CHCIAŁ DOBRZE, A WYSZŁO…

Któż z nas tego nie doświadczył? Druga połówka doprowadziła nas do szału. Umysł zaćmiony wściekłością nie wie, jak to się stało, że postanowiliśmy dzielić z tym człowiekiem życie!
Chcemy odwołać wszystkie przysięgi, obietnice, wyznania miłości, ale nie możemy.
Bo nasza druga połowa chciała dobrze, a wyszło… jak wyszło.

Od dawna prosiła go, żeby zaostrzył noże kuchenne. Ale wiadomo, jak to jest. Czasem pół życia prosisz o wbicie głupiego gwoździa, aż staje się on gwoździem do trumny.
Tymczasem niedraśnięte pomidory uciekały spod ostrzy, zatrzymując się niebezpiecznie na palcach.
– A więc zrobię jej niespodziankę i naostrzę dziś wszystkie noże, tak jak mnie poprosiła sto lat temu – pomyślał, wracając z pracy.
Byli zgodną parą, mimo wszystko. Tego dnia wpadła na pomysł, że i ona zrobi coś dla niego.
Już rano wstawiła jego ulubioną zupę. Na prawdziwej wiejskiej kurze i swojskich warzywach od rolnika. Aromat lubczyku spowił dom. Nie bez powodu ma sławę afrodyzjaka. W gruncie rzeczy nie miałaby nic przeciwko temu, żeby miłość pachniała rosołem właśnie.
Popołudnie chyliło się ku końcowy, gdy złoty eliksir nabrał mocy. Na powierzchnię wypłynęły złote oka, połyskując kusząco. Zerknęła na zegarek. Niebawem powinien być w domu, zatem wstawi wodę na makaron. Po kilkunastu minutach usłyszała charakterystyczny syk, zaklęła pod nosem i wpadła do kuchni. Wzburzona piana z klusek już kapała na podłogę. Szybko zabrała garnki z płyty i na moment wstawiła parujący rosół do zlewozmywaka. W tym momencie zadzwonił telefon, odebrała i pogrążyła się w plotkach o wszystkim i o niczym.
Od progu uderzył go ten cudowny aromat. Zapach domu, ukochanych ludzi, ulubionej zupy. Tak musiała pachnieć miłość. Przez okno dostrzegł, że w ogrodzie rozmawia przez telefon. Pomachał jej i zakasał rękawy. Może będzie długo rozmawiać, on akurat zdąży naostrzyć noże.
Coś ją tknęło, kiedy przestąpiła próg. Odgłos wody lejącej się z kranu w kuchni.
Zobaczyła go pochylonego nad zlewozmywakiem. Był zupełnie pochłonięty ostrzeniem noży. Opiłki lądowały w garnku z rosołem, który wstawiła tam na moment. Nawet mogłaby je wyłowić, ale z pewnością nie oddzieliłaby wody lejącej się wprost do garnka od aromatycznego rosołu, który gotowała dla niego od rana.

***

– Nie wiem, czy wytrzymam – oznajmił zaraz po wejściu do domu. – Nie ma nic gorszego niż kupić piękny prezent, a potem czekać w nieskończoność, aż będziesz mógł dać go ukochanej osobie – filozofował, zdejmując buty.
– To nie jest żadna nieskończoność, tylko już jutro jest wigilia, wytrzymasz – uspokoiła, na jego ucho zbyt oschle.
– Gdybyś tylko wiedziała, co ci kupiłem, nie byłabyś tak obojętna.
– Nie jestem obojętna, lubię niespodzianki, a ty zaraz się wygadasz, co kupiłeś, wytrzymasz do jutra!
– Wiesz, nawet pani w sklepie była trochę zazdrosna, że wybrałem dla ciebie tak piękny prezent… – wodził na pokuszenie.
– Zatykam uszy, bo zaraz mi powiesz, co to był za sklep i od razu się domyślę, co kupiłeś, przestań!
– To, co dać ci już teraz? – puścił jej oko.
Jej obojętność była starannie wyreżyserowana, oczywiście od środka skręcało ją, co to może być i gdyby nie to, że jednak żadne prezenty nie smakowały, jak te spod choinki, to pewnie dałby się namówić.
W Wigilię doskonale rozumiała dzieci, które od początku kolacji namawiały dorosłych, żeby skończyć już z tym jedzeniem i przejść do właściwiej części, czyli rozdawania prezentów.
Zerkała w kierunku swojej paczki. Była raczej mała, starannie zapakowana, w kształcie większej książki, może bombonierki… To mogło być wszystko. Od biżuterii, po zimową czapkę.
Postanowiła wesprzeć dzieci w ich żądaniach, tyle przynajmniej mogła zrobić, żeby przyspieszyć chwilę, kiedy odkryje zawartość swojej paczki.
Po długim oczekiwaniu, które powoli stawało się udręką, usłyszała swoje imię. Z biciem serca wzięła pakunek do rąk. Powoli uwalniała go z uścisków kokardy. Niespiesznie zdzierała ozdobny papier. W końcu zobaczyła logo znajomego sklepu… Zdjęła pokrywkę. Jej oczom ukazał się przepiękny materiał. Powoli wyciągała go z pudełka, wzdychając z zachwytu. Po chwili wzdychały już wszystkie, bo do chóru zachwyconych przyłączyły się bratowe i mama.
Była to piżama. Najpiękniejsza, jaką w życiu widziała.
– Aż żal w takiej spać, musisz iść w niej na miasto – oznajmiła stanowczo kuzynka i trudno było z nią polemizować.
Założyła ją od razu po powrocie do domu, nawet dobrała do niej kolczyki. Co chwilę wracała do lustra, żeby podziwiać swoje odbicie. Była pewna, że nawet sny w takiej piżamie będą lepsze.
Zasypiała otulona miękkim materiałem.

