TO JEST WŁAŚNIE WSZYSTKO

Łapiecie się czasem na tym, że czekacie na jakieś NIEWIADOMOCO?
Niewiadomoco charakteryzuje się tym, że nie ma kształtu, trudno je umieścić w jakiejkolwiek czasoprzestrzeni, jest niescharakteryzowaną masą bliżej nieokreślonych oczekiwań, którym towarzyszy jakaś nieuchwytna ekscytacja.
To właśnie jest NIEWIADOMOCO. Nie wiadomo co to jest.
Żeby przybliżyć Wam zjawisko niewiadomoczego podam przykład.
Mam koleżankę, z którą nie mogę od lat się spotkać nawet na głupią kawę. Dodam, że naprawdę bardzo się lubimy. Zawsze, kiedy próbujemy się spotkać okazuje się, że nie teraz, nie dzisiaj, nie jutro, nie za tydzień, nie za miesiąc „bo lipiec taki szalony, ale w sierpniu będzie już luźniej, bo wtedy to już to i tamto, nie teraz, kiedy są wakacje, ale po wakacjach to już prędzej bo będzie tak i siak, jak tylko skończy się rok szkolny bo w roku szkolnym to wiadomo, nie zimą, lepiej na wiosnę, latem koniecznie, jak tylko skończy się lato…”
Koniec końców, nie możemy się umówić. Los wyznacza nam przypadkowe spotkania.
Ktoś powie – koleżanka cię nie lubi, po prostu cię unika – otóż nie, to zupełnie nie to.
To właśnie jest czekanie na niewiadomoco.
Sama się nieraz na tym łapię – po weekendzie, jak tylko się skończy lipiec, w przyszłym roku, za dziesięć lat. Ale co? Niewiadomoco!
Niewiaodmoco to taki daleki krewny prokrastynacji. To takie trochę odkładanie życia na później.
I nie mam tu na myśli wyciskania życia, jak przysłowiowej „cytrynki”, nie o żadne carpe diem chodzi, a raczej o świadomość.
Bo niewiadomoco sprawia często, że teraźniejszość wymyka nam się z rąk.

#to jest właśnie wszystko
Jak wiecie przyjechała do nas w odwiedziny moja teściowa, która zdecydowanie jest jedną z najbardziej pozytywnych osób, jakie w życiu poznałam.
To znaczy cieszą ją takie bzdury, na które ja normalnie nie zwracam uwagi, a jak wiecie – życiem delektuję się raczej powoli i z uwagą. A więc w jej świecie wszelkie zjawiska pogodowe „są wspaniałe”: deszcz, bo sam w sobie jest taki malowniczy, a poza tym poi ziemię, chłód bo daje daje takie przyjemne orzeźwienie, wiatr bo mierzwi włosy, słońce bo grzeje”.
Zupełnie, jakby każdy dzień prezentował na meteoroligcznym wybiegu zajebisty autfit.
Ostatnio pracowaliśmy w ogrodzie za domem jak mrówki. Zresztą „ogród” to w tym przypadku raczej eufemizm. Bardziej mowa o trawniku usłanym suchymi stepowymi plackami.
Nie mamy jeszcze ani ogrodzenia, ani tarasu, a bardzo chcieliśmy mieć jakieś miejsce, gdzie można wieczorem posiedzieć przy grillu, dobrej muzyce i lampce wina. Pomysł urodził się w naszych głowach w sobotę, a już w poniedziałek wieczorem altanka chybotała się na niepewnych nogach.
W następnych dniach przyjechały palety na meble, przesiedlaliśmy kwiatki, szorowaliśmy grilla, wyrywaliśmy chwasty, kosiliśmy trawnik. Prace uwieńczyliśmy rozwieszeniem żagla, powiewającego dumnie nad całością naszych prac, niczym ogrodowa flaga.
Do tej pory nie sądziłam, że kiełbasa z grilla może mieć wymiar mistyczny – ale ta, pierwsza w naszym „ogrodzie”, miała.
Kiedy po wszystkim, rozanieleni rozpłaszczyliśmy się na meblach ogrodowych własnej roboty, świerszczowy nokturn przewała teściowa, mówiąc „to jest właśnie wszystko”.
To, tutaj, teraz, kiedy jesteśmy razem, zdrowi, zmęczeni, kiedy nad nami rozwieszone gwieździste niebo, kiedy mamy aż tyle. To jest właśnie wszystko.
Jej słowa nie były dla mnie czymś nowym, ale w tej ciszy utkanej z szumu drzew, tak mocno wybrzmiały. Zmaterializowały się i stanęły obok mnie jako bardzo wyraźne „wszystko”, które znokautowało „niewiadomoco”.

