Z CZYM DO LUDZI?!

Nie miałam w planach tego tekstu. Było właściwie dokładnie odwrotnie – miałam zamiar jak najpilniej strzec swojego sekretu. Bo to, o czym chcę dziś napisać od zawsze uznaję za swój wstydliwy problem.
I choć zasypiam z nim i budzę się odkąd pamiętam – w ostatnich miesiącach, jakby dojrzał. Już nie jest sporadycznym zakłóceniem na falach mojej rzeczywistości, ale stał się dręczącym mnie potworem. Do tego stopnia, że ja – jednostka obdarzona wyjątkowo twardym siedziskiem, rozważam sięgnięcie po profesjonalną pomoc.
Dlatego, kiedy dziś rano wpadł mi w ręce felieton Anny Dziewit dla Tygodnika Powszechnego, zareagowałam bardzo emocjonalnie. Z jednej strony poczułam jakiś rodzaj ulgi, że nie jestem z tym sama, z drugiej zaś złość, że niska samoocena może autentycznie człowieka sparaliżować.
Dziewit opowiada o tym, jak dostała propozycję pisania dla Tygodnika Powszechnego – od razu uznała, że nie posiada wystarczających kompetencji i postanowiła odmówić.
Kiedy powiedziała o tym mężowi, ten zwrócił uwagę, że od lat obserwuje tę samą rekcję u kobiet podczas zapraszania ich do swojego programu – osoby uznane, które legitymują się niezwykłymi osiągnięciami – nie są pewne, czy powinny korzystać z zaproszenia, bo nie są wystarczające dobre, wystarczająco kompetentne. NIEWSTARCZAJĄCO.

Rzecz o kwestionowaniu siebie.
Mimo, że walczę z tym, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że absolutnie nic dobrego to nie wnosi do mojego życia – co moment łapię się na kwestionowaniu siebie.
Kiedy dziś rano odwoziłam dzieci do szkoły, nagle, znikąd bardzo wyraźnie usłyszałam w swojej głowie głos, mówiący „nie jesteś wystarczająco dobrą matką, są lepsze”. Następnie ten głos zaczął wyliczać wszystkie moje rodzicielskie potknięcia. Podawał przykłady z dbałością o każdy szczegół. Pamiętasz? Jak podniosłaś głos, jak straciłaś cierpliwość, jak nie miałaś czasu, jak zabroniłaś…
Zaczęłam jakoś nieporadnie się bronić:
– Ale przecież kocham moje dzieci… – głos momentalnie mi przerwał:
– A która matka nie kocha?! Każda kocha, to żaden wyczyn!
– Ale przecież staram się … – wyłkałam, ale głos mnie wykpił.
– Naprawdę się starasz? A nie wiesz czym piekło jest wybrukowane? Pff. Jesteś żenująca. JESTEŚ NIEWYSTARCZAJACO DOBRĄ MATKĄ. Zapamiętaj sobie. Są lepsze.
Przez moment miałam ochotę zatrzymać samochód, przytulić dzieci i przeprosić je za tak nieudolne odgrywanie roli matki, za wszystko. Niespodziewanie wrócił mój zdrowy rozsądek. Jakiś dobry głos szepnął mi „zobacz, spójrz jakie są radosne, takie szczęśliwe dzieci muszą mieć dobrą matkę, nikt nie jest doskonały, każdy się potyka, głowa do góry”.
To jakby trochę pomogło, ale złe ziarno niepewności zostało we mnie zasiane. I to złe ziarno niepewności zawsze jest silniejsze. Zawsze.

Albo kiedy piszę. Niemal zawsze na jakimś etapie tekstu, odzywa się mój wewnętrzny szyderca – „dziewczyno z czym do ludzi! Weź to skasuj. Są lepsi od ciebie. Serio? Klikasz „opublikuj”? Puszczasz w świat takiego gniota? Jesteś żenująca”.
Ale z tym głosem rozprawiam się szybciej – myślę wtedy o wszystkich dobrych słowach, które dostaję od moich czytelników. A wiem, że czytelników mam najlepszych z możliwych – kiedy robię coś dobrze, nie szczędzą mi pochwał, kiedy daję ciała – opierdolą. Są fair. I oni chcą mnie czytać. Nie będę przedkładać jakiegoś parszywego głosu w głowie nad opinię czytelników.
Nie proszę o literackiego Nobla, po prostu sobie piszę.

Rzecz o życiu w ramach.
Wiecie co jest największym paradoksem tej sytuacji? To że bycie matką i pisanie bloga, definiuje mnie.
Żyjemy w świecie ram – trudno, pogodziłam się z tym. Trzeba oprawić drugiego człowieka w ramę jakiejś czynności.
To pytanie, którego szczerze nienawidzę – czym się zajmujesz? Co robisz?
Jestem matką i blogerką – odpowiedź, która zawsze jest niewystarczająca. A co poza tym? Co jeszcze?
Nic. Tylko tyle. Prowadzę dom i piszę bloga. Są tacy co robią więcej, są tacy co robią mniej. Ja robię tyle.
A więc to tak – jestem matką i blogerką. Niewystarczająco dobrą matką. Niewystarczająco dobrą blogerką.
No właśnie nie. Nie tak.
Mam wspaniały ciepły dom, wypełniony śmiechem i płaczem dzieci. Dom, ciągle pełen ludzi, którzy dobrze się tu czują.
Mam bloga, wypełnionego ludźmi, którzy dobrze się tu czują. Ludzi, którzy potrafią napisać mi, że zaglądają tu, kiedy im źle i mają gorszy czas.
Czy to jest niewystarczająco? A może dokonałam już swojego niemożliwego?
Czy muszę swój status oprawiać w ramki?