– Mmmm, zrobił pranie – już od drzwi uderzył ją zapach świeżości. Jedno było starannie wywieszone (tylko on z taką precyzją wywiesza pranie), a drugie kończyło schnąć w suszarce bębnowej. Wypiła kawę i usłyszała sygnał pralki.
Powoli składała wysuszone pranie, kiedy coś ją zaniepokoiło. Znajomy wzór w czeluściach pralki…
Ten materiał… Nagle to pojęła.
To była ta piżama. Najpiękniejsza, jaką w życiu widziała. Wyprana w 60 stopniach, wysuszona w 90, wirowana w 1400 obrotach… Teraz była wygniecioną kupką materiału, skondensowaną do maleńkiej kulki.
– Pomyślałem, że wstawię pranie, dzięki temu będziemy mieli mniej pracy w weekend – usłyszała nad sobą jego czuły głos.

piżama damska bohomoss

Przyznam Wam się do czegoś. Zmarnowałam kawał życia na nienoszenie fajnych piżam. Najgorsze były te, które mój mąż nazywał piżamami antykoncepcyjnymi. Wielkie powyciągane pokrowce, w których czułam się, jak w przytulnym kokonie.
Potem zaczęły ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach. Miałam podejrzanego, ale nie miałam dowodów.
Kilka lat temu dostałam od męża prezent. Była to przepiękna piżama satynowa.
Wręczył mi ją, mówiąc „zastanawiałem się, czego byś sobie sama nie kupiła i doszedłem do wniosku, że z pewnością piżamy”.
Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak jest, że faktycznie piękna bielizna nocna, jest czymś, czego unikam.
Piżama leżała nietknięta w pudełku. Uwielbiałam na nią patrzeć, ale w niej nie spałam.
– Zamierzasz ją kiedykolwiek założyć? – zapytał w końcu mój mąż.
– Nieee wiem, jest taka ładna. Szkoda mi jej – odparłam.
I wtedy mnie olśniło!
Bałam się, że kiedy zacznę nosić piżamę, od razu się poniszczy. Od spania, prania, użytkowania. A przecież wystarczyło dowiedzieć się, jak ją prać, żeby służyła jak najdłużej.
I uwierzcie, że od tamtej pory uważam, że nocą można być lepiej wystylizowaną niż w ciągu dnia, a piżama jest na szczycie mojej prezentowej top listy.
Zapytajcie moich przyjaciółek, które w ostatnich latach dostają ode mnie głównie piżamy 😀

Ta piękna koronkowa piżama, którą widzicie na zdjęciach, jest ze sklepu Bohomoss.
To rodzima marka, szyjąca bieliznę nocną. Każdy etap produkcji odbywa się w Polsce.
Dostajecie produkt, wykonany tak starannie, że zapiera dech.
Materiał jest mięsisty, o bardzo gęstym splocie, wyjątkowo przyjemny dla skóry i przewiewny.
I kiedy trafia w Wasze ręce taka perełka, pamiętajcie o jednym – posłuży lata, jeśli będziecie traktować ją z czułością.
Satynowa piżama wymaga prania w niewielkiej temperaturze, maksymalnie 30 stopni. Producenci zawsze zalecają pranie ręczne. Nie oznacza to jednak, że musicie prać ją w dłoniach. Wszystkie pralki posiadają taki tryb prania. Ja dodatkowo zmniejszam jeszcze obroty wirowania do minimum.
O tym, co może takiej piżamie zrobić suszarka bębnowa, przeczytaliście wyżej.

Mam dla Was kod rabatowy na wszystkie piżamy Bohomoss. Na hasło SARA dostaniecie 20% zniżki na wszystko łącznie z produktami, które są w promocji.
Kod jest ważny tylko do wtorku 22 września, zatem korzystajcie.
Jeśli podobnie jak ja kilka lat temu, śpicie w pokrowcach, to polecam to zmienić. Od razu poczujecie się lepiej. A może macie ochotę sprawić komuś prezent?

piżama satynowa
piżama satynowa z koronką
piżama damska z koronką
piżamy damskie koronkowe
piżamy damskie satynowe
piżama z satyny

*Wpis powstał we współpracy z marką Bohomoss

You may also like

13 komentarzy

    1. Satynę robi się z poliestru, bo satyna sama w sobie jest bardzo droga i trzeba z nią postępować tak samo ostrożnie jak z jedwabiem.
      Rozmawiałam o tym z dziewczynami z Bohomoss i po długich testach ta tkanina sprawdziła się najlepiej. Ja sama używam piżamy od dwóch miesięcy i jestem zachwycona i zaskoczona, bo początkowo bałam się tej tkaniny.
      Nie każdy poliester musi być zły i nie każdy musi być podłej jakości.
      W ofercie sklepu są też piżamy bawełniane.

  1. A ja właśnie po latach spania w pięknych satynowych koszulkach i fikuśnych piżamkach – kupiłam po raz pierwszy w życiu bawełnianą koszulę w dodatku o rozmiar za dużą. I przysięgam, że wreszcie śpi mi się CUDOWNIE, a i nadziwić się nie mogę, że tak prosta rzecz daje taki komfort, ani dlaczego nie wpadłam na to szybciej niż mając 40lat!

  2. Ja mam z Bohomoss bawełnianą piżamę (nie lubię satyny i koszulek na cieniutkich ramiączkach). Mój model to Doris-mimo że to „tylko” bawełna, a nie połyskująca satyna, czuję się w tej piżamie bardzo kobieco 😍

  3. mi zawsze jest zimno w satynowych pizamach,nawet latem,mam wrazenie ze to taki zimny materiał,koszul i pizam sie pozbyłam,jestem fanka bawełny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.