O TYM JAK ZA SPRAWĄ AUDIOBOOKÓW POTRAFIĘ PRZEŻYĆ KATHARSIS NAD SZOROWANYM KIBLEM!

Co jakiś czas nadaję do Was z okopów ubraniowych. Oznacza to, że cały dzień mija mi na segregowaniu brudów, namaczaniu, zapieraniu, praniu, wywieszaniu, zdejmowaniu, układaniu, porządkowaniu czystych ubrań, parowaniu skarpetek, odkładaniu wszystkiego do szaf.
W tym zajęciu najgorsze jest to, że nigdy nie mogę odhaczyć go raz na zawsze, jako „zrobione”.
I w ogóle prowadzenie domu, to jedna, wielka, syzyfowa praca.
Wczorajszy porządek jest dzisiejszym burdelem.
Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale u mnie wystarczy dzień zaniedbania – niepranie/niezamiatania/nieodkurzania, żeby zaległości urosły do monstrualnych rozmiarów.
I coś Wam powiem – ja nawet lubię dbać o dom. Serio poza kilkoma czynnościami, których nienawidzę najszczerzej na świecie, odnajduję często przyjemność w szorowaniu kibla – no tak już mam.
Natomiast nie znoszę jednego – tego, że to całe sprzątanie, to taki w gruncie rzeczy stracony czas.
Jutro znowu będzie bajzel i nawet jeśli zostanę królową czystości, to wszystka umrę i żadnego pomnika, ani ze spiżu, ani nawet z kurzu. Nic.
Potomnym przekażę, że w życiu osiągnęłam przede wszystkim porządek?
Oto moje dzisiejsze rozmyślania ze szczytu góry Mont Skarpet. Ale! Wygląda na to, że znalazłam rozwiązanie,
Kiedy ja rozprawiałam się z toną ubrań, Jerzy Radziwiłowicz czytał mi książkę Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”.

Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć, jak audiobooki zmieniły moje życie i jak podczas sprzątania/prania/gotowania/spacerów z psem/jazdy samochodem wysłuchałam 30 książek w ciągu trzech miesięcy.

Jeśli chodzi o czytanie w ogóle, to zdecydowanie nie jestem typem sprintera. Podziwiam ludzi, którzy nie dość, że błyskawicznie czytają, to jeszcze wszystko zapamiętują. Ja książek nie pochłaniam, raczej w nie wsiąkam.
I to nawet był mój kompleks. Te wszystkie rankingi, gdzie słyszałam, że szanujący się człowiek, to musi przeczytać w roku 7474646877437 książek, żeby w ogóle zwać się czytającym, wpędzały mnie we frustrację.
A co jeśli z książką trzeba się przespać? Albo nad nią zamyślić? Albo zrobić przerwę, kiedy pożera cię od środka? Albo przeczytać trzydzieści razy jedno piękne zdanie?
Aż któregoś dnia usłyszałam Mariusza Szczygła, mówiącego, że on bardzo powoli czyta książki i wcale się tego nie wstydzi. Bo są książki, które wymagają czasu, uwagi, którymi trzeba się delektować, których wręcz nie wypada zachłannie połykać.
Och, jak raźniej mi się zrobiło!
Nieustannie jednak prześladuje mnie myśl, że czytam za mało! Odkąd mam rodzinę i mnóstwo obowiązków – zdecydowanie za mało. Co więcej – trudno mi siąść do czytania, kiedy słyszę jęki brudnych skarpet w koszu na pranie.

