URZĄDZAMY OSTATNIE POMIESZCZENIE W DOMU, CZYLI METAMORFOZA BIURA

Wygląda na to, że mamy urządzony dom. Trochę nieswojo czuję się we wnętrzach, które nie wymagają już żadnych poprawek. Żadnych kabli z sufitów, brakujących listew… Z żalem oglądam piękne meble, wiedząc, że kolejne mogę sobie co najwyżej ustawić na głowie.
Nawet na kwiaty nie bardzo mogę sobie pozwolić, bo okazuje się, że monstera nie bez powodu ma tę potworną nazwę. Pomyślałabym nawet, że ona wcale nie rośnie, gdyby nie to, że wejście do salonu kurczy się coraz bardziej i nie widać już lustra, obok którego niegdyś stała.
No i każdy, kto nas odwiedza, widząc salon woła „matko, ale dżungla!”.
Niepokoi mnie trochę, że pobudzona ostatnimi remontami, zastanawiam się nieustannie, co by tu jeszcze…
To przeraża mojego męża, który właśnie osiągnął swój życiowy zen pt. „dom urządzony, proszę się rozgościć”.
Ostatnio podczas posiedzenia w kuchni z uporem wpatrywałam się w czarną ścianę nad blatem.
Mąż dostrzegł ten wzrok i natychmiast zapytał:
– Jezu, nie mów mi tylko, że coś chcesz zmienić w kuchni…
– Nieeee – odparłam niedbale – nic wielkiego, myślałam tylko, że może ewentualnie, wiesz w wolnej chwili, zero spiny, jeśli się oczywiście zgodzisz, zresztą tak tylko sobie głośno myślę, takie pisanie po wodzie, żadne wielkie plany, ot myśl, która wpadła mi do głowy, zwyczajnie, na spokojnie, tak do przemyślenia, wiesz, na zasadzie „a może”, nic pilnego, absolutnie, bardziej na wiosnę, takie luźne plany na przyszłość, żeby może przemalować tę czarną ścianę, albo jakaś tapeta, a najlepiej płytki? Wiem!! Takie płytki rustykalne!
Nie muszę chyba mówić, że sam wzrok mojego męża zaszlachtował wszelkie moje „żadne wielkie plany”.
Siadłam zatem cichutko z telefonem, szukając inspiracji do hasła „wallpaper in the kitchen”.
Zanim jednak zabiorę się za zmiany w ledwo urządzonym domu, chcę pochwalić się Wam ostatnim pokojem, który czekał cierpliwie na swoją kolej, czyli biurem.

Biuro, co i jak?
O dziwo, gdyby nie to, że wcześniej urządzaliśmy sypialnię, zapewne biuro wyglądałoby inaczej.
Kiedy jednak zobaczyliśmy, jak spektakularnie wygląda sztukateria w sypialni, uznaliśmy, że nie może jej zabraknąć również w biurze.
Pokój przeznaczony na biuro jest naprawdę maleńki. To ma swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że do urządzenia go niewiele potrzeba, a minus – cóż, trzeba go tak urządzić, żeby pomieścił wszystko, co niezbędne.
Poza tym w dniach wolnych od pracy biuro jest pokojem gościnnym, więc bezapelacyjnie musieliśmy zmieścić tam sofę.
I wierzcie mi, że żeby zadbać o ergonomię pracy w nim, stawialiśmy na głowie. Pole do manewru było naprawdę nieduże. Rozkładana sofa zawłaszczała niemal cały pokój.
Najbardziej głowiliśmy się nad biurkiem. Jak ma stać, żeby korzystać z widoku brzozowego zagajnika za oknem?
W końcu udało nam się wypracować jakiś kompromis.
Jestem przekonana, że zagospodarowaliśmy pokój, najlepiej jak się dało.
Biuro napawa mnie dumą, nie tylko dlatego, że bardzo nam się podoba, ale przede wszystkim dlatego, że poza biurkiem wszystkie meble są z drugiej ręki i w sumie kosztowały 400zł, a
odnowienie ich zamknęło się w 1000zł.

