LUSTERECZKO, POWIEDZ PRZECIE

Stałyśmy przed lustrem podczas jednego z tych naszych dziewczyńskich weekendów, kiedy przestajemy rozmawiać nad ranem, bo szczęki nam tężeją i w połowie słowa pochłania nas sen.
Czasem któraś jeszcze niemrawo zapyta „śpisz?”, żeby nie było, że tak niegrzecznie opuściła konwersację.
Mierzyłyśmy stroje na wieczorne wyjście, pękając ze śmiechu i przejedzenia. P. tak wspaniale gotuje. Potem zrobiłam jej makijaż. Jak zawsze skupiłam się na oczach. Ogromnych grafitowych, nadających jej twarzy dziecięcego niewinnego wyrazu, o których makijażystka ślubna powiedziała, że nigdy nie malowała piękniejszych. Czarną kredką zagęściłam linię rzęs i jak zawsze oddałam w jej dłonie szczoteczkę z tuszem, bo P. musi mieć pewność, że każda z miliona jej rzęs jest starannie pomalowana.
Najwyraźniej, kiedy P. stała w kolejce po swoje wielkie oczy, ja byłam pochłonięta czymś innym, bo muszę nieźle namachać się pędzelkiem, żeby optycznie je powiększyć i wydobyć z twarzy.
– Nie znoszę tych moich oczu – syknęłam do lustra.
– Swoich oczu? – P. wydała się szczerze zdziwiona.
– Och, no wiesz, te moje opadające kąciki – westchnęłam.
– Jakie opadające kąciki? – P. zaczęła przyglądać się mojej twarzy z zaciekawieniem i niezrozumieniem.
– No tu, o to – powiedziałam lekko poirytowana, ciągnąc górne powieki w dół twarzy – teraz widzisz? Opadające kąciki powiek, które sprawiają, że wyglądam jak naburmuszony buldog. Nienawidzę tego w sobie.
Na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się grymas zakłopotania:
– Ale ty mówisz teraz serio, tak?
– No serio! To mój największy kompleks.
– Wiesz, bo ja zawsze uważałam, że ty masz takie pociągłe zalotne spojrzenie, że to jest w tobie piękne, a ty teraz mówisz, że jakiś naburmuszony buldog i że tego nienawidzisz, więc kompletnie mnie zaskoczyłaś.
Spojrzałam w lustro. Patrzyła na mnie dziewczyna o opadających powiekach, które nadawały jej twarzy wyrazu smutku i naburmuszenia.
– Widzisz? Takie zalotne spojrzenie, uwielbiam to w tobie – powiedziała P., patrząc na dziewczynę z lustra.

Zobaczyłam ją na uniwersyteckim korytarzu już prawie piętnaście lat temu. Czekałyśmy na te same zajęcia. Opowiadała coś koleżankom, energicznie gestykulując. Piękne czarne włosy miała częściowo wygolone, co przydawało jej zadziorności. Było w niej coś takiego, że zawiesiłam na niej wzrok i z trudem odrywałam, żeby nie wyjść na podglądaczkę. Jeszcze tego samego dnia zjadłyśmy razem obiad w stołówce. Opowiedziała jakąś zabawną historię, dopieszczając ją finezyjnym przekleństwem i już wtedy wiedziałam, że jej fizyczne piękno to tylko dodatek do tej piorunującej osobowości.
Dziś jesteśmy jak siostry i mamy motyle w brzuchu za każdym razem, kiedy się widzimy.
Ostatnio obchodziła urodziny.
Już tyle czasu minęło od dnia, w którym zobaczyłam ją po raz pierwszy…
Każda z nas urodziła w międzyczasie trójkę dzieci. Siedząc w jej niebieskiej kuchni z kolejną filiżanką kawy, wspominałyśmy. Rozmowa potoczyła się gdzieś w stronę ciąż, porodów, rozstępów i wypadających włosów.
– Moim jedynym atutem są nogi, reszta szkoda słów – powiedziała nagle, wprawiając mnie w osłupienie, choć faktycznie przez te nogi miała ksywkę „czarodziejka z księżyca”, kończyły się gdzieś na wysokości szyi.
– Co ty gadasz dziewczyno, masz taką piękną twarz, cała jesteś piękna! – ofuknęłam ją.
– Taa, chyba krzywą twarz– odparowała i była w tym szczerość.
Moja M., dziewczyna której uroda poraziła mnie na uniwersyteckim korytarzu. Czy mówiłyśmy o tej samej dziewczynie?

Jak to jest, że większość z nas patrzy w lustro i widzi swoje wady?
A gdyby tak oszukać zwierciadło i patrzeć na siebie oczami osób nam najbliższych?
Nie wiem, czy przyszło to do mnie z wiekiem, czy z kochaniem, czy może z wiejskim żywotem, ale lubię siebie ostatnio. Coraz delikatniej się maluję, a kiedy widzę w lustrze brzydulę, pytam siebie, czy coś bym w niej zmieniła? Ostatecznie nie.
Zauważyłam też całkiem wyraźną zmarszczkę mimiczną koło ust. Jakby mój uśmiech ktoś postawił w nawiasie. Uwielbiam tę zmarszczkę, jeśli ją wypełnię, to tylko uśmiechem.

Drogie Kobiety, życzę nam wszystkim, żeby nasz wygląd zszedł w końcu z afisza, bo ileż można grać jeden spektakl?
Żeby zszedł z ludzkich języków, pism, reklam i nie dominował naszych myśli.
Żeby nasz wygląd stał się w końcu „nasz” i przestał być sprawą powszechną.
I żeby bycie idealną było zadaniem domowym dla chętnych, a nie dla wszystkich.

Był bal wśród kwia­tów,
szu­ka­no kró­lo­wej.
Lecz trud­ny był wy­bór
wśród kwia­tów ty­się­cy.
Ten jest po­dob­ny do se­ce­sji no­wej,
a tam­ten ma zno­wu uśmiech za dzie­cię­cy
.
(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

dzień kobiet

Jeśli szukacie prezentowych inspiracji na Dzień Kobiet, wybrałam trochę pięknych błyskotek od firmy Apart:

prezent na dzień kobiet
co kupić kobiecie
pierścionek nr 1 | pierścionek nr 2 | pierścionek nr 3

biżuteria na prezent
bransoletka nr 1 | bransoletka nr 2 | bransoletka nr 3

biżuteria apart
naszyjnik nr 1 | naszyjnik nr 2

delikatna biżuteria
co kupić żonie
naszyjnik nr 1 | naszyjnik nr 2 | naszyjnik nr 3

co kupić dziewczynie
bransoletka nr 1 | bransoletka nr 2 | bransoletka nr 3

pomysł na prezent

kolczyki nr 1 | kolczyki nr 2 | kolczyki nr 3

złota biżuteria

*Wpis powstał we współpracy z marką Apart

You may also like

1 comment

  1. Zawsze mnie zastanawia dlaczego tak łatwo nam znaleźć to czego w sobie nie lubimy, nasze wady, czy pamiętać przykre wydarzenia. Zamiast brać siłę z tego co w nas najlepsze, najmocniejsze i najprzyjemniejsze, wolimy być nastawieni negatywnie.
    PS. zachwycam się toaletką ze zdjęcia, pewnie znaleziona na jakimś pchlim targu. Cudowna.

Pozostaw odpowiedź Roma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.