BRZUCH ROBI SIĘ W KUCHNI

Powiem Wam zupełnie szczerze w dobie fit instagramerek, fit blogerek i wszelkiego rodzaju ekspertów od zdrowego trybu życia, zastanawiam się nieraz czy w ogóle jest sens, żebym wrzucała do dyskusji swoje trzy grosze. Ale potem myślę sobie, że ja lubię poczytać, jak dbają o siebie takie zwyczajne dziewczyny jak ja.
Nie będę kolejną trenerką Polski, nie mam takich ambicji, ale uwielbiam wręcz czuć się zdrowo.
Nie znoszę też żadnych skrajności – życia na diecie, fioła na punkcie figury.
Co w takim razie mogą zrobić dziewczyny takie jak ja? Często matki, ze sporą ilością obowiązków, którym czasem powieki lepią się do poduszki o 19 wieczorem i które lubią w piątek wieczorem zjeść coś mniej fit bez wyrzutów sumienia?
Trzy słowa – umiar, zdrowy rozsądek, rutyna.
Zresztą, przyznam, że gdybym musiała sporządzić jakieś motto życiowe, to zawarłoby się w tych właśnie trzech słowach.
Jak zawsze w wypadku podobnych wpisów dodaję adnotację, że piszę o sobie. Co lubię, co u mnie się sprawdza. Jest duże prawdopodobieństwo, że u Was się sprawdzi, o ile nie macie problemów zdrowotnych, bo mimo wszystko – ruch i zbilansowana dieta są dla człowieka dobre, po prostu.
I pomijając wygląd, ja chciałabym być długo zdrowa, żeby towarzyszyć moim dzieciom i dotrzymywać im tempa, tak jak robi to mój Tata, który regularnie zostawia nas wszystkich w tyle na boisku.
Dziś na blogu o moje ulubione treningi i sposoby na to, jak do diety przemycić warzywa i owoce, których powinniśmy jeść przynajmniej 400g dziennie, czyli o wyzwaniu 5 porcji!

RUCH
Już nieraz Wam wspominałam, że jestem typem człowieka, który lubi trochę oszukać system.
W wypadku ruchu wygląda to tak, podczas wykonywania codziennych obowiązków, lubię mieć poczucie, że mimochodem zrobiłam też trening. Ups! Znowu musiałam wbiec po schodach. Skłony do pralki, wymachy szczotką, taniec z mopem.
I przyznam, że nic nie wpłynęło na moje mięśnie brzucha tak jak dwa tygodnie ostrego ładowania ziemi łopatą do taczek. Aż mam ochotę rzucić wyzwanie znanym trenerkom – która z nas załaduje więcej taczek w godzinę, ciekawe czy przyjmą?

CHODZENIE – mój ukochany trening
Kto ogląda moje story, ten wie, że chodzę i chodzę, i może kiedyś dojdę na koniec świata.
A wszystko zaczęło się od… biegania. Tak, dobrze czytacie. Kilka lat temu pod wpływem wszechobecnej mody na bieganie i ja postanowiłam dołączyć do grona biegających.
Powiedzieć, że tego nie lubiłam, to jak nie powiedzieć nic. Cały trening marzyłam, żeby już było po wszystkim. Moment wyjścia z domu odwlekałam w nieskończoność. Przez pierwsze sto metrów myślałam, że wrócę do domu, potem robiło się już za daleko. Wszystko mi nie pasowało. Zadyszka, zjeżdżające z nosa okulary, pot, obowiązkowy przystanek na przejściu dla pieszych, wypadające słuchawki. No wszystko.
Któregoś dnia doznałam olśnienia! Czy ja składałam jakąś przysięgę, że będę biegać, dopóki śmierć mnie z tego obowiązku nie wyłączy? No nie. To po co to robię? Nie wiem. To może warto odpuścić. No może. To znaczy na sto procent warto.
Dotarło wtedy do mnie, że chcę wykonywać taką aktywność, jaką lubię. Robić coś, na co będę czekać, a nie odwlekać. Zaczęłam chodzić.
Odpalam audiobooka i idę. Jeśli mam czas to naprawdę idę całe kilometry i kocham to.
A jeśli czasu nie mam, to idę tam, gdzie np. wiem, że zatrzymają mnie korki. Często zostawiam samochód gdzieś przed centrum, a miejskie sprawy załatwiam na nogach.
Może więc wcale nie macie do pracy tak daleko? A droga tam i z powrotem może stać się Waszą dzienną aktywnością.
Już kiedyś o tym pisałam. Swego czasu mój mąż był przekonany, że miał bardzo daleko do pracy.
Rano stał w korkach, po południu stał w korkach. Ostatecznie okazało się, że były to niecałe dwa kilometry w jedną stronę…
Z pewnością jest jakiś rodzaj aktywności, który sprawi Wam frajdę. Trzeba tylko go znaleźć.