#tylko trzy rzeczy
Dosłownie dziś rano, wstałam jakaś niepocieszona. Jakby dzień miał kształt dupy i to nie tej z obrazów teściowej.
To mi się zdarza, częściej niż bym chciała. Wszechobecne poczucie totalnej beznadziei. Potrzebuję pokaźnego kubka czarnej kawy bez cukru, żeby zwrócić życiu sens.
Ale dziś rano coś mnie uderzyło – cisza! Są wakacje i moje dzieci śpią do 10.00 a nawet dłużej.
A jeszcze nie tak dawno, oddałabym prawie wszystko za poranną ciszę.
I Lolek – był tak bardzo chory. Dusił się każdej nocy, a ja co noc wyłam, żeby ktoś mu pomógł.
A dziś? Jest zdrowy! Moje dziecko jest zdrowe i już się nie męczy. Rok temu oddałabym wszystko za jego zdrowie.
I blog! Cieszy mnie ostatnio jak czwarte dziecko. Tyle się dzieje. Ludzie czytają. Przecież rok temu w lipcu nie napisałam ani jednej notki! Myślałam, że mój blogowy entuzjazm jest pogrzebany na zawsze.
Gdzieś w tej porannej czarnej wizji rzeczywistości, zamigotały dobre myśli. Jak świeże kwiaty, wyrastające z piachu.
Trzy rzeczy. Tylko trzy rzeczy, o których na co dzień często nie pamiętam, a za które rok temu oddałabym mnóstwo.
Tyle mi wystarczyło. Nie popadłam w euforię – na horyzoncie nadal majaczyły różne problemy, ale wróciła świadomość.

#zepsuta dobrobytem
Często miewam takie myśli, że jestem zepsuta dobrobytem.
Mam naprawdę dobre życie. Było też dobre rok temu, kiedy dzieci wstawały o nieludzkich porach i nawet, wtedy kiedy Lolek był chory – też miałam dobre życie. Mogłam zapłacić za dobrego lekarza i kupić mu leki. Miałam dobre życie po ślubie, kiedy nie mieliśmy prawie nic i ledwo wiązaliśmy koniec z końcem.
Mam dobre życie, a często dopada mnie jakieś czekanie na niewiadomoco.
Odkładanie dzisiaj na jutro. To przekłada się na jakąś niezidentyfikowaną frustrację.
I to zupełnie nie o to chodzi, żeby nie płakać czy nie być smutnym, to wszystko jest ludzkie. To naturalne, że czasem się wściekniesz i masz ochotę pieprznąć tym wszystkim.
Chodzi o to, żeby pamiętać, że to jest częścią „dzisiaj”. To jest właśnie wszystko.
Śmiech przez łzy – ot, życie!
I chociaż zabrzmi to jak żywcem wyjęte z Paulo Coelho, to ja na serio uważam, że warto pamiętać, że nasze ochłapy są czyimś marzeniem.
Tam gdzieś jest ktoś, kto oddałby wszystko za stałą pracę, za zdrowe dziecko, za wolność.
Czasem warto wrzucić to do swojego codziennego worka zmartwień.

*To nie jest wpis skierowany do osób z depresją. Mam świadomość, że to jest choroba którą się leczy i „zmiana sposobu myślenia” nie jest lekarstwem.
To wpis dla osób takich, jak ja – które mają dobre życie, a czasem umyka im świadomość.

You may also like

64 komentarze

  1. Saro, przeczytałam na razie dwa razy, ale myślę… wiem to, że ten Twój wpis wpłynie na mnie bardzo. Od jakiegoś czasu już, staram się właśnie doceniać te swoje „ochłapy” bo po zastanowieniu się, okazuje się, że jest właśnie dobrze! że moje życie jest całkiem dobre, że mam wszystko, co do życia potrzebne. Postaram się nie tracić czasu na narzekanie i przekładanie. Dzięki za małego kopniaka 🙂

  2. Tak mi dobrze! To jest zdanie, które ostatnio często sobie powtarzam. Przypomina mi ono, że jest mi w życiu dobrze😉 Podobnie jak u Ciebie, Saro, własny dom, gdzie chciałoby się mieć idealne wnętrza i ogród, a jeszcze nie ma. Jest za to gdzie usiąść i wypić kawę na powietrzu. I pomimo, że nie jest idealnie- jest dobrze ☺

