NOWE PRZYGODY WRÓŻKI ZĘBUSZKI!

Ci, którzy posiadają dzieci, wiedzą, że rola rodzica automatycznie oznacza mnóstwo innych ról, w które wcielamy się mniej lub bardziej chętnie, mniej lub bardziej udolnie, często nie z własnej woli.
I na ten przykład ja jestem etatową sprzątaczką, praczką, babcia klozetową, kelnerką, psychoterapeutą, lekarzem. Niedawno zostałam też wodzirejem, podczas urodzin Ąfla i aż do tego dnia nie miałam pojęcia, że mam tak giętkie ciało. Mój mąż cały wieczór z zapałem nagrywał o mnie filmiki, w których sumiennie strugam wariata, stając się idolką młodego pokolenia.
Poza bardzo przyziemnymi gębami, jakie przyprawia nam rodzicielstwo, mamy też okazję wcielić się wreszcie w postacie z bajek i baśni. I tak nieraz już byłam Świętym Mikołajem, a ostatnio na przedstawieniu szkolnym – Królewną. Ale jest jedna, jedyniutka rola, w której nie radzę sobie za każdym razem. Przy czym „nie radzę” to taki zgrabny eufemizm. Katastrofa na całej linii. Spektakularna porażka. To, że moje dzieci do dziś święcie wierzą w istnienie Wróżki Zębuszki, każe mi wierzyć w istnienie Wróżki Zębuszki. Po prostu musi mi pomagać jakaś siła nadprzyrodzona, bo to, co potrafi odjebać nasza Wróżka Zębuszka, to takiego hałasu nie wyprodukuje nawet startujący odrzutowiec. A dzieci nic. Śpią.
Pozwólcie, że opowiem wszystko od początku.

