TRZYDZIEŚCI I TRZY!

Siedzę na podłodze w kuchni i słyszę, jak Matka Natura w potwornych bólach wydaje na świat wiosnę 2017.
Najpierw jej wody odeszły i chlusnęło deszczem.
Teraz pręży się na dachu, smagana wiatrem i krzyczy, że nigdy więcej nie spłodzi kolejnej wiosny!!
Dzisiejszy dzień w zasadzie nie różni się od pozostałych, po prostu trzydzieści trzy lata temu, kiedy Matka Natura, skowycząc wniebogłosy wydawała na świat wiosnę 1984, moja mama w zaciszu podłego szpitala, wydawała na świat mnie. W bólach i w milczeniu, bo nie nie chciała być niemiła dla położnych. Sama, bo ojców na porodówki nie wpuszczali.
Tymczasem Matka Natura, dworując sobie z konwenansów, rzygała śniegiem i rzucała gradowym mięsem.
W takich okolicznościach przyrody przyszło mi zobaczyć świat po raz pierwszy.
Całe szczęście, że wcale tego nie pamiętam i znam jedynie z opowiadań mamy.

Z opowiadań mamy wiem też, że byłam niezwykle poważnym dzieckiem, na którym byle czerstwy żart nie robił wrażenia. Dziś zachodzę w głowę, jak to możliwe, i w którym momencie życia pozwoliłam się tak rozpasać swojemu wewnętrznemu błaznowi.
Miałam też poważny logopedyczny zatarg z „r” – innymi słowy, nie umiałam wymówić tej choleynej litey!
Doskwierało mi to o tyle, że w imieniu „Sara”, choleyne „r” pełni ważną funkcję.
Nieumiejętność wypowiadania „r” w połączeniu ze śladowym poczuciem humoru, powodowało szereg zabawnych sytuacji. Oczywiście wszystkim było do śmiechu, tylko nie mi. Życie brałam serio (seyio).
Tak oto któregoś dnia przyszło nam podróżować pociągiem.
Na przeciwko mnie – niespełna dwuletniej o powadze starca, siedzi przemiła babuleńka i próbuje mnie zagadać.
Ignoruję ją jak mogę, aż w końcu pada TO pytanie – a jak ty masz na imię śliczna dziewczynko?
– Saya – odpowiadam dumnie.
– Jak?! – dopytuje babcia
– Sa-aa – sylabizuję stanowczo.
– Jak? Saja?
– SAYA – powtarzam z irytacją.
– Sania? – podśmiewa się staruszka i próbuje zażartować.
Ale ja nie dostrzegam krztyny śmieszności w tej sytuacji, wszak na szali jest moje imię! Odwracam się więc do mamy i ze śmiertelną powagą mówię:
– Mamo, powiedz JEJ pyoszę, że mam na imię SAYA!
W całej tej sytuacji pocieszające jest jednak to, że zostałam nazwana „dziewczynką”, bo do mniej więcej czwartego roku życia, za sprawą lichych włosów, stanowiłam dla postronnych płciową zagadkę.

Co prawda nie było mi po drodze z „r”, ale całymi zdaniami mówiłam, mając zaledwie rok.
I szybko okazało się, że żadne „r” nie jest mi potrzebne do uprawiania siarczystej polszczyzny.
Chętnie odprawiałam z kwitkiem wszystkich namolnych dorosłych, którzy na mój widok dziecinnieli, seplenili i wwiercali się w mój brzuch palcem wskazującym na zaniedbywanie rozumu.

Nie wiem kiedy zakiełkowało we mnie poczucie humoru, może w dniu w którym moją mamę odwiedziły przyjaciółki, a ja korzystając z chwili nieuwagi wrzuciłam ich buty do wirującej frani?
Był to wykwintny żart – najpierw zabawa w chowanego z butami, a kiedy już się znalazły, były zbyt mokre żeby je założyć! Och, boki zrywać.

A może w dniu, kiedy frywolny pieluchowy bobek postanowił opuścić moją pieluchę i do złudzenia przypominać czekoladę?
Był w swojej roli tak wiarygodny, że zdemaskował go dopiero zapach! Iście nieczekoladowy.
Biedna ciocia, która entuzjastycznie podniosła go z podłogi, biorąc za przysmak.

Tymczasem trzydzieści trzy lata minęły.
Nauczyłam się mówić „r”.
Uwolniłam wewnętrznego błazna, często nie potrafię go poskromić.
Urosły mi włosy.
Przestałam być płciową zagadka.
Wydałam na świat trójkę dzieci (niestety w zaciszu narkozy, więc nikogo nie sklęłam).
Przepłynęłam ocean bobków.
Życia i siebie nie borę już zbyt seyio.
Mam więcej niż mogłam marzyć.
Za mało cierpliwości.
I nieustanną pretensję do czasu, że za szybko leci (kwiecień dogorywa, zaraz listopad).

