HISTORIE RODEM Z FERREIROWA!

Miałam niespełna trzy latka, kiedy tata pojechał do pracy do NRD. W podróż wyruszał pomarańczowym fiatem 126p. Pracował na tartaku, gdzieś głęboko w lesie. Mama mawiała „u barona”. To jedno z moich pierwszych wspomnień – nie mam pojęcia kim jest „baron”, to słowo budzi mój niepokój i tak bardzo chcę, żeby był miły dla taty. Nie mogę raczej też pamiętać tych świąt Bożego Narodzenia. Jedynych w życiu, jakie mama spędziła bez taty. Z jej opowiadań wiem, że brnęła gdzieś przez śniegowe zaspy. Zamawiała rozmowę z NRD. Czekała na połączenie. Bez skutku. Wracała załamana i smutna. Nie wiedziała jak tata spędzał te święta. Sam, czy z kimś? Czy ktoś przełamał się z nim opłatkiem? Czy ktoś złożył mu życzenia? Czy coś zjadł? I czy to było ciepłe?
I może dobrze, że tej podłej zimowej, świątecznej nocy, zawiodła ją telekomunikacja. Bo dowiedziałby się, że „baron” nie zaprosił taty na Wigilię. Że spędza je sam w jakiejś nędznej chatce w lesie. Że nic nie zjadł. A już na pewno nic ciepłego. I że z tego lasu, w którym pracował wziął sobie małą skromną choinkę. Nie miał bombek. Więc powiesił na niej zdjęcia mamy i moje…
– Bo to było wszystko co miałem – wytłumaczy mamie po powrocie.

W moim domu rodzinnym jest regał pełen albumów ze zdjęciami. Jest tam taki bordowy podłużny album ze złotą ramką na oprawie. Otwiera się go na pół i kolejno odkrywa zdjęcia. Na jednym z nich jest ta skromna choinka z NRD. Na niej zdjęcia. Na nich ja. Mam może rok, flanelową piżamkę w pomarańczowe ciapki i bose stopy, które stawiam do środka. Jestem roześmiana i prawie łysa, w rączkach trzymam butelkę z mlekiem. Na kolejnym zdjęciu jest mama w dżinsowej długiej spódnicy z falbanką i robionym na drutach, różowym swetrze. Wygląda jak nastolatka i śmieje się do obiektywu. Na następnym zdjęciu jesteśmy we trójkę – ja, mama i tata.
Bardzo rzadko zaglądam do tego albumu.
Niespełna trzydzieści jeden lat później nadal mnie boli, że podły baron pozwolił tacie spędzić święta samotnie w lesie.
Ta choinka, utkana z naszych zdjęć na zawsze będzie jednym z najbardziej wzruszających obrazów w moim życiu.

W rodzinnych albumach jest też jeszcze jedno zdjęcie, które uwielbiam. Mam dwa latka, nadal jestem łysa. Szczątki włosów mam podpięte kokardką, żeby ludzie przestali mylić mnie z chłopcem. W bardzo rozkloszowanej sukience w kratkę, biegnę do mamy, robiącej to zdjęcie. Za mną tata, w dżinsowych dzwonach. Na zdjęciu, uchwycony jest jego szybki krok. W każdej chwili jest gotowy mnie złapać, gdybym potknęła się o te stopy niedorzecznie stawiane do środka…

***

Przez wiele lat spędzaliśmy święta Bożego Narodzenia u dziadków. Moja babcia chwaliła się „mam szesnaścioro wnucząt!”. Kiedy już nacieszyliśmy się prezentami, biegliśmy do „pokoju gościnnego”. Tam w rogu stała komoda na wysoki połysk, a w niej zamknięte na klucz albumy. Tłoczyliśmy się na dwóch fotelach, które stały obok i po kolei oglądaliśmy każdy album. To było nasze ukochane zajęcie. Co roku robiliśmy dokładnie to samo i nigdy nam się nie nudziło.
„Nie palcujcie! Uważajcie!” – co chwilę rugał nas jakiś dorosły, ale my musieliśmy dotknąć tej historii. Pod palcami zawsze był tylko gładki lśniący papier, ale nam wydawało się, że dotykamy twarzy, ubrań, rzeczy…
Najbardziej fascynowały nas zdjęcia naszych rodziców, kiedy byli dziećmi. Te fotografie pozwalały nam uwierzyć, że kiedyś byli tacy jak my. Może nawet tak samo niegrzeczni. Że pewnie znaleźlibyśmy wspólny język te dwadzieścia kilka lat wcześniej i razem palcowalibyśmy dziś zdjęcia.
Na dnie komody tłoczyły szare i bordowe pudełka. Sięgaliśmy po nie, kiedy już wszystko sumiennie obejrzeliśmy. W pudełkach mieszkały przeźrocza w plastikowych ramkach. Najpierw oglądaliśmy je pod światło, mrużąc oczy i zgadując kto na nich jest.
Aż w któreś święta wujek z Hiszpanii przywiózł nam w prezencie malutki diapozytyw. Te przeźrocza wkładało się do środka i oglądało jak kalejdoskop. Diapozytyw był jeden, nas szesnaścioro. Wydzieraliśmy go sobie z rąk. Ale w końcu mogliśmy rozszyfrować te tajemnicze przeźrocza.