Kolor ścian i sztukateria
Moje uwielbienie dla granatu na ścianach zaczęło się od kina w domu naszych przyjaciół, czyli Marysi i Michała.
Jednak bardzo długo biłam się z myślami, czy taki kolor w małej przestrzeni się sprawdzi. Ciemne kolory mają to do siebie, że optycznie zmniejszają przestrzeń. Chciałam uniknąć efektu nory.
Osobiście byłam skłonna pomalować ściany na jasnozielony, który w palecie farb Magnat Passion nazywa się „las w deszczu” i uważam, że byłby to równie dobry wybór. Ponieważ jednak biuro to przede wszystko królestwo mojego męża, padło na granat, który podobał mu się najbardziej.
Znajdziecie go w tej samej kolekcji barw pod kuszącą nazwą „podniebna konstelacja”.
Początkowy plan zakładał, że cały pokój będzie granatowy, ale cały czas towarzyszyła mi obawa, że stanie się zbyt ciemny. Wtedy pomyślałam, że jedna ze ścian może pozostać jasna.
To był strzał w dziesiątkę. Ściana odbija światło, pokój nadal jest jasny.
Padło na kolor łudząco zbliżony do „dźwięku poezji” z naszej sypialni. To odrobinę ciemniejszy beż o nazwie „wyścigi konne”.
Decyzje zapadły, a więc zostało już „tylko” zrobienie sztukaterii i odmalowanie pokoju!
Powiem Wam, że mój mąż doszedł do takiej wprawy, że sztukaterię położył w kilka godzin. Wtedy wkroczyłam ja cała na granatowo i w jeden wieczór odmalowałam cały pokój pierwszą warstwą farby.
Na zdjęciach widzicie, że do zakrycia była zielona ściana.
Co z nią było nie tak?
Ano właśnie był to taki spontaniczny zupełnie pomysł, trochę jak wtedy gdy samodzielnie ścinamy grzywkę, bo miała ją główna bohaterka we wczorajszym filmie.
Była moda na zielony. Kolor znudził nam się chyba po miesiącu. Może nawet nie tyle znudził, ile zaczęliśmy go widywać WSZĘDZIE.
Po doświadczeniach z czarną farbą w sypialni wiedziałam już, że granat bez problemu pokryje zieleń.
To był przemiły wieczór z audiobookiem i wałkiem malarskim. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo polubiłam malowanie. To tak wyciszająca czynność, że zakładam zmianę kwalifikacji zawodowych.
Nie mam jednak wątpliwości, że to zasługa farb Magnat. Nic nie chlapie, nie ścieka, nie pryska. Dodatkowo farby schną błyskawicznie i nie mają zapachu.
Serię Magnat Passion dostaniecie w marketach budowlanych Leroy Merlin.
Sztukaterię położyliśmy też wokół okna, żeby optycznie je powiększyć i dodać elegancji.
Funkcję oprawy okna pełni też ozdoby złoty karnisz.
Początkowo planowaliśmy powiesić zasłonę, ale próby wieszania różnych rzeczy w oknie nas zawiodły.
Jeśli interesuje Was, jak kłaść na ściany sztukaterię i czego potrzebujecie, żeby to zrobić, odsyłam do wpisu o sypialni.

Meble i dodatki do biura
Pierwszym meblem, który na stałe zagościł w biurze była sofa. Kupiłam ją w Emaus za 200zł, a kiedy mój mąż zobaczył, co przywlekłam do domu, tylko cicho załkał.
Miała jednak dwa ogromne plusy. Mieściła się w biurze i mimo swoich niewielkich rozmiarów miała dużą powierzchnię spania.
Kiedy zaczęliśmy remont biura, chciałam ją sprzedać i na jej miejsce kupić inną sofę, ale okazało się, że nie mogłam znaleźć NIC, co byłoby jednocześnie wystarczająco małe i duże 😀
Postanowiliśmy zostać przy naszej starej sofie, ale zmienić obicie u tapicera. Była to zdecydowanie najlepsza decyzja, bo to kawał porządnego mebla.
Jeśli więc macie w domu meble, które są brzydkie, ale przykładowo tapicerką można je całkowicie odmienić, to polecam! Nie produkujecie śmieci, dajecie drugie życie starociowi i dzięki Wam zarabia lokalny rzemieślnik. Warto.
Stół, który pełni funkcję biurka to nic innego jak dostawka do naszego stołu w jadalni. Dwa razy w roku wyciągamy go z biura na Święta.
O komodzie z witryną powstał cały odrębny wpis, ciekawych odsyłam tu. Dodam, że kupiłam ją na OLX za 200zł.
PRL-owska szafka pod tv pochodzi… ze śmietnika. Tak tak, dobrze czytacie. Znalazł ją Kamil podczas jednego ze swoich słynnych śmietnikowych objazdów i mi sprezentował.
Należało ją tylko odmalować. Docelowo zamierzamy wstawić do niej organizery na dokumenty.
Z drugiej ręki jest także lampka nad biurkiem. To stara Ikea, którą upolowałam również w Emaus, ale potraktowana na złoto farbą w spreju. Zawsze pytacie mnie, jakie farby w spreju polecam. Żadnej konkretnej marki, bo kupuję zawsze, to co jest tanie i pod ręką. Najważniejszy jest sposób nakładania tej farby. Robicie to z dużej odległości. Inaczej farba spłynie. Przynajmniej 20cm. Czekacie, aż wyschnie i dopiero kolejna warstwa.
Obie rośliny i osłonki na doniczki kupiłam w Leroy Merlin.
Lampa wisząca jest z allegro, kupiona u tego samego sprzedawcy, u którego znalazłam lampy do sypialni. Bardzo polecam. Błyskawiczna wysyłka i piękne produkty.
Mapa natomiast pochodzi ze sklepu Nice Wall. Ramkę kupiłam osobno na allegro, ale jest beznadziejnej jakości i strasznie się namęczyliśmy, żeby umieścić tam mapę, nie niszcząc jej całkowicie.

