JAK ODNOWIĆ ZNISZCZONY MEBEL, KIEDY MA UBYTKI W FORNIRZE

Przybywam dziś do Was z piękną historią. Potrzebujemy dziś takich historii bardziej niż kiedykolwiek.
Wystąpią w niej stary smutny mebel i całkiem przypadkowi ludzie.
Jak pewnie większość z Was wie, remontujemy i urządzamy właśnie biuro. Potrzebowaliśmy do niego regału, nie za dużego, tak żeby zmieścić trochę dokumentów.
Mieliśmy jakąś mglistą raczej wizję, że pasowałby nam stary drewniany mebel. W tym czasie zostawiłam kawał życia na olx, zachorowałam na komodę za wile wiele tysięcy, straciłam kompletnie nadzieję i zaczęłam myśleć o starej poczciwej Ikei, kiedy niespodziewanie wśród ogłoszeń pojawiła się pewna komoda.
Na zdjęciach wyglądała tak zacnie, że od razu chwyciłam za telefon, zapewniając pana, że biere w ciemno, niech nikomu jej nie oddaje. Okazało się, że miałam jakiegoś tajemniczego rywala, który wściekł się, że ktoś jeszcze zamierza się na komodę.
W mroczną październikową noc zaparkowałam pod obcym domem w ciemnej uliczce, gorączkowo wciskając guzik domofonu i wściekając się na swoją bujną wyobraźnię, która podpowiadała, że za winklem ktoś czyha na moje życie.
Otworzyli mili ludzie i po stromych schodach zaprowadzili mnie do pokoju, w którym stała komoda (nie muszę chyba mówić, że na tym etapie byłam już pewna, że nie wyjdę z tego domu żywa, wszyscy mordercy są mili!!).
W niewielkim pomieszczeniu stał mój biedny mebel. Nie wiem, jakim cudem na zdjęciu wyszedł tak zjawiskowo. Zza wersalki łypała na stara szczerbata komoda, tak zniszczona, że zrobiło mi się jej żal. Fornir odchodził płatami, w innych miejscach płyta była spęczniała od wilgoci, szybki ukruszone i oczywiście niedziałające zawiasy, nie wspominając nawet o ubytkach w farbie, licznych plamach i wszelkich śladach czasu.
Na mojej twarzy chyba wymalowało się kompletne rozczarowanie, bo właścicielka spojrzała na mnie tylko smutno i powiedziała „to co, nie bierze pani?”.
– Jasne, że biorę – odparowałam, zanim w ogóle usłyszałam, co mówię.
Twarz właścicielki rozjaśniła się w uśmiechu.
Jak dobrze, proszę pani, bo my już nie możemy na to patrzeć!
Wyszłam z domu, uświadamiając sobie, że właśnie kupiłam komodę, której muszę się szybko pozbyć, zanim w ogóle mój mąż to zobaczy, ale przynajmniej byłam żywa!
Wracając samochodem do domu, rozmyślałam, czy jest szansa, że może jednak będę umiała doprowadzić to coś do ładu. Przerażał mnie fornir, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia i czułam, że komoda jest zdecydowanie ponad moje umiejętności.
Potwierdziły to wszystkie znane mi osoby, zajmujące lub pasjonujące się odnawianiem staroci.
„Fornir to zbyt poważna sprawa, znajdź dobrych specjalistów”.
Wszyscy dobrzy specjaliści mówili, że ewentualnie mogą próbować, ale styczeń/luty.
Zaczęłam szukać kolejnej komody. Leżałam już w łóżku, wertując cały internet, kiedy pomyślałam, że może warto jeszcze zapytać ludzi na Instagramie, czy kojarzą kogoś z Lublina, kto robi takie rzeczy. Wiedziałam, że w tym meblu jest ogromny potencjał i było mi żal odpuszczać.
Kiedy jedna z osób podrzuciła mi kontakt do Agnieszki, od razu zabiło mi mocniej serce. Nie wiem nawet czemu, ale byłam przekonana, że ona mi pomoże.
Wysłałam jej zapytanie i zdjęcia szkarady, sugerując, że wiem, że pewnie raczej się nie da, na co odpisała krótko: „jak to się nie da? Wszystko się da”. Po czym dodała, że czyta od lat mojego bloga i może chciałabym ją odwiedzić, razem odnowimy komodę, a ja przy okazji nauczę się kilku patentów.
No więc odwiedziłam Agnieszkę i jej męża Kamila i powiem Wam tak. Nie tylko w dwa dni odnowiliśmy komodę, ale nie mogliśmy się nagadać, wypiliśmy razem morze kawy, jedliśmy pyszne rzeczy, umieraliśmy ileś razy ze śmiechu i nawet ich psy na mnie nie szczekały, tylko potraktowały jak domownika, a na koniec ze zdumieniem stwierdziliśmy, że choć oni zaglądali na mojego bloga, to ja jeszcze dwa dni temu, nie miałam pojęcia o ich istnieniu.
Dlatego kilka dni później ugościłam Agnieszkę i Kamila u nas w domu na obiedzie i znowu nie mogliśmy się nagadać.