***

– I co?! Masz?! – krzyknęła do taty podekscytowana mama, kiedy ten wrócił z miasta. Miał. Białą papierową torbę, a w niej świeżo wywołane zdjęcia.
Rzucaliśmy wtedy wszystko i pędziliśmy oglądać. Przy dużym stole w jadalni. Łapczywie przekazywaliśmy sobie nowe zdjęcia z rąk do rąk.
– O nie! – lamentowała mama – to jest prześwietlone! Tak bardzo mi zależało na tym zdjęciu!
I nigdy nie było wiadomo, co ta papierowa torba przyniesie. Bywały całe klisze z wakacji doszczętnie prześwietlone. Ale zdarzały się też małe fotograficzne perły. Niezwykłe momenty zatrzaśnięte w zdjęciu.

Ostatnio moja córka została poproszona, żeby przynieść do szkoły album rodzinny. Zrobiło mi się tak głupio. Uświadomiłam sobie, że mam setki zdjęć zalegających na różnych dyskach i dosłownie garstkę tych, które moje dzieci mogą „popalcować”.
Nie będę opowiadać, że tęsknię za tymi czasami, kiedy była prawdziwa klisza i niepokój co się z niej urodzi. Ale faktem jest, że często robię zdjęcia impulsywnie, zachłannie. Dwadzieścia ujęć tego samego. Na wszelki wypadek. Aparatem. Telefonem.
A co gdybym miała 32 klatkową kliszę? I tyle. Co bym wtedy sfotografowała? To chyba dlatego te zdjęcia sprzed lat potrafią mieć taki klimat. Oszczędnie wybierany moment. Pstryk. 31. Pstryk. 30.

Postanowiłam, że będę sumiennie zaklinać cyfrową rzeczywistość w papier. Będę zapełniać jakiś regał albumami, tak żeby moje dzieci, a kiedyś wnuki, tłoczyły się w jednym miejscu, łakomie palcując naszą przeszłość.
Kiedy wczoraj rano kurier zaparkował pod domem, miałam ochotę krzyknąć do niego: „I co? Masz?!”
Ale doskonale wiedziałam, że ma. Nasze rodzinne fotoksiążki. Preludium do mojego regału.
Obejrzałam je z gulą w gardle. Starałam się nie palcować, ale to faktycznie nie jest łatwe.
A potem dzieci wróciły ze szkoły i rzuciły się na albumy. I tylko ja matka-wiecznie-czepialska, powtarzałam w nieskończoność: „błagam, nie palcujcie!”

NASZE FOTOKSIĄŻKI PIXBOOK
Zdecydowałam, że na dobry poczatek zrobię nam rodzinne fotoksiążki.
Wybrałam je przede wszystkim dlatego, że zdjęcia można uzupełnić wpisami. W końcu znalazłam rozwiązanie, co zrobić z tymi wszystkimi przezabawnymi tekstami dzieci, które tak szybko wylatują z głowy. Oczywiście spisuję je na blogu, ale tutaj też giną w otchłani archiwum. W końcu mam to na papierze. Na sama myśl, że oni to będę czytać na głos jako dorośli dostaję gęsiej skórki. Po prostu już słyszę, jak dorosły Lolek, który przerósł mnie dwie głowy i jest teraz barczystym młodym mężczyzną z nieśmiałym zarostem, czyta na głos, co powiedział, kiedy miał pięć lat: „Mamo, Julka chce się ze mną ożenić, ale ja niestety nie mogę, bo mam już mnóstwo innych dziewczyn”.
Kiedy dziś dzieci dopadły swoją fotoksiążkę, Marynia zaczęła na głos czytać ich teksty i zaśmiewali się do łez. A kiedyś ten album dopadną moje wnuki. Jak przeczytają, co mówili ich rodzice, jako dzieci:
„Dlaczego Bóg stworzył ślimaki płucodyszne?
Poproszę trochę wielki kawałek ciasta.
Nie pij tego! To nie służy twojemu życiu!
Czy kleszcza można mieć we śnie?
Mamo, jeszcze bardzo bardzo długo nie chcę cię przerosnąć…”