TRENING W DOMU
O dziwo, choć raczej jestem ekstrawertyczką, do uprawiania sportu potrzebuję intymności. Wolę iść samotnie przez pola, najchętniej tylko z psem i audiobookiem. Podobnie nigdy nie czułam się swobodnie, ćwicząc w grupie. Tak było już w szkole podstawowej na wuefie, a potem na wszelkich aerobikach itp. Wolę dom. I nawet tu rygluję drzwi i wszyscy wiedzą, że nie należy mi przeszkadzać, kiedy ćwiczę, bo nie znoszę, kiedy ktoś wtedy na mnie patrzy.
Widzą mnie tylko moje osobiste trenerki z ekranu laptopa.
I powiem Wam, że one są najfajniejsze, chwalą mnie, mówią, że dam radę, a jak zaczynają mnie złościć, to jednym przyciskiem na klawiaturze zabieram im prawo głosu, idę pod prysznic i mówię sorry dziewczyny, ale dziś nie mam siły!
I tylko czasem mi ich żal, bo zdarza mi się nie zastopować treningu, wracam po kilku godzinach, a tu dziewczyna już trzydziesty trening odstawia, mówię wtedy do niej „przepraszam kochana! Nie wcisnęłam spacji, a ty bidulko już szóstą godzinę poty siódme wylewasz!”.
Co ćwiczę ostatnio? Mam dwa ulubione treningi na brzuch, są krótkie – bo nikt nie wkręci mnie w trening dłuższy niż 30minut i wykonuję je co dwa dni.
Zdradzam wszystkie moje sekrety:

Pozostałe treningi znajdziecie tu: TRENING BRZUCHA , TRENING POŚLADKÓW , TRENING POŚLADKÓW 2 – skalpel wykonuję tylko od minuty 17:55 do 35:50

BRZUCH SIĘ ROBI W KUCHNI
Kiedyś będąc na siłowni, poszłam na konsultacje do trenera personalnego. Zależało mi na treningu na brzuch. Byłam niedługo po urodzeniu trzeciego dziecka. Półnagi trener z agresywnym sześciopakiem otaksował mnie wzrokiem od stóp do głów, wessał powietrze, cmoknął i rzekł:
– Brzuch to się robi w kuchni.
– A jak mam małą kuchnię? – odparłam żartobliwie, ale mięśnie na twarzy trenera pozostały tak niewzruszone, jak te na brzuchu.
I cóż może pan trener poczucia humoru nie miał (albo po prostu nie śmieszyły go suchary), ale miał rację. Mówi się, że zdrowa sylwetka to zasługa aktywności fizycznej w 30% a 70% to zdrowa dieta.
Przykładem niech będzie nasza bieszczadzka majówka, gdzie nie odpuszczam, robię kilkadziesiąt tysięcy kroków dziennie po górach, a i tak wracam z wałkiem na brzuchu, bo niestety jem tłuste rzeczy, a z warzyw – ewentualnie placki ziemniaczane.


Soki owocowe, pomidorowe oraz 100% warzywne nie zawierają dodatku cukrów, jak pozostałe soki, które powinniśmy spożywać codziennie.

JAK JEŚĆ?
Uwielbiam jeść. Przed spaniem myślę, co zjem na śniadanie. Przy śniadaniu myślę, co ugotuję na kolację. Uwielbiam też gotować. Moim ukochanym miejscem w domu jest bezapelacyjnie kuchnia.
I szkoda, że brzuch nie robi się w kuchni od samego w niej przebywania, bo już miałabym sześciopak pokaźniejszy niż wspomniany trener.

Celebruj i zwolnij
Ponieważ gotowanie jest do jakiegoś stopnia moją pasją, lubię ten moment rozwlekać w czasie.
Kiedy mamy gości na weekend i w sobotę wieczorem wszyscy coś kroimy na wyspie, zawsze muszę głośno wykrzyczeć, że to jest mój ulubiony moment życia.
Na kuchence bulgoczą garnki, w piekarniku dochodzi ciasto, podjadamy, próbujemy, a zaraz będziemy delektować się każdym kęsem.
To oczywiście scenariusz odświętny, ale na co dzień można zjeść posiłek z kimś. My zawsze jemy rodzinnie kolację – najczęściej sałatkę. Nieskromnie przyznam, że jestem sałatkową mistrzynią i największych warzywnych antagonistów przekonałam do sałatek.
Poza tym zwolnij, te łapczywie pochłaniane kęsy przed ekranem telefonu, to nic dobrego dla organizmu.
Słowem nie jedz byle czego byle szybko.

