NIC SIĘ NIE PRZEJMUJ, PRZECIEŻ I TAK WSZYSCY UMRĄ

Tydzień temu zabrałam dzieci na wizytę kontrolną do przychodni.
Weszliśmy do gabinetu. Po chwili otworzyły się drzwi i weszła lekarka. Stanęła jak wryta.
– To wy? – zwróciła się do dzieci z uśmiechem, po czym spojrzała na mnie. Choć jej twarz skryta była za maseczką, w oczach wyczytałam wszystko. Może sobie trochę dopowiedziałam, a może faktycznie zobaczyłam tę matczyną nostalgię za czasami, kiedy przychodziłam tu z trójką maluchów z glutami do pasa.
– Ja pamiętam dzieci, a dziś pani przyprowadziła do mnie kobiety… – dodała, a ja tylko przytaknęłam zrezygnowana, bo w ostatnich dniach tak bardzo wypatruję w ich twarzach dzieci.
Jeszcze tylko Lolek miewa momenty, kiedy mogę powiedzieć o nim „brzdąc”, a potem widzę, jak sprawnie rozbija jajka na patelni i nawet bym chciała, żeby powiedział coś w stylu „mamo, pomożesz? Patelnia jest gorąca”. Ale on zręcznie przerzuca jajecznicę na talerz, zerka na mnie i od czasu do czasu zapyta, czy zrobić mi kawę.

Pisałam Wam już o tym i to pewnie nie jeden raz, jak udręczona opieką nad trójką maluchów, płakałam Mamie do słuchawki.
Próbowała podnieść mnie na duchu, mówiła:
– To tak szybko mija, jeszcze za tym zatęsknisz.
Och, jak bardzo nie lubiłam, kiedy tak mówiła. Przecież czas stał dla mnie w miejscu, odmierzany gorączką, przewlekłymi nocami z kaszlem, nieznośnymi godzinami na placach zabaw. Już na zawsze byłam matką trójki maluchów.
– Niech już będą dorośli i się wyprowadzą!! – krzyczałam do słuchawki.
I chyba sobie to wykrzyczałam.

Kilka dni temu nocowałam u znajomych we Wrocławiu. Poznałam ich córkę – rezolutną czterolatkę, przyklejoną do misia. Rano przyszła do mnie w pajacyku do spania. Rozmawiałyśmy o jej przyjaciółkach z przedszkola i sobotniej imprezie urodzinowej, na której będą czekoladowe babeczki i tęcza. Jej pulchna buzia wciąż była umorusana snem, włosy potargane przez poduszkę.
Stała przede mną w tych śpiochach, a ja nie mogłam pojąć, jak to jest możliwe, że dopiero pod moim dachem mieszkały takie skrzaty.
Teraz są mojego wzrostu, ale nie mieszczą się w moje ubrania. Dopiero nosiłam je pod sercem, dziś noszę po nich buty.

Z Wrocławia do Lublina jechałam wiele godzin. Dzień zapadł się w noc. Włączyłam na Spotify playlistę z muzyką filmową. Z głośników popłynęła mroczna muzyka z Twin Peaks.
Przede mną rozlewała się szeroka autostrada. Ginęła za horyzontem, wsysana przez latarnie.
Dodałam gazu. Czołówka z Twin Peaks ucichała i nagle usłyszałam znajomą, choć odległą melodię.
Poczułam mrowienie w sercu. Gdzieś z otchłani wspomnień zaczęły wyłaniać się obrazy. Niesamowite, jak muzyka przewodzi wspomnienia.
Musiałam zwolnić. Przyczaiłam się za ciężarówką z mozołem pokonującą trasę i pozwoliłam obrazowi odżyć. Był taki wyraźny, miał zapach i tamto światło sprzed dwunastu lat.
Na sofie drzemał noworodek, przykryty różowym kocykiem. Raczki zaciśnięte w piąstki miał ułożone po dwóch stronach główki.
Z głośnika sączyła się melodia, której nieustannie słuchałam w tamtych dniach, Enio Morricone Tema D`amore Per Nata.
Ciężarówka przede mną zaczęła się rozmywać. Zamrugałam gwałtownie. Przecież w domu czekał na mnie ten mój noworodek spod różowego kiczowatego kocyka.
Tylko że dziś miał już kilkanaście lat.

