Inaczej po prostu nie można

Wyobrażam je sobie.*

Ostrożnie lawiruje po podłodze usłanej klockami. Nie chce potrącić żadnego z koślawych budynków wzniesionych przez kilkuletniego inżyniera. To zawsze kończy się krzykiem. Podobnie zresztą jak nadepnięcie na klocka, kiedy siarczystą kurwę wtłaczasz na powrót do gardła, bo nie wypada przy dziecku kląć.
Kuca przy brzdącu pochłoniętym zabawą i prosi o całusa, na kilka godzin wychodzi. Dziecko podnosi na nią oczy, niepewne, czy to dobra, czy zła wiadomość. Matka je uspokaja, zostajesz z tatą i resztą rodzeństwa. Maluch wraca do zabawy, na głowie włosy zmierzwione czułą dłonią matki.
Zamyka się w łazience. Odkręca wodę, żeby nikt nie usłyszał, jak bierze głęboki oddech.
Urywa kawałek papieru toaletowego, przykłada do oka. Papier nasiąka słoną wodą. Poprawia rozmazany makijaż. Bierze drugi głęboki oddech, rozluźnia mięśnie twarzy, próbuje sztucznie się uśmiechnąć w najbardziej naturalny sposób. Wychodzi z łazienki.
Woła resztę dzieci, niech przyjdą się pożegnać, bo wychodzi. Kiedy wróci? Trudno powiedzieć.
Dostrzega na sobie wzrok męża. To o tych spojrzeniach się mówi, że znaczą więcej, niż tysiące słów. Delikatne skinienie głową. Odgłos zamykanych drzwi. Łkanie. Klatka schodowa.
Puste podwórze zamknięte w ścianach budynków. A nad nim wysoko skrawek ołowianego nieba.
Stoi przez moment wpatrzona nie. W końcu rusza. Pewnym krokiem, nie oglądając się za siebie.
Inaczej po prostu nie można.
Ciężka brama podwórka żałośnie zawodzi.

***

Wózek matki kieruje w stronę okna, może będzie coś widać. Rozsuwa zasłony. Przed nimi rozlewa się imponująca panorama miasta. Jest cicho.
Sprężyny skrzypią, kiedy ojciec wstaje z wersalki i podparty laską zmierza w ich kierunku.
Córkę obejmuje ramieniem, gładzi siwe włosy żony.
Z namolnej ciszy wyłaniają się myśli. Mroczne, złe. Widzi drżące dłonie rodziców pokiereszowane czasem, upstrzone plamami wątrobowymi, żyły wyłonione spod cienkiej skóry.
Gdyby nie wróciła, co się z nimi stanie? Kto zrobi im zakupy? Czy niepewność ich zabije? Może powinna zostać.
Ojciec słyszy jej myśli. Przenosi na nią łagodny wzrok. Te młode oczy zatrzaśnięte w pomarszczonym ciele. Nad głową matki płyną niesłyszalne słowa.
Musi iść. To oczywiste. Inaczej po prostu nie można.

***

Gładzi się po nabrzmiałym brzuchu. Czuje delikatne kopnięcie z prawej strony. Odwzajemnia dotyk. Brzuch odkształca się w innym miejscu, przez ułamek sekundy jest nienaturalnie kanciasty.
Wzdłuż brzucha biegnie ciemna pręga, kończy się przy pępku. Pręga ma swoje czerwone dopływy. Mówią, że to rozstępy. Ona żartuje, że teraz jej brzuch wygląda jak z marmuru.
Ciekawe, czy nad ciążą można przejść do porządku dziennego? Ona codziennie nie może się nadziwić, że w jej wnętrzu jest drugi człowiek i to taki, który reaguje na bodźce z zewnątrz.
Nie chciała znać płci, ale lekarz pogratulował jej córki. Już nie będzie sama. Teraz będą we dwie.
Poczuła wzbierającą w nią senność i coś jeszcze. Ucisk wewnątrz. Nie, nie od dziecka.
Znała to uczucie, zna je każdy. Powolny, promieniujący do wszystkich członków ciała, paraliżujący niepokój.
A jednak wiedziała, że musi iść. Że pójdą obie. Inaczej po prostu nie można.

***

Drzwi trzasnęły z hukiem, a wrzaski dobiegające z domu gasły rytmicznie, kiedy zbiegała po schodach.
Niech ich szlag! Gówno rozumieją! Gówno, gówno, gówno.
Wybiegła na ulicę i w pierwszym odruchu miała ochotę rzucić się pod nadjeżdżające auto. Na złość rodzicom.
Spojrzała w górę i gwałtownie wyciągnęła środkowy palec w stronę okna na trzecim piętrze. W tym samym momencie twarz matki zniknęła za zasłoną.
Cały dzień prosiła, żeby pozwolili jej iść. Nie chcieli o tym słyszeć. Mówili, że to nie dla niej, że będzie niebezpiecznie, kategorycznie zabronili.
A przecież musiała iść.
– Inaczej po prostu nie mogłam – powtarzała sobie, wcierając łzy w rozmazany na policzkach róż.

Spotkały się na placu Wolności, gdzie powiewały biało-czerwono-białe flagi.
O 15.30 tysiące kobiet pewnie ruszyło w stronę placu Niepodległości.
Tylko spacerujemy** – odpowiadały, gdy drogę zagradzał im kordon uzbrojonych milicjatów.
Jestem matką, a nie tarczą dla OMON-u** – głosił transparent.
Kobiety jak woda przelewały się przez kordony, krążyły, zmieniały trasy (…) Za nimi ciągnęły autozaki, ale kobiety nie dały im przejechać, bo wyszły na ulicę.***

29 sierpnia 2020 roku kobiety w Mińsku walczyły o wolność Białorusi, wojując kwiatami w barwach narodowych.
Tego ranka sprawdziłam dla pewności. Do Mińska mam 6,5 godziny samochodem.
Do Grodna niecałe pięć.
Kobiety z Białorusi mają do mnie miliony lat świetlnych.

*Musiałam je sobie wyobrazić, bo docierają do nas strzępki informacji z Białorusi. Tego dnia w tłumie protestujących, szły takie dziewczyny jak ja.
Za tymi uśmiechami musiał być paniczny strach.
Co czuje kobieta, stojąc twarzą twarz z uzbrojonym milicjantem, który może zawlec ją na tortury do więzienia?
Nie wiadomo, ile kobiet wzięło udział w marszu o wolność Białorusi. Bez względu na to, czy szło ich 10 tysięcy, czy miej, czy więcej, to tysiące historii rodzin, marzących o wolności.

** Cytaty pochodzą z Oko.press
*** Cytat z Nasza Niwa

You may also like

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.