UBIERAM DZIECI W LUMPEKSIE!

DSC05316

Od zawsze dzieci ubieram w lumpeksach.
Robię to przede wszystkim dla własnego zdrowia psychicznego, ale nie tylko.

Jakiś rok temu urządziliśmy sobie rodzinny wypad do Zary (moja niechęć do Zary zasługuje na osobny wpis). Błądziliśmy między wieszakami, kiedy nagle Maryni zaświeciły się oczy. Doskonale znam ten blask. To pożądanie. Moje dziecko zapragnęło konkretnych butów. Ponieważ spełnianie życzeń dzieci, to ostatnia umiejętność, którą mogę się chwalić, naturalnie nie zgodziłam się na bezsensowny wydatek.
Niestety obudziła się we mnie „dobroduszna matka”, która normalnie siedzi w kącie z zakneblowanymi ustami i nie ma prawa głosu – „kup jej te buty!! Dziecko całe życie łazi w szmatach z lumpa!” – wrzasnęła, zostawiając mnie na pastwę wyrzutów sumienia.
– Pewnie, lepiej żeby chodziła w szmatach z Zary, worek monet za sztukę, to dopiero biznes!!– syknęłam i udałam się do kasy, żeby spełnić marzenie mojej córki.
Następnego ranka Marynia wybłagała, żebym pozwoliła jej założyć nowe buty do przedszkola. Drugi raz w ciągu doby, nakazałam milczeć rozsądkowi i pozwoliłam zdecydować „dobrodusznej matce”.
Szczęśliwa Marynia pomaszerowała do przedszkola w wymarzonych pantofelkach.
Buty wróciły do domu koszmarnie pokiereszowane przez wszystkie sprzęty na placu zabaw. Naturalna skłonność Maryni do wspinaczki wcale im nie ulżyła. Nie pomógł też piach, ani błoto.
Na ten widok „dobroduszna matka”, posłusznie zakneblowała sobie usta i ulokowała się w najciemniejszym kącie piwnicy, ustępując miejsca zdetronizowanemu rozsądkowi.
Mimo ustaleń, że zarowe pantofelki nosimy tylko w odpowiednich okolicznościach przyrody, po dwóch tygodniach, buty były jedynie bladym wspomnieniem samych siebie.
I ze względu na mizerny stan, jaki reprezentowały, nadawały się najlepiej na plac zabaw i do wspinaczki skałkowej.
Po raz kolejny w życiu zostałam wyrolowana przez Inditex. Postuluję zmianę nazwy, zaiste „Szmatex” wydaje się o niebo adekwatniejszy.

1

Historia zarowych pantofelków to przykład ilustrujący cały proces.
Kiedy kupię dzieciom coś droższego, chciałabym żeby to szanowały. I niestety moje dzieci podczas zabawy średnio pamiętają, że mają na sobie coś nowego czego nie wypada niszczyć. A nawet gdyby pamiętały, to jakość większości sieciówkowych rzeczy, niweczyłaby ich chęci.
I to wkurza mnie najbardziej – gdybym za zarowe pantofelki zapłaciła 5 zeta (czyli tyle ile naprawdę były warte), to zapewne bym ich nie rozpamiętywała, ale dwie stówy za teoretycznie skórzane buty, nadal bolą.
Serio, od dziś zamiast mówić „byłam w Zarze na zakupach”, będę mówić „dałam się wyrolować Zarze”.

Ktoś teraz powie – no wiesz, nie musisz kupować w Inditexie, są inne sklepy.
Poza odzieżą z Lidla, nie odkryłam jeszcze sklepu, gdzie mogę dla dzieci kupić cokolwiek za rozsądne pieniądze i w jakości, która pozwala na przynajmniej dziesięć prań (a propos prania, Inditex na swoich metkach powinien umieszczać ostrzeżenie „pod żadnym pozorem nie prać!!”).
I sorry, musiałabym zaryć glacą o kant i spaść ze schodów, żeby ubierać dzieci w przykładowo takim Pepe Jeans, gdzie koszt apaszki wynosi tyle, co nasz roczny budżet domowy przeznaczony na ubrania.
Ktoś powie – ale sobie to pewnie nieraz kupisz coś droższego, a dzieciom odmawiasz. Oczywiście, że tak! Bo w moim przypadku, drogi wełniany płaszcz jest inwestycją na kilka sezonów. Nie podrę go na huśtawce, nie wytarzam się w piachu, nie wytrę rękawem nosa.
W przypadku dzieci, kupowanie drogich porządnych ubrań nigdy nie jest inwestycją, bo ze wszystkiego wyrastają w mgnieniu oka.
Wyjątkiem są buty – dziecko powinno chodzić w porządnym obuwiu dla zdrowia.

3

Dlatego najchętniej, od zawsze kupuję w lumpeksach. Nie skomlę nad żadną dziurą, nie płaczę nad przetarciem, nie strofuję dzieci, żeby uważały.
Popruty sweter za 3 złote wyrzucam do kosza bez sentymentów. Zresztą prawda jest taka, że przeciętne ubranie z lumpa, mimo tego, że ktoś nosił je, uznał za zużyte i wyrzucił, jakością i tak przewyższa przeciętną nową rzecz z takiej Zary.
Nie wspomnę nawet o materiałach. Podczas kiedy w Inditexie przesiąkasz elektryzującą poliestrową atmosferą, w ciuchlandzie bez problemu znajdziesz bawełnę za grosze.