Co do samej komody. Agnieszka z Kamilem od razu mnie ostrzegli, że oni też nie pracują z fornirem, bo do tego trzeba przede wszystkim maszyn. Mają jednak kilka patentów, jak sprawić, żeby problem stał się niewidoczny.
Z pewnością znajdą się osoby, które powiedzą, że komoda nie jest odnowiona zgodnie ze sztuką renowacji, ale dla mnie ważniejsze od tej sztuki jest danie drugiego życia meblowi.
Takie renowacje często są bardzo drogie. Ja oczywiście mam świadomość tego, że to cena za pracę, umiejętności, maszyny, czas i absolutnie mnie to nie dziwi, niemniej zawsze będą ludzie, których na taką odnowę nie będzie stać.
Więc z tego wpisu dowiecie się, jak dać drugie życie meblowi, nie będąc specjalistą od reanimacji mebli. A ja Wam obiecuję, że meble nie będą pytać o sposób, w jaki zwróciliście im życie, ale będą wdzięczne, że nie mokną na śmietniku.

Sprawa podstawowa – szlifierka
Jeśli chcecie się brać za odnawianie czegokolwiek, to na 200% na którymś etapie potrzebna Wam będzie szlifireka oscylacyjna. Możecie za niewielkie pieniądze kupić ją w Julii (ok. 100zł) i długo Wam posłuży.
Każdą powierzchnię, którą chcecie zmienić czy przemalować, należy wcześniej zmatowić. Możecie to zrobić zwykłym rozpuszczalnikiem, ale najlepiej przejechać ją szlifierką. Czasem ogrom pracy może przerazić, ale warto, bo efekty Waszej pracy będę utrzymywać się latami. W innym wypadku farba, czy jakakolwiek inna emulsja, której użyjecie, będzie odpryskiwać i wyglądać nieestetycznie, nie wspominając o tym, że będzie Wam w ogóle ciężko malować.

Co zrobić, kiedy mebel ma braki w fornirze?
Zależy od braków. Czasem jest tak, że wystarczy wam tylko szlifierka, która wyrówna powierzchnię. Jeśli jednak mówimy o ubytku, spod którego wyziera już goła płyta, to opcje są dwie.
Albo masa szpachlowa do drewna, ale przykrycie ubytku innym materiałem.
W wypadku mojej komody cała wierzchnia półka nie nadawała się do uratowania. Odszedł z niej ogromny plaster forniru.
Kiedy Agnieszka i Kamil pokazali mi, że większość takich ubytków da się zniwelować masą szpachlową do drewna, odjęło mi mowę.
Jak działa taka masa? Trochę jak plomba na zębie z dziurą. Nakładacie ją na miejsce, gdzie jest problem. W miarę precyzyjnie, ale nie przejmujcie się ewentualnymi niedociągnięciami, bo kiedy masa zastygnie i będzie twarda, w ruch idzie szlifierka albo papier ścierny!
Tak przygotowaną powierzchnię malujecie i … gotowe. Serio.
Druga opcja to szkło lacobel. To takie szkło, jakie często można spotkać w kuchniach na ścianie za kuchenką. Zamawiacie pod wymiar i przyklejacie. Bardzo poważnie braliśmy to pod uwagę, ale ostatecznie masa szpachlowa zdała egzamin.
Dlatego warto zacząć od masy, bo jeśli efekt Was nie zadowoli, to zawsze można położyć lacobel, który zwłaszcza w wypadku mebli z PRL-u, wydaje mi się bardzo stylowy.