Rzecz o przeciętności.
Boże, ile razy w życiu słyszałam – porównuj się do najlepszych. Porównuj się do uczniów szóstkowych. Porównuj się do tych co osiągnęli sukces. Do nich się porównuj.
A gdyby tak wyrugować z życia imperatyw „porównuj się”?
Jestem PEWNA, że w moim przypadku z przykazu porównywania się nie wynikło NIC dobrego. Ale zostało to we mnie i porównuję się. Konsekwentnie wypadam gorzej na tle innych. Kiedy stawiam się w szeregu z innymi jestem NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRA.
Jeśli dodać do tego kolejny imperatyw naszych czasów – „bądź najlepszy” to momentami można po prostu oszaleć.
Sięgaj gwiazd.
Dokonaj niemożliwego.
Zdeklasuj innych.
Bądź mistrzem świata.
Obyś tylko nie splamił się przeciętnością.
Oby nie spotkał cię żywot szarego człowieka.

Rzecz o marzeniach.
Kiedy wyciągam rękę po więcej, słyszę znajome „z czym do ludzi?!”.
Są takie dni, kiedy wstaję rano bojowo nastawiona. Przywdziewam zbroję pewności siebie i rzucam rękawicę temu parszywcowi tkwiącemu w mojej głowie.
Nabieram rozpędu i zanim się obejrzę, leżę utytłana tym gównem niepewności, a tłum skanduje „z czym do ludzi, z czym do ludzi!”
Zawstydzona odchodzę, wlekąc za sobą plany i marzenia, których nie zrealizowałam, bo byłam „niewystarczająco dobra”.

Anna Dziewit w swoim felietonie zwraca uwagę, że poczucie braku własnej wartości to problem głównie kobiet. Nie wiem, nie jestem socjologiem, nie prowadzę badań. Ale mam wrażenie, że to raczej problem ludzki, a nie kobiecy. Być może mężczyzn dotyczy w mniejszym stopniu, ale dotyczy z pewnością.

I na koniec – tak wiem, że ten tekst kipi banałami. Tak, wiem, że może jest niewystarczająco dobry 😉
Ale chyba mi lżej, teraz kiedy to napisałam. I jestem pewna, że pewnie niejednej czytającej to osobie, też zrobi się lżej. Jak to? Ona? Wydaje się taka pewna siebie, taka spełniona, taka zadowolona.
No więc – tak, ja też słyszę ten parszywy głos, powtarzający „niewystarczająco, bardzo przeciętnie, słabiutko”.
I wiecie co? Od dziś biorę tego skurwiela za rogi.

PODEJMIJ WYZWANIE, BĄDŹ ZWYKŁĄ DZIEWCZYNĄ

You may also like

59 komentarzy

  1. Droga Saro, wprost nie mogę uwierzyć, że ten problem dotyczy Ciebie. Jeśli tak to świetnie się maskujesz😉 . Pamiętam Cię z teorii literatury u Tyszczyka i nigdy nie powiedziałabym, że brakuje Ci pewności siebie😉. Serdecznie pozdrawiam i gratuluje sympatycznego bloga, czytam z przyjemnością

    1. Mam świadomość, że wyglądam na bardzo pewną siebie, ale mam tego wewnętrznego hejtera-szydercę.
      Jest mi zawsze bardzo bardzo miło, kiedy słyszę że ktoś z naszej polonistyki podczytuje mojego bloga <3
      Ściskam!

  2. Sara! Dziękuję Ci za ten tekst! Normalnie jakbyś siedziała w mojej głowie i słyszała „mój głos”. Ta niepewność siebie i brak poczucia własnej wartości mnie czasem zabija. Jak zaczynam się (często podświadomie) porównywać z innymi, robi mi się jeszcze gorzej.
    A jestem zbliżającą się do 30tki mamą dwójki. Li i jedynie. Jakkolwiek ciężka to praca (inne matki pokiwają teraz ze rozumieniem głowami), brzmi to ubogo. Gdzie tam dedlajny, czelendze, awanse, sranse.
    W tym roku chcę wrócić do pracy po 4 latach przerwy. Z czym do ludzi?! Toż mogę się pochwalić nielada skillsami np. potrafię wyprawić na spacer niefrasobliwą 3,5 latkę i drącego się w niebogłosy 8 miesięczniaka, ubrać w kombinezony, ponakładać czapki i rękawiczki, ustalić i spakować ekwipunek niezbędny w postaci misiów i innych lalek, po czym rozebrać starszaka, bo „siku” i spowrotem ubrać, narzucić dres na piżamę i płaszcz na własny grzbiet i obyć się bez ofiar śmiertelnych.