Może niektórzy z Was powiedzą, że ja w kółko o tym uciekającym czasie, ale daję Wam słowo, nie umiem wyplątać się z tej sieci. Mam w sobie jednocześnie radość z teraźniejszości i tęsknotę za nią.
Czasem patrzę na zegar w kuchni i dobija mnie bezduszność wskazówek.
Mam ochotę je wyrwać, krzyknąć: nie tak szybko!
Nie opuszcza mnie uczucie mojej przejściowości. Jest dojmujące i towarzyszy mi cokolwiek robię.
I wbrew temu, co może Wam się wydawać, uważam je za bezcenne.
To ono sprawia, że czuję się szczęśliwa, że wyciskam dni do cna, że kiedy zaczęła się pandemia, ani razu nie pomyślałam „dlaczego nie doceniałam tamtej zwyczajności?!”.
Jednak tak po ludzku, gdy przybywa zmarszczek i wzrostu tym, których kocham najmocniej, czasem chcę ryczeć.

Wybaczcie, jeśli zrobiło się łzawo i patetycznie. Tyle mam dzisiaj w sercu, musiałam to z siebie wyrzucić.
Idę przytulić dzieci, póki jeszcze robią to chętnie i bez zażenowania.
I żeby nie skończyć tym łzawym akcentem, przywołam moją ukochaną przyjaciółkę, która pociesza wszystkich, mówiąc „nic się nie przejmuj, przecież i tak wszyscy umrą”.

You may also like

12 komentarzy

  1. Dziękuję Ci za te teksty, dzięki nim kilka razy się zatrzymałam, aby przyjrzeć się mojej córci, temu jak szybko wyrasta z różowych sukieneczek i stwierdza, że nie, róż już nie… (ma 6 lat) . Niestety więcej dzieci już raczej mieć nie będę, więc tymbardziej próbuję wycisnąć z tego czasu, kiedy jest mała jak najwięcej. Przytulam ❤️❤️❤️

  2. Mój synek ma dopiero 3 lata, ale czuję dokładnie to samo – dopiero dowiedziałam się o ciąży, a on już wszystko chce „sam”.
    Na pocieszenie dodam, że w wieku 32 lat przytulam się do rodziców chętniej i częściej niż gdy byłam nastolatką 🙂

  3. Sara, pięknie napisane. I jakie prawdziwe. Ja pamiętam jak zaczęłam czytać Twojego bloga (Polka o nim wspomniała) i jednym z pierwszych artykułów u Ciebie był taki z sesją dzieci w starym domu/stodole? A teraz niedawno kiedy w domu gościłaś TVN i zobaczyłam Twoja córkę -taką trochę zawstydzoną, ale bardzo Cię wspierajacą to pomyślałam, że to chyba niemożliwe, ze to to samo dziecko:). A potem patrzę na moje latorośle – wiek 10 i prawie 8 i po raz setny uzmysławiam sobie, że ja już nie jestem matką bobasów i czuje sie nieźle zaszokowana.
    A z drugiej strony patrzę na te moje dzieciaki i mogę się w nich przyglądać jak w lustrach – widzę ich zaangażowanie w tematy okołopolityczne, miłość do zwierząt, szacunek i tolerancję w stosunku do inności i myślę wtedy, że widzę ulepszoną wersję siebie. I czuję, że uciekający czas tyle zabiera, ale też mnóstwo daje. Słodkie są takie 4latki, ale dopiero takie przednastolatki to są idealne do schrupania:). Wszystkiego dobrego!

  4. Mmam 30 lat, brak męża, brak dzieci, ze złamanym sercem i braku planu na jutro. Masz fajne życie, fajnie się to czyta. Sciskam cię mocno.

    1. Do Ani: mam 38 lat i brak planu na jutro. Myślę, że nieraz czułam się podobnie… Ale od wczoraj myślę: jutra nie ma. Jest tylko dziś. Cokolwiek dobrego jest dziś, muszę to zapamiętać i docenić. I wtedy, kiedy „dziś” stanie się „wczoraj”, będzie dla mnie miłym wspomnieniem.

  5. Pięknie napisane. Tak to właśnie jest. Akurat dziś przeczytałam ten tekst i dziś moja córka kończy 19 lat. Nie wierzę, przecież dopiero była małą dziewczynką. Znalazłam zdjęcia z jej 5 i 10 urodzin, tak dobrze je pamiętam, to było tak niedawno!

  6. Pięknie napisane. Tak to właśnie jest. Akurat dziś przeczytałam ten tekst i dziś moja córka kończy 19 lat. Nie wierzę, przecież dopiero była małą dziewczynką. Znalazłam zdjęcia z jej 5 i 10 urodzin, tak dobrze je pamiętam, to było tak niedawno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.