Prosicie mnie o napisanie książki. Cóż jeszcze chyba trochę mi to zajmie, ale niech będzie, że zrobiłam pierwszy krok i wydałam swoją pierwszą fotoksiążkę 😀
Nazwałam ją „Krainą mlekiem płynącą” . Są tam zdjęcia z mojego bloga, uzupełnione fragmentami moich ulubionych tekstów. Gdyby jutro szlag trafił wszystkie komputery świata, to przynajmniej mam dowód, że prowadziłam kiedyś całkiem fajnego bloga.
Nie wspominając o tym, że za te niespełna (!) dwadzieścia lat, przybiegną do mnie prawdopodobnie wnuki, pytając „babciu! To naprawdę ty?! A masz jeszcze gdzieś tę sukienkę ze zdjęć?!”







Mam dla Was w prezencie KOD RABATOWY. Dostaniecie 35% zniżki na fotoksiążkę A4 Pion 40 stron. Zapłacicie za nią 25zł 🙂 Kod jest wielokrotnego użytku i ważny do 31 grudnia 2017 r.

Jak zrobić fotoksiążkę i czy jest to trudne?
Nie wiem dlaczego, początkowo zakładałam, że zrobienie takiej fotoksiążki to pewnie coś trudnego. Tymczasem okazało się, że wręcz przeciwnie. Fotoksiążka PIXBOOK jest tak klarowna i intuicyjna, że po prostu siadasz i robisz.

Krok 1. Wybierz format i szablon.
Do wyboru macie aż 120 szablonów. Hulaj dusza. Ja zdecydowałam się na szablon „Photo Story”, który daje duże pole do popisu. Na tym szablonie książkę projektujesz od początku do końca samodzielnie. Oczywiście masz podpowiedzi, sugerujące jaki układ jest fajny, ale nieustannie możesz wszystko modyfikować.

Krok 2. Projektuj.
To jak będzie wyglądała Wasza książka, zależy właściwie tylko od Waszej wyobraźni. Ja początkowo zachłysnęłam się wszystkimi możliwościami, więc w pierwotnej wersji moja książka wyglądała jak ze straganu, ale ostatecznie poszłam po rozum do głowy i postawiłam na oszczędność i prostotę.
Na przykładzie okładki, pokażę Wam, jak można bawić się dostępnymi narzędziami.

Po chwili Wasz album powinien wyglądać mniej więcej tak 🙂

1. Tła
Do Waszej dyspozycji jest ich mnóstwo. Od klasycznych, przez nowoczesne, po takie dla dzieci. Tło po prostu przeciągamy na miejsce, w którym ma się znaleźć. Voila!
2. Zdjęcia
Nieustannie możecie zmieniać rozmiar zdjęć i dopasowywać go do Waszej wizji. Moim zdaniem okładka wyglądała najlepiej, kiedy rozciągnęłam zdjęcie na całą stronę. Dla odmiany na ostatniej stronie, zdjęcie jest nieco mniejsze na czarnym tle.
3. Czcionki
Do wyboru macie też dużo czcionek. Mi wyjątkowo do gustu przypadła „marcellus sc”. Podobnie jak w przypadku tła i rozmiaru zdjęć, również czcionkę możecie dowolnie edytować w każdym momencie.
4. Ramki
Każde zdjęcie możecie oprawić w ramkę. Przyznam, że mnie bardzo kusiły ramki, zwłaszcza delikatne złote 🙂

Propozycje okładek:

okładka propozycje

Przydatne informacje:
1. Projekt możesz w każdej chwili zapisać i edytować kiedykolwiek zechcesz. Znajdziesz go w koszyku na Twoim koncie.
2. W „historii zamówień” zawsze znajdziesz swoje książki. W każdej chwili możesz ponownie je zamówić.
3. Szablon tylko sugeruje Ci, gdzie umieścić zdjęcia i teksty, zawartość albumu zależy jednak tylko od Twojej wyobraźni.
4. Jeśli nie jesteście pewni, czy Wasz projekt wygląda dobrze, czy zdjęcie jest poprawnie rozciągnięte, czy faktycznie ramka współgra z tłem – kliknijcie opcję „podgląd”.
5. Nie martwcie się też, że umknęły Wam jakieś błędy i odbierzecie swoja książkę źle wydrukowaną. PIXBOOK wyłapuje wszelkie nieprawidłowości i przed zamówieniem, sugeruje jak je poprawić. Zostaniecie dokładnie poinformowani na której stronie jest jaki błąd i jak go skorygować.
6. Jeżeli nie życzycie sobie loga z kodem kreskowym, to łatwo możecie je usunąć.
7. Na dodatkowe pytania, odpowiedzi znajdziecie TU.
8. Obejrzycie film, pokazujące jak zaprojektować swoją fotoksiążkę:

KONKURS
Na koniec mam dla Was niespodziankę – konkurs.
Gdybyś miał do dyspozycji tylko 32-klatkową kliszę, co byś sfotografował?
Zróbcie takie zdjęcie i opublikujecie je na Instagramie lub Facebooku z hasztagiem #pixbook #konkurs
Autorzy pięciu najciekawszych zdjęć dostaną w nagrodę własną Fotoksiążkę PIXBOOK.
Zwycięzców wybieram ja. Pięć zwycięskich zdjęć pojawi się też u mnie na blogu 🙂
POWODZENIA!

Regulamin konkursu dostępny pod tym linkiem

Pamiętajcie też o 35% kodzie rabatowym na książkę. DO POBRANIA TU.



WYNIKI KONKURSU

#Wspomnienielata #kochamto ❤️ #grecja #crete #rethymno #sky #sea #summer #whitedress #konkurs #pixbook #missferreira #traveluje

A post shared by Michalina Sikorska (@sikorska.michalina) on

Gratuluję!

*Wpis powstał we współpracy z PIXBOOK.

You may also like

28 komentarzy

  1. Kurczę, moze faktycznie skuszę sie na taką książkę (parę książek). Staramy sie wywoływać zdjęcia i wklejac do albumów, ale zrobiły sie straszne zaległości… i jak pomyślę o nadrabianiu, kupowaniu albumów, wkładaniu tych zawsze pomieszanych zdjęć, to może fotoksiążka będzie lepszym pomysłem.
    Podoba mi się też ten pomysł ze zrobieniem książki z bloga:)
    A, Sara, „zwycięSkim” 😉

    1. Dzięki za uwagę <3 Mogę po 1000razy czytać i zawsze zrobię jakiś głupi błąd 🙂
      Co do książek - spróbuj i sama zobaczysz. Albumy mają oczywiście swój niezaprzeczalny urok, ale książki też są cudne. I jeszcze te z PIXBOOK są tak pięknie wydane. W ogóle pomysł na prezent moim zdaniem rewelacyjny, tyle rzeczy można tam wyczarować. NO ja jestem typem zdalno/internetowym. Jak się nie da przez interenet, to nie chcę 😀

  2. Kiedy wydasz swoją książkę to ja pierwsza ustawie się w kolejce w księgarni. Jestem największą fanką Twoich tekstów i już przebieram nóżkami na myśl, że takowa się kiedyś pojawi 😀

  3. O matko, ale cudnie! I wiesz, ścisnęło mnie cos za gardło przy tej biednej choince w dalekim „enerdowie”. Pozdrawiam ciepło, a książka piękna!

  4. Czytałam i w mojej głowie co chwilę pojawiało się: „U nas jest tak samo!”
    Moja mama ma całą szafę albumów. Od takich ciężkich, pełnych czarno-białych zdjęć zrobionych i wywołanych przez tatę, kiedy byłyśmy całkiem malutkie. Przyklejone są na takie czarne narożniki, po te współczesne, w których zdjęcia wsuwa się w foliowe kieszonki. Stoją równiutko i każdy ma na grzbiecie daty. Całe życie zamknięte na zdjęciach.
    Uwielbiam do tej pory przeglądać te albumy i moja starsza córka też zaczyna to lubić.
    Sama przyznaję (znów to „mamtaksamo”) mam kłopot z ogarnięciem tony zdjęć z dysku, przebraniem i wywołaniem. Najłatwiej idzie mi ze zdjęciami, które zrobi nam ktoś inny, bo odpada przebieranie (staram się raz w roku zrobić nam sesję rodzinną na pamiątkę). I tez kocham fotoksiążki. Robię je mozolnie od kilku lat i uważam, że to najlepszy sposób na analogowe przechowywanie zdjęć. Mam nadzieję, że kiedyś też dorobię się swojej szafy pełnej fotoksiążek.
    Wychodzi na to, że klisze miały swoje zalety. 36 zdjęć z wakacji, a czasem 72 – na bogato! Człowiek nie tonął w morzu zdjęć „do przebrania”. I nie siedział godzinę zastanawiając się która ze 100 prawie identycznych minek własnego niemowlęcia to ta najpiękniejsza. 😉
    I jeszcze jedna historyjka, jak już zdecydowałam się skomentować 😉 : jak okazało się, ze kupienie kliszy zaczyna graniczyć z cudem, moja mama poprosiła o sprezentowanie jej aparatu cyfrowego. I do tej pory przywozi z wakacji mniej więcej 36 zdjęć… 😉
    Chętnie wypróbuję PIXBOOK. Robiłam fotoksiazki w wielu miejscach, mam swoje ulubione, ale zawsze z chęcią sprawdzam nowe. Szkoda tylko, że kod jest na pion, bo moje ulubione formaty to poziomy. 🙂