    P.s. Zdjęcia to Ty na blogu masz nieziemskie! A piszesz pięknie, o rzeczach niby zwyczajnych. Masz wielki dar! I jak to mówią: „nie spie***l tego” 😀 <3

    1. Och doskonale Cię rozumiem i posiadam podobne umiejętności 😀 Jaka szkoda, że nie możemy tego wpisać do żadnego CV.
      Powodzenia w powrocie do pracy, trzymam kciuki!
      Dziękuję za dobre słowa i pozdrawiam najcieplej :*

  3. Jest Pani fantastyczną blogerką i z pewnością fantastyczną matką, a to nie jest „tylko tyle”, to jest „AŻ tyle” 🙂

  4. Saro! Tekst tak bardzo prawdziwy! Genialnie napisany! Trzymaj tego złego za rogi! 😉 jesteś na najlepszej drodze 😊 pozdrawiam!

  5. Jako jedna z tej rzeszy Czytelników (dotąd nieujawniająca się choć z kilkuletnim stażem) postanowiłam się przełamać i napisać jak to wygląda z mojej perspektywy. Po prostu – ja Cię kobieto podziwiam! Odkąd spotkałam się ze zjawiskiem blogów modowych zazdrościłam odwagi w publikowaniu swojego wizerunku, wystawianiu się na krytykę (moja słabiutka samoocena nigdy by mi nie pozwoliła przetrwać pod ostrzałem internetowych ekspertek od wszystkiego) a zawsze się modą trochę interesowałam (estetka ze mnie ;-)). Także wymieniona odwaga to number one do podziwiania u Ciebie. Number two – dobry gust – raz bardziej zbliżony do mojego raz mniej, ale ważne jest dla mnie to coś czyli Twój własny styl -wyraźnie dostrzegalny. Number three – inteligentne, błyskotliwe teksty, „moje” poczucie humoru – kiedy widzę że pojawił się tekst jest to jedna z niewielu rzeczy, która dostrzeżona rzuconym pobieżnie okiem na fb (dziwnie mi wyszło to zdanie) jest w stanie postawić mnie w strefie zagrożenia krzywymi spojrzeniami kierowniczki w związku z zastaniem mnie ze wzrokiem wlepionym w telefon a nie w papiery 🙂 Z tekstów Twoich dzieciaków rżę czasami jeszcze przez dług czas (np. dzisiaj przypomniała mi się SUKOŁA z piosenki Natalii Nykiel :-D) Number four – duma żeś z Lublina 🙂 Kilka lat temu mijałam Cię nawet w Plazie – pędziłaś w pełnym skupieniu z wózkiem (chciałam posłać uśmiech, bo na nic więcej w życiu bym się nie zdobyła, ale akurat chyba sytuacja była lekko kryzysowa bo miałaś wyjątkowo zaciętą minę i trochę mi nie wyszło ;-)) Także ten, nie dajmy się zwariować. Tobie naprawdę nie grozi bycie szarakiem, jesteś wyjątkowa, a w każdym razie są takie szaraki level ekspert jak ja które Cię niezmiennie podziwiają i serdecznie pozdrawiają 🙂 No i marzą by być jak Ty, także w aspekcie rodzino-matczynym. Pozdrawiam!

    1. O kurde, po Twoim komentarzu muszę uważać, żeby mi sodówka nie uderzyła do łba 😀
      Haha, poważnie mówiąc – dziękuję za tyle dobrych słów, aż mnie zatkało – jak napisałam, mam NAJLEPSZYCH CZYTELNIKÓW <3
      Obiecuję popracować nad miną! Następnym razem nie wstydź sie mnie - wbrew pozorom, jestem bardzo miła 😀
      Uściski!

  6. Mam tak samo, za cokolwiek się biorę czuję na plecach „ten głos”, czasami nie jestem zbyt silna by się mu postawić więc ambitne rzeczy do zrobienia pozostają tylko w sferze marzeń. Kiedy natomiast mam lepszy dzień, przypominam sobie o tym, że wszystko za co się zabieram wychodzi w zasadzie genialnie. Przynajmniej skończyłam z porównywaniem się, nie ma drugiej takiej osoby jak ja i nie będzie każdy jest inny. Bierz byka za rogi, krok za krokiem : )Ściskam. Rene

  7. Saro! Czytam Twojego bloga po cichutku od pewnego czasu… Dawno nie spotkałam się z takim lekkim, a zarazem głębokim treścią kunsztem słowa, finezją myśli, błyskotliwym stylem puszczającym raz po raz oko do czytelnika, by go odpowiednio rozbawić, zaskoczyć, wesprzeć, wzruszyć…
    Po kilkuletniej, dodającej skrzydeł, wiary i wszystkiego przygodzie z niszowym blogiem walecznego chłopczyka (bo bez happy endu) http://www.krzysiowemaleconieco.com, postanowiłam wrócić do pisania na zupełnie nowej (radosnej) karcie mojego obecnego „być” – nowy blog jest w fazie powstawania. Mam brudnopis, a w nim setki myśli i dziesiątki szkiców na wpisy…
    Ale gdy czytam taki jak ten Twój ostatni… mój brudnopis łapie buraka, a w mojej głowie słyszę z kolei głos: „z czym do ludzi…?!” 😉 Sporo pracy przede mną, by tak ładnie ubrać myśli… Ale rogów obiecuję nie puścić za łatwo! ;p
    Gratuluję Dziewczyno świetnej roboty, bycia inspiracją i dowodem na to, że w polskiej blogosferze nie trzeba być Hitchcock’iem leadów pustych treści, by odnieść sukces.
    Udanej walki z tym sku***elem nam wszystkim życzę!