Audiobooki zarekomendowała mi moja przyjaciółka, która ciągle opowiadała o czytanych książkach. W końcu zapytałam, kiedy ona ma na to czas?! Na to P. wzruszyła ramionami: „nie czytam, słucham ich”. W każdej wolnej chwili, kiedy nie jest w stanie czytać – podczas jazdy samochodem, gotowania, sprzątania, spacerów. Okazuje się, można w ten sposób wysłuchać mnóstwa książek.
Początkowo nie byłam przekonana, sądziłam, że będąc wzrokowcem, nie będę w stanie się skupić na słuchaniu. No ale od czego są okresy próbne w korzystaniu z aplikacji.
Na dwa tygodnie postanowiłam sprawdzić Storytela, którego polecała mi P.
Są w życiu momenty olśnienia. Pukasz się wtedy w łeb, myśląc, czemu wcześniej tego nie robiłam/próbowałam/miałam w zwyczaju! Czemu?! Czemu dopiero teraz?!
Tak zaczął się mój romans ze Storytel.
Wkręciłam się zupełnie. Po jednej nutce zakochałam się w słuchaniu książek.
Podobnie jak P. słuchałam wtedy, kiedy do ręki nie mogłam wziąć żywej książki.
Postanowiłam, że napisze Wam o tym, o ile mój zapał nie minie. Ale nie mija.
Zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że do jakiegoś stopnia jest to w moim życiu rewolucja, bo przestały mnie złościć rzeczy, których dotąd nie znosiłam, jak chociażby – stanie w korku, czy układanie prania. Teraz mam w uszach słuchawki, a ktoś czyta mi książkę. Czasem tak ciekawą, że zdejmuję nogę z pedału gazu 😀
Powiem Wam, że teraz zdarza mi się nawet przeżyć katharsis nad szorowanym kiblem. Ot, co.

No i cóż mogę powiedzieć, te niespełna 30 książek, które wysłuchałam w ostatnim czasie, tyle mnie cieszy, co również martwi. Oznacza to bowiem, że naprawdę życie w dużym stopniu mija na bezsensownych, powtarzalnych czynnościach.

Jestem teraz chodzącą reklamą audiobooków, a do mojej audiosekty wciągam coraz to nowych znajomych, których życie nabiera nowej jakości. Dlaczego więc nie miałabym ich polecić Wam?

Pomyślałam, że zarekomenduję Wam również książki, które zrobiły na mnie wrażenie.
Co ciekawe, kiedy słucham, najchętniej sięgam po non fiction, zupełnie zaś nie kręcą mnie kryminały.
Nie wiem, może to dlatego, że mam takie poczucie, że skoro już słucham, zamiast czytać, to niech wyniosę z tego, chociaż jakąś wiedzę?

Stulecie Chirurgów, Jurgen Thorwald
Zanim jeszcze dowiedziałam się o tej książce, P. oznajmiła, że nie może doczekać się północy. Dlaczego? Bo równo o północy stanie się dostępne Stulecie Chirurgów na Storytel.
Wtedy uznałam, że jest to przejaw szaleństwa, ale dziś doskonale to rozumiem.
Kiedy kilka tygodniu po wysłuchaniu Stulecia, dostałam informację, że niebawem pojawi się druga część – Tryumf Chirurgów, tym razem to ja napisałam do P. wiadomość o mniej więcej tej treści: „Premiera Triumfu Chirurgów tego i tego dnia!!!111111!11”
Stulecie to historia XIX wiecznej chirurgi, napisana w taki sposób, że wciąga jak kryminał.
Książka, która uświadomiła mi, że może nieraz trzeba wystać w kolejce do specjalisty, że nieraz mnie szlag trafił na NFZ, ale do licha – nikt już nas nie kroi na żywca, jak to było dosłownie 150 lat temu, kiedy cesarskie cięcie było równoznaczne z wyrokiem śmierci matki i służyło jedynie ratowaniu życia dziecka. Mamy narkozę, mamy znieczulenie miejscowe, mamy antyseptykę! A historia tych wszystkich wynalazków jest po prostu fascynująca i warto ją poznać.
To pozycja dla czytelników o mocnych nerwach. Książka spływa krwią operowanych ludzi, bo taka jest historia XIX wiecznej medycyny, ale jednocześnie nie można przestać jej słuchać.

Może (morze) wróci, Bartek Sabela
Zniknięcie Morza Aralskiego to największa katastrofa ekologiczna, jaka miała miejsce w ostatnich dziesięcioleciach.
Autor – Bartek Sabela, podąża na miejsce Szlakiem Jedwabnym przez Taszkient, Samarkandę i Bucharę. Relacja z tej podróży obfituje w niesamowite historie i ciekawostki.
Czy na przykład wiedzieliście, że wielbłąd zostawiony w jednym miejscu przez właściciela będzie na niego cierpliwie czekał i nie ruszy się z miejsca tygodniami? Albo, że w Turkmenistanie benzyna jest za darmo? Albo, że do wyrobienia jednego kilograma bawełny potrzeba od 17 do 30 tysięcy litrów wody!
I że Nikita Chruszczow zafascynowany uprawami bawełny w Ameryce postanowił zrobić sobie takie same. Tak zaczęła się tragedia Morza Aralskiego.