Tak więc dwa dni temu przychodzi do mnie Lolek, dzierżąc w brudnych łapach kałużę krwi. Patrzę na jego twarz – też cała we krwi. A on się cieszy, więc myślę – miał tak straszny wypadek, że zupełnie mu się w głowie pomieszało, bo kto normalny się cieszy, że jest cały we krwi?! Albo nie wiem – zjadł naszego psa?
Ale okazuje się w tej krwawej zupie, którą przyniósł mi rękach, pływał ząb! A wiadomo. Ząb to pieniądz, jako rzecze stare porzekadło. Wyłowiłam więc z zupy ten cenny zębowy kruszec i poprosiłam syna, żeby zmył krew z rąk, z twarzy i z podłogi. Od tego momentu Lolek odliczał już godziny do spania, nerwowo zerkał w stronę zęba, leżącego na półce, bo historia jego przyjaciółki, do której nie przyszła Wróżka, bo jednego zęba zgubiła, a drugiego połknęła, przyprawiała go o szybsze bicie serca. Nadszedł wieczór. Lolek szybciej niż zwykle wziął prysznic, założył piżamę i starannie umościł zęba pod poduszką, żeby Wróżka mogła wymienić go na monety.
Tymczasem Wróżka robiła to, co robi każda normalna wróżka, zanim stanie się wróżką, czyli sączyła czerwone wino i oglądała z mężem serial. Aż wziął ją w objęcia Morfeusz i szepnął na uszko „śpij!”. I nie trzeba jej było powtarzać dwa razy. Zasnęła. Tym gęstym, kleistym snem, z którego wyrwanie się jest praktycznie niemożliwe. Meandrowała po sennych bezdrożach, odpływała w nieznane krainy, gdy nagle na horyzoncie zamajaczył ząb! Ten ząb. Ząb z zupy zębowej, którą przyniósł jej Lolek o poranku. Morfeusz trzymał ją jednak w uścisku tak mocno, że nie miała siły otworzyć oczu, a co dopiero wstać! Była wszak wróżką i mała swoje wróże powinności. A pierwszą z nich była wymiana zębów na pieniądze. Wygramoliła się zupełnie otępiała z gęstego snu i po omacku zaczęła szukać portfela. Nie było go nigdzie i Wróżka rzucała takimi przekleństwami, że gorszych byście nie wyczarowali nawet przy pomocy czarodziejskiej różdżki. A przypomnijmy, że był już środek nocy i wszyscy dawno spali. Tymczasem Wróżka odbijała się od ścian w poszukiwaniu cholernego portfela i krew ją zalewała, że sobie tych pieniędzy po prostu nie może wyczarować!! Kiedy rozbudziła się już na dobre portfel objawił jej się w swojej opasłości w jakimś zupełnie nieoczywistym miejscu. Zajrzała do jego wnętrza i poczuła, że znowu w jej ustach kiełkują soczyste bluzgi. Miała grube banknoty i rzeszę miedziaków. Przecież nie pójdzie w środku nocy do sąsiada, żeby jej rozmienił pieniądze, bo ona potrzebuje na zęba. Zresztą jakby to brzmiało?! Z drugiej strony – ma dać stówę za zęba? Jeśli tak wysoko podbije stawkę, to na kolejne zęby będzie musiała brać kredyt, nie wspominając o tym, że ma w sumie trójkę dzieci i wolała za te pieniądze jechać na wakacje, albo urządzić dom!
No nic. Nie będzie hojną wróżką. Wymieni zęba na miedziaki. Zaczęła liczyć. Równo cztery złote, brzęczące i hałasujące. W sam raz, żeby ukradkiem wcisnąć je pod poduszkę dziecka.
Cichutko zaczęła wspinać się po schodach, bezszelestnie otworzyła drzwi do pokoju dzieci. Światło z przedpokoju zalało pięć małych twarzyczek, poukładanych na materacach jak sardynki w puszce.
Oczywiście najważniejsza, strategiczna twarzyczka była na samym końcu. To oznaczało, że Wróżka musi tylko przelecieć na swoich kolorowych skrzydełkach nad pozostałą czwórką.
No kuźwa nie. Bo akurat była tym zajebistym modelem nowoczesnej wróżki, która nie ma ani skrzydeł, ani różdżki, ani umiejętności czarowania, ani prezencji. NIC. Jakim cudem ona w ogóle jest Wróżką?!
Ostrożnie stąpając, pokonywała ten materacowy poligon. Co chwilę ktoś wzdychał, pochrapywał, wiercił się. Wróżka zastygała wtedy w niemej pozie, modląc się, żeby nikt jej nie zauważył.
Dotarła w końcu do ostatniego legowiska. Teraz musiała zrobić jedynie wielki krok, a w zasadzie szpagat, żeby dostać się do poduszki, pod którą spoczywał ząb. Wyciągnęła przed siebie nogę i wtedy najstarsza córka o coś zapytała. Zamarła! Wszystko stracone! Zaraz zostanie zdemaskowana.
Tymczasem jej córka odpowiedziała sobie przez sen na zadane pytanie i odwróciła na drugi bok.
Wróżka znowu zaczęła oddychać. Brodząc w morzu kołder, dotarła do poduszki Lolka. Delikatnie wsunęła pod nią rękę, po czym opuszkami zaczęła macać prześcieradło. Gdzie jest ten ząb? Połknął go? Zapomniał schować?! Macała i macała, ani śladu po zębie. Wróżka czuła jak do oczu napływają jej łzy wściekłości a do ust siarczyste wulgaryzmy. No przecież zaraz będzie musiała obudzić Loka, żeby go zapytać, gdzie jest ten CHOLERNY ZĄB JEGO MAĆ?!
I nagle, jakby w odpowiedzi na jej wściekłość, opuszka palca natknęła się na coś malutkiego i twardego. Jeśli to jest klocek lego, to dostanie szału, obudzi wszystkich i powie im, że jest Wróżką Zębuszką, Świętym Mikołajem i Wielkanocnym Zajączkiem i zniszczy im dzieciństwo. TRUDNO.
Ale to był ząb. Na ich szczęście. Wsunęła pod poduszkę garść miedziaków i wzięła tryumfalny oddech. Rozpoczęła misję wycofywania się z pokoju, rozmyślając, jak bardzo przydałby się jej teraz skrzydła. Prawą nogę wyciągnęła nienaturalnie daleko, podczas kiedy lewa stopa wciąż była przy twarzy Loka. Siedziała teraz w szpagacie na łóżku i próbowała wymacać podłogę. Ale wszystko wskazywało na to, że podłoga akurat rozpłynęła się w powietrzu. W końcu wyczuła grunt pod nogami. Co za ulga! I właśnie wtedy, gdy na ułamek sekundy straciła czujność, coś zachrzęściło pod jej nogami. Jakiś worek, w którym była chyba cała orkiestra dęta, spadł z hukiem na podłogę, pociągając za sobą cały kordon grzechotek i rzeczy produkujących decybele. – Co tu się dzieje?! – krzyknęła najstarsza córka oślepiona żarówką z korytarza, ale jej pytanie pozostało bez odpowiedzi, bo Wróżka rozpłynęła się w smudze światła, zatrzaskując za sobą bezszelestnie drzwi.
Serce łomotało jej jak szalone. Co za noc! A przecież już zdążyła nawet smacznie spać. Teraz pewnie wcale nie zaśnie… Takie oto rozmyślania towarzyszyły Wróżce, kiedy po samobójczej niemal misji szorowała zęby w łazience. Umyła jeszcze twarz, posmarowała się kremem i wróciła do łóżka. Skąd mogła wiedzieć, że w łazience został ząb. Ten ząb. Ząb z zupy zębowej, którą przyniósł jej Lolek o poranku.
Poszła spać. Nieświadoma, że dopiero następnego dnia czeka ją prawdziwa misja. Wytłumaczyć dzieciom, dlaczego Wróżka nie zabrała zęba, tylko zostawiła go w kiblu.






