NA KOŃCU ŚWIATA JEST ZORZA POLARNA

Siadając do tego wpisu, zajrzałam do pierwszego o Norwegii – z wakacyjnego wyjazdu. Było tam zdanie „Norwegia zapiera dech. Brutalnie odbiera Ci mowę. Puszcza oko i mówi „I co? Zatkało?”. Tym razem wróciłam z identyczną refleksją. Geograficznie Norwegia to majstersztyk, jakiś potwornie dobry dzień Stwórcy, Matka Natura kpiąca „ja umiem tak, a ty?”. Wszystkie słowa, które przychodzą mi do głowy, żeby opisać ten kraj, gasną natychmiast, kiedy zestawiam je z rzeczywistością. I jedna myśl nie daje mi spokoju. Co by było, gdyby Van Gogh zobaczył zorzę polarną? Od razu pobiegłam o to zapytać moją teściową. Ona na to, że jak to co, zostałby tam na zawsze.
A czy ja zostałabym tam na zawsze? Raczej nie. Jednak kiedy wyobrażam sobie, że mogłabym przez pół roku mieszkać nad morzem z widokiem na góry, zza których nocą wybucha zorza i odbija się w tafli wody, to czuję, jak mój wewnętrzny odludek przebiera nogami i ryczy wniebogłosy, a przysięgłabym, że w ogóle go nie posiadam.

O naszym pierwszym wyjeździe – letnim, przeczytacie TU, tym razem polecieliśmy do Tromsø. Plan był prosty – zobaczyć zorzę polarną. Zobaczyliśmy o wiele wiele więcej.
Tromsø to miasto nazywane Wrotami Arktyki. Stąd ruszały wielkie ekspedycje polarne, między innymi Roalda Amundsena.
Region, czyli Troms składa się z wielu wysp i wysepek. Pierwszego dnia popłynęliśmy promem ze Skulsfjord na wyspę Vengsøya.
W Norwegii słowo „bezludzie” przestaje być metaforą. Tu ludzi jest tak mało, że stado reniferów na ich widok wstaje, biegnie, jakby chciały powiedzieć „ej! Tam są ludzie, chodźcie, zobaczymy, jak wyglądają!”.
Na potężnym promie byliśmy sami. Poza tym stłumiony jęk wody sieczonej przez kadłub, zbłąkany krzyk mew i mgła zazdrośnie strzegąca Vengsøyę przed naszymi oczami. Słowem gotowa scenografia do skandynawskiego kryminału, gdzie cisza przeraża bardziej niż morze krwi.
Tak jak „bezludzie” przestaje być metaforą, podobnie „koniec świata”. Kiedy dotarliśmy do końca wyspy, gdzie łatwiej było zobaczyć orła niż człowieka, a morze nierównymi falami lgnęło do lądu, dotarło do mnie, że dalej nie ma już nic. Koniec Świata wyglądał pięknie.
Tego dnia wypatrywaliśmy Zorzy łapczywie. Zamajaczyła niedbale na niebie, jakby jej zależało, żeby zrobić wrażenie niedostępnej, podwinęła welon i zwiała.
Następnego dnia za cel obraliśmy wyspę Senję, która wita gości w wielce skandynawskim stylu – rozwartą Szczęką Diabła, czyli pasmem bardzo ostrych skał. Od zachodu Senję oblewa Ocean Arktyczny, a dziesiątki szczytów górskich, wyrastających wprost z wody, robią piorunujące wrażenie.
Wracaliśmy do Tromsø już mocno zmęczeni setkami kilometrów podróży. I wtedy zobaczyliśmy Ją na horyzoncie. Wciąż była nieśmiała, ale znaczyła niebo zdecydowanym ruchem. Pędziliśmy ku niej coraz szybciej. W pewnym momencie eksplodowała zielenią. Kolce opon wryły się w lód, zahamowaliśmy gwałtownie i wybiegliśmy z samochodu. Zorza tańczyła nad naszymi głowami. Bezczelna i wolna, jakby chciała powiedzieć „to ja dyktuję warunki”.
I cóż. Choć Zorza jest obezwładniająca, odejmuje mowę, wbija w ziemię, wzrusza, to człowiek na jej widok potrafi tylko powiedzieć „okurwajapierdolę”. Człowiek wobec Zorzy. Człowiek wobec świata.
Wracaliśmy do domu, wypluwając z siebie bluzgi zachwytu. Byliśmy głodni jak wilki, śpiący, marzący o ciepłym kocu, już zamykaliśmy za sobą drzwi, kiedy Wiktor szepnął „moment”, jakby nie chciał jej spłoszyć. – Tam – wskazał dłonią na szczyt górujący nad Tromsø.
Góra pękła, wylewając na niebo strugi zielonej poświaty. Łuna wirowała, zmieniając kształty i kolory, wiła się konwulsyjnie, detonując kolejne kolory. Staliśmy oniemiali.
Człowiek wobec przyrody może milczeć albo bluzgać.
I tyle.

