WRÓŻKA ZĘBUSZKA

No cóż kochani, dzisiejszy dzień raczej nie zasili tych chlubnych w mojej rodzicielskiej kronice.
Niechcący się ukoronowałam na Królową Złych Matek.
Oto ja – rodzicielski antybohater w całej okazałości!

To wydarzyło się nad ranem.
Jutrzenka nieśmiało wdzierała się do mojej sypialni przez brudne okno, kiedy usłyszałam sromotne kwilenie.
Początkowo sądziłam, że kwilenie jest jakimś kiepskim składnikiem całkiem niezłego snu, więc odrzuciłam je zamaszystym ruchem kołdry. To nie pomogło. Kwilenie wdarło się do mojej pościeli, załkało w okolicach mojej twarzy, po czym brutalnie się zmaterializowało w postaci Ąfla.
– Och kochanie, obudził cię zły sen – rzekłam zaspana, tuląc się łapczywie do Morfeusza.
A mówiąc to nie mogłam przypuszczać, że zły sen Ąfla stanie się moim największym rodzicielskim koszmarem.
– Mamo, ona nie przyszła…– zakwilił gorzko Ąfel
– Kto nie przyszedł? – odparłam przez sen.
– Wróżka Zębuszka, nie przyszła! Nie zabrała mojego zęba, nic mi nie zostawiła – załkała córka – a ja momentalnie wyskoczyłam z łóżka, srogo turbując Morfeusza, potykając się o pościel i omal nie tracąc całej szczęki na rzecz Wróżki Zębuszki.
– Jesteś pewna?! – wykrzyknęłam, modląc się, żeby część mojego mózgu odpowiedzialna za kłamanie, podstawiła mi jakąś zgrabną historyjkę.
– Tak, sprawdziliśmy z Lokiem dokładnie – odparł załamany Ąfel.
Nosz kurwa – zaklęłam w duchu, bo mój plan szybkiej podmiany mleczaka na pięciozłotówkę i wkręcenia Ąfla, że coś mu się przewidziało, właśnie został uśmiercony, za sprawą świadka koronnego Lolka.
Tak więc podążam korytarzem do pokoju Ąfla, i wierzcie mi – walk of shame to przy tym to spacer po łące, wzywając nadaremnie imienia wszystkich Wróżek Zębuszek świata.
Wchodzimy do pokoju, zaglądamy pod poduszkę… a tam… ZĄB. A naprawdę, przez ułamek sekundy byłam wyznawcą Kościoła Wróżki Zębuszki i sądziłam, że zdarzy się cud, że ząb się spienięży! Niestety, jak to mówią – ząb, dupa zębowa.
Tak więc gremialnie patrzymy na zęba, jakby ostentacyjnie miał z niego wyrosnąć worek złota. Każdy w szoku – co ta Wróżka odwaliła?! Jak mogła zapomnieć?!
Naprędce staram się spłodzić jakieś rzetelne kłamstwo, tymczasem o piątej rano konfabuluję z mozołem. Wzywam na pomoc WSZYSTKICH! – Świętych, bogów ze wszystkich religijnych okręgów, wszystkie wróżki świata, ale to piąta rano – wszyscy śpią!
Wtem, w sukurs moim modlitwom przychodzi świadek koronny Lolek:
– Ja wiem dlaczego ona nie przyszła – oznajmia zrezygnowany – to przez ten kamień.
– Jaki kamień na a Wróżkę Zębuszkę! Mów jaśniej dziecko!! – grzmię.
– Przez Kamień Nieszczęścia, Sofia go wczoraj przecież dotknęła – mówi, a ja przypominam sobie, że faktycznie! – całkiem zapomniałam, że gram w kolejnej części Harrego Pottera, uff.
– To możliwe – konkluduje Ąfel, przełykając łzy.
– Ludzie, o czym wy mówicie?! Czy ktoś może mi powiedzieć o co chodzi?!
– Mamo, przecież wczoraj Sofia dotknęła Kamienia Nieszczęścia. Mówiliśmy jej żeby tego nie robiła – tłumaczy mi syn, a w mojej pamięci nieśmiało majaczy scenariusz dnia wczorajszego, w którym to zaiste – szukaliśmy na Starym Mieście Kamienia Nieszczęścia, legenda zaś głosi, że kto go dotknie tego spotka … nieszczęście! No i co tu dużo mówić – Ąfla spotkało.
Na moje szczęście.

Tak więc Wróżka Zębuszka wysłuchała moich modlitw i zesłała błogosławiony Kamień Nieszczęścia.
Pewnie dziś ja pod poduszką znajdę jakąś świnię. No nic, zasłużyłam.





bluzka – Anna Field (Zalando) | spodnie – New Look | marynarka – lumpeks | buty – Lost Ink (Zalando) | torba – Aldo (Zalando)

You may also like

10 komentarzy

  1. Dzieci jeszcze nie mam, ale uczę się od Ciebie jak już z nimi postępowac;D Najlepsze teksty na świecie! Nie myślałaś o jakiejś książce? Pozdrawiam;))

  2. Pani Fereiro!! Ładnie to tak? Biedna Ąfel! Mam nadzieję, że za drugim razem wróżka zębuszka nie zawiedzie, bo to już może być zbyt straszne dla małego serduszka:D
    A stylizacja rzeczywiście zacna, potwierdzam całkowicie. Szczególnie podoba mi się ten żakieto surdut. Doprawdy ma przepiękne kolory.

  3. Ufff, a już myślałam, że tylko ja jestem „złą matką”. Szczęście w nieszczęściu w naszym przypadku, brak było dokładnych poszukiwań i można było wznowić dokładne poszukiwania z wyrodną matką – i oto cud! Zaplątało się w pościel:0

  4. Już bardzo długo czytam Twoje wpisy i bardzo często odwiedzam bloga „missferreira” z nadzieja na następny wpis. Nie jestem matką, nawet nie mam męża a co zabawne nawet cłopaka. Jestem studentką wiec historie czy zabawne problemy z udziałem małych urwisów są mi obce, lecz bardzo miło się je przeżywa razem z Twoją rodziną.Tak trzymaj!
    Czytałam rozmowe z Tobą na wirtualnej (chyba) i wspomniałaś ze Twój mąż nie jest polakiem i mówicie w domu w różnych językach. Czy mogłabyś poruszyć ten temat w swoim wpisie? Jestem bardzo ciekawa jak dzieci „łapią” aż 3 języki czy się w tym nie gubą.
    Pozdrawiam

  5. Hahahaha! Dokladnie dwa dni temu taka sama akcja! Powiedzialam rano zrozpaczonej corce, ze wrozka byla bardzo zajeta, bo na wiosne wypada duzo zebow i ze nie mogla trafic przez balagan w pokoju (hehe). Nastepnej nocy wrozka przyszla 🙂

  6. Saro, leze chora, mam grype jelitowa, boli mnie brzuch.. od smiania sie z tego posta!

    Serio dziewczyno, pisz ksiazke, bedziesz druga Musierowicz, sytuacja jak z jej Jezycjady 🙂 Kupie !!

  7. Saro, dawno tak sie nie smialam. Glosno, z bolem brzucha i tryskajacymi lzami.!!! A tak z drugiej strony jakie to zyciowe….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.