Pasja życia, Irving Stone
Vincent Van Gogh to jakiś szurnięty genialny świr, który odciął sobie ucho – takie pojęcie o artyście ma wielu z nas.
Tymczasem z każdym zdaniem tej książki moja sympatia do Van Gogha przeradzała się w fascynację nim.
Van Gogh miał w sobie tyle różnych postaci. Męczennika – kiedy wyjechał jako misjonarz do Petit Wasmes w Belgii, gdzie spotkał się z taką biedą i nędzą, że ostatecznie stracił zupełnie wiarę w Boga. Ale tam na miejscu, postanowił żyć, jak ludzie którym głosił Ewangelię. A więc spał na sienniku w nędznej, rozpadającej się chatce, gdzie w nocy lał się na niego deszcz. Ostatecznie siennik oddał choremu na gruźlicę dziecku i odtąd – sypiał na klepisku. Oddawał wszystko co miał – pieniądze, jedzenie, okrycie.
Miesiącami nie jadł nic, pił tylko ohydną czarną kawę. Cudem wyrwał się śmieci. Mieszkańcy nazywali go „Chrystusem”.
Miał w sobie wariata – kiedy zakochany w dziewczynie, która go odrzuciła, wychodził w piątek, szedł dziesiątki kilometrów, żeby popatrzeć na nią przez okno kilka minut i wracał wycieńczony w niedzielę wieczorem, bo nie miał pieniędzy na transport.
W książce znajdziecie też mnóstwo smaczków towarzyskich. Kiedy Van Gogh przyjeżdża do Paryża, pomiędzy nim a jego bratem odbywa się taki mniej więcej dialog:
Theo: Emil Zola mówił mi, że kolejna rewolucja będzie kapitalistyczna.
Vincent: Znasz Emila Zolę?!
Theo: Taaak, poznał mnie z nim Paul Cezanne. Ty też go niebawem poznasz.
A na zajęciach z malarstwa pierwszą osobą, z którą zaprzyjaźnia się Vincent, jest Toulouse-Lautrec.

Spowiedź, Calek Perechodnik
Literatura obozowa to mój mały fioł.
Spowiedź jest zupełnie inna od wszystkich książek, z jakimi miałam do czynienia. Zazwyczaj w tym morzu zła, o jakim czytamy, potworności drugiej wojny światowej, pojawiają się postacie dobre, jasne, wlewające w serce otuchę. Są jak anioły nad tym piekłem. Spowiedź odarta jest ze wszelkich śladów dobra, nadziei, wiary. Perechodnik – Żyd mieszkający w Otwocku, następnie w getcie otwockim, który podczas wysiedleń stracił żonę i dwuletnią córeczkę, oskarża wszystkich.
Siebie samego – za tchórzostwo, Żydów – za bierność wobec wroga, Niemców – za okrucieństwo i zezwierzęcenie, Polaków – za bezduszność i cwaniactwo.
Kiedy stawia znaki równości pomiędzy Żydami, Niemcami i Polakami, obarczając wszystkich winą za piekło drugiej wojny, jest w tym coś wstrząsającego, co odbiera mowę. I na moment, nawet mi – wiarę w człowieka.
Ponieważ Perewodnik stara się jak najwierniej oddać fakty, opowiada o potwornościach w sposób beznamiętny, co jeszcze potęguje wrażenie beznadziei.
Ta książka ma w sobie coś klaustrofobicznego. Tak jak zatrzaśnięci w windzie chcemy złapać oddech, tak tu – w oparach zła, chcemy iskry nadziei, której autor nam nie dostarcza.
Ciężka pozycja.