  5. Zanim doczytałam do pierwszych *** już miałam oczy pełne łez. Czytając dalej już ich nie miałam w oczach tylko płynęły po policzkach. Podobne fotograficzne historie dzieją się pewnie w wielu domach, że nie ma teraz czego palcować. Siadam jak najpredzej do komputera i przygotowuje wspomnienia do druku.Piękny wpis i choć zwykle tylko czytam i nie zostawiam po sobie śladu, to dziś chcę powiedzieć piękne dzięki.

    1. Jak miło!! <3 Rób te ksiażki bo to naprawdę chwyta za serducho, jak przychodzą. Świetna pamiątka! Nie zapomnij pobrać kodu, bo z nim koszttują tylko 25 zł 🙂

  6. A jak jest z jakością zdjęć tych robionych komórką ? Nie mam niestety profesjonalnego sprzętu i takich profesjonalnych zdjęć. Obawiam się, że po powiększeniu i wydruku zdjęć takich robionych telefonem, zrobi się straszna pikseloza 😯

    1. Wiesz co, myslę, że ok – możesz spróbować, jeśli zdjęcia są niewystarczające PIXBOOK informuje o tym od razu – zaznacza je na żółto i wyświetla się komunikat. Spróbuj, dopóki nie zapłacisz, nic nie przyjdzie 🙂

      1. No właśnie ja tez obawiam się o jakość zdjęć z komórki, rok temu zrobiłam taką książkę wyłącznie ze zdjęć z komórki i nie zawsze to dobrze wyszło, ale nie żałuję 🙂 tę jedną jedyną moją fotoksiążkę oglądam bardzo często 🙂 a do plików na komputerze nie zaglądam prawie nigdy. Poza tym projektowanie takiej książki to ogromna frajda. Myślę sobie że i w tym roku taką zamówię 🙂 Dzięki za podsunięcie pomysłu, no i 25 zł to naprawdę niedrogo.

  7. To najlepszy wpis, opis, post … zwał jak zwał …reklamowy, który do tej pory przeczytałam na jakichkolwiek blogach. Ja, którą odrzucają tego typu wpisy tzn. Prosty tworzenie we współpracy z x … dziś spadłam z krzesła i pierwszy raz w życiu skuszam się, pobrałam kod w 3 sekundy i cieszy mnie myśl, że ktoś w końcu zachęcił mnie do przeniesienia cyfrowego świata mojej rodziny na papier. Dziękuje Ci Miss … zrobiłaś mi ogromną przyjemność 😘

  8. Właśnie mozolnie składam fotoksiążkę w innym miejscu(też zresztą poleconym przez znajomą), ale przy następnej sprawdzę Pixbook 🙂

    Twoje fotoksiążki są świetne. Żałuję, ze nie mam tej lekkości pisania co Ty, bo tekst znakomicie uzupełnia zdjęcia 🙂

  9. Oglądanie rodzinnych albumów zawsze sprawiało mi ogromną frajdę – szczególnie w dzieciństwie. Choć i teraz lubię fotografie sprzed lat, zwłaszcza zdjęcia dziadków i pradziadków, bo uchwycona jest w nich ich historia 🙂 W pewien sposób udało się ją zatrzymać. A najbardziej jestem podekscytowana, gdy biorę do rąk zdjęcia dziadków, a na odwrocie znajdują się dedykacje i miłosne wierszyki ❤ I jestem w szoku, że z moich dziadków byli tacy zakochańcy 😃 Sama też postanowiłam wywoływać zdjęcia, ale na razie na postanowieniu się skończyło. Mam nadzieję, że się w końcu zbiorę 😉 A Twoją fotoksiążkę koniecznie muszę kupić! 😊❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.