LUBIĘ WRACAĆ, TAM GDZIE BYŁEM | POJEZIERZE ŁĘCZYŃSKO – WŁODAWSKIE

IMG_20190701_164248

Są takie wspomnienia z dzieciństwa, które zastygają w pamięci na zawsze. Mają wyraźne kolory, smaki, zapachy. W pierwszym odruchu chcesz o nich powiedzieć „jakby to było wczoraj”, ale już po chwili zdają się odległe jak galaktyki. Tyle w międzyczasie się wydarzyło. Pół życia minęło, przyszło nowe pokolenie.
Do tych miejsc z dziecięcych wspomnień wraca się całkiem inaczej. To dlatego moja przyjaciółka staje nad brzegiem Bałtyku, wiatr szamocze jej włosy, emocje stają gulą w gardle, łzami turlają się po policzku i wsiąkają w piach. Bo to morze jej dzieciństwa i nie ma drugiego takiego. I żadne mu dorówna ani turkusowe, ani ciepłe, ani przejrzyste. Tylko ten Bałtyk stalowy i niedostępny, w uścisku wydm i sosen.
Zupełnie jak w piosence Wodeckiego:

Lubisz wracać tam gdzie byłaś już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Tamten chłopak ze skrzypcami.

Moje znajome drzwi to Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie. Nad jezioro Zagłębocze pojechaliśmy z Rodzicami na pierwsze w życiu wczasy. Byliśmy wtedy młodsi niż moje dzieci teraz…
Pamiętam wyraźnie wełniany pled w czerwoną kratkę, na którym siedzieliśmy na plaży i Mamę czytającą książkę, zamiast szaleć z nami wodzie, nurkować, skakać z pomostu i nie wychodzić z wody.
A kiedy teraz moje dzieci pytają mamo! Ty naprawdę wolisz czytać książkę, zamiast siedzieć w wodzie, uśmiecham się pod nosem i mówię: wyszalałam się, jak miałam tyle lat co wy, teraz wolę książkę.
Następnie robię dokładnie to, co moja Mama trzydzieści lat temu. Proszę, żeby wyszli na chwilę na brzeg zagrzać się pod ręcznikami. Wychodzą niechętnie, biali, wymoczeni, z gęsią skórką i przekrwionymi oczami, o sinych ustach trzydniowych topielców, szczękając zębami i wrzeszczą, że IM CIEPŁO!
Niecierpliwie siedzą na kocu, powtarzając już?

I dlatego właśnie, kiedy staję na plaży, zanurzając wzrok w migoczącym jeziorze, przełykam łzy, wypatrując na molo tamtej siebie z warkoczami, kiedy miałam kilka lat.
Nie ma drugich takich jezior jak te moje na Pojezierzu. I żadne im nie dorównają ani turkusowe, ani ciepłe, ani przejrzyste.