Bezpieczna kryjówka, Corrie ten Boom.
To również literatura z kręgu obozowej. Zupełnie jednak inaczej niż u Perechodnika – pokazująca piękno ludzkiej natury w obliczu drugiej wojny.
Pełna postaci heroicznych, gotowych oddać życie za drugiego człowieka.
Tytułowa „bezpieczna kryjówka” – to niewidzialne pomieszczenie w domu holenderskich Żydów, w której chowali się potrzebujący.
Podczas kiedy Perechodnik wytyka Żydom bierność, Corrie ten Boom opowiada, jak tworzyło się podziemie w Holandii. Jak prężnia działa produkcja fałszywych dokumentów i wymiana kart żywnościowych.
Niewiarygodny jest opis ćwiczeń na wypadek prawdziwej rewizji domu. Kiedy pojawiał się fałszywy alarm, wszyscy domownicy mieli mniej niż minutę na zniknięcie w kryjówce. Czasem było to wiele osób – w tym małe dzieci i niepełnosprawni. W niecałą minutę dom musiał wyglądać, jakby zamieszkiwały go trzy osoby. Wszystko miało znaczenie – ilość niedopałków w popielniczce, ilość sztućców, laska zostawiona w kącie, światło zapalone w pustym pomieszczeniu.
Perechodnik zabiera nadzieję, Corrie ten Boom ją zwraca z nawiązką.

Kochani Czytelnicy, zostawiam Was i pędzę pakować naszą rodzinę na dziesięć dni w Bieszczady. Normalnie bym pewnie już była we łzach, ale nie dziś – odpalam Shantaram Gregorg`a Davida Robertsa i będę segregować skarpety w takt słów, czytającego mi Filipa Kosiora.

CO BĘDZIE CZYTANE/SŁUCHANE:

You may also like

23 komentarze

  1. Hej! Chyba w kliku miejscach mialas na mysli audiobooki. Ebooki sa do czytania np. na Kindle 😉 A co do reszty to jak najbardziej sie zgadzam. Sama zaczelam slychac audiobookow kilka miesiecy temu i to baaardzo umila zycie 🙂

  2. O, a ja się trochę czaję na „Pasję życia”, bo mnie Vincent van Gogh urzekł już dawno, ale nigdy się nie mogę za to zabrać i nawet nie mam czasu zacząć. Oglądałaś „Twój Vincent”? Świetny film, bardzo polecam <3

    1. Witam, moja fascynacja Vincentem Van Goghiem zaczela sie wlasnie od „Pasji zycia”, poleconej mi przez kolezanke. Od tamtej pory przeczytalam dwie jego biografie, jestem w trakcie czytania „Van Gogh – zycie”, obejrzalam „Twojego Vincenta” . Jednak najbardziej magiczna sprawa to odwiedziny w Auvers sur Oise, pod Paryzem, gdzie Van Gogh zmarl i jest pochowany. Polecam odwiedziny kazdemu, kto zawita na dluzej do Paryza. To miasteczko jest przesliczne, jest duzo do zwiedzania, a jednoczesnie wcale nie ma tlumow turystow, na polach otaczajacych cmentarzyk mozna urzadzic piknik i poczuc sie jak czesc Jego obrazow:) A w domu-muzeum doktora Gachet kustoszem jest pani Agata, polska artystka :)Wyrywam sie tam z Paryza, kiedy tylko moge.

  3. Ja też uwielbiam audiobooki! Nic tak nie umila nudnych prac domowych:)
    Mam tylko, nie wiem skąd jakieś przekonanie, że audiobooków powinnam słuchać w oryginale, że jak słucham, a nie czytam, to powinnam szlifować języki. Poza tym lubię klasyki, takie z przydługawymi opisami, do których niekoniecznie mam cierpliwość przy czytaniu;)
    Używam aplikacji Librivox, gdzie są dostępne książki którym już wygasła licencja. I to sprawiło, że słucham głównie angielskiej i francuskiej literatury z XIXw. Składanie gaci już zawsze będzie mi się kojarzyło z Balzakiem i Jane Austin:D
    PS. Sara, mam taką prośbę – na studiach miałam portugalski, który mi się mocno zakurzył i chciałabym go jakoś odświeżyć. Czy mogłabyś zapytać męża o coś dobrego i lekkiego po portugalsku? (oczywiście wiem, że mogę sięgnąć po cokolwiek przetłumaczone po prostu na ten język, ale już przy okazji fajnie byłoby poznać coś z kontekstem). Taki np portugalski Tyrmand. Będę wdzięczna:)
    wielkie pozdrowienia

  4. Ja nadal nie wiem czy umiałabym się skupić na tym i to jeszcze robiąc coś innego. Ale nie spróbowałam nigdy, więc nie mogę wiedzieć. Poza tym ja jestem z tych co łykają książki, ale zapamiętuje tylko te, które naprawdę mi się spodobają.

