WARZYWA ZNANE I LUBIANE!

W szatni u Lolka wsi tablica korkowa. Wdzięczą się na niej pokraczne arcydzieła plastyczne.
Za każdym razem, gdy zaglądam do szatni, syn ciągnie mnie za rękaw, krzycząc: – Mamo, zobacz! Ta praca jest moja! – Och, jaka wspaniała! – odpowiadam na widok, koślawego lisa z przetrąconą nogą, a kiedy to mówię liskowi wypada oko na podłogę. Zupełnie jakby chciał przewrócić oczami, słysząc te przesadne komplementy, ale naturalnie ma za wątłe oczodoły, żeby utrzymać w nich swoje papierowe gałki. Tak więc z tablicy korkowej spogląda na mnie jednooki lis kuternoga. Dzieło mojego syna.
Mam w domu całe pudło takiej kulawej twórczości. A to ktoś nie ma nóżek, a to skrzydełek, a to łapek.
Tak naprawdę, to jest takie pudło śmiechu przez łzy, bo przecież ten cholerny lis, tak bardzo pokrzywdzony przez swój papierowy los, jest tak samo śmieszny, co wzruszający.
Zaglądam więc ostatnio do szatni, a tam na tablicy korkowej obok chromych zwierząt, wisi kartka z programem zajęć na następny miesiąc. Zupełnie rozczulająca. Tematy: „Przyszła jesień”, „Owoce w sadzie”, „Moja rodzina” oraz „Warzywa znane i lubiane”.
No i oczami wyobraźni zobaczyłam te Warzywa znane i lubiane, jak wysiadają przed szkołą z limuzyny i pozdrawiają dzieci gestem dłoni, takim papieskim. A później jest z nimi spotkanie na auli. Dzieci mogą zadawać pytania. Marchewka opowiada o podziemiu warzywnym w Polsce. Cebula porusza tematy społeczne. Burak mówi, że naprawdę nie odwalił nic głupiego na wakacjach w Egipcie. W końcu jest czas na autograf i oczywiście wspólne zdjęcie z Warzywem znanym i lubianym.

Kiedy moi znajomi, którzy dopiero co zostali rodzicami, mówią: „Nie mogę się doczekać aż moje dziecko zacznie mówić! To musi być takie śmieszne”, nie pozostaje mi nic innego jak przytaknąć.
Bo zaprawdę, to jest takie śmieszne!

PS Przybiegły dziś do mnie dziewczyny z pretensją, że nie robię im zdjęć na bloga. No to im zrobiłam. Wyjątkowo <3

Podczas spaceru uścisnął mocno moją dłoń i powiedział:
– Mamo, jeszcze bardzo bardzo długo nie chcę cię przerosnąć…

***
Dzieci chórem: Mamo! Możemy sobie włączyć bajki?
Ja: Absolutnie nie! Oglądacie za dużo i zgłupiejecie od tych bajek!
Lolek: Nieprawda! Wcale nie zgłupiejemy, na przykład jutro nie oglądaliśmy ani jednej bajki!

***
Lolek:
– Mamo, poproszę ciasta. Kawałek trochę wielki.

***
Odwiedziła mnie przyjaciółka. Dzieci ją uwielbiają, więc dopadły ją, zadając miliony pytań. W końcu schodzimy na tematy męsko-damskie:
– Ciociu, a ile twój chłopak ma lat? – pyta zaciekawiony Ąfel.
– Trzydzieści kochanie, ale on już nie jest moim chłopakiem – informuje przyjaciółka.
– Nie?! Zerwaliście ze sobą?! – dziwi się Ąfel.
– Tak.
– A dlaczego? – dociekają dzieci.
– No właściwie to dlatego, że on nie chciał mieć dzieci, a ja chciałam – wzdycha moja przyjaciółka. 
– Jak to nie chciał dzieci?! – dziwi się Ąfel.
– No po prostu. Nie każdy chce mieć dzieci.
– A ty byś chciała… – konkluduje Ąfel.
Zapada cisza, słychać mlaskanie, nagle znudzony rozmową Lolek podnosi głowę znad zupy i tonem starego wyżeracza, znawcy kobiet i świata, mówi:
– A ty ciociu wiesz, że nie potrzebujesz faceta, żeby mieć dzieci, tak?

