A GDYBY TAK ZACZĄĆ SŁUCHAĆ?

Tego dnia odrzucił ją zapach kawy. Zakręciło jej się w głowie i pobiegła do toalety.
Dziwne…
Gorączkowo zaczęła liczyć dni, a potem poleciała do apteki. Ręce jej się trzęsły, kiedy łapczywie rozrywała opakowanie. Nie mogła zrobić siku, a może nie chciała.
Odłożyła test i odczekała, jak każą w instrukcji – dwie minuty, choć doskonale wiedziała, że wynik pokazuje się niemal natychmiast. To były długie dwie minuty. I ostatnie dwie minuty dotychczasowego życia. Spojrzała na test. Dwie czerwone kreski przypieczętowały jej los.
Siadła na muszli klozetowej i zaczęła wyć.
– Jestem w ciąży, mogę do ciebie przyjechać? – szepnęła do słuchawki i porwała ją kolejna fala gwałtownego płaczu.
– Wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj – odparła przyjaciółka.
Po kilku godzinach siedziała na sofie w domu przyjaciółki, łzy lały się po jej twarzy, jakby koś odkręcił kurek. Bełkotała i wyła, ze strumienia słów można było wyłowić takie zbitki, jak nie dam rady, boję się, nie chce, co ja teraz zrobię, jak to możliwe, koniec świata.
Przyjaciółka siedziała zupełnie cicho, głaszcząc ją tylko i tuląc, donosząc herbaty i słuchając łkań.
Mogła coś powiedzieć. Siedem lat temu takie same niechciane kreski przypieczętowały jej los.
Musiała szybko przestać płakać, bo nie umiałaby się wytłumaczyć z łez dwójce małych dzieci, ale dziewięć miesięcy była smutna. Że będzie miała dziecko, którego nie che. Zna tyle osób, które o dziecku marzą. Panicznie boi się trzeciego porodu. I tego, co będzie potem. W domu dwójka małych dzieci. To już urwanie głowy. Jak dadzą radę z trzecim? W tym ciasnym mieszkaniu. Znowu nie pójdzie do pracy, utrzymanie na głowie męża, już teraz często krucho z kasą, co oni zrobią?! Jak to będzie?
Brzuch rósł, a z nim niepokój.
No, a potem przyszedł na świat ten mały chłopak. Miał tyle włosów na głowie, że położne się z niego śmiały. Po godzinie nie pamiętała już, jak wyglądało jej życie bez niego.
Teraz ma sześć lat, przynosi ciągle jakieś laurki dla najlepszej mamy na świecie. Wygląda jak miniatura swojego ojca. Prawi komplementy: mamo, to są najlepsze kotlety, jakie w życiu jadłem (podobno to samo powiedział kilku ciotkom), lubi eleganckie ubrania, jest bardzo wrażliwy: zobaczcie, jakie piękne dziś niebo!
I w ogóle, wszystko się jakoś ułożyło. Zaczęli więcej zarabiać, zmienili to koszmarne mieszkanie i mają syna, na którego może nigdy by się nie zdecydowali. Ta wpadka to z perspektywy czasu najlepsze, co ich w życiu spotkało zaraz obok córek.
Więc rozumie łzy przyjaciółki jak nikt, ale wie, po prostu wie, że za rok o tej porze to niechciane dziecko będzie miało kilka miesięcy, a ona już nie będzie pamiętać życia przed nim. Będzie mówić: jak durna byłam, że płakałam. I będą siedzieć tu na tej samej sofie i śmiać się z tego.
Ale nie powiedziała nic. Tuliła, głaskała przyjaciółkę, donosiła herbaty, wycierała jej łzy z policzków, a nawet razem płakały.
Czasem wszystko, co można zrobić, to wysłuchać.

Rok później siedziały razem na tej samej sofie. Jena z nich karmiła trzymiesięczne niemowlę. Ślicznego chłopca, który co chwilę odrywał się od sutka i wpatrywał w twarz matki z fascynacją i ufnością.
– Patrz, jak się uśmiecha – zawołała.
Przyglądały się temu miniaturowemu człowiekowi i chyba żadna z nich nie pamiętała już świata bez niego.
– A pamiętasz, jak tu siedziałam i płakałam? – zapytała.
– Dziewczyno, nigdy tego nie zapomnę – odparła.
– Dziękuję ci, że nic wtedy nie powiedziałaś, tylko tego potrzebowałam.

W ostatni weekend miałam pierwszy zjazd w Polskiej Szkole Reportażu, do której się niedawno dostałam. Jechałam do Warszawy pełna obaw. Jacy tam będą ludzie? Czy będziemy ze sobą konkurować, kto umie lepiej rzeźbić w zdaniu? Czy będziemy popisywać się wiedzą, przechwalać życiorysami? Czy wrócę do domu kompletnie zdołowana, że nic nie osiągnęłam, niczego nie osiągnę i jestem do dupy? Bałam się tego.
Tymczasem wracałam lekka jak piórko, szczęśliwa, że poznałam tylu fajnych ludzi. Od prowadzących po uczestników szkoły.
Jechałam pociągiem, wypatrując w powleczonych mgłą polach, odpowiedzi na pytanie „dlaczego tak dobrze się czułam wśród tych ludzi?”
I nagle do mnie dotarło. Tam każdy umiał słuchać. I interesowało go, co druga osoba ma do powiedzenia.
Mówi się, że reporter musi mieć dobre ucho.
A gdybyśmy tak wszyscy popracowali nad swoim słuchem?

You may also like

14 komentarzy

  1. Piękny tekst. A co do pytania, to tak, zgadzam się w stu procentach, że dobrze by było, żebyśmy zaczęli więcej słuchać, zamiast czuć się w obowiązku wygłaszać komentarze na każdy temat. Dlatego cicho sza…uciekam 🙂

  2. Jesteś cudowna – w swojej normalności, pochwale życia codziennego i wrażliwości na świat – będziesz fantastycznym reporterem… Bo to że pióro masz nieziemskie, to wiadomo od dawna i słyszałaś to pewnie już wiele razy

  3. Sara, przecież to moja historia!3 ciąża nieplanowana (dziewczynki miały rok i 3 latka), test 6 grudnia. Niemożliwe, nieprawdopodobne. Szok. 2 pokoje na ostatnim piętrze w 4pietrowym bloku. Już i tak bo ciasno. Znów przerwa w pracy… A potem urodził się On. I wszystko wskoczyło na właściwe tory. Jest dom, jest lepiej płatna praca męża, moje perspektywy zawodowe, na które kilka lat temu nigdy bym się nie odważyła. I ten 3letni On, który budzi się uśmiechnięty, powtarza ‚kocham Cie najmocniej, aż do nieba, aż do gwiazdek’, który przynosi kwiatuszki zerwane na polu dla ‚najkochanszej i najpiękniejszej mamy’

    Nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasami na sens trzeba po prostu cierpliwie zaczekac

    Pozdrawiam serdecznie

  4. Och Miss Fereira, ale się cieszę, że jesteś w Szkole Reportażu. Akurat w tym roku moja przyjaciółka, z którą studiowałam dziennikarstwo w Gdańsku też się wybrała i też się bała tego pierwszego spotkania. Wow, piękna przygoda i trzymam za Was kciuki. Ciekawe, kiedy będzie Cię można czytać w Dużym Formacie 😀 Serdecznie pozdrawiam i czekam na więcej wrażeń ze Szkoły Reportażu 🙂

Pozostaw odpowiedź Aleksandra Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.