***

Na Pojezierzu bywamy regularnie. Mamy do przejechania tylko 50 km, z czego połowa, to droga ekspresowa. Kiedy zaczęły się upały, zabierałam dzieci prawie codziennie.
Najchętniej jeździmy nad Łukcze i Piaseczno, chociaż jezior do wyboru jest wiele, ale ja ulegam presji dzieci, które muszą mieć molo, możliwość kupienia loda i rówieśników do zabawy. Najchętniej uciekałabym na dzikie plaże, żeby w spokoju czytać książkę, ale doskonale pamiętam, że kiedy byłam w ich wieku, zupełnie nie rozumiałam Rodziców, szukających odludnych miejsc.
O ile mi wiadomo, jeziorem mało popularnym i raczej pustym jest jezioro Czarne. Słynie ze swojej czystości, spotkacie tam żurawie, a na południowym brzegu jest Rezerwat Przyrody Torfowisko.
Kiedy cztery lata temu spędzaliśmy najlepsze wakacje życia na Krasnym, plaże pękały w szwach. Żeby sobie zająć jakiekolwiek miejsce, musieliśmy wyjść odpowiednio wcześnie. Od dwóch lat nie zdarzyło mi się, żebym szukała miejsca. Ani do parkowania, ani do leżenia. Mało tego, w tym roku kilkakrotnie byłam na uczęszczanych plażach całkiem sama. Zapytałam właścicieli jednego z ośrodków, czy to tylko moje wrażenie, ale przyznali rację, że ludzi z roku na rok jest coraz mniej. Zakładają, że turyści wybierają zagraniczne wakacje. Czytelnicy pisali mi, że w weekendy bywa ciasno, ale większość weekendów w te wakacje spędziłam na Pojezierzu i owszem – bywa sporo ludzi, ale bez najmniejszego problemu rozłożysz się w fajnym miejscu. Poza tym dotyczy to raczej miejsc popularnych. Dzikich plaż jest mnóstwo. Wystarczy przejść przez las z ośrodka Łukcze do ośrodka Raczek, żeby zobaczyć plażę, na której zazwyczaj nie ma nikogo.
Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie to zapewne specyficzny klimat, który nie każdemu przypadnie do gustu. Raczej próżno szukać tam luksusów i pięciogwiazdkowych restauracji. Osobiście kocham tę zastygłą atmosferę, która nieustannie kojarzy mi się z Panem Samochodzikiem.
Niewiele rzeczy w życiu smakuje mi tak, jak zimne piwo za 4,50 z obskurnej budki przy plaży. Przepraszam.
Niewątpliwie jednak to wyborna opcja, kiedy nie mamy wielkich funduszy, a chcemy wziąć oddech od cywilizacji. Do dyspozycji jest wiele tras rowerowych, w pobliżu jest Poleski Park Narodowy, trochę dalej na wschód Sobiborski Park Krajobrazowy.
W wielu przewodnikach po Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim przeczytacie, że najbardziej warto odwiedzić Jezioro Białe. Chciałabym wyrazić delikatną polemikę z tą opinią.
Chyba że lubicie odpusty kościelne, mam na myśli te, kiedy są stragany, wszystko błyszczy i trąbi oraz prawdziwy polski kebab.
Oczywiście nikomu nie zabraniam tam jechać, ale realnie ostrzegam, bo ja kiedyś niechcący zabukowałam tam domek i do dziś nie dostałam odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu psychicznym.
A jeśli są tu Czytelnicy obeznani w naszym Pojezierzu, to piszcie! Wszelkie rekomendacje, rady, sugestie mile widziane!








A na koniec film z wakacji naszego życia <3 [embed]https://youtu.be/FUVdEF2bPo0[/embed]

You may also like

18 komentarzy

  1. Moje okolice. Polecam Rudkę Starościańską i jezioro Kleszców,.a w okolicy spacer nad Bobrówką lub kawałek dalej spacer kładka przyrodniczą na jezioro Obradowskie.

  2. O nie, proszę publicznie nie polecać jeziora Czarnego ! Jeszcze zrobią się tam dzikie tłumy jak wszyscy dowiedzą się o jego istnieniu ?

  3. Znam Jezioro Białe jest zachwala e ponieważ jest tam pięknie czysta, błękitna wręcz lazurowe woda ale doskonale wiem co masz na myśli mówiąc, że tam jest odpust.

  4. Cudowny wpis… I ja właśnie jestem na pojezierzu! Cudowne miejsce, w lewo od domku pola, las, bociany, owce, krowy, żurawie, jaszczurki, jaskółki… pełen wildlife. W lewo od domku: obskórne budki z tanim piwem, które nigdzie nie smakuje tak wspaniale jak tu. Co robię teraz? Delektuję się bezsenną nocą, która jest zbyt cicha i zbyt piękna dla mieszczucha z centrum Lublina, by spać. Polecam Grabniak, jezioro Rotcze na granicy Poleskiego Parku <3 choć nie wiem, czy powinnam, bo tu cudownie pusto i dziko.