Jest tak, jak mi pisaliście. Najnowsze pomieszczenie w domu zawsze wydaje się tym najładniejszym. Kiedy biuro było już gotowe, zastanawiałam się, czy granatowy nie powinien być przypadkiem jednak w sypialni. Ale potem szłam do sypialni, żeby stwierdzić, że tu jest najpiękniej.
Czekam, aż przyzwyczaję się do biura i sypialni, bo cały czas mnie korci, żeby zmienić coś w salonie.
Na szczęście jest jeszcze mój mąż, ostoja zdrowego rozsądku, który gasi te moje nagłe pożary do zmian.
A zatem na ten moment nie mam żadnych większych remontowych planów. Nic wielkiego, myślałam tylko, że może ewentualnie, w wolnej chwili, zero spiny, zresztą tak tylko sobie głośno myślę, takie pisanie po wodzie, żadne wielkie plany, ot myśl, która wpadła mi do głowy, zwyczajnie, na spokojnie, tak do przemyślenia, na zasadzie „a może”, nic pilnego, absolutnie, bardziej na wiosnę, takie luźne plany na przyszłość, żeby może jednak…

REMONTUJEMY











PRZED WAMI NASZE PIĘKNE BIURO!

urządzanie biura
farby magnat

witryna, szafka na dokumenty, sofa, lampa stojąca – rzeczy z drugiej ręki | rośliny i osłonki, karnisz – Leroy Merlin | lampa wisząca kula – allegro | biurko/stół – dostawka do stołu w jadalni, zamówiony w Puffo | pakat mapa świata – Nice Wall | Farby – Magnat Passion dostępne w Leroy Merlin

farby magnat passion
jak urządzić biuro
biuro w domu
gabonet domowy
granatowe biuro
beżowe biuro
samodzielny remont
granatowe ściany
beżowe ściany
sztukateria na ścianach
sztukateria
musztardowa sofa
odnowiona witryna
mapa świata plakat

Wygląda na to, że mamy urządzony dom

Nasza sypialnia


Pokój Sofijki


Pokój Maryni


Pokój Lolka


Salon


Biuro



*Wpis powstał we współpracy z marką Magnat

You may also like

30 komentarzy

  1. Przepięknie! Jest Pani dla mnie inspiracja w urządzaniu naszego domu. Salon mam niemal taki sam, a schody polecilam wykonać na wzór Pani schodów. Wszystkim pokazywalam ich zdjęcie. Jeszcze dużo przed nami, ale dzięki Pani mamy już jasną wizję jak ma to wyglądać. Uwielbiam Pani bloga. I jeszcze jest Pani taka śliczna!!! Miód na moje serce każdego dnia!

  2. Cudowne urządzone ❤️ chętnie bym coś podobnego u siebie zrobiła. Jaka macie wysokość mieszkania?, bo nawet to biuro wydaje się nie takie małe tutaj ?

  3. Przepięknie! Poza tym że wnętrze urzeka to dodatkowo jeszcze opowieść którą snujesz… to jak przygoda… nienachalna, bez spiny, takie palcem po widzie… nic zobowiązującego – UWIELBIAM 😉

  4. Niesamowite, jesteś chyba jedyną osobą, która ma tak inny styl od mojego, a tak (wnętrzarsko) jest w stanie mnie przekonać! Jestem zachwycona już od dawna pokojem Sofijki – dla mnie mistrzostwo świata, serio 🙂 Ale patrząc na całość muszę dodać jeszcze jedno, co jest ogromną sztuka, a co Wam się udało: każde pomieszczenie jest inne, ma swój charakter (i charakter osoby, która je zajmuje ;-)), a do tego cały dom jest spójny w swojej estetyce. Zazwyczaj wszystko jest albo dokładnie takie samo, albo każdy pokój wygląda jak z innego świata. Ogromne gratulacje! (teraz czekam na niusy z przydomowego kina ;-))

  5. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam salon i kuchnie, pomyślałam: to się nie może udać. Teraz zbieram szczękę z podłogi i ściągam czapkę z głowy. Jest pięknie! Bardzo pięknie.

  6. Dzień dobry Pani Saro,
    Przepiękne wnętrza,zachwycają. Jestem pełna podziwu dla Pani dokonań,podoba mi się Pani sposób pisania,komentowania,,gratuluję.
    Jeśli mogę zapytać, jakim kolorem lakierobejcy malowała Pani witrynę? Tę z biura.
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.