Odtłuszczanie i malowanie
Kiedy komoda już była dokładnie oszlifowana, zabrałyśmy się z Agnieszką za odtłuszczenie jej i malowanie. Odtłuszczenie to przemycie mebla szmatką nasączoną uniwersalnym rozpuszczalnikiem lub czymkolwiek innym, co macie pod ręką, a nadaje się do odtłuszczenia.
Na tym etapie można już malować, czym? Polecam Wam szybkoschnące lakierobejce. Błyskawicznie schną i po dwudziestu minutach można kłaść kolejną warstwę. Nie śmierdzą, więc możecie malować w domu. Nakłada się łatwo pędzelkiem. Do komody użyłyśmy konkretnie lakierobejcy Altax. Malutka puszka 250ml starczy Wam na ogromny mebel i dużo jeszcze zostanie, a to koszt rzędu dwudziestu złotych.

Grafika na drzwiczkach i ozdobne gałki
Wertując internet, zobaczyłam gdzieś podobną wzorzystą grafikę i od razu wiedziałam, że będę chciała coś takiego na małych drzwiczkach naszej komody.
Na Allegro znajdziecie mnóstwo tego typu szablonów. Podpowiem Wam, że są nawet specjalne szablony na konkretne meble z Ikei. Wpisujesz „komoda hemnes szablon” i pojawia się mnóstwo opcji.
My nie mieliśmy czasu na zamawianie, więc wybraliśmy stary dobry sposób „na taśmę”. Przykleiłyśmy ją z Agnieszką na oko i raczej przypadkowo. Uznałyśmy, że fajnie to wygląda i przeszłyśmy do malowania białą i czarną lakierobejcą.
Zrobienie tych drzwiczek nie trwało dłużej niż godzinę, może nawet mniej. Efekt przeszedł nasze oczekiwania. Uważam, że te drzwiczki nadały komodzie nowoczesnego unikalnego charakteru.
Gałki są oczywiście z Tkmax, gdzie zawsze jest olbrzymi wybór i naprawdę kosztują grosze. Chyba najdroższe, jakie widziałam, kosztowały 60zł za sześć sztuk.
Często wystarczy wymienić tylko gałki, żeby nadać meblowi nowy look. Agnieszka na przykład wkręciła je w zwykłym łóżku hemnes z Ikei i naprawdę cały mebel stał się od razu bardziej stylowy.
Agnieszka zrobiła mi też niespodziankę i nakleiła tapetę od wewnętrznej strony drzwiczek, uważam, że wygląda to pięknie.

Szybki
Szybki okazały się przede wszystkim bardzo brudne, wystarczyło wyjąć je i porządnie wyszorować, żeby wyglądały jak nowe. Niektóre są lekko ukruszone, ale naszym zdaniem takie drobne ubytki nie odbierają meblom uroku, a wręcz go dodają.
Zanim więc zdecydujecie się, żeby definitywnie cokolwiek w meblu wymienić, warto zastanowić się, czy przypadkiem nie jest to fragment jego duszy.
Aga i Kamil mają zasadę, że ingerują tylko w to, co nie jest do naprawienia.

Tak oto w dwa dni, komoda ze zniszczonego straszydła przeobraziła się w jeden z najładniejszych mebli w naszym domu i aż szkoda, że będzie schowana w biurze, a ja poznałam ludzi, z którymi zamierzam jeszcze przerobić niejeden mebel i niejednego konia ukraść!
Z całego serca polecam Wam Agnieszkę i Kamila. Jeżeli chcecie skorzystać z ich usług, odsyłam na instagram Agnieszki, z pewnością odpowie na Wasze wiadomości.











Uwaga!! Gotowe!





You may also like

11 komentarzy

  1. I znów wspierasz eko styl życia. Nie nakręcasz konsumpcjonizmu, nie idziesz na łatwiznę, nie spiesz się, nie idziesz na skróty do najbliższej sieciówki, dajesz drugie życie temu, co już zostało wyprodukowane. Uwielbiam Twoje podejście do świata, Droga Ferreiro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.