WESPÓŁ W ZESPÓŁ!

A więc wrócił mąż.
Moja ostoja.
Mój wentyl bezpieczeństwa.
Mój hiroł.
Brazylijski macho w dom, lęki won!
Wrócił Luby, przegnał noce strachu – myślałam rozmarzona.
Tymczasem noc, jakby nie zdając sobie sprawy z czyhającego na nią niebezpieczeństwa, spokojnie zakradała się pod próg mojego domu.
Nic z tego, gnido – warknęłam – zabieraj swoje trupie badyle i żywe chaszcze! – mąż wrócił i nie ma dla ciebie litości! Jak tylko cię tu spotka, wybatoży cię srogo! – pogroziłam i rozanielona zanurzyłam się w pościeli.
Zasypialiśmy we trójkę – ja, mąż i błogosławiony spokój.
Ciemność całkiem złagodniała.
Deszcz improwizował na dachu nokturn.
Morfeusz dawkował dobre sny.
Wtem!
Jakaś nutka fałszu wdarła się w tę pieśń o spokojnej nocy.
Jakiś nieoswojony odgłos.
– Czy ktoś tam jest? – szepnęłam wpatrując się w drzwi pokoju.
Odpowiedziała mi cisza. Przypominam sobie, że mam już męża u boku. Naciągnęłam więc kołdrę na uszy, przywołując sen.
Sen przychodzi, ale jakiś taki nieswój, lekko nerwowy, jakby nie chciał żebym zasnęła…
Jakbym nie powinna była usypać czujności…
Coś jest nie tak…
Coś ewidentnie nie gra…
Nagle czuję To. Zupełnie wyraźnie. Czyjś wzrok szczuje moja twarz. Otwieram oczy i wodzę To.
W złowrogo uchylonych drzwiach sypialni, sterczy nieoswojony ponury cień w kształcie ludzkiej sylwetki. Nie rusza się.
Jestem tak przerażona, że nie potrafię krzyku utrzymać w ryzach strun głosowych. Bełkoczę coś i próbuję pod kołdrą namierzyć mężowskie ramię:
– Majkel, ja pierdolę, co to jest? – łkam.
– Co? Gdzie?! – z sennych zaświatów przybywa mąż.
– Tam w drzwiach, zobacz to – szepczę drżącym głosem.
– Jezus Maria, co to jest?! – krzyczy mąż i zamaszystym ruchem w stylu Cubasy opuszcza łóżko, w locie przywdziewając pozę Kung Fu Tygrysa, dzierżącego gardę!
Cień ani drgnie. Zastygł we framudze, stając się upiorną makatką.
Nagle słyszę wrzask – to mój krzyk ześlizguje się ze strun głosowych i z całą mocą opuszcza gardło. Drę się. Mąż do mnie dołącza tęgim „KIAI”.
Krzyczymy! Co to jest?! Co to jeeeest?!!
– Czemu wy tak krzyczycie?! – przedziera się przez nasze wrzaski ponury cień w kształcie ludzkiej sylwetki – i nagle jakby realnieje…
Wygląda znajomo.
I nie tak strasznie…
Jezu, osiem lat temu ten cień opuścił moje łono, żeby teraz powrócić i tak mnie nastraszyć!
Nieoswojony ponury cień w kształcie ludzkiej sylwetki imieniem Marynia.
Nasze dziecko.
Owoc naszej miłości.
Owoc naszego koszmaru sennego.

***

Tej nocy Morfeusz podłożył nam wszystkim senne świnie.
Marynia przyszła do naszej sypialni, nie wie jednak dlaczego zastygła bezgłośnie we framudze.
Podczas śniadania uzgodniliśmy wspólną wersję nocnych wydarzeń – wespół w zespół zesraliśmy się ze strachu, nawet Kung Fu Mąż.



sukienka – h&m
szminka – Golden Rose Liquide Matte Lipstick 05


You may also like

7 komentarzy

  1. Śmiechłam, jak sobie wyobraziłam, jaką minę musiała zrobić Marynia jak usłyszała „Majkel ja pierdole co to jest?!” 😀 Moja Jula pewnie by się tarzała ze śmiechu po podłodze jakby zobaczyła ze udało jej się tak wystraszyc starszych ;D Zreszta ją to zawsze bawi 😀
    Buziaki! :D:*

    1. A czy Marynia kuma co znaczą przekleństwa?:D Już czuję jak będziecie kiedyś w sklepie, a Marynia zapyta „Mamo a co to znaczy ja pierdole?:D” 😀

      świetna jesteś Miss Fereiro, ale kurna powtarzam się trochę, muszę jakieś inne epitety na Ciebie wymyślać:D
      Pozdrawiam!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.