  3. Piękny tekst Saro. I ważny dla mnie. Jakiś czas temu straciłam całe swoje życie- mój wieloletni związek okazał się kłamstwem, wyszło to na jaw w momencie, kiedy wyrzucili mnie z pracy. Myślałam, że nigdy się nie podniosę. Musiałam zacząć WSZYSTKO od nowa, zupełnie sama.Minęło już sporo czasu, a nadal jest mi cholernie ciężko momentami. Ale… jestem wolna. Nikt mnie już nie krzywdzi. Słońce świeci tak pięknie, i świat jest pełen dobrych ludzi, i dobrych rzeczy. I wszystko jest możliwe… „To właśnie jest wszystko.” Dziękuję, Saro. Twój blog bardzo mi pomaga na co dzień, wiesz?

    1. Agnieszko przytulam Cię <3
      W ogóle ujmuje mnie bardzo, jak często ludzie, któych dotknęły tragedie są pozytywni. Wydawać by sie mogło, że od teraz tylko pretensje do świata, a jest całkiem odwrotnie.
      Mąż mojej kolezanki zginął w wypadku, kiedy ich córka miała kilka miesięcy - została sama na świecie z tym dzieckiem, bez pieniędzy, bez rodziny. Przeszła koszmar. Bije od niej taki spokój, że aż jest mi przy niej głupio.
      Kiedyś ją zapytałam jak to w ogóle możliwe, że po takiej tragedii ma w sobie tyle wdzięczności do świata, powiedziała że przed wypadkiem ciągle miała pretensje do świata, ciągle była niezadowolona - ta tragedia była dla niej formą terapii.
      Straszną, ale terapią.
      Zuoełnie nie umiem sobie tego wyobrazić.
      Ściskam Cię <3

  4. Powiedzieć, że identyfikuję się z Twoimi przemyśleniami, to za mało – ja czasem mam po prostu wrażenie, że siedzisz w mojej głowie (serduchu też) i nazywasz to, czego ja nie potrafię …

  5. Tak bardzo w sedno! Też mi niby niczego nie brakuje, mam więcej niż inni ludzie w moim wieku, ale ciągle czekam na nie wiadomo co, brakuje mi nie wiadomo czego i tak w koło, przez to nie umiem być szczęśliwa. Mam wrażenie że to przez media, ze wszystkich stron nas atakuje „zarabiaj więcej!”, „miej idealnie urządzone i wysprzątane na błysk mieszkanie!”, „bądź super fit!”, „podróżuj, tylko broń Boże z biur podróży!” – kto jest w stanie to wszystko ogarnąć?

    1. O jeżu, jak prawdziwy jest Twój komentarz – jest tak jak piszesz – z każdej strony ktoś krzyczy „więcej, jeszcze, mocniej, sięgaj gwiazd, sky is the limit” – nienawidzę tego!
      Aż chyba o tym napiszę, więc dziękuję za temat do notki :))

      1. dokładnie tak to wygląda – ciągły pościg by być lepszym, szczuplejszym, mieć więcej pieniędzy, przyjaciół, gadżetów. Gubiąc przy tym sens i umiejętność cieszenia się z drobiazgów. Saro, cudowny wpis, aż człowiek rozgląda się wokół i myśli – mam wszystko, jestem szczęśliwa.

    2. Dokładnie!!! Media społecznościowe, Instagram…to sprawia, że czujemy wieczne nienasycenie, bo patrzymy jak inni mają cudnie i zajebiście, no a naszą „zajebistoscia”też się przecież musimy pochwalić. Byłam ostatnio na 3 dniowym urlopie z rodziną. Świadomie odłożyłam telefon i nie zrobiłam ANI JEDNEGO zdjęcia. Nie korzystałam z telefonu praktycznie wcale, jedynie żeby zadzwonić do bliskich. I wiecie co? Byłam tak szczęśliwa, wypoczęta jak nigdy w życiu chyba. Nie gnana ciągłym „jak zrobić fajne zdjęcie, oooo, muszę to i to pokazać…”… Tak, mam 32 lata a głupia jak małolata ;). Dało mi to NAPRAWDĘ dużo do myślenia.

      1. To w ogóle jest wątek na odrębną notkę. Telefony i to jak żyjemy wirtualem, jak nam życie przecieka przez palce, jak żyjemy często tylko obok siebie.