    1. Aniu, zajrzałam na Twojego bloga i zwyłam się jak głupia, mam gule w gardle wielkości arbuza i nie wiem co mogę Ci napisać…
      Pięknie pisałaś o swoim Krzsiu <3

      Pisz, pisz. Jeśli porównywanie się do innych nie motywuję Cię, to nie rób tego.
      Ale przecież nawet Twój komentarz jest napisany tak lekko - "brudnopis łapie buraka" - piękne!
      Trzymam za Ciebie kcuki, podeślij link jak już założysz bloga 🙂
      Dziekuję za tyle cieplych słów
      Ściskam Cię <3

      1. Saro! Obiecałam sobie, swojego dopięłam – jest mój blog! Obiecałam Tobie – dzielę się od razu adresem, choć wszystko dopiero jak nasza wiosna – kiełkuje 🙂 http://WWW.TABAYKA.PL
        Póki co,daję się trochę lepiej poznać 😉 Jak będziesz miała czas/ochotę/potrzebę – będzie mi bardzo miło Cię ugościć, choć na chwilkę!
        Pozdrawiam ciepło!

  8. PS. A co do bycia szarakiem – ostatnio poryczałam się na „La la land”, bo ubogość moich perspektyw w porównaniu do dawnych aspiracji chyba mnie trochę uderzyła. W ogóle wątek bycia nie dość dobrym jest zaakcentowany w tym filmie. I dla mnie jako osoby, która już trochę pogodziła się z losem przeciętniaka ten film był naprawdę takim ukłuciem. Bo ja swoich marzeń nie realizowałam nigdy i wątpię, żebym mogła je zrealizować. Nie było warunków – pragmatyzm zwyciężył. A potem oglądasz takich zdeterminowanych marzycieli i myślisz -„Kurde, można? Można. Szkoda, że ja już straciłam szansę. Byłam i jestem leniwym kluchem. Pozostał los szaraka” I tym pozytywnym akcentem zakończę moją wypowiedź 😉

  9. Ach, wzruszyłam się, bo sięgnęłaś mi do duszy! Uwielbiam Twojego bloga, podziwiam Cię, jako blogerkę i matkę. Myślę, że każdy walczy z takim swoim potworem, który wyrósł na takim właśnie „z czym do ludzi?!”. Ale trzeba go każdego dnia kopać w dupsko i się nie dać. Pisz dalej i ratuj mi życie!

  10. Szczerze mówiąc wolę ludzi, którzy mają w sobie taką lekką dawkę samokrytyki niż takich, którym się bez powodu wydaje, że są najwspanialsi 🙂 dopóki nie jest to jakaś paranoja to uważam nawet, że jest to zaleta! Nie znoszę wręcz, gdy ktoś uprawia myślenie życzeniowe i stara się sobie wszystko zupełnie bezrefleksyjnie przerobić tak żeby wyszło że na pewno zrobił wszystko najlepiej jak się dało.

    1. Olu, masz racje – wewnętrzny krytyk jest jak najbardziej potrzebny i wartościowy.
      Ja mam na myśli wewnętzrnego hejtera, którego czasem nie mogę okiełznać.
      Krytyk mobilizuje, hejter dołuje – to jest ta róznica.
      Pozdrawiam najcieplej!

  11. Nie nooooo, SORRRY Girl!
    Ty tak serio?! To uświadamiam Ci kobieto, że… jako stosunkowo świeża czytelniczka Twoich słów, jednak już do Ciebie baaaardzo pzrekonana odbieram Cię jako osobę: szczerą, bezpruderyjną, bezpretensjonalną, piszącą wprost, po ludzku, a nie udającą paniusi „ą, ę” z wypierdzianymi drogimi produktami z „masthew” wyższych sferków (jakże teraz modnymi). Poza tym jesteś dowcipna, wesoła i nie silisz się na bycie super na siłę, jesteś NATURALNA, przez co zdecydowanie jak dla mnie AUTENTYCZNA i ciekawa.
    Szczerze to normalnie noooo, nie denerwuj mnie takimi durnymi hasłami! Kopnij w doopsko ten bluźnierczy, mylny i durny głos, co to Cię bezpodstawnie bałamuci, bo on zdecydowanie pomylił adresy! Oooo! Tak właśnie uważam 🙂 BĄDŹ SOBĄ, bo do takiej właśnie normalnej w jak najlepszym słowa znaczeniu kobiety tutaj przychodzimy.
    A porównywanie się z kimkolwiek jest do doopy! Bo każdy z nas jest jedynym i niepowtarzalnym okazem, oryginałem w najmniejszym calu.
    Amen 😉
    Pozdrawiam i dobrej nocy życzę, zasypiaj z uśmiechem na zadowolonej paszczy :)))

