WYMARZONY ZAWÓD

Pamiętacie to nieznośne pytanie z dzieciństwa, o to, kim będziemy w przyszłości?
Jestem ciekawa, komu udało się plany spełnić? Niech zgłoszą się wszyscy policjanci, kowboje, kosmonauci i lekarze.
Ja zawsze odpowiadałam, że będę aktorką. Plan nie umierał latami, aż został beznamiętnie zaszlachtowany podczas egzaminu do krakowskiej PWST przez komisję, w której składzie byli aktorzy, których do dziś ostentacyjnie nie oglądam, zresztą nie ma czego!
A potem trochę z braku pomysłu na siebie i sympatii do książek wylądowałam na polonistyce.
Nie idźcie moim śladem. Jeśli kusi Was ten kierunek, bo myślicie, że spędzicie bezkarnie pięć lat pod kocem z ukochanymi książkami, to pamiętajcie, że większości z nich nie zabralibyście do łóżka.
Te upojne noce z Gallem Anonimem, Wincentym Kadłubkiem, Mikołajem Rejem, Janem Chryzostomem Paskiem i Wacławem Potockim…
Te traktaty, pieśni, kazania, kroniki, eposy, moralitety. Człowiek tak ma dosyć, że na Orzeszkową rzuca się jak na Pięćdziesiąt twarzy Greya i pożera w jeden wieczór.
To chyba dlatego Chłopi Reymonta są moją ukochaną książką. Po nieznośnie cnotliwym okresie literatury staropolskiej czytałam z płonącymi udami wypiekami.
Moja zaś przyjaciółka z roku, notabene wyborna nauczycielka polskiego, z lubością czyta krwawe kryminały, a kiedy nieśmiało pytam, czy może ma coś ambitniejszego do polecenia, krzyczy, że po latach na polonistyce ulewa jej się za przeproszeniem ambitną literaturą i teraz do łóżka chodzi z Nesbo.
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że kiedy przychodzi nam wybierać studia i decydować o przyszłości jesteśmy jeszcze tacy młodzi i nieopierzeni, że niewielu szczęśliwców podejmuje właściwe decyzje.
Dziś zazdroszczę tym ludziom, którzy mają jakiś fach w ręku. Wśród bliskich mi osób mam kilku lekarzy. Nieustannie podziwiam ich ogromną wiedzę. Wyobrażam sobie, jak trudne były ich studia, jak ważną i odpowiedzialną mają pracę. Podziwiam też moją kosmetyczkę, fryzjerkę, naszego stolarza.
To pytanie o to, kim chcemy być w przyszłości, chyba nie ma wieku. Ostatnio moja znajoma, która ma 40 lat, zaczęła studiować psychologię, za kilka lat chce być psychoterapeutką.
Wraca z zajęć urzeczona nowo zdobytą wiedzą. Zauważyłam zresztą, że ludzie, którzy idą na studia zdecydowanie później, więcej z nich wynoszą, bo są bardziej świadomi.
Mój mąż zaczynał studia, będąc blisko trzydziestki, mieliśmy już wtedy dwójkę dzieci.
Na roku był najstarszy, studiował z ludźmi, którzy byli świeżo po liceum. Wracał z zajęć zafascynowany, po czym dodawał „takie ciekawe rzeczy, a te dzieciaki cały wykład w telefonie, albo gadają, wyobrażasz sobie?!”
A ja rumieniłam się i przypominałam sobie, jak na nudnych wykładach plotkowałyśmy w ostatniej ławce, upominane przez prowadzących.
Moja przyjaciółka, która poszła na dodatkowe studia, również będąc w okolicach trzydziestki, dzwoniła do mnie zszokowana, że „prowadzący za darmo oddaje taką wiedzę, a ci studenci w ogóle nie słuchają!”. Prosiłam ją wtedy, żeby przypomniała sobie nas za czasów studenckich.
W gruncie rzeczy nie żałuję wybranej przeze mnie drogi. Być może gdybym była fryzjerką, nigdy nie założyłabym bloga. Mam sporo czasu na czytanie książek i choć nie jestem pisarką, żyję z pisania.
I pewnie nawet lekarz, kowboj, policjant i kosmonauta, chcieliby czasem być kimś innym.
A na potwierdzenie przytoczę anegdotę z życia mojej ukochanej poetki Wisławy Szymborskiej.
Otóż organizowała ona regularnie kolacje w gronie przyjaciół zwane loteryjkami, gdzie rozgrywano gry towarzyskie.
Wiosną w spotkaniach uczestniczył Czesław Miłosz. Podczas jednej z gier w rubryce „wymarzony zawód” noblista wpisał „strażak”.

You may also like

38 komentarzy

  1. No cóż ja robię to co kocham dopiero teraz, czyli przed 50 siątką, ale lepiej późno niż później 😊 Studia wybrałam dość świadomie, a to dzięki mojej pedagog szkolnej 💓i dlatego też po studiach i dwóch podyplomówkach postanowiłam być doradcą zawodowym. A ponieważ jako doradca, powinnam dawać przykład innym, jak kreować swoje życie zawodowe, wymyśliłam sobie psi biznes zgodny z moją pasją😊

  2. Jakże jest mi to bliskie 🙂 Jako dziecko marzyłam o tym, że będę śpiewać. I śpiewałam. Śpiewam do dziś. Amatorsko. Obie z przyjaciółką miałyśmy po liceum zdawać na wydział wokalny akademii muzycznej. Obie „przepełnione” wiarą w siebie nawet nie podeszłyśmy do egzaminu. Z braku pomysłu na siebie i z sympatii do książek wylądowałyśmy na polonistyce 🙂 Moja przyjaciółka uczy do dziś. Ja już na praktykach wiedziałam, że nie nadaję się do bycia polonistką. Po drodze było radio a później 15 lat w korporacji. Aż w końcu zapytałam siebie, ale tak serio, kim chciałabym być, kiedy dorosnę. Nic to, że pytanie padło, kiedy byłam już po czterdziestce. Po czterdziestce kobiety decydują się na botoks (wiem, to trochę późno 😉 Ja zdecydowałam się na botoks dla mózgu. Skończyłam psychologię, w maju obroniłam tytuł magistra (dwa tytuły magistra powinny automatycznie dawać tytuł doktora 😉 Wczoraj dostałam informację, że przyjęto mnie na roczne studia podyplomowe. Psychotraumatologia. A w przyszłym roku planuję aplikować do czteroletniej szkoły psychoterapii. Będę po pięćdziesiątce, kiedy ją skończę, ale nic to. Psycholog uczy się całe życie. No i nigdy nie jest za późno, żeby nim (lub kimkolwiek innym) zostać 😉

  3. Ja chciałam być księgową, bo kiedyś na moje pytanie „czym zajmuje się księgowa” mój tata odpowiedział, że „liczy pieniądze” i przez długi czas wyobrażałam sobie, że będę siedzieć otoczona górami mamony, liczyć ją, dzielić na kupki itp. Dodam, że nie wykonuję tego zawodu – przy moim roztargnieniu, chaotyczności i innych zaletach byłoby ciężko się utrzymać 😉

  4. Ja chciałam być sklepową. Wtedy u nas tak się mówiło na ekspedientki/sprzedawczynie. Wzór miałam z jedynego w naszej małej miejscowości sklepu z mydłem, powidłem i chlebem. Strasznie mnie kręciło to wydawanie towaru i wydawanie pieniędzy, układanie na półkach.

