MAM DOSYĆ AKRYLU I POLIESTRU!!

Nie jestem typem osoby, która mówi „za moich czasów to było tak i siak”, ale jak słowo daję, był wiek złoty, był srebrny, teraz jest wiek poliestru, plastiku i wszechobecnej szmiry.
Za tak zwanych „moich czasów” było niewiele. Doskonale pamiętam te paczki, które przychodziły „z Zachodu”. Zawsze pełne dobrych słodyczy i ubrań.
Była nas piątka, rodzice wychowywali nas raczej skromnie, mama stawała na głowie żebyśmy fajnie wyglądali. Zwykła mawiać: „najważniejsze, żeby wyglądać schludnie”. Każde z nas wiedziało, że ubrania trzeba szanować, bo w spadku dostanie je młodsze rodzeństwo. Jeden płaszcz potrafił służyć całej naszej piątce. Po kolei. I to było możliwe. Rodzice często kupowali nam rzeczy droższe, tak żeby były na lata. Na przykład każdy z nas dostał skórzany plecak na początku edukacji. Nosiliśmy je przez osiem lat podstawówki!
Albo buty – ta historia stała się już rodzinną anegdotą. Rodzice kupowali nam buty za duże, żebyśmy od razu z nich nie wyrośli- „czy masz w tym bucie trochę luzu?” W to miejsce „luzu” wsadzaliśmy watę. No i wyobraźcie sobie, że kiedyś tata kupił mi buty,do których nigdy nie dorosłam! Nadal są na mnie za duże 😀 Ale co ważne – nadal nadają się do noszenia. Mama zakłada je do pracy w ogrodzie (na nią tez są za duże).
W pamięci mam też szafę mamy, w której buszowałam bez opamiętania, kiedy tylko byłam sama w domu. Było tam całkiem sporo toreb i skórzanych butów. Mama mawiała, że jak z siostrą dorośniemy, to te rzeczy będą dla nas.
To oczywiście nie jest tak, że te dwadzieścia kilka lat temu nie było chały. Kiedy ktoś pojawiał się z jakąś ryczącą tandetą, to mówiło się, że kupił to „u ruskich”.
Problem polega jednak na tym, że obecnie „targ u ruskich” to zjawisko wszechobecne.
Odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, ile rzeczy z Waszej szafy będą mogły po Was przejąć dzieci, kiedy dorosną?
Nie lubię galerii handlowych. Wchodzę i najpierw elektryzują mi się włosy, a chwile później nerwy. Ostatnio chcieliśmy mojemu mężowi kupić płaszcz. Doprawdy nie sądziłam, że będzie to wyprawa przez morze poliestru i akrylu. W którymś momencie miałam ochotę się po prostu rozpłakać z tej bezsilności.
Moja bratowa pojawiła się niedawno u mnie w pięknym płaszczu. Już w progu ostudziła mój zapał, informując, że niestety kupiła go w popularnej sieciówce, skład jest podły i pewnie posłuży jej jeden sezon. Niestety przeliczyła się. Po dwóch tygodniach noszenia, płaszcz był już tak zmechacony, że nie wypadało pojawiać się w nim w biurze. Odniosła go do reklamacji, w uzasadnieniu napisała „płaszcz wygląda jak szmata po dwóch tygodniach noszenia”. Chwała bogu, że go nie uprała, pewnie by się rozpuścił w wodzie.
Ktoś kiedyś zarzucił mi, że skoro jakość sieciówkowa mi nie odpowiada, to żebym się tam nie ubierała i koniec problemu. Otóż nie. Ja mam wrażenie, że uczestniczymy w jakimś masowym oszustwie, na które się godzimy, tylko dlatego, że jest wszechobecne.

Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że kiedy go zakładałam ubierałam się tylko w lumpeksach, potem zachłysnęłam się tą chińską falą barteru (przepraszam!), później poszłam po rozum do głowy i wróciłam do lumpeksów.
Powoli uczę się bycia świadomym konsumentem. To nie jest łatwe, bo jakościowe szambo rozlewa się od sztucznej konfekcji przez tekturowe meble po plastikowe jedzenie.
Coraz częściej sięgam po produkty polskie, z fajnych tkanin. To również nie jest łatwe, bo bardzo często jednorazowo trzeba wydać dużo pieniędzy.
Kiedyś jednak wytłumaczyła to fajnie Trinny – kiedy wydajemy więcej na coś, co będziemy nosić często, to trzeba kwotę podzielić na ilość razy kiedy to założyliśmy i nagle okazuje się każdorazowe założenie sukienki kosztuje grosze.
Dokładnie tak sprawa się ma z kozakami z dzisiejszego wpisu. Kosztowały 500zł jakieś pięć lat temu. Dla mnie to spora kwota jednorazowo. Ale kiedy podzielę to na kilkaset razy, kiedy je założyłam, to jest ok.
Sukienka to z kolei Aglaia ze szlachetnej bawełny o oksfordzkim splocie z nowej kolekcji młodej polskiej firmy Marie Zelie.
Torba skórzana sprzed kilku lat, służy.
To jedne z niewielu rzeczy w mojej szafie, które być może kiedyś przejmą po mnie moje córki.
Powoli będę walczyć o więcej takich perełek. Docelowo chciałbym wyrugować z życia ten konfekcyjny plebs, rodem z akrylu i poliestru.






sukienka – Marie Zelie
kozaki – Venezia
torba – internetowy sklep z galanterią skórzaną, niestety nie pamiętam
biżuteria – Apart

You may also like

36 komentarzy

  1. Hola hola!
    Akryl wcale nie jest taki zły. Poliester też nie.
    Sama robię sobie swetry na drutach z akrylu(sic!). Potem noszę je przez lata.
    Mój ulubiony ma 10 lat i nadal wygląda doskonale.
    Torbę na zakupy mam z poliestru, handmade z polski- trzyma się jeszcze dłużej niż sweter.
    To nie jest tak, że te materiały są złe. To dobór jakości materiału jest zły…

    1. Ostatnio z dumą przyszłam do mojego rodzinnego domu i pochwaliłam się pięknym kaszmirowym sweterkiem za 4 zł. Kocham kaszmir, ale stać mnie tylko na taki z lumpeksa. W szale nie zauważyłam zacerowanej dziurki na łokciu, dlatego na moim sweterku wyładowała cała rodzina motyli – naprasowanki górą!
      Wracając jednak do tematu, na wieść o sweterku za 4 zł obruszył się mój tata – jak brakuje wam pieniędzy to wam dołożymy! I tu popełnił błąd, bo przez 30 minut musiał wysłuchiwać o tym, że recykling, ze koniec z komerchą i słabą jakością… No generalnie się facet wkopał… 😛
      Dzięki lumpeksom odkryłam swój własny styl, jestem oryginalna i w dodatku za grosze! Nie wspominając o polowaniu na te perełki <3

    2. Akryl niestety jest zły bo tylko udaje szlachetny materiał: Nie dość ze się mechaci to wcale nie grzeje, spocić się w nim można i tyle. Natomiast poliester fakt ma swoje zalety, jak dla,mnie jednak tylko i wyłącznie w odzieży sportowej ☺

      1. Znam zalety poliestru, ale naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby porządny zimowy płaszcz mógł być z niego wykonany 🙂

  2. Jak piszesz- wszechobecny akryl i poliester, były jednymi z kilku powodów dla których postanowiłam kupić maszynę do szycia. Był to czas kiedy po lekturze „Slow fashion” Asi Glogazy zapragnęłam zrobić czystki w szafie i kupować ubrania bardziej świadomie, z lepszej jakości materiałów. Niestety czytając wszywki bardzo się rozczarowałam tym co oferują sieciówki i postanowiłam, że wobec tego, w miarę możliwości, sama będę sobie szyć to co mi się podoba, z dobrych materiałów. Mam za sobą uszycie 3 sukienek, kurtki oversize i bluzy. Jestem jeszcze początkująca, ale nie brak mi motywacji i cierpliwości do nauki, bo odkryłam nową pasję. Kilka dni temu zrobiłam materiałowe zakupy- miodowa wełenka (90%) i szmaragdowa (80%). Będą się szyły płaszcze! 🙂