2

Wiem, że dla wielu osób to problem – no ale jak to tak? Własne dziecko ubierać na szmatach? Czy takiego noworodka w ogóle można przyoblec w używanego pajaca za złotówkę?
Otóż można. Bo cena jaką się płaci za odzież dziecięcą nie jest odzwierciedleniem miłości rodzicielskiej.
Mówiąc wprost – to, że moje dzieci chodzą w ubraniach z lumpeksów nie znaczy, że ich nie kocham!
Moje dzieci nie będą czuły się bardziej kochane w szatach za miliony. Serio.

Kolejna sprawa – czy moje dzieci nie wyróżniają się na tle innych gorszą stylówką?
Ależ skądże! Wręcz przeciwnie. Spójrzcie na te zdjęcia. Czy Lolek w dżinsowej kurtce Levis będzie wyglądał, jak ofiara szalonej stylistki? Czy Marynia w bomberze będzie pośmiewiskiem? Czy Sofijka w rurkach ma powód do wstydu?
Nie, nie i jeszcze raz nie.
Co więcej, jest bardzo duża szansa, że nikt inny na placu nie będzie miał szarego swetra z sercem, którego mojej córce zazdroszczą wszystkie koleżanki.

Reasumując. Ubieram dzieci w lumpeksach. Polecam. Sara Ferreira.

You may also like

12 komentarzy

  1. To jest nas więcej! tych, co nienawidzą Zary 😉
    takiej tandety nie ma nigdzie indziej, chyba tylko w Orsayu
    szmatexy to naprawdę wysoka jakość – ciuchy przezyły przynajmniej jedno dziecko, to mówi samo za siebie!

  2. Amen! Ja moich trzech chłopaków traktuję dokładnie tak samo i też nie wyglądają jak bohaterowie filmów dokumentlnych z lat 80. Za jedną sztukę czegokolwiek staram się płacić nie więcej niż 1 euro – doświadczenie robi swoje 🙂 A najlepsze jest właśnie to, że jak ciuch użyty, to łatwo przewidzieć mogę w jakim stanie wyciągnę go z pralki.

  3. Witam widzę ze chyba nie zarabiasz na swojej stronie.
    Możesz polaczyc swoją pasję z zarobkiem. Szkoda
    marnowac ruchu na blogu. Jest metoda zeby wyciagnać dodatkowo ładną sumkę, wpisz sobie w google – jak
    zarobić na blogu drugą wypłatę

  4. Tak tak tak! To mówiłam ja, ubierana w ciuchu przez swoją mamę. I pamiętam, jak w podstawówce zaczepiały mnie inne mamy (!) pytając skąd mam takie fajne ciuchy. Pękałam z dumy z mamy 🙂 a było to….wiele wiele lat temu, w naszym kochanym Lbn 🙂 Popieram ze wszech miar!

  5. Hey, i ja ubieram mojego jedynaka (jak na razie 😉 ) w uzywane ubrania odkad sie urodzila. I nie dlatego, ze nas nie stac na nowe ubrania. Kupuje uzywane ubrania, i przyjmuje od innych ze wzgledu na wszystkie wymienione przez ciebie argumenty plus wzglad na nasze srodowisko. Dlaczego jeszcze calkiem dobre ubrania nie maja byc wykorzystane jeszcze raz? Poza tym kupujac nowe tanie ciuszki i wyrzucajac je szybko do kosza przyczyniamy sie do rosnacej sterty smieci na naszej planecie. A nie zapominajmy tez, ze wiekszosc tanich i tych rowniez `nietanich` ubran robione sa dla nas w niezbyt godziwych warunkach, gdzie ludzie nie sa uczciwie wynagradzani za prace.
    I ja gdy kupuje cos dla siebie staram sie kupowac ubrania dobrej jakosci, ktore posluza mi przez dlugi okres czasu. I tez lubie ubrania dobrej jakosci z lumpeksow kupione dla siebie.
    Nie znosze `throw away fashion`!!!
    Jeden z powyzszych komentarzy, ze chyba nie zarabiasz na swoim blogu jest co najmniej smieszny. To sie ma nijak do decyzji o kupowaniu ubran uzywanych!

  6. A ja tam uwielbiam ubierać się w lumpexach ;)Modnie, tanio i wygodnie 😉 A jakie perełki można czasami wynaleźć, ostatnio kupiłam spodnie ( wiecie hit sezonu podziurawione itp ) z Lacoste za uwaga 16zł 😉 Grzechem było nie kupić 😉
    Także popieram kupowanie w takich sklepach 😉 kiedyś słyszałam, że to nawet ekologiczne 😉
    Pozdrawiam 😉

  7. a ja sie troszke nie zgodzę, ja uwielbiam ubrania z Zary i mimo, ze mnie nie stac na nowe zawsze kupuje od osob trzecich czesto w szmateksie i sa jakosciowo bardzo dobre- dorównuja innym markom brytyjskim czy amerykanskim to wkoncu jest hiszpanska firma- nie wiem czemu psy na niej wieszac- ogolnie ubranka dzieciece sa wszedzie drogie w HM równiez to dobre pole , żeby zdzierac z rodziców

  8. Wreszcie ktoś podchodzi do dzieci i wydatków na nie z głową 🙂
    Mam tylko pytanie – gdzie w Stolicy można znaleźć fajny dziecięcy lumpeks. Bo te, w których ja się ubieram, nie ma działu dziecięcego 🙁

  9. dzieci ubieram w szmatexach, i siebie ubieram w szmatexach…..i uwielbiam te spojrzenia koleżanek z pracy i zaczepki „skąd masz taka zajebb…… spódnice, gdziek kupiłas, droga?? 😀 nie dość że dobre i tanie, to i mega oryginalne! popieram !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *