ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE, ŻEBY PIĆ SŁABĄ KAWĘ.

To było rozpoczęcie mojego pierwszego roku akademickiego. Tłoczyliśmy się w auli. Jednocześnie zestresowani i ciekawi nowego, nieznanego, uniwersyteckiego lądu.
Zafascynowana przyglądałam się morzu nowych twarzy. Z tłumu wyłowiłam wzrokiem jakąś dziewczynę. Zagapiłam się na nią. Miała lśniące, ciemne niemal czarne włosy. Gęstą falą spływały na łopatki. Przygryzała pełne apetyczne wargi. Czułam, że podobnie jak ja jest zestresowana, ale wspaniale odgrywała pewną siebie. Odwróciła się. Zobaczyłam jej ogromne brązowe, piękne oczy. Były lekko opadające, co nadawało jej twarzy tajemniczości i romantyczności. Poczułam do niej jakąś ogromną sympatię i spokojnie czekałam, aż nieznajoma poczuje na sobie mój wzrok.
W końcu spojrzałyśmy na siebie. Wysłałam jej ciepły uśmiech, odwdzięczyła się tym samym.
Tak poznałam K. moją ukochaną przyjaciółkę.
Spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, właściwie nie potrafiłyśmy się rozstać. Za każdym razem, kiedy ją komplementowałam, reagowała najszczerszym zdziwieniem i oczywiście srogo się broniła.
K. była mądrą, zdolną, piękną dziewczyną, wypełnioną kompleksami tak szczelnie, że na każdym kroku musiałam uświadamiać jej, że widzi siebie w krzywym zwierciadle.
Z czasem zdałam sobie sprawę, że otacza mnie mnóstwo takich dziewczyn jak moja K. Cudownych kobiet, które podług siebie są niewystarczające.
Któregoś dnia nie wytrzymałam, poprosiłam K. żeby dała mi chwilę. Jej obłędnie opływowe kształty z talią osy, ponętnymi biodrami i nieziemskim biustem, podkreśliłam sukienką. Ułożyłam jej włosy, zrobiłam makijaż i kazałam otworzyć oczy. Przypatrywała się swojemu lustrzanemu odbiciu jak wryta. – Tak samo piękna jesteś od środka – powiedziałam jej.
To K. osiem lat temu namówiła mnie, żebym założyła bloga.
I to wszystko do jakiegoś stopnia zaczęło się od K.

Dziś na blogu debiutuje nowy cykl ZWYCZAJNE DZIEWCZYNY.
I chciałbym, żebyście na to słowo „zwyczajne”, tak niepopularne w ostatnim czasie, przekornie zarzuciły woal wyjątkowości.
Świat chce żebyśmy były idealne. Powinnyśmy mieć idealne figury, kariery, twarze, życiorysy, a na koniec przepuścić wszystko przez Photoshopa. Dla pewności.
W efekcie jesteśmy zakompleksione i niedowartościowane.
To brzmi jak frazes, ale nowym cyklem chcę Wam pokazać, że jesteście wyjątkowe. Takie jakie jesteście. Ze swoimi wadami, niedoskonałościami, słabościami.
Że to dobrze, że nie zjechałyśmy z jednej linii produkcyjnej. Że mamy inne twarze i inne życiorysy.
Mój pomysł przychodził na świat powoli przez ostatnie lata, jako wyraz buntu na pozornie idealny świat przedstawiony social mediów, reklam, magazynów.

Co miesiąc na blogu poznacie nową „Zwyczajną Dziewczynę”.
Sesją zdjęciową, którą wykonamy wspólnie z mężem, chcę Wam udowodnić, że każda z nas może wyłonić się z instagramowej piany jak Afrodyta, wystarczy dobry fotograf, odpowiednie światło i zmysłowa poza.

Poznajcie Joannę, która jako pierwsza debiutuje w nowym cyklu.

ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE, ŻEBY PIĆ SŁABĄ KAWĘ.

To był ostatni dzień kwietnia. Miesiąc żegnał się ożywczym słońcem. Grzała się w pierwszych wiosennych promieniach. Na placu zabaw bawiły się dzieci. Euforyczne piski mieszały się z histerycznymi zgrzytami, wlewając jej się do uszu decybelową falą. Mrużyła oczy, wypatrując synka. Jego jasna główka zamigotała pomiędzy innymi. Pomachała mu i momentalnie w jej gardle zakwitła gula.
A więc nie będzie go. Zostaną sami. Kiedy roztrzaska kolano, to nie będzie ojca, żeby podmuchał mu ranę i zakleił plastrem. Kiedy w nocy obudzi go zły sen, tata go nie przytuli.
Z kącika jej oka wypełzła ślamazarna łza. Przez moment pęczniała, aż sturlała się po policzku. Złapała ją otwartą dłonią i wtarła w skórę.
Nie będzie płakać. Już więcej nie będzie płakać. Jej synek nie będzie więcej oglądał jej nieszczęśliwej. Podjęła decyzję.
Składa pozew o rozwód.

***

Poznali się na wakacjach w Kosowie. Po jednej nutce wiedziała, że to TO. Boże jak jej się podobał.
Nie zaiskrzyło, wybuchło.
Z Kosowa wracali zakochani. Nie mieli do siebie daleko. Okazało się, że mieszkali w jednym mieście. Na tej samej ulicy.
Był czuły i opiekuńczy. Dużo podróżowali, kochali góry. Nauczył ją łowić ryby.
Któregoś dnia dała mu nitkę, mówiąc „jakbyś kiedyś chciał się oświadczyć, to jest obwód mojego palca”. Roześmiał się i schował ją do portfela.
Byli w Karkonoszach, schodzili do schroniska, kiedy zatrzymał się. Wysupłał coś z portfela:
„Nie zdążyłem wymienić na pierścionek” – powiedział, niezdarnie zawijając nitkę wokół jej palca.
To nie miało znaczenia. Oszalała ze szczęścia i powiedziała tak.
Pobrali się. Na zaproszeniach ślubnych był fragment wiersza Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy się nie zdarza.
Do dziś ślub jest jednym z jej najpiękniejszych wspomnień.
A potem? Grunt pod ich nogami zaczął pękać. Patrzyła jak przestają wspólnie płynąć, jak zaczynają dryfować. Każde w swoją stronę. Długo próbowała go złapać, ale znikał za horyzontem.
Nauczył ją łowić ryby, ale nie potrafił płynąć wraz nią.
Byli małżeństwem pięć lat.
Rok byli szczęśliwi.

***

Czego bała się najbardziej? Samego rozwodu, rozpraw, że obcym ludziom będzie opowiadać swoją historię, przeżywać wszystko ciągle od nowa. Że nie będzie jej na ten rozwód stać. Że sama sobie nie poradzi. I wreszcie wstydu. Ludzie będą komentować, oceniać. Któregoś dnia usłyszała, że rozwód to życiowa porażka. Pękła i się rozlała, nie mogła tego udźwignąć. Przecież nie planowała rozwodu. Planuje się ślub i dobre życie.
Na szczęście była przy niej siostra. Potrząsnęła nią, mówiąc „nigdy więcej tak nie mów! Rozwód to nie życiowa porażka. Podjęłaś decyzję, której inni nie mają odwagi podjąć całe życie. Jesteś dzielna”.
Zresztą, jeśli było cokolwiek dobrego w samym rozwodzie, to właśnie siostra, trzymająca ją za rękę. Czasem dosłownie.
W tych dniach była cieniem samej siebie. Strasznie schudła, nie mogła wstać z łóżka, nie miała siły się ubrać. Ale musiała. Dla tej małej jasnej główki. Synek był jedynym promieniem w jej życiu.
Na wizytę u psychologa namówiła ją przyjaciółka. Na początku cała terapia polegała na tym, że siedziała i płakała, a terapeuta podawał jej chusteczki.
W końcu się wypłakała. Zaczęła mówić. Któregoś dnia wybuchła śmiechem i nie mogła przestać.
Podczas psychoterapii dostała zadanie – wypisać sobie bilet na przyszłość. Gdzie i jak widzisz siebie za pięć lat?
Nie potrafiła. Nigdy nie napisała sobie tego biletu.
Rozwód zamknął się w trzech rozprawach. Dużo w sądzie płakała, ale były też momenty zabawne. Kika razy cała sala wybuchła śmiechem, kiedy opowiadała jakieś stare historie. Nigdy też nie usłyszała o sobie tylu dobrych rzeczy z ust bliskich jej osób.
Aż w końcu przyszedł ten dzień.
Otrzymała rozwód z orzeczeniem o winie męża.
Gdzieś pod skórą poczuła pulsujące w niej życie. Powoli wracało, wypełniając komórki jej ciała nową siłą.
„Rozwód to nie życiowa porażka, to decyzja, której wielu nie ma odwagi podjąć całe życie” – słyszała w głowie głos siostry.
Ten dzień też dobrze pamięta. Podobnie jak wtedy na placu zabaw, kiedy podjęła ostateczną decyzję, była piękna pogoda. Wróciła do domu. Siadała na tarasie. Otworzyła wino i zamówiła pizzę.
Może jeszcze nie czuła się szczęśliwa. Raczej wolna od nieszczęścia. Kiełkowała w niej nadzieja na coś lepszego w przyszłości.
Kilka dni później zadzwonił telefon – proszę odebrać dokumenty rozwodowe. – Co mam z tym zrobić? – zapytała, widząc stertę makulatury – dowodów w sprawie.
– Co tylko pani chce – usłyszała.
Wracała do domu, taszcząc ten ciężar, już wiedziała, co zrobi.
Kilka godzin później wpatrywała się w płomienie ognia, łapczywie połykające kartkę po kartce.
Złe wspomnienia zamieniły się w popiół.

***

A dziś?
Już wie, co napisałaby na swoim bilecie do przyszłości. „Chcę być po prostu szczęśliwa”.
Dlatego codziennie ma jeden cel – wywołać uśmiech na czyjejś twarzy.
„Życie jest za krótkie, żeby pić słabą kawę” – mówi i puszcza oko.
I nic dwa razy się nie zdarza…










sukienka – Asos
biżuteria – Apart Elixa
sandały – Buffalo London


Patronem nowego cyklu są firmy APART i PIXBOOK.
Każda z moich bohaterek otrzyma w prezencie biżuterię firmy Apart i fotoksiążkę PIXBOOK ze zdjęciami z sesji.

Mam dla Was także kod rabatowy. Z hasłem „NIEZWYKLA1” kupicie Fotoksiażkę A4 Poziom 40 stron za 28 zł (cena regularna to 48 zł). Kod jest wielokrotnego użytku i będzie ważny do 15 sierpnia.


Jeżeli chcecie wystąpić w moim nowym cyklu, piszcie proszę na mejla [email protected] w temacie wpisując „Zwyczajne dziewczyny”. Szukam historii wszelakich, nawet tych, które wydają Wam się banalne do bólu – uważam, że każda jest warta uwagi. Postaram się odpowiedzieć na każdego mejla.

You may also like

28 komentarzy

  1. super pomysl z tym cyklem 🙂 piękna sesja no i ta historia… każdy z nas ma inną wartą uwagi
    no i sukienka powala! 🙂

  2. wspaniały projekt! to musi być cudne – tak móc spojrzeć na siebie oczami innych i nagle zrozumieć jak zwyczajnie niezwyczajną się jest.. będę śledzić z zapartym tchem cały cykl 🙂 ach, gdyby tak chociaż móc asystować, a to blendę potrzymać, a to kawę zrobić albo chociaż usiąść w kącie i powdychać atmosferę wyjątkowości łapanych chwil 🙂 serdeczności !! 🙂

  3. Bardzo to ładny cykl 🙂
    Jak siedzę i pisze komentarz, to sobie myślę, że jestem totalnie zwyczajna, a jak czasem słucham co inni mówią o mnie to jakoś tak inaczej ten obraz się przedstawia, więc bardzo kibicuję aby wasz cykl się rozwijał bardzo. Czasem dobrze zobaczyć się trochę inaczej niż tak w zawirowaniach codzienności.

  4. Cudowny pomysł – a bohaterka pierwszego wpisu wspaniała, jak i jej siostra, która dała jej bardzo mądrą radę.

    A wstęp do cyklu, skojarzył mi się z piosenką „Most Girls” Hailee Steinfeld, gdzie śpiewa, że nie chce być wyjątkowa, a jak większość dziewczyn, bo one są piękne, mądre, zabawne itd. 🙂

  5. bardzo dobry pomysl z tym cyklem, piekny filmik i piekne zdjecia, szacunek dla glownej bohaterki za tzw „jaja” i wziecie swojego zycia we wlasne rece! Pzdr

  6. Wzruszyłam się. Zawsze cierpię, że my kobiety ciągle postrzegamy się jako „nie dość” dobre, mądre, piękne.
    Kibicuję temu cyklowi, kobietom, które się w nim znajdą, ale i tym, ktore odnajdą siebie w tych historiach.

  7. My Polki naprawdę jesteśmy piękne. Kiedy chodzę po ulicach widzę mnóstwo ślicznych, zadbanych kobiet, o estetycznych sylwetkach, ubranych z gustem. Naprawdę umiemy się tak ładnie zaprezentować. I zawsze tak było. Z opowieści mojej Mamy wiem, że jej pokolenie samo szyło sobie ciuchy, w tym moja Mamcia.
    I niestety, tak samo jak piękne jesteśmy, tak samo zakompleksione i nieumiejace przyjąć komplementow. Jak ktoś skomplementuje bluzke, to usłyszy „a nie, to stara szmata”. Dlaczego tak jest? Nie umiemy zaakceptować tego, że możemy być piękne, zadbane, mieć prześliczny uśmiech i piękną bluzkę?
    Mi samej wydaje się, że jest tak dlatego, że od małego, a raczej małej wychowywane jesteśmy w skromności. Trochę to smutne, bo tworzy smutnych, zakompleksionych ludzi.
    Dlatego: pokochajmy siebie, sluchajmy komplementow, uwierzmy w nie, przyjmujmy je z uśmiechem i odwzajeniajmy. Bądźmy dla siebie po prostu dobre.
    A apel do mężczyzn, aby wspierali nas i na każdym kroku powtarzali, że jesteśmy najpiękniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.