  5. Mmm, sielsko-anielsko na tych zdjęciach ?
    Ja mam inne skojarzenie z wakacjami z dzieciństwa i jest to skojarzenie muzyczne. Mieszkam we Wrocławiu, ale rodzinę mam nad morzem, więc każde wakacje spędzałam u babć, cioć i kuzynów w Kołobrzegu. Jak przyjeżdżali na tydzień rodzice, by albo mnie zabrać już do domu lub dopiero zostawić na wakacje, to zawsze jeździliśmy na wycieczki po polskim wybrzeżu.
    Rok 1997, miałam prawie 11 lat. Wycieczka z rodzicami i dziadkami do Mielna, idziemy promenadą, obok rozłożone wesołe miasteczko, ful straganów z badziewiem dla dzieci (?), a z głośników ryczały wtedy na każdym kroku hity: Samba de Janeiro, Alexia ze swoim „Uh la la la”, Backstreet Boys i „Everybody”oraz będące wciąż na fali „Coco Jambo” ???
    Dziś, po 22 latach, nie ma bata-jak słyszę te piosenki od razu widzę przed oczami tamten spacer, tamte chwile, tamto wesołe miasteczko, babcię, której już nie ma, a wtedy była ubrana na biało i kupiła mi kasetę z tymi hitami (tak wtedy były kasety i pamiętam na okładce była typowa „cycolina”<– Bravo Hits miało wtedy tego typu okładki i babcia była strasznie na to oburzona ?).
    Wspaniałe czasy dzieciństwa, jesteście wspaniałe i wiecznie żywe w moich wspomnieniach ???

  6. Ja osobiście bardzo lubię jeździć nad Zagłębocze, bo są tam drzewa, dzięki którym nie muszę smażyć się na słońcu. Swój urok ma też Jezioro Wytyckie, chociaż raczej idealna opcja dla rybaków. Jezioro powstało sztucznie w miejscu, gdzie kiedyś był las, ale posiadajac łódkę lub ponton i będąc naprawdę ostrożnym (z jeziora wystają pnie niegdysiejszych drzew) można podpłynąć pod wyspę, gdzie żyje masa dzikich ptaków. Co prawda jest tylko jedna bardzo mało plaża, z niewielką przestrzenią do pływania, ale tuż obok jest wejście do Poleskiego Parku Narodowego, więc posiadając rower można pojeździć po naprawdę urokliwych terenach.

  7. Oj tak! Łukcze i Piaseczno to w dużej mierze wakacje mojego dzieciństwa! Siedzieliśmy tam pod namiotem całymi tygodniami! Zagłębocze już później, tam były pierwsze „dorosłe” namioty ze znajomymi;)
    Nie byłam nad jeziorami od lat, chociaż kręcimy się z dzieciakami po Poleskim Parku Narodowym, a to przecież w pobliżu.
    Nad same jeziora ostatnio nie jeździliśmy, bo nie przepadam za specyficznym pstrokato diskopolowym klimacikiem z obowiązkowym grilem i masą pozostawionych śmieci – a taki klimat właśnie nad jeziorami jest dość powszechny. Ale swoim wpisem uświadomiłaś mi oczywistość, że przecież można znaleźć bardziej odosobnione miejsca 😀

  8. Moje dzieciństwo to jezioro Czarne i coroczne wakacje pod namiotami 🙂 drewniany kibelek, jeden kran do umycia buzi i zębów, zero budek z jedzeniem, kanapki z pasztetem i ognisko co noc 🙂 Za to yłam w zeszły weekend nad Białym na panieńskim mojej przyjaciółki i dokładnie wiem o czym piszesz – odpust, wrzaski i nie ma gdzie palca wcisnąć, to zdecydowanie nie jest miejsce odpoczynku 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.