na pierwszym roku studiów! Tę spódniczkę dostałam od ulubionej cioci! Ta kurteczka to prezent od byłego chłopaka! W tej sukience byłam na randce!” – nie!
Ostro rugujemy z szafy nienoszone rzeczy. Dajcie sobie limit – zostawcie maksymalnie trzy rzeczy, do których macie sentyment. Reszta won!
Co wyrzucamy?
Wszystko w czym nie byliśmy przynajmniej rok. Tak wiem, jeszcze schudniecie, jeszcze kiedyś będzie okazja, zostawicie dla córki, która ma dopiero rok, może się przyda, bla bla bla – nie!
Wyrzucamy.
Wiem czego się boicie – a co jeśli wyrzucę, a potem sobie przypomnę, że wyrzuciłam i będę żałować? Obiecuję więc Wam, że tak się nie stanie. Ja bez sentymentów oddaję wszystko jak leci i NIGDY nie żałowałam jednej jedyniutkiej rzeczy. Z prostej przyczyny – o tej rzeczy zapominasz. Jeśli nie pamiętasz, że jest w odmętach Twojej szafy, tym bardziej nie zapamiętasz, że ją oddałaś.
Ta kupa ubrań, która teraz leży zapewne na Waszym łóżku, to najlepszy dowód na nieumiejętne kupowanie. I teraz warto sobie przypomnieć w jakich okolicznościach te ubrania trafiały do Waszej szafy. Zakupy z przyjaciółką? Zakupy na poprawę humoru? Zakupy nieplanowane?
W moim przypadku jakieś 90% takich ubrań to rzeczy kupione pod wpływem impulsu. Bo było ładne. Bo koleżanka takie miała. Bo na manekinie tak fajnie wyglądało. Bo będzie mnie motywowało, żeby ćwiczyć. Bo widziałam w reklamie…
Tak czy inaczej, warto spojrzeć na odrzucone ubrania i zastanowić się dlaczego je macie i dlaczego już ich nie chcecie. To jest bardzo wartościowy drogowskaz do niepopełniania tych samych błędów.

Lista potrzeb.
Po uporządkowaniu szafy bardzo warto zrobić sobie listę potrzeb – czego realnie Wam brakuje?
Możecie sobie to zanotować, albo po prostu zapamiętać. O wiele łatwiej robi się zakupy, kiedy wiemy po co idziemy. Kiedy szukamy sukienki, to skupmy się na sukience. Naprawdę znajomość całego asortymentu sklepu do niczego nie jest nam potrzebna.
Często słyszę opowieści jak to ktoś poszedł po kozaki, a wrócił z sandałami, bo były takie śliczne i nie mógł się powstrzymać. To jest zabawne do momentu, w którym trzeba w tych sandałach wyjść na mróz, bo przecież to są Wasze kozaki 🙂

Jak kupować?
Mam kilka złotych zasad, których trzymam się podczas kupowania.
Jak wspomniałam wyżej – po pierwsze najlepiej wiedzieć po co idziemy.

Po drugie – pamiętaj, co masz w szafie.
Często jest tak, że podczas zakupów zupełnie nie możemy sobie przypomnieć, co w naszej szafie już jest. Zróbcie telefonem zdjęcie zawartości szafy! To bardzo pomaga. Wystarczy zerknąć, żeby odświeżyć pamięć. Często okazuje się, że coś bardzo podobnego już mamy.

Po trzecie – świadomość tego co nam pasuje, a co nie.
To temat właściwie na osobny wpis, ale naprawdę warto spojrzeć na siebie z boku i szczerze odpowiedzieć na pytanie – w czym dobrze wyglądam? I w czym dobrze się czuję? Jeśli macie z tym problem, przejrzyjcie nawet swoje zdjęcia w telefonie.
Prawdopodobnie na zdjęciach, na których wyglądacie dobrze, macie ubranie w których czujecie się dobrze. To może Wam pomóc w ustaleniu kolorów i fasonów jakie Wam służą.
Wyobraźcie sobie, że mi bardzo pomógł mój własny blog! Oglądałam się na zdjęciach i wyraźnie widziałam, co wydobywa moje atuty, a co mnie pogrąża.
Co więcej – dopiero zdjęcia uświadomiły mi, że nie służą mi zarówno ulubiony makijaż jak ukochana sukienka.
Dlatego dziś stronię od pasteli, jaskrawych kolorów, bardzo wzorzystych rzeczy. To ułatwia zakupy.