  3. Pierwsze zdjęcie to majstersztyk! piękne są te sukienki Marie Zelie – ale jak trudno dorosnąć do zapłacenia ich ceny 😉

  4. Zacznę od tego, że zdjęcia to mistrzostwo! A teraz się rozpiszę.
    Ja również podobnie mam u siebie – zaczęło się od lumpeksów, potem tona chińszczyzny, a teraz… pół na pół ale nadal walczę. Zdarzyło mi się na chińczykach dorwać płaszcz z domieszkami wełny, fajne rzeczy z bawełny czy skórzane buty i torebkę dlatego ciężko mi z nich zrezygnować bo mam nadzieję, że jeszcze coś tam znajdę. Poza tym, jak np. nie jestem pewna jakiegoś trendu czy zostanie u mnie na stałe, to też często kombinuję w tańszy sposób – bo po co przepłacać, szczególnie gdy mój styl to raczej nudna klasyka. Mimo wszystko staram się to minimalizować, a finalnie planuję całkowicie od tego odejść. Jednak nie da się ukryć dwóch rzeczy:

    1. Kiedyś, to i poliester miał jakąś jakość. Dzisiaj to po prostu jedno wielkie g… wiem co mówię, mam poliestrową koszulę vintage. Jak ją porównasz z rzeczą z sieciówki albo Aliexpress to jest różnica.

    2. Świat zalała ta tandeta i ma większe branie, ale ciesze się że co raz częściej ludzie myślą rozsądnie. Tez jesteś zdania, że brakuje takich blogów o modzie świadomej? Mi trudno dziś znaleźć jakieś wartościowe treści, a wdrażanie tego u siebie idzie jakoś słabo… i mimo że jestem autentyczna w 100% w przeciwieństwie do tego co było kiedyś (np. stylizacje specjalnie pod bloga, bajkowe zdjęcia z kolorowymi drzewami) to i tak ludzie mam wrażenie woleli „tamtą mnie”.

  5. Świetna stylizacja i przepiękne zdjęcia! Największym wyzwaniem jest znalezienie rzeczydobrych jakościowo bo nawet małe polskie marki często nie szyją z dobrych materiałów a wysoko się cenią.. ja zawsze patrzę na skład podczas zakupów i wiele rzeczy od razu jest na nie. Zwłaszcza swetrów!

  6. Dlatego fajnie, że są blogerki, dzieki któryn możemy poznać ciekawe, dobre, polskie firmy. Ja ciągle mam problem z wyszukiwaniem naprawdę jakościowych rzeczy i takie podpowiedzi zawsze mi sie przydają.

  7. Dlatego uwielbiam lumpeksy. Wszystkie dobrej jakości swetry kupiłam tam za grosze a za każdym razem, kiedy je ubieram zbieram serie ochów i achów. To samo z zamszową parką, którą udało mi się kupić za całe 5 zł. I jestem kolejnym pokoleniem, które nosi ciuchy ” z paczki z Ameryki” . I raczej nie ostatnim 😉

  8. Dlatego uwielbiam lumpeksy. Wszystkie dobrej jakości swetry kupiłam tam za grosze a za każdym razem, kiedy je ubieram zbieram serie ochów i achów. To samo z zamszową parką, którą udało mi się kupić za całe 5 zł. I jestem kolejnym pokoleniem, które nosi ciuchy ” z paczki z Ameryki” . I raczej nie ostatnim 😉

  9. Witaj.
    Trafiłam do Ciebie pierwszy raz, ale chętnie poczytam więcej. Na instagramie zobaczyłam zdjęcie i postanowiłam zobaczyć o czym dokładnie piszesz.
    Ja właśnie uczę się robić na drutach. Marzę żeby w szafie powoli wymieniać rzeczy na lepsze jakościowo, w ładnych kolorach i fasonach jakie mi pasują-bo zgrać to wszystko i kupić gotowe ubranie jest ciężko.
    U mnie w miasteczku dobrej włóczki nie kupię, zostaje wyprawa do Warszawy albo internet.
    Pierwsze oczka robię z tego co mam pod ręką, żeby zobaczyć czy załapię o co chodzi (chyba będzie dobrze, oczywiście nauki jeszcze dużo, ale warto).
    Co do samego akrylu, mam w domu motek polskiej włóczki 100%akrylu i motek włóczki którą kiedyś dostałam od koleżanki z Anglii, też 100%akrylu ale to dwie zupełnie inne jakości.
    Pozdrawiam

    P.S. Zdjęcia są super.