  5. Chciałam się spytać jaką literaturę obozową polecasz? Chociaż większość jest ciężka i straszna to coś w niej jest, że chce się jej czytać więcej i więcej.

  6. Jeśli w Bieszczady w tradycyjne miejsce to proszę serdecznie pozdrowić Gospodarzy! Hej ku górom! I miejcie pogodę idealną!
    ps. wzbiera we mnie zazdrość i tęsknota..

  7. Jak tu Cię nie lubić za takie wskazówki…?:)
    Saro, słuchasz na androidzie ? Chodzisz z nim w kieszeni po domu???
    Jak to wygląda organizacyjnie, zdradzisz?
    Jestem naprawdę zainteresowana tą drogą poznawania kolejnych książek..
    Pozdrawiam cię ciepło..

  8. I jak tu Cię nie lubić za takie wskazówki…:)
    Saro, jeśli dobrze zrozumiałam słuchasz na telefonie?
    Chodzisz z aparatem w kieszeni?
    Jak to wygląda organizacyjnie, zdradzisz?
    Jestem mocno zainteresowana tą drogą poznawania kolejnych książek..
    Pozdrawiam ciepło.

  9. „Stulecie chirurgów” pochłaniałam wieczorami, kiedy usypiałam dziecko – niesamowita opowieść! Przerażająca, momentami odpychająca (kitle sztywne od ropy i krwi… serio?!), ale tak fascynująca, że nie mogłam się oderwać i nawet jak dziecko już spało to ja jeszcze doczytywałam.

  10. Cześć! Nigdy nie myślałam o audiobookach! Ja wzrokowiec – w grę wchodziło tylko czytanie!
    I 2 dni po przeczytaniu Twojego postu – wpadłam po uszy! Zaczęłam już drugą książkę. Na razie tylko biografie.
    Wciąż myślę, że powieści to muszę trzymać w dłoni! Ale kto wie! Dziękuję, ludzie, a ile ja lat zmarnowałam!???
    Dobrze, że jesteś, Ferreira!

  11. Zaraz po „100leciu chirurgów” czytałem „Cesarza wszystkich chorób-biografię raka”. Jeszcze lepsza….Polecam

  12. Uwielbiam audiobooki i czytam zawsze w pracy- nic nie nuży bardziej niż żmudne kreślenie w komputerze.
    Do Storytel mialam jedno podejście nieudane niestety- jako miłośniczka reportaży nic tam sobie nie potrafiłam znaleść. Dzięki Twoim rekomendacjom mam nadzieje na lepsze drugie podejście.

  13. Swego czasu czytałam znośnie dużo…uwielbiam książki za treść wiadomo 😉 ale i za papier…szelest przewracanych stron.
    Potem coraz gorzej widziałam, później czytanie więcej niż dwie strony było niewykonalne.
    Słyszałam na moje marudzenie – audiobooki. Spróbowałam raz drugi siódmy i nic nie wiedziałam co tam do mnie mówi bo zaraz łapałam się na przeróżnych myślach dotyczących codzienności czy przyszłości;) Miałam złą taktykę…słuchałam wieczorami leżąc w łóżku, tak jakbym normalnie czytała.
    I dopiero kiedy miałam sterte pierogów do ulepienia;) przypomnialsm sobie o mojej wieczornej książce która zacznę niewiadomo który raz;)
    Bingo:) nie uciekło mi żadne słowo A książkę w uszach mam prawie ciągle…I teraz książki pochlaniam pozeram i w ogóle;)
    Pozdrawiam serdecznie;)
    Ps.mam tendencję do takich zbyt długich komentarzy:)
    Ps2. I ciągle robię generalne wiosenne porządki;)

  14. O jednym cudownym elemencie Storytela muszę jeszcze wspomnieć. Dzieci+Auto+Podróż=Dramat. Dzieci+Auto+Podróż+Storytel=Cisza, spokój, katharsis 😉 I tylko „mamoooo!!!!” kiedy nawigacja przycisza na moment książkę 😉

Odpowiedz na „EwaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.