Po czwarte – ustal budżet!
To jest sprawa kluczowa. Zupełnie inaczej kupuje się, wiedząc, że na buty możemy przeznaczyć 200zł i koniec. Kiedy wydajemy „w cały świat” kończy się to właśnie nieprzemyślanymi zakupami i wyrzutami sumienia. Poza tym jeśli robicie zakupy internetowo, ustalenie takiego limitu na konkretnej kwocie jest baaardzo pomocne. Przede wszystkim oglądacie o wiele mniej produktów – to oszczędność Waszego czasu. I nie widzicie butów za 500zł, na które i tak Was nie stać. A uwierzcie mi – czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. To moja najsztywniejsza zasada zakupowa i naprawdę polecam.
Ile razy kupiliście coś, tylko dlatego, że rzuciła Wam się w oczy, bo przechodziliście przez galerię handlową? Albo „zachorowaliście” na coś bezmyślnie przeszukując internet?


sukienka – Zalando | beret – Monika Kamińska

Po piąte – pamiętaj, że jesteś sobą!
Nie jesteś manekinem, nie jesteś swoją koleżanką, nie jesteś modelką z reklamy, nie jesteś nawet swoją siostrą! Jesteś sobą. Kupujesz dla siebie i to ty masz się w tym dobrze się czuć i wyglądać.
Na pewno nieraz mierzyłyście z przyjaciółką jedną i tę samą rzecz – ona wyglądała w tym fatalnie, ty zjawiskowo, albo odwrotnie.
Ja ostatnimi czasy wszelkie zakupy odbywam w towarzystwie teściowej. Mierzymy często to samo.
Ona – postawna śniada brunetka, z dużym biustem i wcięciem w talii. Ja – drobna szczupła blondynka o jasnej cerze, ze śladowym biustem i zerowym wcięciem w talii. Podczas kiedy ja wyglądam świetnie w zielonej sukience z ogromną kokardą wiązaną przy szyi, ona w tej samej sukience wygląda jak własna babka i wybuchamy śmiechem. Kiedy mierzy złotą sukienkę z ogromnym dekoltem, wygląda jak grecka bogini, ja w tej samej sukience wyglądam jak kloszard, który okradł ekskluzywny butik!
Dlatego bardzo ważna jest umiejętność doboru ubrania do figury. Dosłownie kilka dni temu widziałam w przymierzalni dziewczynę o wyjątkowo kobiecej budowie – klepsydra. Wydatny biust, ponętne wcięcie w talii. Konsultowała swoje przymiarki z koleżanką i szybko wywnioskowałam, że szuka bardzo wytwornej kreacji na większą imprezę. Ze swoją figurą wyglądała bajecznie w sukienkach do ziemi. Tymczasem kolejno je odrzucała na rzecz czegoś krótkiego, odkrywającego nogi. Miałam ochotę się wtrącić i powiedzieć jej „dziewczyno, naprawdę nie widzisz, że w długiej sukni wyglądasz jak bogini?!”
Opanowałam się – nie wiem czy słusznie, wszak to ona powinna czuć się dobrze.
Dobór sukienki do figury, to wbrew pozorom nieoczywista kwestia i znowu – temat na odrębny wpis. Pozwólcie więc, że odeślę Was do poradnika na Zalando. Znajdziecie tam wszelkie wskazówki, jak wybrać właściwą kreację pod kątem sylwetki.