Trzydzieści i trzy.
Wciąż się rozpędzam.
Wasze zdrowie!






You may also like

53 komentarze

  1. W takim yazie życzę Ci wszystkiego, czego tylko sobie zamarzysz! Morza eneygi płynącej z yodziny i samoyealizacji 🙂 Zyj nam sto lat! 🙂

  2. Wszystkiego najlepszego Saro! 5 dni temu kończyłam 32 i wciąż nie nauczyłam się wymawiać „r” 😜 Z imieniem idzie nawet nawet bo „Ania” jest eyo-bezpieczne… Za to zodiakalny „bayan” nadziewał najpierw na rogi wszystkich kpiących,potem spiął swoje futro i z kopyta nauczył się francuskiego, gdzie „r” brzmi mniej śmiesznie, bardziej sexownie… Po polsku bayan nie nauczył się jeszcze, że miłość po 30 bywa trudna: każda wiosna rozkochuje, potem porzuca… A „bayana” niełatwo prosić później o przebaczenie… 😉 Zdrówko!

  3. Cudownie się czyta! Brzmisz jak kobieta naprawdę zadowolona ze swojego życia. Mam nadzieję, że takie życiowe zen też kiedyś osiągnę 🙂

  4. Wszystkiego najlepszego Saro!
    Ach! Jak uwielbiam Cie czytać. Prawie codziennie wchodze by zobaczyc czy jest juz nowy post i tym samym poprawic sobie humor i umilic dzień: ) czekam na książkę!

  5. najlepszego Saro!
    PS. dziwne to uczucie dowiedzieć się że jesteś 4 lata młodsza ode mnie…. podczas gdy mnie wciąż wydaje się, że mam lat dwadzieścia parę 😉 choć aktualnie w 8 miesiącu ciąży ledwo się turlam i kuśtykam jak babuleńka…

  6. Czuję z Panią takie pokrewieństwo dusz, że czasami aż boli… Pierwszy raz piszę jakikolwiek komentarz w bezkresnym internecie. Natrafiłam na Pani bloga dwa lata temu gdy szukałam informacji o kimkolwiek kto posiada trójkę dzieci i nie dość, że nie zwariował, to jeszcze nie wyskoczył z balkonu! Wtedy też myślałam, że będzie nas 2+3… ale status nadal jest 2+2 i pies. O marzeniach, cierpliwości i czasie myślę dokładnie tak samo… W dniu Pani święta chciałabym pogratulować wrażliwości, którą dostrzegam w każdym tekście. Pozdrawiam.

  7. Pamiętam, że miałam lekki problem z wymawianiem r jeszcze w przedszkolu, ale samo mi przeszło. 😀 Nie wiem skąd była ta niechęć do r, ale być może robiłam to specjalnie.:D
    Wszystkiego najlepszego, pięknie wyglądasz.:)

  8. Twoje zdrowie Saya!
    Az strach się bac,kto wyrośnie z mej najstarszej córi mówiącej zdaniami w wieku 13 miesiecy i plecacej wierszyki i rymowanki w 18miesiącu życia..

  9. ja: mama powiedz ladio.
    mama: ladio.
    ja: mama! ale ladio.
    mama: ladio.
    ja: no maaaamaa. ladio! la-dio!
    mama: no mówię: la-dio!
    ja: ale ty głupia mama jesteś, nawet ladio nie umiesz powiedzieć.

    też nie umiałam wymawiać r. a moja mama była śmieszkiem.

    najlepszości!

    1. Pamiętam, że my z rodzeństwem trolowaliśmy brata, który nie mówił „r” – powiedz „robak” – „jobak” no to było tak blisko przekleństwa, że byliśmy w siódmym niebie!

  10. Piękne to, gdy ktoś z taką wrażliwością i poczuciem humoru potrafi pisać… o codzienności. Rzeczom banalnym i błahym nadajesz formę niecodzienną… aż chce sie więcej. Na zdrowie!!!

  11. Droga Sayo,

    tyle razy miałam napisac komentarz, że tak świetnie piszesz, że cudnie sie Ciebie czyta, że rozśmieszasz mnie do niemal do łez, wzruszasz też do łez itd., itp. I popatrz jakoś tak nigdy sie nie złożyło… Teraz jednak MUSZĘ napisać:
    życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń, i tych dużych i tych całkiem malutkich, ciągłego uśmiechu, mniej „potworów” atakujących Cię w domowym zaciszu, duuuużo miłości zewsząd. I wiesz co?- nie zmieniaj się!!!
    Duzy urodzinowy buziak 🙂

  12. Kwietniowe urodziny najlepsze – ja też zaraz kończę kolejny rok życia i też jestem zrodzoną w burzy śnieżnej ( matką smoków). Jednego należy Ci współczuć Miss Ferreira – nie możesz czytać z zapartym tchem najlepszego bloga ever ! To musi być straszne nie móc czytać i oczekiwać postów Miss Ferreiry. Najlepszego !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.