Poranek. Odwożę dzieci do szkoły, nagle rozlega się ożywiony głos Lolka:
– Ciekawe, czy dziś będzie Sara! Strasznie bym chciał, żeby była!
– Och, masz w grupie koleżankę, która ma na imię Sara? – pytam, wietrząc kolejny przedszkolny romans i radosna, że wreszcie mam jakąś imienniczkę.
– Nieee mamo, Sara to taki fajny mały piesek, co się cały czas kręci koło szkoły – rozprawia się ze mną chłodno syn.

***
Dzieci idą spać, zaczynam im czytać bajkę, nagle Lolek przerywa mi bardzo podekscytowany:
– Mamo!! A wiesz co?! U nas w szkole, jak ktoś jest bardzo niegrzeczny, to idzie na czerwony dywanik do pani dyrektor!!

***
Ja: Co robisz?
Lolek: Próbuję się ugryźć w dziąsła.

***
Lolek (zrezygnowanym tonem): Julka chce się ze mną ożenić…
Ja: Oo, no i co ty na to?
Lolek: Mamo, nie mogę się z nią ożenić, mam już z dziesięć innych dziewczyn.

Lolek: Widziałem rozjechanego kotka, już prawie cały wsiąkł w ziemię i nie miał głowy. 
Sofia: Och biedny, na pewno musiało go to boleć. 
Zbynio: Jak nie żyje, to i tak nic nie czuje.

***
Przychodzi do mnie banda małych Ferreirów. Na jej czele wygadany herszt – Zbynio.
– Mamo, chcielibyśmy zaprosić znajomych i zrobić sobie imprezkę.
– A z jakiej okazji?
– Bez okazji, tak jak wy dorośli ciągle robicie.

***
– Co robisz kochanie? – pytam syna, który sunie po podłodze jak gąsienica.
– Myję podłogę – odpowiada przezornie.




Marynia:
bluzka i spódnica: Nioska
płaszcz i szalik – lumpeks
botki – Lidl

Sofia:
sukienka – Nioska
futerko, chusta, kozaki – lumpeks
czapka – Pepco

You may also like

9 komentarzy

  1. Sara, jestes jedyną matką- blogerką (no dobra teraz dołączyła do tego grona Venila) ktora czytam! Podziwiam Cie za to, że nie odwaliło Ci, zenie masz w sobie nic z MADKI i masz tyle wspanialego luzu, poczucia hummoru, a Twoje opowieści o dzieciach, dla bezdzietnych, nie wtajemniczonych w macierzyństwo nie sa czyms nużącym, a zabawnym i uroczym!

    Niskie ukłony!
    buziaki

  2. Pani Fereiro! Cudne masz te Dziewczynki! Pięknie ubrane i cudowny plener do zdjęć, gdzie to takie super kadry zrobiłaś?
    Strasznie spodobało mi się to wyobrażenie o tych warzywach wychodzących z limuzyny:D
    A co do tego, że dzieci są takie śmieszne i w ciekawy sposób postrzegają świat, to moja Chrześnica ostatnio była ze mną i tłumaczę jej, że Wujek (tj. mój K.) oświadczył mi się i niedługo będzie moim mężem, na co Hanusia (4 lata) rezolutnie odpowiedziała „Tak, ale teraz jesteś tylko jego dziewczyną” 😀

    Pozdrawiam serdecznie!

  3. I teraz po przeczytaniu tego posta od 5 minut siedzę i próbuję się ugryźć w dziąsła… 🙂 Dziecięca wyobraźnia jest magiczna! Czy Lolek znalazł już na to jakiś sposób?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.