Po szóste – czy coś z Twojej szafy do tego pasuje?
A teraz załóżmy, że znajdujemy sukienkę i wszystko gra. Cena ok, wyglądamy dobrze, czujemy się świetnie. Warto jednak zastanowić się czy mamy coś w szafie, co nam do tej sukienki pasuje?
Może złożyć się tak, że ta sukienka będzie wymagała gruntownej wymiany garderoby 😉
Czy mam do niej buty? Czy mam do niej płaszcz? Czy mam do niej marynarkę?
Mi nieraz zdarzało się przemykać w płaszczu zupełnie niepasującym do sukienki, bo zwyczajnie nie miałam do niej innego okrycia wierzchniego. Oczywiście, możecie tak zrobić, ale koniec końców nie będziecie tej sukienki zakładać – zaufajcie.
Tak naprawdę warto stosować jedną zasadę – czy do znalezionej rzeczy, pasują mi przynajmniej trzy inne rzeczy, które mam już w szafie? Innymi słowy, czy z rzeczą którą właśnie chcecie kupić jesteście w stanie stworzyć trzy inne zestawy?
Ja bardzo często podczas zakupów zadaję sobie takie pytanie i okazuje się, że coś jest ładne, fajnie leży, pasuje, ale zupełnie nie mam tego z czym zestawić! Nie warto kupować takiej rzeczy, bo i tak jej nie założycie. Bo do czego?

Po siódme – bądź pewna.
Jeśli nie jesteś pewna danego ubrania, to już jest sygnał, że raczej nie kupować i warto tego głosu słuchać.
W sklepie stacjonarnym zrób sobie zdjęcie telefonem i szczerze sobie odpowiedz na pytanie – czy dobrze w tym wyglądam?
Mnie zdarza się pytać o to dzieci, które są naprawdę wybornymi radarami stylu. Kiedyś mierzyłam sukienkę, sądziłam, że wyglądam w niej obłędnie. Kiedy poprosiłam o opinię Ąfla, odpowiedziała: „ale na bal przebierańców, czy do chodzenia?”.
Często żartuję, że nie ma co słuchać męża, bo co on tam wie, ale prawda jest taka, że facet powie Ci prawdę.
Poza tym zawsze można zdjęcie podesłać kilku koleżankom.
Ja rekomenduję też przymierzenie ubrania na spokojnie w domu. Przed swoim lustrem. Można o opinię zapytać domowników i sprawdzić, czy faktycznie możemy zestawić to z czymś z naszej szafy.
W większości sklepów mamy prawo do zwrotu i warto z niego korzystać.
Kiedy nie mam siły na przymiarki w centrum handlowym, po prostu kupuję i mierzę w domu.
Podobnie ze sklepami internetowymi – zdarza mi się zamawiać pięć rzeczy i pięć rzeczy zwracać. Mam do tego prawo.

Po ósme – czy warto kupować ubranie na jeden raz?
Powiem Wam szczerze, że nie zdarza mi się kupować ubrań na jeden raz. Na jedną imprezę sylwestrową. Na jedno wesele. Na jedną okazję.
Gdybym wychodziła za mąż dziś, najpewniej wybrałabym prostą sukienkę, którą mogłabym jeszcze później zakładać na różne okazje.
Warto odpowiedzieć sobie na pytanie – jak często coś będę nosić? Jeśli często, to sukienka za 500zł okazuje się nie tak dużym wydatkiem. Jeśli raz, to 500zł wydawać się może szaleństwem.
Pamiętam, kiedy kupowałam najdroższą sukienkę w moim życiu – droższą nawet od ślubnej!
To sukienka od Lany Nguyen z tego wpisu. Szukałam kreacji na ślub mojego brata. Ale właśnie takiej, która mi posłuży na inne okazje. Za tę sukienkę zapłaciłam 700zł w promocji. W ciągu tych dwóch lat założyłam ją na wszystkie możliwe imprezy, śluby, sylwestry. Co więcej – pożyczyłam ją już chyba wszystkim przyjaciółkom, siostrze, bratowym.
Ani razu nie pożałowałam wydanych na nią 700zł.