    1. Haha, dziękuję za taki dobry komentarz. Dla jasności – nie siedzę w kącie i nie płaczę, bo „oesu, jestem beznadziejna”, wiem że nie jestem, znam swoją wartość. Niemniej mam w głowie hejtera, który blokuje mnie do działania.
      Ostatnio się uaktywnił, bo chcę wystartować z pewnym nowym projektem, a on mówi „tyle lat siedziałaś w domu z dziećmi a teraz ci się kariery zachciało? pff”.
      Dziękuję Ci za tyle dobrych słów i kopa w dupę, jak napisałam – mam najlepszych czytelników na świecie!
      Uściski!

  12. Co więcej ten problem dotyka też na poważnie młodsze osoby. Dziewczynki wpadają w zabużenia odżywiania,chcą za wszelką cenę być perfekcyjne jak instagramowe „kolezanki”. Bardzo dobrze,że poruszasz ten temat,że napiszesz,że ciasteczka wyszły obrzydliwe!;) to pokazuje cudownosc normalnosci:) oby wiecej takich osob:) Całkiem serio uważam,że miłość jest najważniejsza a tu zdecydowanie nie ma idealow. To nieustanna praca,ktora To ir wychodzi naprawde niezle 😉 pozdrawiam

    1. Kolejny temat do osobnej notki – często o tym myślę, jak wychować moje dzieci na świadomych swojej wartości ludzi w tym obrazkowym społeczeństwie i jak uchronić je przed szaleństwem na punkcie własnego wyglądu.
      I chociaż jestem bardzo daleka mówienia „za naszych czasów”, ale tak – kiedy ja dorastałam, nie byłam bombardowana na każdym kroku zdjeciami ideałów, a dziś te dzieci są.
      Jeśli dorosłe kobiety często nie umieją nabrać dystansu do obrazkowego śwaiata i popadają w kompleksy to co dopiero dzieci?!
      Często o tym myślę.

      1. … O matko!!! Naprawdę napisałam zabuŻenia?!?!?! 😮 aleee siara 😉
        To naprawdę bardzo duży problem i też trochę się trzęse w obawie o przyszłe dzieci. Ale…”keep your head up”:)

  13. witaj w klubie ” niewystarczająco dobrych zaspokajaczy czyjegoś ego/wymagan”
    dopiero po latach zastanawiam się czy chce udowodnić coś komuś czy sobie…zycie z maską przebojowego i peqnego siebie czlowieka…to męczy 😉

    1. A to temat na odrębną notkę. O ile się nie mylę jakiś czas temu pisała o tym Venila – spełniamy czyjeś oczekaiwania i marzenia wobec nas samych.
      Albo jeszcze gorzej – kiedy zarzynamy się, żeby udowodnić coś światu.
      To nie męczy, to może zupełnie wykończyć.

  14. Tak…. ja całe młodociane życie słyszałam-tamte dzieci są kochane, pomocne, mają extra oceny (ja też taka byłam tylko nikt mi o tym nie mówił). Przy okazji słowa że MUSISZ to tamto owanto…ale bez wsparcia tym,że się jest dobrym to średnio działa.

    Dosłownie 3 dni temu dostałam możliwość pracowania w jednym „projekcie” jak to się teraz mówi (fakt kiedyś napomknęłam-to w przypływie akurat wiary we własne możliwości,po komplementach na temat pracy przedprojektowej,że jakby się dało,to pociągnę temat dalej)…rzecz, która jest bardzo odpowiedzialna itp…i co? i po 5 min euforii 3 dni zalewają mnie wątpliwości…czy dam radę, nie no chyba nie dam, nie zbuduję zespołu, będę w nim najgorsza a mam być liderem…
    I tak to z nami jest.Walczę. Tłukę sobie do tej łepetyny,że dam radę, jestem dobra, inaczej by nie chcieli ze mną pracować.

    A najlepsze jest to,że ludzie odbierają nas inaczej-ja np Ciebie Saro odbieram jako kobietę z mega poczuciem własnej wartości, twardą, bez wątpliwości-co nie wyklucza delikatności i kruchości kobiecej:)

    1. Ania, nie daj się! Jeśli chcą, żebyś dowodziła dużym odpowiedzialnym projektem to znaczy, że jesteś naprawdę dobra i kompetentna.
      Zagoń tego wewnętrznego hejtera w kąt!
      Domyślam się jak Ci ciężko, ja sama chcę wystartować z jakimś moim nowym projektem, ten moment kiedy dopada cię myślenie „pewnie mi nie wyjdzie, pewnie sobie nie poradzę”, jest okropny o trudno się z tym myśleniem uporać.
      Trzymam za Ciebie kciuki, daj znać jak poszło!
      Uściski!