    Mój obecny zawód nie ma nic wspólnego z tym marzeniem. Nie jest tez wymarzony, wybrałam go z rozsądku, niestety mimo wspólnych lat miłość się nie pojawiła i od czasu do czasu myślę, żeby go rzucić. Tylko, ze nic innego nie umiem i nie za bardzo mnie pasjonuje coś innego poza czytaniem książek. No ale, liczę, ze w końcu na coś wpadnę, mam przecież dopiero czterdziestkę 😉

  5. Też mi się wydaje, że często po liceum trzeba coś wybrać. Ludzie decydują często na juz, na szybko. A czy potem okaże się czy to właśnie to… czas pokaże. Jednak każda nauka nie idzie w las, a każdy wybór czegoś uczy:)

  6. Fantastyczny tekst. To prawda decydujemy o wszystkim za wcześnie, lub decydują za nas. Moje studia (Handel Zagraniczny na SGGPiS) zupełnie mnie nie interesowały, choć dzięki nim zwiedziłam potem świat. Było mi ciężko i bardzo źle wspominam studenckie czasy. Zamiast się bawić, zakuwałam do nieprzytomności. Pozdrawiam Cię serdecznie Saro.

  7. Ja w gimnazjum (nie wiedzieć czemu) postanowiłam uczyć się rosyjskiego i rusyfikować świat 😀 Zostało mi to do dziś i mam ogromne szczęście, bo mój zawód jest też ogromną pasją 🙂
    A jeśli miałabym jeszcze jedno życie i miałabym zostać kimś innym to w wypracowaniu napisałabym „jak będę duża zostanę Czarodziejką z Księżyca i będę ratować świat” 🙂
    I naprawdę cieszę się, że nie przyjęli Cię na aktorstwo, bo nikogo tak regularnie nie czytuję 🙂

  8. Czuję się wywołana do tablicy!

    Mój wymarzony zawód to pisarka. Czasami bałam się wypowiadać to marzenie głośno, więc strzelałam innymi zawodami (zanim zaczęłam czytać, mówiłam, że chcę być sprzątaczką, bo lubiłam sprzątać. Rodzicie bardzo wyrozumiale do tego podchodzili).

    Koniec końców dużo piszę. Codziennie wystukuję na klawiaturze setki zdań. Zapełniam ekran drobnym maczkiem słów i znaków interpunkcyjnych. A później drukuję i przybijam moją pieczątkę.

    Bo jestem prawniczką.

    Ale Twój blog motywuje mnie do tego, żeby nocami bywać pisarką 🙂

    Ps. Absolutnie rozumiem Twoją koleżankę polonistkę. Całe życie pochłaniałam książki tonami, w pracy muszę mnóstwo czytać tekstów prawniczych, ale nawyk czytania w domu pozostał. Ale czasami wieczorami jestem tak zmęczona, że jedyny tekst, który jestem w stanie przyswoić, to moje „guilty pleasure. Czyli najczęściej prosta książka o prostej miłości, pozytywna i lekka lektura. Kiedy mój mąż się bulwersuje, że czytam takie rzeczy, a nie coś ambitniejszego (np. po raz kolejny ukochaną Olgę Tokarczuk), to mu tłumaczę, że mój mózg potrzebuje odpoczynku.

    1. Ja cały czas powtarzam, że mogłabym być sprzątaczką, zupełnie bez ironii. Uwielbiam to robić i sprzątanie mnie relaksuje, dodatkowo słucham zawsze audiobooków w trakcie.
      Dziękuję Ci za miłe słowa <3
      A mężem się nie przejmuj i czytaj to, na co masz ochotę!

  9. Super tekst, uwielbiam Cię czytać 🥰 a apropo kierunku studiów to u mnie też ciągłe błądzenie, jako dziecko myślałam że będę aktorką, kończąc liceum zrobiłam rok przerwy, by się zastanowić co chce w życiu robić. Tak wylądowałam na budownictwie z myślą, że zarobie dobre pieniądze. Ukończyłam dwa semestry i poszłam na technologie żywności. Teraz został mi jeden semestr i pisząc pracę chce zeby była szybka i prosta, bo już obrałam nowy kierunek. Będę strzyc psy! Uwielbiam zwierzęta a na weterynarie nie pójdę, bo czas skończyć przygodę z studiami, 🤷‍♀️pozdrawiam

  10. Morał jest taki, że często nie do końca wiemy czego chcemy. A świadomość i spełnianie marzeń nie powinno mieć wieku. Swoją dobrą, właściwą drogę możemy odnaleźć w nieoczekiwanym momencie życia i należy to tylko dobrze wykorzystać. Pozdrawiam Sara

    1. Mało znam ludzi, którzy wykonują prace marzeń. Często nie mamy pojęcia, co tak naprawdę lubimy. Dochodzi jeszcze proza życia, mus utrzymania rodziny.
      Podziwaiam ludzi, którzy robią to, co kochają, ale rozumiem też tych, którzy idą, bo muszą. Rozumiem ich strach, brak odwagi, bo sama tego doświadczam.

  11. ważny temat, szczególnie teraz, na początku roku szkolnego. Jestem jedną z tych piątkowych uczennic, co świadectwa zawsze z paskiem, i mnie nikt nie pytał o to kim chcę być w przyszłości, bo oczywistym było, że pójdę na studia. Nieważne jakie, ważne żeby był papierek, bo to klucz do sukcesu. Do zawodówek szły najgorsze głąby, zazwyczaj zaszufladkowane także w pierwszych latach edukacji. Ach ile ja bym dała za jakiś konkretny fach w rękach, stolarski na przykład, albo tapicerski. Po kilku falstartach na studiach, latach pracy która nie sprawiała mi satysfakcji, jako trzydziestolatka odkryłam dopiero co chcę robić w życiu, i co sprawia mi przyjemność, i mam wreszcie w sobie siłę żeby się w tym kierunku rozwijać, i chyba nawet dojrzałam do studiowania. A wmawianie osiemnastolatkom, że muszą wiedzieć co chcą robić do końca życia uważam za czysty sadyzm, szczególnie teraz, kiedy nowe zawody wyrastają jak grzyby po deszczu i tak łatwo jest się przekwalifikować.

    1. Bardzo mądry komentarz.
      Nigdy nie rozumiałam tej paniki przed „skończeniem w zawdoówce”. Serio, o wiele chęteniej byłabym fryzjerką, która nie wie, co zrobić z życiem, niż „uczennicą liceum”, która nie wie kompletnie nic.

  12. Sama pamiętam liczne wykłady na których siedziałam z nosem w sudoku lub w telefonie. Wierzę że mogły być interesujące. Myślę że to wynika trochę z faktu, że idąc na studia dopiero kilka kilkanaście lat po maturze masz za sobą okres względnego „nie uczenia się”. Pracujesz, zdobywasz doświadczenie itd. Idąc od razu po szkole na studia masz za sobą 12 lub 13 lat ciągłej nauki (nie liczę przedszkola i zerówki choć to tam już się zaczyna naukę…) i czeka cię jeszcze kolejne co najmniej 3. To po prostu dalszy ciąg nudy, może trochę mniejszej niż w liceum, bo niby sobie wybrałeś czego się uczysz. Łatwiej jest, kiedy trafisz z wyborem kierunku i zakres studiów pokrywa się z twoimi zainteresowaniami, trudniej, gdy twoja dziedzina jest bardzo szeroka i poza samym obiektem zainteresowania masz mnóstwo „nudnych, niepotrzebnych rzeczy”. Moja mama na psychologię poszła przed 50rz. Planowala to od końca szkoły, ale dostała się tylko na socjologię. Sama mówi, że teraz skorzystała z tych studiów znacznie bardziej niż zrobiłby to wtedy. Może to jakiś głód nowych informacji po latach pracy w jednym zawodzie?

    1. Brawo dla Mamy. Ja mam ciągle wrażenie, że już jestem „za stara” na mnóstwo rzeczy i sama muszę sobie ciągle powtarzać, że wcale nie !