Jedz to, co lubisz
Z rzeczy powszechnie uważanych za zdrowe, do których nie jestem w stanie się przekonać, jako pierwszą wymienię owsiankę.
Tak wiem, zaraz padną głosy, że nie próbowałam jeszcze zapiekanej pod pierzynką, ze szczyptą czegoś innego, według tajnego przepisu cioci Takiej i Siakiej. Owszem nie próbowałam i nie zamierzam. Jest po prostu cała masa zdrowych rzeczy, które lubię i najwyraźniej z owsianką nie zostaniemy koleżankami. Zresztą ja i owsianka mamy jedną wspólną cechę – zupami pomidorowymi nie jesteśmy, żeby nas wszyscy lubili.
Do wyboru mamy taką ilość warzyw i owoców, że nie ma opcji, żeby nie znaleźć czegoś dla siebie.
Żeby jedzenie sprawiało frajdę, musi smakować.

Nie odmawiaj sobie tego, co lubisz
Jest spora gama niezdrowych produktów, które uwielbiam. I gdybym dziś powiedziała sobie „ok, nigdy więcej frytek”, to nie mogłabym przestać o tych frytkach myśleć. Po prostu, jak nam czegoś nie wolno, to od razu robi się atrakcyjne.
Więc ja pozwalam sobie na te szaleństwa, ale okazjonalnie!

Ustal, kiedy możesz sobie pofolgować
W naszym domu panuje zasada, że w trakcie tygodnia jemy tylko zdrowo. Warzywa, owoce, kasze, na kolacje lekkie syte sałatki. Nie pijemy alkoholu, nie jemy słodyczy. Folgujemy w weekend, zwłaszcza w piątek. To dzień, kiedy możemy bezkarnie zjeść to, co chodziło za nami cały tydzień. I jemy. Bez wyrzutów sumienia i postanowień, że od jutra dieta.

Zjedz przekąskę
Zdrowe przekąski to samo dobro. Wiem, co mówię. Jabłko albo sok w torebce skutecznie ochronią cię przed napadem głodu, kiedy wrzucisz na szybko do brzucha, coś ciężkostrawnego, co będzie męczyć cię pół dnia.
Ja mam jeszcze jeden przekąskowy patent. Kiedy wiem, że czeka mnie suty posiłek, nie jem na pusty żołądek – obieram sobie ogórka, marchewkę albo piję szklankę soku pomidorowego i dzięki temu później jem mniej!
Oczywiście, jeśli sok pomidorowy nie jest Waszym ulubionym, to wybierzcie jakiś inny np. jabłkowy, który jest bogaty w potas, potrzebny do utrzymania prawidłowego ciśnienia krwi.
Poza tym nie musicie się bać soków w kartonach, wokół których narosło sporo mitów.
Jeżeli na opakowaniu jest napisane „sok owocowy”, to zgodnie z prawem nie może być on sztucznie dosładzany, zawierać konserwantów, słodzików czy aromatów.

Pięć porcji
Dla zdrowia powinniśmy spożywać przynajmniej 400g warzyw i owoców dziennie. Najlepiej tę ilość podzielić sobie na pięć porcji. A ile to porcja? Mniej więcej tyle, ile zmieścisz w dłoni.
W jaki sposób zjeść tyle warzyw i owoców? Bardzo polecam Wam brazylijski sposób, czyli dodawanie owoców do każdego posiłku. Moja teściowa nie ma problemu z tym, żeby do wytrawnego dania dodać skrojonego banana, gruszkę, czy jabłko. Początkowo wydawało mi się to dziwne, ale teraz też tak robię. Poza tym dorzuć garść warzyw do każdego dania. Garść to niewiele. Ja dorzucam obowiązkowo pomidory, cebulę i rukolę, sałatę, rzodkiewki, ogórka, kalarepę, cokolwiek. Po prostu – nie ma talerza bez warzyw. I to też jest doskonały trik na zjedzenie czegoś niekoniecznie lekkiego, ale nie zapchanie się po brzegi. Przykład z wczorajszej kolacji – dzieciakom zamarzyło się spaghetti. Oprócz makaronu każdy na talerzu miał ogromną porcję sałaty. Dodatkowo jest to sposób na jedzenie zróżnicowanych warzyw i owoców.
A jeśli Wasze dzieci krzywią się na warzywa, to polecam od lat mój sprawdzony patent – warzywa z zupy np. pomidorowej miksuję na gładką masę, wrzucam do garnka i nikt nawet nie wie, że wcina selera czy cebulę!
Za porcję można uznać również szklankę soku. Pamiętajcie o tym.