  15. Droga Saro!
    Zaglądam na Twojego bloga od dwóch lat. Czekam zawsze z niecierpliwością na Twoje teksty. Zawsze bardziej one mnie interesują niż zdjęcia, nie zrozum mnie źle, wyglądasz na każdym z tych zdjęć ZJAWISKOWO! Ale to, co jeszcze lepsze przelewasz na papier, a raczej na klawiaturę. Nie raz było już tak, ze zaśmiewałam się przy niektórych anegdotkach o Twojej rodzince. Nawet mój mąż, który ma nieco odmienne poczucie humoru, chętnie słucha, kiedy czytam mu niektóre wpisy. To dlatego, że jest w nich bardzo dużo prawdy, którą przedstawiasz w niezwykle uroczy sposób. Tym bardziej niezwykle się zdziwiłam, gdy napisałaś, że masz taki problem! Zdziwiłam się, ale też podniosło mnie to na duchu – bo MAM TAK SAMO JAK TY! Co prawda nie jestem jeszcze matką, ale mam swoje wyobrażenia na ten temat i za każdym razem, gdy rysuje się przed moimi oczami wyobraźni obraz mnie jako matki świetnej – w mojej głowie pojawia się chyba ten sam głos, co u Ciebie „z czym do ludzi?”. I tak w kółko – 1. jesteś złą żoną, ten twój mąż to najchętniej już teraz by Cię zostawił, 2. ale okropny obiad ugotowałaś, masz syf w domu – beznadziejna z Ciebie pani domu, 3. znowu nie pamiętasz czynników ryzyka choroby zakrzepowej – co z ciebie będzie za lekarz?! 4. wyglądasz źle, żle, żle, żle…. chcesz tak wyjść na ulicę? lepiej się schowaj pod kołdrę.. itd itd itd… I nie to żebym z tym nie walczyła, każdy dzień to moja mała walka o siebie. Niestety najczęściej przegrana. My kobiety jesteśmy karmione obrazkami w telewizji i internecie z podpisem „jak być idealna”. I to są dopiero banały! A ja dziękuję Ci bardzo za ten tekst! Bo dzięki niemu zrozumiałam, że po drugiej stronie ekranu siedzi kobieta „z krwi i kości”, która codziennie boryka się z tym samym co ja. I jeszcze chętniej powrócę na Twoje bloga, po kolejną porcję tej prawdy, jaką nam tutaj przedstawiasz. Pozdrawiam serdecznie!

  16. Świetny tekst !!! Tak, jakbym widziała siebie i dokładnie to samo drzemie w mojej głowie. To ten przeklęty PERFEKCJONIZM – zmora naszych czasów. Wszyscy dookoła mówią nam jak powinniśmy żyć, nieustannie jesteśmy wystawieni na krytykę i porównania do tych najlepszych – „ludzi sukcesu”. Mój przykład: pracuję ogólnie rzecz ujmując w handlu. Nie lubię tej roboty, nie odnajduję się w niej, nie daje mi satysfakcji i przyjemności, ale w miarę dobre wynagrodzenie i dlatego się jej trzymam, bo za coś trzeba żyć, a wykształcenie humanistyczne nie daje wielkiego pola do popisu na rynku pracy. Mam też pasję – uwielbiam piec. Robię torty, ciasta, ciasteczka i sprawia mi to ogromną frajdę. Kilka miesięcy temu rozpadła się moja poprzednia firma. Mąż i znajomi od razu mi powiedzieli, że to znak i powinnam w końcu pomyśleć o własnej cukierni. Oni wszyscy mówią, że moje ciast są genialne. Wszyscy, poza mną. Owszem, są bardzo dobre, ale NIE IDEALNE. Ja zawsze szukam dziury w całym. A tu wzór na torcie jest niedoskonały, figurki nie są identyczne jak u Disneya, a tu ciastka za mało atrakcyjne, a przede wszystkim – cukiernie robią takie cuda, gdzie mi się do nich porównywać… Z CZYM DO LUDZI? To pytanie towarzyszy mi za każdym razem, kiedy coś mi nie wyjdzie perfekcyjnie. Tych drobnych detali nikt poza mną oczywiście nie zauważa. Rezultat jest taki że myślałam, myślałam i niestety zwyciężył mój wewnętrzny krytyk. A co będzie jeżeli ktoś przyjdzie i powie, że mu nie smakowało albo że było przecietne? To znaczy, że jednak jestem do bani ? Nie było idealne… I znowu wracam do mojej starej pracy z poczuciem porażki, że przegapilam szansę, że nie dałam rady zawalczyć o swoje marzenia. I o ile miałam wsparcie pokaźnej grupy osób, to z drugiej strony słyszałam: chcesz się pakować we własny biznes? Wiesz, ile to czadu, poświęcenia? A co będzie, jak Ci nie wyjdzie ( Z CZYM DO LUDZI)?
    Saro, chciałam Ci powiedzieć, że oprócz Twojego nie czytam żadnych blogów, bo te, które znam nie dorastają Ci do pięt. Masz inteligencje, poczucie humoru i potrafisz wszystko tak pięknie ubrać w słowa, że aż dech zapiera! Bez nadecia, patosu i sztuczności – brawo! Nie możemy dać się stłamsić jakiemuś wyimaginowanemu wizerunkowi chodzącego perfekcjonizmu, którym żadna kobieta, ani żaden facet nigdy nie będzie, każdy z nas jest tylko człowiekiem.
    I skoro Ty bierzesz tego wewnętrznego „skurwiela” za rogi, to ja też !!!