  10. Dziękuję za te zdjęcia – mam problem z sukienkami MZ. Ich sesje na pierwszy ryut oka sa piekne, jednak jakieś takie sztywne i mało dynamiczne. U Ciebie na zdjęciach widzę, że da się z tymi sukienkami zrobić to, o co mi zawsze w sukienkach chodzi.

    Ja z domu nie wyniosłam tego, o czym piszesz – moi rodzice dziwili się ostatnio, kiedy szłam do szewca z moimi ukochanymi butami, które służa mi trzeci sezon i są absolutną bucianą perfekcją.

    Swetry z akrylu po prostu nie grzeją, a poliester (w większości przypadków) brzydko się zachowuje, gdy ciało się rozgrzewa – to są dla mnie zawsze główne argumenty za tym, żeby jednak poszukać rzeczy z porządnych materiałów.

  11. Przed poznaniem mojego męża w ogóle nie patrzyłam na skład materiałowy sieciówkowych ciuchów. On mnie tego nauczył, a raczej jego ubrania które owszem były drogie ale miały po kilka lat i wyglądały jak nowe. Ot cud jego rzeczy kilkuletnie w lepszej formie niż moje t-shirty, swetry i bluzki kupione niedawno. Ogólnie polacy nie zwaracają uwagi jaki jest skład danego produktu tyczy się to wszystkiego ubrań, kosmetyków, jedzenia. Byle tañsze… Wystarczy natomiast przekroczyć nasze granice i już jest trochę inaczej. Okazuje się że te produkty które są na naszym rynku i innych krajów europejskich mają inny słabszy skład… Dlaczego to proste tam jest więcej świadomych konsumentów czytających skład więc produkt musi zawierać lepsze składniki. Inna mentalność po prostu. U nas najważniejsze żeby było tanie…jaki jest skład to już inna historia. Ja nauczyłam się że wole mieć mniej ale za to porządnych rzeczy z dobrym składem niż tuziny rzeczy plastikowych. To samo tyczy się innych dziedzin życia 😉

  12. Piękny i prawdziwy wpis. Sama bardzo często kupuję w lumpeksach, a jak planuję duży wydatek w postaci porządnego płaszcza to staram się aby przynajmniej w 90% składał się w wełny. W sieciówkach bardzo ciężko o dobre składy… Więc swój płaszcz kupiłam od polskiej firmy, ma piękny krój i świetny skład, był jak na mój budżet bardzo drogi ale wiem, że posłuży mi lata i do tego będzie ciepły. Zanim dokonam zakupu dokładnie go analizuję i muszę się zakochać w tej rzeczy 🙂
    Swetry z poliestru czy akrylu nie ogrzeją nas tak jak swetry z kaszmiru czy wełny.

  13. Zawsze wertuję metki. Ludzie przechodzą i się dziwią, co ja tak grzebie w tym ciuchu. Jakość materiału czuję już ręką. Zdarzy mi się kupić sweter z akrylu, bo akryl akrylowi nierówny, a i splot robi swoje – zdarzają się perełki. Ale kiedy widzę piękny czerwony płaszcz za 390 zł, podchodzę do wieszaka, macam, sprawdzam metkę a tam 100% poliester – mam ochotę krzyczeć. I zapytać wprost – czemu robi się z nas idiotów? Szale, swetry kupuję z domieszką wełny, moheru, wełny z merynosa. Płaszczy też takich szukam. Najczęściej w lumpeksach. Powody są dwa – w sieciówkach po prostu takowych nie ma, a jeśli są to w tych z wyższej półki i niezrozumiale drogie.
    Tak… też nie sądziłam, że będę mówić to mając 30 lat, ale – kiedyś to były czasy. I materiały.