  6. Saro, czytam twojego bloga od samego początku (to będzie mój pierwszy komentarz) i każdy kolejny tekst utwierdza mnie w przekonaniu, że jesteś niesamowita, a dzisiejszy wpis poruszył mnie tak bardzo, że musiałam skomentować. Dziękuję!

  7. Wpis wywołujący łezkę w oku, święta prawda, nie doceniamy tego, co mamy, powinniśmy cieszyć się z małych rzeczy…”bo wzór na szczęście w nich zapisany jest”

  8. Poruszyły mnie Twoje słowa Saro. Bardzo. Z jednej strony nie mam w swoim życiu nic prócz miłości męża. Ani domu własnego, ani wyczekiwanych dzieci, ani dobrej pracy. Ale jestem tak bardzo poruszona Twoimi słowami, że mam wrażenie, że posiadamy taaaak wiele:) Rodziców, przyszłość, siebie nawzajem… Dziękuję Ci za Twoje słowa bardziej niż ktokolwiek inny:)

  9. I ja również uczę się cieszyć tym co mam, bo inaczej za przeproszeniem poszłoby dostać pierdolca… Niemniej aktualnie mam okres, hehe, kiedy hormony biorą górę i myślę sobie – o matko, babo, czego Ty znowu, co Ci nie pasi, przestań! Śpiewajmy więc za Grzeszczak: „cie-szmy się z ma-łych rze-czy, bo wzór na szczę-ście w nich za-pi-sa-ny jest!”

    Pozdrawiam!

  10. też łapię się często na tym czekaniu na NIEWIADOMOCO. I pracuje nad docenianiem każdej nawet najmniejszej chwili, nieważne czy są to wygłupy z dzieciakami, praca w ogródku, dojenie kozy czy wyjmowanie czystych gaci z pralki ( właśnie ostatnio zdałam sobie sprawę jak uwielbiam patrzeć na linki z rozwieszonym praniem:)!!! A że nie mamy w domu telewizora już od 7 lat to chyba jest mi łatwiej. Łatwiej się wyciszyć, nie nakręcać ,,panującą modą,, i olać całą masę celebrytów piorących ludziom mózgi.
    P.S. dobrze, że piszesz Kobieto bo uwielbiam Cię do bólu gnatów!

  11. Wielokrotnie łapię się na tym, że czekam na niewiadomoco, a to nie przychodzi.

    Staram się komentować każdy Twój tekst Pani Fereiro, niestety nie zawsze mi się udaję, ale teraz jednym zdaniem poruszyłaś mnie do żywego serca „I chociaż zabrzmi to jak żywcem wyjęte z Paulo Coelho, to ja na serio uważam, że warto pamiętać, że nasze ochłapy są czyimś marzeniem” Trafiłaś w sam punkt. Nam jest zawsze za mało, zawsze za krótko, za długo itp. A ktoś inny wszystko by za oddał.

    Ehhh, Pani Fereiro, co tu będę dużo mówić. Lubię Cię bardzo i tyle!

  12. jaka Ty jesteś mądra! serio, nie wiem czy znam kogoś kto by lepiej to napisał. To jest choroba naszych czasów, ciągle na coś czekamy, ciągle gonimy do doskonałości i nawet wtedy gdy to już osiągniemy to dalej jesteśmy niezadowoleni i już nie wiele rzeczy nas cieszy. Naprawdę lubię Twoje wpisy, bo wiesz co ma w życiu wartość. Taki wpis daje ludziom do myślenia. Fajnie, że jesteś i czytam Cię od lat! 🙂

  13. 🙂 Kiedyś miałam skomentować, że w ramach podróży fb-okowych zwiedziłam profil Twojej Tesciowej. Ta dziewczyna wprost zaraża pozytywną energią i uśmiechem. Widać , że zyje każdą komórka ciała 🙂 aż się uśmiechałam do jej zdjęć.

  14. Bo tak właśnie jest… Byle do weekendu, do wiosny, do wakacji, do urlopu… Jak tylko zbudujemy dom, spłacimy kredyt… Wtedy już na pewno będę szczęśliwa, nic już nie zmąci mojego spokoju. Niestety guzik prawda, bo zawsze znajdzie się jakieś „ale”… Ciężko czasem napawać się codziennością, po której tak niewiele zostaje, bo dni, tygodnie, miesiące takie do siebie podobne i niby nic konstruktywnego z nich nie wynika. Żadnych epokowych odkryć, lotów kosmicznych, wielkich uniesień. I świadomość, że jest się taki małym żuczkiem, który toczy swoją kulkę z nie powiem czego 😉 Chyba po prostu sedno w tym, żeby tę kulkę toczyć najlepiej jak się potrafi 🙂 Pozdrawiam!