    Pozdrawiam

    1. Haha, czy Ty wdarłaś się do mojej głowy może?! Kurcze, mam dokładnie TE SAME, TE SAMIUTEŃKIE myśli.
      Ja co prawda nie otwieram cukierni, ale marzy mi się rozpoczęcie własnej działalnosci w charakterze stylistki i personal shoppera. Wszyscy znajomi – super, rób to, świetnie ci to wychodzi!
      Głos w głowie: ty? Stylistką? A gdzie doświadczenie? A co jak klient będzie niezadowolony? Oj weź z czym do ludzi.

      Dziękuje Ci za tyle dobrych słów!
      Umówmy się tak – robimy te swoje biznesy, i ja przyjdę do Twojej cukierni, a Ty do jeśli bedziesz potrzebowała stylistki – deal?
      Ściskam!

      1. Tak, robimy deal – jesteśmy umówione 😊
        Podobno cele trzeba stawiać konkretne i mierzalne – najdalej za 2 lata – taki jest mój cel od dzisiaj!

  17. Wiem oczywiście o czym mówisz:) Ci wewnętrzni hejterzy (też mam swojego) uaktywniają się pewnie bardziej właśnie teraz, w czasach internetowych ideałów – wszędzie wokół widzimy same piękne, udane i pełne sukcesów życia, i porównujemy do naszej zwykłości i nie ma szans żeby to nasze nie wypadło blado…
    A do tego to chyba ten wiek, około trzydziestki, czas pierwszych podsumowań, co komu w życiu wyszło a co się nie udało. No i po tej trzydziestce (upraszczam oczywiście) przeważnie jest tak że się wybrało jedne drzwi ( automatycznie nie wybierając innych. Niby oczywiste, ale wydaje nam się czasem że możemy iść kilkoma drogami jednocześnie), czyli albo dzieci albo kariera, albo włóczęga po świecie. Bo serio przez te 5 czy 8 lat po studiach jak się urodziło dwoje czy troje dzieci, to gdzie tu był czas na spektakularną karierę. Albo jak się pracowało na karierę albo budowało własną firmę to gdzie był czas na rodzenie i wychowywanie dzieci?

    I jeszcze, żeby dopełnić czary banałów w moim komentarzu, zacytuję fragment desideraty, czyli pięknego, pełnego truizmów tekstu, który zawsze jakoś przywraca mnie do pionu: „Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.”

    Pozdrawiam, i dodam, że niezmiennie jesteś w czołówce moich ulubionych blogerek:)

    1. Och Pola <3
      Czy mogę przyjść do Ciebie na kozetkę?
      Jest tak jak piszesz - moje dzieci są już duże, ja mam zaraz 33 lata i czasem to podsumowanie moich dotychczasowych osiągnięć wydaje mi się tak ubogie (chociaż WIEM WIEM, że nie powinnam tak myśleć). A z drugiej strony moja bratowa zawsze mówi "boże Sara, jak tobie dobrze! 30 lat, dzieci odchowane, świat stoi otworem!" I kiedy ona to mówi, uderza mnie jak inaczej można postrzegać tę samą sytuację.

      Dziękuję Ci, że tak wiernie tu zaglądasz, to niesamowite <3

  18. Bardzo się cieszę, że to napisałaś. Uderzyłaś w samo sedno. Mam wrażenie, że cały czas chcemy być inni, niż jesteśmy. Patrzymy na osoby, które wydaje nam się, że tyle osiągnęli, muszą być tacy spełnieni. I to porównywanie wykańcza nas, bo nigdy nie będziemy tacy jak INNI. Warto docenić własne życie, własne osiągnięcia, nadal się starać, ale ważne, żeby to staranie nas nie zjadło. Trzeba odważnie stawiać czoła światu, ale na własnych zasadach w komforcie psychicznym i dziarsko odpowiadać „z TYM do ludzi” 😉 Btw twojego bloga czytam od dawna i uważam, że masz świetny styl pisania, lekkie pióro, a może bardziej klawiaturę 😉 i bardzo ciekawy styl.

    Pozdrawiam

  19. Mój ‚szyderca’ wyraźnie dał o sobie znać odkąd jestem na macierzyńskim. Swojego bloga i pasje jak paznokcie i makijaż zawsze muszę odłożyć na później, bo coś ważniejszego jest do zrobienia. Wielokrotnie zrezygnowałam z ‚dobrej’ propozycji tylko dlatego, że uważałam, że nie nadaje się oraz bojąc się krytyki gdyby co oczywiści, a później dobijały mnie myśli, że znów stoję w miejscu:( naoglądam się co wieczór tych pięknych makijaży i paznokci na Instagramie i myślę sobie co ja mam do zaoferowania skoro inni tak wszystko pięknie robią?! Ale zaczynam walczyć o siebie i 17 lutego idę na doszkolenie ze stylizacji paznokci 🙂

  20. Och Saro ! Gratuluje ci odwagi napisania tego tekstu. Szczerze cię uwielbiam, mnie też to czasem dopada ale ciesze się że cześciej słucham swojej intuicji i robie swoje nie słuchając tego głosu. Dużo daje mi wsparcie bliskich mi osób. Życze ci powodzenia w walce z samoocena!