    1. Dokładnie, mnie tez cis trafia gdy widzę skład tych rzeczy, a jeszcze niektórzy producenci śmią nazywać płaszcz wełnianym mimo ze nie ma w nim grama wełny! Od kilku lat próbuje kupić wełniany porzadny płaszcz zimowy w rozsądnej cenie, ale ciężko. W lumpeksie czasem widać lepszej jakości okrycia ale niestety z reguły w dużych rozmiarach.Pozdrawiam! Domi

      1. Własnie! Jak to jest, że piszą „wełniany płaszcz”, a wełny w nim np 2%?! To jest zgodne z prawem? To jak z tym internetem – bez limitu, ale limitowany…

  14. Zgadzam się w pełni 🙂 Sama pamiętam, jak babcia nas „obszywała”, bo ciężko było kupić gotowe, a w efekcie zawsze mieliśmy na sobie śliczne perełki. Później w przypływie głupoty zachwyciłam się sieciówkami, na szczęście kształtna figura nie pozwoliła mi na zbyt długi zachwyt.

    Na szczęście babcia przekazała mi smykałkę do szycia i mogę pozwolić sobie na dobrą jakość. Dodatkowo prowadzę dwie Wrocławskie marki odzieżowe, do których zapraszam – http://www.namaszynie.com oraz http://www.71pops.com 🙂

    Pozdrawiam i czekam na więcej pięknych zdjęć i postów 🙂

  15. Też wybieram lumpeksy albo małe polskie marki, zdecydowanie jestem zadowolona z takich wyborów, chociaż muszę przyznać, że na „młodych polskich projektantach” też można sie przejechać;)
    Swoją droga, sieciówki też zwietrzyły trend ppwrotu do porządnych materiałów i solidnego krawiectwa, bo coraz częściej można znaleźć różne kolekcje premium, swetry z prawidziwej wełny itd. Tak czy inaczej,gdzie byśmy nie kupowały, zawsze warto ocenić konkretne ubranie, z czego i jak jest uszyte.
    Piękna ta sukienka, ślicznie w niej wygladasz!

  16. Poliester nie jest taki zły, pod warunkiem, że występuje w mieszance z innymi włóknami np: wełną i jego udział jest niski.Kupiłam kurtkę, która zawiera 70% wełny i 30% poliestru. Jest ciepła i bardzo ładna, nie mechaci się. Niestety jej cena jest bardzo wysoka i większość osób, które spotkałam podczas szukania kurtki na zimę omijało modele przewyższające cenę 300 zł. Moja kosztowała 550 zł, zapewne posłuży mi długo, przeciętnie kurtki mam 5-7 lat, ale żadna z nich nie kosztowała mniej niż 500zł. Lubię rzeczy porządne, chociaż ulegam czasem urokowi rzeczy „na raz”. Ostatnio dostałam amoku z butami z deezee, ilość fasonów, kolorów i dostępność cenowa spowodowały u mnie kompletną zaćmę. Niestety nic nie wzbudza takiego zachwytu jak moje skórzane kozaczki. Będąc w USA, zostałam zaczepiona w hotelu podczas śniadania przez grono psiapsiułek, które zachwycały się nimi, kiedy usłyszały mój akcent jedna z nich aż zaklaskała w ręce i powiedziała:” Mówiłam Wam, że tak ubrana może być tylko europejka” Mile połechtały moją próżność i zdziwione były kiedy powiedziałam, że:”Nie kozaczki nie są włoskie, jestem z polski i to są kozaki od polskiego producenta”. Niestety były bardzo drogie kosztowały 580zł cztery lata temu. Nadal wyglądają dobrze, ale należę do osób bardzo dbających o rzeczy, nie wiem więc ile w tym mojej a ile producenta zasługi. Moją szafę zasiedlają takie perełki np marynarka z kaszmirem, druga z wełnianego aksamitu szamerowana, z ręcznie robionymi guzikami, jedwabna chustka i 2 bluzki z jedwabiu, wełniana narzutka z pięknie filcowanymi kwiatami, klasyczne spodnie z cienkiej wełenki, dwie spódnice z wełnianej żorżety, niektóre z tych rzeczy mają po 10 i więcej lat. Nie sądzę by posłużyły następnemu pokoleniu, ale z pewnością nie wyrzucę ich do kosza.
    kosza.

