MAM DOŚĆ

Poranek zawieszony gdzieś w drugiej połowie maja. Powietrze szarpane ciepłym letnim wiatrem.
Przez gęstą firanę gałęzi brzozowych nie widać już z okna kuchennego domów sąsiadów.
Dom spowity jest ciszą, w której słychać szept przedmiotów pozornie niemych. Szumi komputer i mruczy lodówka.
Ostatnie dwa miesiące uczyniły ze mnie Wielką Antycypatorkę Najbliższej Przyszłości. Wiem, co się wydarzy. Najdalej za kwadrans usłyszę gwałtowny chrzęst klamki. Z pokoju wystrzeli pocisk i pofrunie wprost do łazienki. Za nim ruszy raptowny przeciąg, rwący drzwi z framug, okna z ram i włosy z mojej głowy. Ze schodów spłynie wodospad bosych stóp. Po jednej nutce rozpoznam, które stopy są czyje.
Lodówka i komputer wrócą do stanu pozornie niemego, kuchnia wypełni się szczebiotem, który w nerwach nazywam napierdalaniem w tamburyn dnia. A więc rytm będą wystukiwać garnki i kubki, rolę klawiszy przejmą sztućce, a każda kłótnia o niestosowną ilość mleka w misce będzie jak pierwsza lekcja gry na kobzie.
Gdzieś między trzecim i siódmym taktem pieśni o nerwowym poranku, szlag trafi wszystkie moje postanowienia o byciu lepszą matką.
Obietnice tak pochopnie składane pod osłoną bezszelestnej nocy, że już nigdy nie stracę cierpliwości i nie podniosę głosu…
No, a potem jak to bywa w piosenkach, przyjedzie czas na refren, utkany z monotonnych dźwięków powiadomień. Oto przyszyły mejle z lekcjami.
Jeb! Mamy nowy dzień.
I powiem Wam, że czasem, czasemiutko muszę sobie wyjść z domu i gdzieś pójść. Gdzieś daleko, gdzie żaden kształt nie przypomina małego człowieka i wtedy się okazuje, że miałam w sobie piętnaście kilometrów złości. Piętnaście tysięcy metrów czystej złości. To strasznie dużo. Nawet nie chce myśleć, ile to w centymetrach!

You may also like

5 komentarzy

  1. Ja nigdy tak nie robiłam dopóki nie przyszły koronaczasy. I całe pokłady cierpliwości, które przez lata kumulowałam szlag trafił. I trzaskam drzwiami żeby się przejść, bez celu, przed siebie, oddychając majowym powietrzem. Rozumiem Cię!

  2. Takie Twoje posty uwielbiam – emocje codzienności ubrane w słowa, które, choćbym nigdy na nie nie wpadła, czuć wszystkimi zmysłami.

  3. Czytam tej post juz trzeci raz. Trzeci dzien z rzedu. I za kazdym razem chce cos napisac, ale nie wiem co. A wlasciwie to wiem. Tylko nie wiem, czy moge.
    Przytulam serdecznie, tak normalnie, mocno i z tym przytulaniem przynosze rozgrzeszenie i w tym samym czasie prosze o to samo.
    Tutaj tak samo.
    Czasem nachodza mysli, ze w ogole sie nie powinnam byla do rodzicielstwa pchac i co ja tym moim corkom pokazuje. Co zapisuja w swoich glowach i sercach… czasem az strach pomyslec. Wstyd mi.
    Obiecuje, ze nastepnego dnia bede lepsza, lagodniejsza, szybciej sie opanuje, ze nie pozwole zlosci wyciekac kazdym mym slowem.
    Przepraszam, kochani.
    Jest jednak cos, co mi pomaga.
    Gdy usiade rano, sama, i uda mi sie odegnac mysli dnia, zapraszam do domu Anioly. Wszystkie, ktore mi przyjda do glowy. Zapraszam i prosze o pomoc i opieke i ochrone. I wtedy jest lepiej.

    Saro, kochana, jestem bardzo wdzieczna, ze mozesz chodzic na swoje spacery, blogoslawiony to jest czas i przestrzen.

    Trzymaj sie. Jestes dobra. Bardzo dobra 🙂

    PS
    I widzisz, to wszystko co Ci napisalam, wyglada jak jakis egzaltowany wymymlany zakalec.
    To dlatego, ze w takich dniach, sama bym chciala, zeby ktos mnie rozgrzeszyl z miloscia i pomogl zaczac jeszcze raz, lepiej.
    xxx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.