    Pozdrawiam.

  21. Pani Saro, nigdy bym nie przypuszczała, że taki problem dotyczy także Pani… Jestem osobą o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, ciągle kwestionuję swoje wybory, decyzje, chyba wszystko co się da. Tkwię w beznadziejnej pracy, która nie daje mi satysfakcji, ale przecież nie zmienię jej, bo jak to? Przecież Ty nic nie potrafisz, nie poradzisz sobie, zostaniesz na bruku! I nie chodzi tylko o pracę, mam z tym problem w każdej sferze życia… Czasami mam ochotę poznać nowych ludzi, zapisać się na nowe studia, albo prawo jazdy, cokolwiek. Zawsze jednak słyszę w środku ten głos. No co Ty, nie dasz rady, nie poradzisz sobie, nie jesteś interesująca dla nikogo! Stało się to na tyle uciążliwe że nie mogę nawet normalnie spotkać się z przyjaciółmi. Niedawno rozpoczęłam psychoterapię. Może gdybym zdecydowała się wcześniej, nie zaszłoby to tak daleko. Dlatego uważam, że warto skorzystać z pomocy profesjonalisty. I wierzę, że dla mnie też nie jest za późno. Dziękuję za ten tekst i życzę powodzenia. Jest Pani super, proszę się nie dać!

  22. I tu potwierdza się to, o czym przekonałam się dawno temu – każdy, dosłownie każdy, ma „swój problem”. Czyjeś życie może nam się wydawać idealne, „ja też tak chcę”, ale gdybyśmy weszli w skórę tych, którzy są przez nas uważani za idealni, zdalibyśmy sobie sprawę, że oni też z czymś się zmagają. Wystarczy natomiast uśmiechnąć się i automatycznie wszyscy dookoła myślą, że wszystko u Ciebie w porządku…
    Życzę Ci z całego serca, żebyś ujarzmiła swojego wewnętrznego hejtera – trzymam kciuki 🙂

  23. Robmy swoje. Juz dawno temu wypisalam sie z tego wyscigu szczurow, zyje tak, jak mi sie podoba, pracuje na pol etatu i mam narzeczonego mlodszego o 10 lat. Czasem pojawiaja sie mysli ” co ty osiagnelas w zyciu, inni zrobili wiecej lepiej..?”, ale wiesz co? Odganiam je jak natretne muchy. Zawsze wtedy sobie mowie ” No i co z tego?Jak to sie ma do wiecznosci?I tak wszyscy umrzemy. Przeciez nie scigasz sie z nikim, a tobie jest tak bardzo dobrze,rob swoje i nie przejmuj sie, wszystkich i tak nie zadowolisz, wiec sprobuj chociaz siebie.”

    Czytam Cie zawsze z ogromna przyjemnoscia, masz talent do poslugiwania sie slowem, i na pewno Twoje dzieci beda wspominac fantastycznie swoje dziecinstwo,majac taka mame w domu 🙂

  24. Sara, świetny wpis! Uczucie niepewności znam aż nadto dobrze, chociaż w towarzystwie uchodzę za niezwykle pewną siebie. Uczucie niepewności powstrzymuje mnie od dłuższego czasu przed rozpoczęciem pisania bloga – bo „są lepsi, ja tak nie potrafię”. Zdarzały się sytuacje, kiedy byłam zszokowana kiedy dowiedziałam się, że ktoś bał się do mnie podejść, bo jestem „taka pewna siebie i wygadana. Zdarzały się też takie, że osoby, które ja postrzegałam, jako bardzo pewne siebie i niedostępne okazywały się przesympatyczne i „takie normalne”. Zaskakujące, jak różnie od tego, co sami o sobie myślimy,postrzegają nas inni.

  25. Świetny tekst! Normalnie jakbym czytała o sobie… Nie znam Twojego bloga, wpadłam tu, bo koleżanka udostępniła ten wpis, ale uważam, że jest o mnie. Z tym że u mnie to się przejawia raczej jako ciągłe poczucie winy. I przeświadczenie, że cokolwiek mi się w życiu udaje osiągam tylko fuksem, przez głupie szczęście, zarządzenie losu… Też zamierzam nad tym pracować.
    Niestety, to zmora kobiet. Od maleńkości sporo się od nas wymaga.

    Uważam, że masz lekkie pióro,przyjemnie się czyta ten tekst i chociaż nie znam reszty Twoich wpisów, uważam, że świetnie potrafisz oddać sedno problemu.
    Trzymaj się i twórz dalej. Jeśli przynosi Ci to radość – to cholernie warto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.