Nie obżeraj się
I na koniec moja święta zasada, dzięki której nie umieram w każde święta. Zjedz trochę mniej, niż krzyczy twój brzuch. Moje dzieci są łasuchami. Jedzą chętnie i dużo. Rodzice niejadków pewnie teraz mi zazdroszczą, ale cóż – kontrolowanie, żeby dzieci się nie obżerały wcale, nie jest fajne.
Kiedy proszą o trzecią dokładkę, mówię, żeby zaczekały chwilę i powiedziały mi za pięć minut.
Zazwyczaj po tym czasie kręcą głowami i mówią, że jednak rezygnują z dokładki.

Reasumując – wszystko sprowadza się do szanowania swojego brzucha, a co za tym idzie – szanowania organizmu. Mamy go jednego na całe życie.
I jestem przekonana, że każdy z nas jest w stanie przemycić do niego trochę dobra, a do życia nieco więcej ruchu.
Jesteśmy w czołówce najszybciej tyjących społeczeństw. Chodzi o zdrowie.
Spójrz na swój talerz, upewnij się, że jest tam porcja warzyw i może idź dziś piechotą na uczelnię czy do pracy?

Na koniec błyskawiczna i sycąca sałatka z kaszą kuskus:

mała miseczka ugotowanej kaszy kuskus (ok. pół opakowania)
duża garść rukoli
2 pomidory
2 małe ogórki
mała czerwona cebula
duuużo uprażonych ziarenek słonecznika (albo jakichkolwiek innych)
posiekana natka pietruszki
posiekany pęczek koperku
sok z jednej cytryny
oliwa
sól, pieprz
Warzywa kroimy tak jak lubimy, mieszamy z wystudzoną kaszą i rukolą, wciskamy cytrynę, do tego oliwa,sól, pieprz i voila! Sałatka, którą porządnie się najecie gotowa.
Możecie dodać też kurczaka z grilla, ja daję sok z dwóch cytryn, bo lubimy mocno kwaśne.

*Program „5 porcji warzyw, owoców lub soku” jest sfinansowany ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Organizator Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków.

You may also like

13 komentarzy

  1. Zawsze z podziwem czytam takie wpisy. Niby to wszystko jest jasne, ale mi tak ciężko wdrożyć w życie… Niechęć do gotowania nie pomaga. Ale może chociaż poszłabym w te sałatki, to przecież nic trudnego. Królowo sałatek, może poświęcisz jakiś wpis na więcej przepisów sałatkowych?? Tę z kuskusem na pewno wypróbuję 😉

  2. a propos zupy pomidorowej – kiedyś, dawno temu, na blogu zamieściłaś swój sprawdzony przepis. Oczywiście nie zapisałam go, a kiedy sobie o nim przypomniałam i postanowiłam ugotować – nie mogłam go już odszukać 🙁 jest szansa, że wrzucisz go znowu? Bo od jakiegoś czasu chodzi za mną jakaś „inna” niż zawsze pomidorówka i czuję, że ta Twoja to jest to ;P

  3. Wszyscy komentują jedzenie, a nikt nie pisze jak szałowo wyglądasz na tym jachcie! To najlepsza reklama zdrowego trybu życia 😉

  4. Wpis bardzo ważny i potrzebny. Zwłaszcza dla matek. Sami często jemy co popadnie, a nasze dzieci nas obserwują. Z obserwacji uczą się najwięcej. Czy sami wcinamy warzywa? Czy chętnie pijemy soki? Czy wyciskamy je sami? To najlepsza ‚reklama’ dla dzieci i innych ludzi.

  5. Popieram w 100% Twoje podejscie!:) A co do owocow i warzyw nigdy nie mam z tym problemu bo po prostu je uwielbiam. Jak jem w sezonie te piekne, jedrne pomidory i ogorki, mysle sobie – po co mialabym jesc teraz ciastko skoro to jest takie pyszne. Jak wracam do domu na wies zawsze smieje sie, ze jestem przeowocowana – potrafie ich zjesc naprawde duzo- ale jak tu sie ograniczac, majac je na krzaku obok:D
    I potwierdzam rowniez, ze kilkudniowe odstepstwa powoduja, ze brzuch nie jest juz taki sam..Dlatego warto wracac na dobre tory

    PS. Swietnie wygladasz
    PS. dzis zjem ta salatke na kolacje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.