  13. Ja w sumie od kiedy pamiętam chciałam pracować z dziećmi, ale życie tak się ułożyło/ nie ułożyło, że dopiero w połowie drogi miedzy 30 a 40 zmieniłam swoje życie zawodowe. Teraz juz niczego nie żałuję. Widocznie dopiero moje własne dziecko było w stanie zainspirować mnie do zmiany. 🙂

  14. Ja w dzieciństwie przedszkolnym chciałem zostać „starym szewcem” – bo starzy szewcy nie muszą iść do szkoły. Źródło: Mama)

  15. Po roku od rozpoczęcia pracy jako lekarz zaczęłam myśleć jaki błąd popełniłam. Ale praca jest pracą. Mam zarabiać pieniądze i pełnić jakąś rolę społeczną. Może wcale nie muszę się w niej spełniać?

  16. dziękuje za ten tekst, jestem przykładem osoby która spełniła się w życiu pod każdym względem poza zawodowym a bardzo tego potrzebuje i tak oto w wieku lat 37 postanowiłam podjąć wyzwanie i spróbować raz jeszcze 🙂

  17. Jak byłam mała chciałam zostać weterynarzem, niestety z braku chęci do nauki chemii i fizyki znalazłam studia które były idealne zwłaszcza z miłości do koni. Zootechnika Hodowla i użytkowanie koni. Praktyki miesięczne – 24h przy koniach, odbieranie porodów, opieka nad kilkudniowymi źrebakami – magia. Ale dziewczyna z miasta gdzie robota przy koniach. Potem dietetyka 5 lat. I jednak to nie dla mnie. Od 10 lat w weekendy spełniam się jako dj. A w tygodniu praca za biurkiem jak na razie mi pasuje. Pewnie się jeszcze coś zmieni. Po studiach mam świetne wspomnienia jedynie 😉

  18. Zawód po liceum- handlowiec. Zawód po studiach i wykonywany psycholog w szkole. Zawód, w którym chciałabym pracować- przedstawiciel handlowy ( najchętniej w jakiejś znanej firmie cukierniczej (mówiąc prosto- czekolada)….. Czyli jednak pierwszy wybór był słuszny. Zamierzam wykonać come back!!! Pozdrawiam ciepło:)

  19. Ja zawsze chciałam zostać lekarzem. I oto jestem od kilku dobrych lat. Ale nie tak to miało wyglądać…pacjenci mieli być wdzięczni, a ja miałam głównie badać i leczyć, a nie siedzieć przed komputerem…ehh. Mimo wszystko, gdy w końcu komuś naprawdę pomożesz i w dodatku widzisz to czarno na białym – to mnie nakręca i pcha dalej. Pozdrawiam

  20. Super tekst! Ja w dziecinstwie bawilam sie w szkole i marzylam, ze zostane nauczycielka. I ,niestety, faktycznie tak sie stalo, mimo ze wyjechalam za granice, to wrocilam. Koszmarna papierkowa robota, durne przepisy, najlepsze co wspominam to uczniowie. Ale udalo mi sie uciec, znowu za granice, tym razem inna 😉 i mimo, ze po 40 nadal jeszcze szukam wymarzonego zawodu. A tutaj juz syn konczy liceum i jego trzeba wspierac, masakra!Pozdrawiam serdecznie :-* Uwielbiam Twoje teksty.

  21. Potwierdzam to o tym studiowaniu „w późniejszych” latach. Byłyśmy razem na roku, nie wiem czy pamiętasz :), ale ja na tej polonistyce (7 lat od was starsza) wiedziałam,że będę nauczycielką,bo po to szłam na te studia. Chciałam być aktorką, piosenkarką, dobrą matką …. i patrz mam komplet (nie dość,że uczę, prowadzę koło teatralne, we wspólnocie jestem zapiewajką, często daję solówki przy ambonie 🙂 – to jeszcze dostałam wychowawstwo w liceum – co tam twoje 3 – ja ma 30!!!)
    A tak całkiem serio – gratuluję rodziny, pasji i wspaniałych wpisów. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.