    1. Też to zauważyłam – spełniamy marzenia i nawet tego nie odnotowujemy, z autoamtu chcemy więcej. Myślę, że to zły trop.
      Ściskam!

  15. Czytam od dawien dawna Twojego bloga i uważam że, najlepsze jeszcze przed Tobą. Dzieciaki dorosną, a Ty będziesz rozwijać skrzydła w pisaniu;) Czekam na książkę;)) Pozdrawiam;))

  16. A ja miałam dzisiaj piękny, dobry dzień. Mogę z radością powiedzieć „to jest właśnie wszystko”. O takich dniach przypominam sobie kiedy nie jest tak pięknie. I myślę albo przynajmniej staram się tak myśleć, że nic w moim życiu nie jest „ochłapem” i to nie dlatego, że dla kogoś jest „marzeniem”. Dobrze, że ktoś czasami nam przywróci świadomość, że mamy dobre życie :). Pozdrawiam na dalsze, dobre życie 🙂

  17. Ależ ja lubię czytać twoje teksty :))!! Ujmujesz pięknie w słowa, to co mi często siedzi w głowie…Też czekam na książkę. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  18. To to jest wpis dla mnie. Dzięki! Tak wiele sie zmienia gdy wreszcie ktos walnie Cie patelnia w leb! Dzieki za patelnie😋

  19. Dziekuje! Kilka miesiecy temu przenioslam sie do Irlandii, zostawilam cale swoje zycie za soba – rodzine, przyjaciol, prace… Moze zabrzmi to smiesznie – ale z milosci i dla milosci. Znalazlam prace, zadomowilam sie i…zaczelam szukac problemow, a to ze pada caly dzien, a to ze nie pada, a ja musze siedziec w pracy, a to ze praca nie jest szczytem moich ambicji i marzen….dziekuje, dzisiaj wyjatkowo potrzebowalam takich slow jak Twoje 🙂

  20. Fajnie, ze powstał ten tekst. Ja tez umiem sie cieszyć wszystkim w przeciwieństwie do mojej mamy. Bardzo bym chciała zaby chociaż jeden raz zaczęła rozmowę od czegoś pozytywnego…

  21. Nigdy nie przestawaj pisać! Siedzę w pracy 10 godzinę i z rozanielonym uśmiechem wgapiam się w komputer. Dziękuję! 🙂

  22. Świetny tekst, czytam po raz enty i uśmiecham się do telefonu 🙂
    Mam czasem takie przebłyski, że chciałabym zapamiętać dany moment. Wiesz, w sensie: „chwilo trwaj”. Ostatnio tak mnie dojechało wzruszenie, aż musiałam tłumić szloch, żeby mnie rodzina do Abramowic prosto nie wywiozła zamiast do domu. Podczas powrotu znad Zagłębocza po spontanicznie spędzonym tam popołudniu, tak mnie naszło. Opaleni, pachnący słońcem, dzieci ubabrane goframi, padły z tyłu. I tak sobie patrzę na te dwie małe główki, spoglądam na profil mojego faceta prowadzącego auto, słyszę jak cicho nuci pod nosem radiowy hit. I czuję taką gulę w gardle, kurde to jest właśnie to moje wyśnione, wymarzone szczęście. „To jest właśnie wszystko.” Mamy siebie, jesteśmy zdrowi, mamy dach nad głową (wprawdzie będziemy go spłacać jeszcze 28 lat ale to nieważne), ważne jest tu i teraz.
    Warto to nasze życie doceniać i delektować się nim i nie tracić czasu na pierdoły 🙂
    P.s. Fantastycznie pozytywną masz teściową, normalnie znów Ci zazdroszczę 😉

  23. jak to mówią- ludziom od dobrobytu się w dupach przewraca 😉 kiedy dopada mnie taki marazm i jakieś niejasne niezadowolenie, otwieram okna lub wychodzę z domu, zamykam oczy i słucham ciszy… choćby nawet nieco zagłuszanej przez S7, ale jednak ciszy, której nie ma w mieście… słucham, wdycham to świeże, wiejskie powietrze i cieszę się jak dziecko, że jestem tu gdzie jestem

  24. Dobrze sobie przypominać, że jutra może nie być i właśnie to dzisiaj liczy się najbardziej i jest realne i nasze, dobrze jest wykorzystać najlepiej jak się da 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.