  17. Syntetyczne rzeczy kupuję wyłącznie w sklepach sportowych – bo nie wchłaniają potu. Poza kurtkami i ciuchami sportowymi, zawsze noszę naturalne włókna.

    1. To dokładnie jak ja☺ tylko dobre sportowe firmy uzywajace najnowszych technologii sa w stanie mnie przekonać do wyrobie z poliamidu czy poliestru. Reszta musi byc naturalna🙂

  18. Ja już kolejny rok płaczę z bezsilności, bo szukam płaszcza, zwykłego, klasycznego wełnianego płaszcza. A to co znajduję, od kilku lat, to masakra.
    Twoje buty są mega, choć nie gustuję w brązach, to podobają mi się jak diabli 🙂

  19. Niedawno chciałam kupić sobie swter, zrobiłam selekcję w sklepie online znanej sieciowki i znacząca większość to nieatety akryl. Rozbawiły mnie opisy np. Z domieszką wełny, a w składzie: 5%, czyli taka homeopatyczna ilość wełny w tym swetrze.

  20. Na początku października przeszukałam cała sieć w celu znalezienia płaszcza na zimę z jak największą ilością wełny. Stać mnie było na taki z Reserved za ponad 300 zł 50 % wełny.Zamowione, przymierzam i myślę co za dziadostwo za tyle pieniędzy. zwróciłam, dzien później poszłam do szmateksu i kupiłam dwa płaszcze 80% wełny każdy. Cena? 20 zł za sztukę. Od tej pory już nie wchodzę do galerii handlowych bo za koszulkę na jeden sezon wolę wydać 5 zł niż 80 zł a czasami w szmateksie można znaleźć super ciuchy znanych marek które służą latami. Co do Venezii to jest jedyny obecnie sklep w którym jestem skłonna wydać pieniądze. Razem z mamą kupujemy tam buty i torebki. Jak coś się nam znudzi to się wymieniamy. Tak przez kilka lat

    1. Jeśli chodzi o płaszcze to naprawdę uważam, że w lumpeksach można upolować niesamowite perełki. Tym bardziej, że ok 4000zł w sieciówce za kawał szmaty to naprawdę fortuna, a 1000zł za coś lepszego, co owszem – prawdopodobnie będzie na lata, to jednorazowo spory wydatek.

  21. Dla mnie (a w sumie młodszej wersji mnie) trwałe ubrania miały jeden zasadniczy problem. Nie niszczyły się, a ja ich już nie chciałam, ewentualnie od początku nie chciałam. I musiałam słuchać o tym, że to przecież taki porządny sweter, spodnie, o co mi chodzi. I dalej je nosiłam, niezbyt szczęśliwa, bo wyrzucić się nie wyrzuci, kupować nowych jak są stare nie ma sensu. Teraz jestem jeszcze na etapie zachwycania się tandetą, a w mojej szafie ciągle jest pełno rzeczy, które dostałam za czasów lepszej jakości. A tych ulubionych, wybranych przeze mnie niedużo. Ale różnica w wyglądzie tych które sama wybrałam i lubię, a tych które dostałam dawno temu ogromna. Te pierwsze faktycznie niedługo będą przypominać szmaty. Te drugie są w świetnym stanie. Tylko co z tego, skoro ich nie lubię, a wyrzucić żal?
    Liczę na to, że kiedy będę już na sto procent pewna czego chcę, jak lubię się ubierać, zacznę kupować rzeczy lepszej jakości. Ale najpierw muszę być na sto procent pewna, że to jest to.

    1. To prawda, ja tez długo nie stawiałam na ubrania lepszej jakości, bo za szybko mnie nudziły, teraz wiem co lubię, a czego nie i jest zdecydowanie łatwiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.