Piszę o tym wszystkim dzisiaj nie bez powodu. Zaraz rozpocznie się świąteczno-sylwestrowe szaleństwo. Pewnie już dziś wiele z Was rozmyśla nad kreacją – i dobrze, jest przecież okazja żeby się wystroić.
Chciałam Wam więc życzyć, żebyście nie dały się zwariować.
Wybrałam dla Was najładniejsze moim zdaniem sukienki z Zalando. Wiele z nich możecie założyć zarówno na Wigilię jak na Sylwestra.
Większość będzie fajnie wyglądała do botków i ramoneski. Inne spokojnie założycie do biura.
W każdym razie – żadna nie jest na jeden raz i większość w bardzo przystępnych cenach 🙂

SUKIENKI NA WIGILIĘ I NIE TYLKO:


1. VESTITO
2. Moss Copenhagen
3. Moves

4. Topshop
5. Finery London
6. English Factory

7. YAS
8. Miss Selfridge
9. River Island

10. Topshop
11. comma casual identity
12. WAL G.

13. mint&berry
14. Vive Maria
15. KIOMI

SUKIENKI NA SYLWESTRA I NIE TYLKO:


1. Lavish Alice
2. Wallis
3. Dorothy Perkins

4. mint&berry
5. True Decadence
6. YAS

7. Even&Odd
8. Miss Selfridge
9. Love Triangle

10. Dorothy Perkins
11. River Island
12. ONLY

13. GAP
14. Needle & Thread
15. YAS

*Wpis powstał we współpracy z Zalando.

You may also like

11 komentarzy

  1. a o widzisz! a ja nie raz coś wyrzuciłam, a potem szukałam.. tak więc ta metoda się czasem nie sprawdza. Jak zaczynałam blogować w szafie nie miałam praktycznie nic, bo poprzednie lata chodziłam w szerokich koszulkach i spodniach. Wtedy chciałam mieć dużo. Gdy zaczęłam mieć dużo to teraz chcę mniej… i często muszę najpierw sprzedać/oddać kilka rzeczy by kupić jedną. a nie 5 oddam i 5 kupię – 5 oddam i kupię jedną! i ta zasada pomaga choć nigdy nie nazwe się minimalistką 🙂

  2. Ja jestem takim trochę odmieńcem, bo najlepsze rzeczy zdarzało mi się kupić przypadkiem, bo wpadły mi w oko, albo po prostu inne niż planowałam, bo takich jak sobie wymyśliłam oczywiście nie znalazłam. Co nie znaczy, że nie było wpadek 😉 A można prosić o link konkretnie do Twojej sukienki w groszki? Bo ten spod zdjęcia odsyła do poradnika 🙂

  3. A ostatnio było o tym okropnym poliestrze – otwieram dwie sukienki, które mi się spodobały – a tam…poliester 100%%
    Hmmm….

    1. Starałam się wybierać dobre składy, ta sukienka True Decadence po prostu mnie urzekła i biłam się z myślami, a druga chyba mi umknęła szczerze mówiąc.

  4. Powiedziałabym, ale patrzeć jeszcze na jakość, ale wiem, że dla Ciebie to raczej oczywiste :D.
    Mam dużo ubrań, ale chodzę w garstce. Czemu nie wyrzucę/nie oddam? Bo mieszkam jeszcze z rodzicami. I mojej mamie żal. „a to tyle kosztowało, to ci na ślub Karoliny kupiliśmy, to ci się kiedyś tak bardzo podobało, a może to przerobimy”.

  5. Mądry wpis!
    Ja bym dorzuciła jeszcze jedna zasadę – kupowanie ubrań pasujacych do stylu życia. Pisałam zresztą ostatnio u siebie, we wpisie o ubieraniu sie na macierzyńskim, że w mojej obecnej sytuacji, gdy większość czasu spędzam w domu oub na około domowych spacerkach, bez sensu jest kupowanie eleganckich sukienek, czy obcislych spódnic, bo na codzień i tak wybiorę wygodę. Więc niech ta wygoda tez dobrze wygląda;)

  6. Podobają mi się Twoje rady i z zadowoleniem stwierdzam, że od jakiegoś czasu właśnie tak robię zakupy. 😀 i Faktycznie to co kupuję jest trafione, jestem z tego zadowolona. 😀 Do tego wszystkiego odkryłam też, że dużo lepiej robi mi się zakupy, kiedy jestem sama. wtedy mogę się całkowicie skupić na wybieranych rzeczach.

  7. Niestety żałowałam nie raz, że wyrzuciłam, ale znowu gdybym nie wyrzuciła, to i tak bym nie nosiła. Taki paradoks.
    Och Miss Ferreira! Tamta sukienka faktycznie zjawiskowa. I było Ci fajnie z grzywką!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.