Kiedy opowiadam o Norwegii, pierwsze pytanie zawsze dotyczy kosztów takiej wyprawy, wszak Norwegia to miejsce, gdzie bułka kosztuje dziesięć złotych a mała butelka wody drugie tyle.
Prawda jest taka, że bez Agnieszki i Wiktora, którzy opracowali wspaniały sposób na zwiedzenie Norwegii bez wydawania na to miliona monet, nie byłoby to możliwe.
Co więcej – tworzą taką atmosferę, że wyjeżdżasz i nie wiesz, czy tęsknisz na nimi, czy za Norwegią.
A jak to wygląda od strony technicznej? W cenie wyjazdu zapewnione jest wszystko, na własną rękę trzeba kupić tylko bilet lotniczy. Kiedy zapytaliśmy, ile pieniędzy potrzebujemy na miejscu, usłyszeliśmy „nic”. Nic?! I faktycznie mniej więcej tyle potrzebowaliśmy, bo lokalne sklepy, których jest bardzo mało, straszą nieziemskimi cenami. A na miejscu jest wszystko – pyszne jedzenie, gwarantujące pełen brzuch i alkohol, gwarantujący solidnego kaca 😀 Tak, dobrze czytacie. Na upartego można te wakacje nazwać „all inclusive”, choć trzeba przyznać, że to określenie odbiera im majestat, wszak mowa o Norwegii. Transport z lotniska i na lotnisko również zapewniają Agnieszka z Wiktorem. Jeśli chcecie poznać szczegóły i cennik, to najlepiej u źródła, czyli NORDTRIP.
Wylądowaliśmy w Warszawie w sobotę, jest wtorek, a my już myślimy, jak i kiedy wrócić do Norwegii, niech to będzie najlepsza rekomendacja.

Do zobaczenia Norwegio, dbaj o mój kawałek serca, który Ci zostawiłam!


























Zdjęcia Maycon Ferreira i Nordtrip

You may also like

12 komentarzy

  1. Oh pieknie! Piekne zdjecia i widac ze mieliscie cudny czas 🙂 Byłam w Tromso 2 lata temu, zorze widzialam az purpurowa, wlasnie wrocilam z Oslo i Trondheim, pięknie wszędzie nieludzko 🙂 Ale mieszkać w życiu w Norwegii bym nie mogła, za zimno i za ciemno! Pozdrawiam!

  2. Wiem,że to dziwnie zabrzmi, ale widziałam zorzę polarną w Polsce! Naprawdę. Ze 30 lat temu. Była to jakaś anomalia czy coś, a niebo płonęło czerwienią. Norwegia mnie nęci, może kiedyś?

  3. Droga Saro. Twój wpis prawdziwie mnie wzruszył, aż poleciała mi łezka ;). W sumie nigdy wcześniej nie widziałam zorzy polarnej nawet na zdjęciu, bo jakoś hmm, no właśnie nie wiem dlaczego. Wspominasz o Amundsenie, dobrze mi akurat znam z biblioteki mojego Taty, którego temat wypraw interesował od dziecka. Marzył o nich jako mały chłopak i wypożyczał książki z małomiasteczkowej biblioteki. Był odkrywcą literatury wypraw w czasach gdy nie było internetu. Czytelniczą pasję kontynuował jako dorosły, niestety nigdy nie pojechał w tamte rejony, bo przerosła go proza życia. Dziś, kiedy mogłabym go na ta taką wyprawę zaprosić, jest już po ‚drugiej stronie’ i już nigdy tych miejsc nie zobaczy 🙁 … Dzięki Twojemu wpisowi wiem że na pewno ja tam dotrę, dziękuję 🙂

  4. O kurwa jaka ta zorza jest piękna !bylam w Norwegi kilka razy w Bergen, Oslo , Sadnes, Sandefjord i Stavanger ale zorzy nie widziałam bo to na północy bardziej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.