sukienka – PER-TE Boutique
okulary – Ray Ban

You may also like

25 komentarzy

  1. Sara! Zaczarowałaś mi macierzyństwo normalnie 😁 dławię się że śmiechu, siedząc w kiblu, żeby nie pobudzić Księcia i Księciunia 😝😝😝
    Ściskam Cię, cholera jedna

  2. Pokonałaś mnie swoim tekstem, Wróżko! 😀 Tak się śmiałam, że aż wszystkie zęby było widać 😉
    Powinnaś już zacząć opracować plan manewrów na 6 grudnia? 😀

  3. Ha ha 🙂 *ale za to piękna jesteś Wróżko!!! Przecudna na tych zdjęciach.
    Moje dziecko dostało ostatnio od Zębuszki piątaka. Ale chodziło strute i nie w humorze. Okazało się że córka chciała mieć i zęba i kasę! Żal mi się dzieci y zrobiło. Serce matki jest bardzo miękkie… 🙂 Tak przeszukałam łóżko pod poduszką, że ząb się jednak znalazł. No nie zabrała bo po co jej ten ząb kolejny?? Już jeden sobie wzięła kiedyś. No przecież 🙂 a co tam ta Zębuszka robiła u Ciebie przy tym kiblu? 🙂 🙂 🤣 🤣

  4. W dzisiejszych czasach, prawie każdy uważa, że może być blogerem, ale niestety do tego potrzebny jest talent. Pani go posiada – świetne pióro. GRATULUJĘ!

  5. A u nas to było tak… Kazio zgubił zęba! Nie przewidzieliśmy tylko faktu, że wróżka potrzebuje i zęba i delikwenta z dziurą w paszczy! Pechowo tej nocy wspomniany delikwent wgramolił się do naszego łóżka… co z oczywistych względów zdezorientowało biedną wróżkę i nie wiedziała gdzie ma szukać białego trofeum… Skończyło się tym, ze kolejnej nocy Kazik już spał na zębie a wróżka zamiast karty miała szansę podrzucić piątaka! I kasa gra!

  6. Mój syn dziś rano znalazł ząb pod poduszką, u nas wróżka Zębuszka tak była zawalona robotą że nie dała rady wpaść po zęba…Czasem jest tyle pracy…. Po czym stwierdził że ja mogę dać mu pieniążka. Mnie też nie wychodzi ta rola ☹️
    Ps. Pozdrawiam i ciągle się zachwycam😉🙂

  7. Mój syn dziś rano znalazł ząb pod poduszką, u nas wróżka Zębuszka tak była zawalona robotą że nie dała rady wpaść po zęba…Czasem jest tyle pracy…. Po czym stwierdził że ja mogę dać mu pieniążka. Mnie też nie wychodzi ta rola ☹️
    Ps. Pozdrawiam i ciągle się zachwycam😉🙂

  8. Normalka… Ja raz nie jakoś w ogóle zarejestrowałam faktu, iż jako wróżka miałam przyjść nocą i wypełnić swoje obowiązki. Rano obudził mnie straszny płacz – wróżka nie przyszła! Cóż było robić, kolejnej nocy pojawił się nie tylko pieniądz, ale i list z przeprosinami i tłumaczeniem, a nawet rysunkiem zębuszki. „Mamo, zobacz, wróżka nawet mi siebie narysowała!” – skomentowała usatysfakcjonowana córka.

    1. Tłumaczyła, że zarobiona jest 🙂
      Ale dziś (znów miała zawitać wróżka zębuszka) było gorzej – córka rano wstała z płaczem, że wróżka zębuszka nie istnieje, bo widziała, że to ja włożyłam pieniążek pod poduszkę… Nie wiem, jak to dostrzegła, bo zrobiłam to o 3. w nocy. Przykro było patrzeć jak zalewa się łzami, eh…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.