POGODZIŁAM SIĘ Z MIMOZAMI

Pogodziłam się z Mimozami.
Początkowo dlatego, że żółty pasował mi do sukienki, a potem zrobiło mi się ich zwyczajnie szkoda. Bo od zawsze traktuję je, jak posłańców przynoszących ponure jesienne wieści. Tymczasem one przychodzą na świat u schyłku lata, dostają jakieś marne letnie ochłapy, skrawek jesieni i tyle!
Tylko przez moment się żółcą, ale za to jak! Może po prostu wiedzą, że lato nie jest im dane raz na zawsze, że jest tylko gościem w pośpiechu pijącym herbatę. Że muszą je chłonąć z całych sił, że nie można odkładać go na później.
Więc pogodziłam się z Mimozami. Postanowiłam zwracać się do nich wielką literą i poszperałam w ich życiorysie. I nie zgadniecie co! Są roślinami tropikalnymi, wiodą spokojny żywot w Ameryce Południowej i są bardzo czułe na dotyk. To całkiem jak ja! No prawie, bo ja mam męża z tropików i też jestem czuła na dotyk.
No więc wybaczcie Mimozy, że tyle lat traktowałam Was z góry, udawałam, że Was nie widzę i na Wasz widok trzaskałam drzwiami.
Ostatecznie przypominacie mi tylko o tym, że lato nie jest mi dane raz na zawsze. Bo może gdyby było, to przestałabym zwracać na nie uwagę. Może przestałoby mnie cieszyć, może bym uważała że mi się należy i tyle.

Fajnie, że jesteście Mimozy. Dziękuję, że wystąpiłyście w moim bukiecie i użyczyłyście wizerunku do zdjęć.

Pogodziłam się z Mimozami. Z Jesienią pewnie też się kiedyś pogodzę.


sukienka – Mango | biustonosz – Lana Nguen

You may also like

8 komentarzy

  1. Kochani dziękuję za informację, zapamiętam.
    Chociaż dla wpisu właściwie żadnego znaczenia nie ma jaka to roślina.
    Pozdrawiam!

    1. Nie wiem Ewciu czy zauważyłaś, ale już ileś osób zwróciło uwagę, że to nawłoć. Niemniej nawet, jakby to był baobab to nie o roślinę tu chodzi, pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.